Witam,
Dziękuje na początek dziękuje za poświęcony czas i z góry za jakąkolwiek pomoc.
Jestem w związku 4 lata, wiem iż jestem trudnym człowiekiem ale dla ukochanej osoby potrafię zrobić wszytko o co mnie prosi, może nie odrazu lecz po woli systematycznie. Jak już pisałem jestem w związku 4 lata, może na początku nie potrafiłem okazywać mojej miłości, nie chodziłem i nie mówiłem mojej wybrance ze ją kocham na każdym kroku, leczy byłem zawsze wierny, wyrozumiały, byłem zawsze blisko kiedy Ona tego potrzebowała. Nie zgadzaliśmy sie zawsze, ze sobą w 100% - no bo chyba takich ludzi nie ma. Lecz zawsze rozmawialiśmy szczerze. Nieraz juz mi brak siły jak przez dwie godziny tłumacze ze robi źle a ona i tak następnego dnia z tej rozmowy nie wyciągnęła żadnych wniosków - ale o tym później. Znajomi na początku odradzali mi abym nie był z Anią bo ona do mnie nie pasuje. Ania jest jest trudną osobą która ma 30 lat lecz zachowuje sie jak by miała 15 lecz ja postanowiłem zrobić inaczej, na przekór wszystkim bo czego nie rozbi sie z miłości. W naszym związku nie chodzi o SEX jak zaraz ktoś zasugeruje ponieważ przez pierwsze 1,5 roku nie spaliśmy ze sobą. Potem jakoś poszło lecz zawsze no może prawie zawsze z mojej inicjatywy. Z uwagi, iż nie mieszkamy razem - niestety (rodzina by jej na to nie pozwoliła przed ślubem) czasu i okazji na SEX jest naprawdę niewiele. Lecz nie przypominam sobie aby to Ona tego kiedyś chciała, aby to ona zrobiła "pierwszy krok". Tłumaczy mi to tym, iż ona tego nie potrzebuje, i może bez tego żyć ja to szanuje ale ..... sami(e) wiecie jak jest, ileż można... Na początku myślałem, ok nie chce nie będę ją do tego zmuszał, poczekam ale ileż można czekać 4 czy to długo, czy wystarczająco... I tu moje pierwsze pytania ja jestem facetem ja tego potrzebuje a Ona tego nie chce bądź jak chce jak już sie zgodzi to jak pisałem tylko robi to dla mnie czy to normalne bo dla mnie nie do końca.
Ja jestem Cierpliwy poczekam zobaczę jak będzie Kocham Ją wiec to zniosę - tak sobie myślałem do ostatniego czasu. Kiedy to poszliśmy na dyskotekę i życie przewróciło mi się do góry kołami. Poznała tam chłopaka z którym tańczyła - ja nie umiem tańczyć dobrze lecz robimy to staram się, no i nieraz nie dwa przetańczyliśmy nie jedną imprezę i byliśmy szczęśliwi, lecz tego dnia nie miałem ochoty wiec, bylem zły na cały świat wiec na "rękę" było mi to, iż tańczy z innym. Ufałem jej bezgranicznie. Po godzinie przychodzi do mnie znajomy i mówi: Nie przeszkadza Ci to jak Ania tańczy z tym gościem, popatrz ja bym na to nie pozwolił, popatrz jak oni tańczą. Odparłem, Maciek znasz mnie, znasz nie od dziś wiesz ze w jedno w co mogę ufać to to, ze Ania mnie nie zdradzi. I skończyliśmy temat. Po chwili Ania wróciła przyszli znajomi nasi. Za jakiś czas kolo przyszedł jeszcze raz i ją "zabrał" do tańca i sytuacja się powtórzyła tym razem to samo powiedziała mi moja znajoma. Czemu ty na to pozwalasz popatrz Ania jest ok ale jak on tańczy on nie tańczy ok. Odparłem to samo to Maćkowi, lecz kiedy podszedł do mnie znajomy którego nie widziałem już dłuższy czas i powiedział mi, ty jeszcze jesteś z Anią czy nie, ja doprałem dlaczego a on: to nie widzisz popatrz, ja na to no co tańczą. On no tak ona tańczy ok ale popatrz co on robi ( nie dotykał jej w intymne miejsca ale ją prowokował, chyba wszyscy wiemy jak i co robił) Nie wytrzymałem i jak wróciła powiedziałem ze dość mam dość i że nie życzę sobie aby z nim tańczyła. Odparła dobrze ale dla czego, przecież nie robi nic złego a to że On robi to że to nic bo ona na to nie reaguje. Poprosiłem kochanie nie bo nie proszę Cię o to zależy mi na tym. Nigdy w życiu jej niczego nie zabraniałem spotykała sie z kim chciała tańczyła z kim chciała to był pierwszy raz. Odparła dobrze. Za chwile ten gość przyszedł i ją poprosił. Ona odmówiła ale wtedy pierwszy raz zobaczyłem jak na niego patrzy jak jej bardzo Jej na tym zależy i z jakim bólem mówi ze NIE. Sprawa sie zakończyła. Za tydzień wybrałem sie w to samo miejsce, wcześniej wypiłem dość dużo alkoholu (urodziny przyjaciela) lecz nie było widać po mnie ze jestem pijany - to nie była moja opinia, ja sie czułem ze jestem pijany ale nie było widać po mnie tego. Przyszła Ania z koleżanką, wiedziałem ze tam będzie ona wiedziała ze ja też tam przyjdę. Siedzieliśmy razem ok 2 h tańczyliśmy lecz nie do końca mi to wychodziło, alkohol i mój brak umiejętności był na pewno tego powodem i było wszytko ok do kiedy Ania nie wstała i nie poszła do koleżanki po chwili odwracam sie a Ona tańczy z nim, z tym samym gościem co tydzień temu, z tym samym. Wybuchłem coś we mnie pękło. Wstałem i wyszedłem. Nie chciałem robić scen, byłem pijany moglem zrobić coś głupiego wolałem wyjść. Ania gdy dowiedziała sie ze wyszedłem zadzwoniła do mnie - nie widziałem oraz napisała sms-a gdzie jestem i dlaczego ja zostawiłem. Nie odpowiedziałem. Stwierdziłem ze to już jest koniec, napisałem jej sms-a ze dla mnie juz teraz możne robić sobie co chce. Ta sytuacja przelała szalę goryczy, od jakiegoś roku nie czułem sie kochany, SEX o którym mowa na początku i brak porozumienia , no i ogólnie postanowiłem z tym skończyć. Następnego dnia ok 12 ona zadzwoniła do mnie i wytłumaczyła mi, ze w chwili kiedy wyszedłem nie tańczyła z nim, że to był inny kolega. Emocje opadły na chwilę ponieważ zaraz potem powiedziała mi po tym jak jej wytłumaczyłem ze tego bym juz chyba nie wytrzymał ze ona zaraz po tym jak wyszedłem zobaczyła ze ten gość jest na sali i poszła z nim tańczyć. W sumie przetańczyła z nim cały wieczór oraz nie tylko bo wyszli w "spokojne miejsce" i rozmawiali. W sumie spędzili cały wieczór razem dobrze sie bawiąc a fakt ze ja wyszedłem zly mając w dupie. Postanowiłem porozmawiać z Nią wytłumaczyć ze mi sie to nie podoba i że nie będę tego tolerował. Ona go broniła, broniła siebie ze to tylko taniec ze Ona nic wiecej nie chce. Ona chce tylko z nim tańczyć. Po dość długiej rozmowie i ona nadal wychodziła z założenia ze będzie z nim sie spotykać oraz iż będzie z nim tańczyć. Po głupiej pyskówce powiedziałem albo ja albo on niech wybiera 4 lata związku i ja albo ON. Nie chodzi mi głównie o tego gościa lecz o to, że ja ją o coś prosiłem, o fakt ze poprosiłem ją o to aby nie tańczyła a ona miała mnie w dupie, nie chodzi o to ze ona z nim tańczy tylko o to ze tak wściekle go broni, nie zna go i kładzie na szali nas związek, ponieważ nawet po moim argumencie nie przyznała mi racji tylko nadal wściekle go broniła jak by to był jej najlepszy, jak bym zabronił jej oddychać. Nie potrafię tego opisać ale walczyła jak matka o dziecko które ktoś właśnie próbuje jej odebrać. Skończyliśmy temat powiedziała ze jak nie chce to nie będzie tego robić.
Po ok 4 tyg dowiaduje się ze ona ma do niego nr telefonu którego nie wzięła od niego tylko od jego koleżanki. Ze ma go na Facebooku, ze pisała do niego dziękowała mu za taniec on do niej też. Dowiaduje się ze po tym jak z nim tańczyła i jak poszli w ustronne miejsce porozmawiać siostra jej przyjaciółki pyta sie czy go "przylizała", Wiecie jak to jest jak dwoje ludzi sie kocha patrzą na siebie w sposób specyficzny lecz sie do tego nie przyznają tak własnie było w tym przypadku każdy to widział jak oni tańczą jak na siebie patrzą ale ona tego nie dostrzega uważa ze nie robi nic złego. Wróciłem do rozmowy z nią na ten temat powiedziałem ze nie życze sobie aby ona sie z nim kontaktowała, wytłumaczyłem, iż nie życze sobie aby miała z nim jakikolwiek kontak nie chcę aby miała go na Facebooku ani nigdzie indziej. Powiedziałem jej ze jestem zazdrosny i że sobie tego nie życzę. Nie rozkazałem jej lecz powiedziałem ze wiem o tym ze poszli gdzieś z parkietu gdzie byli sami, ze jej ufam i wiem ze nic złego nie robiła ale nie podoba mi sie to jak moi znajomi mi mówią o tym. A ona odparła ze tak poszli ale tylko rozmawiali i że on od niej niczego nie chce bo nawet ją zapytał " Wiesz Ania my tutaj siedzimy jako znajomi ?!" --- oooo zgrozo gość się pyta/mowi to dziewczynie z która tylko tańczy od której nic nie chce, dziewczynie która nie robi nic złego ?! która nie daje jakiś sygnałów, nie zniosłem tego. Powiedziałem zero kontaktu i aby mi juz nic nie mówiła bo sie pogrąża, iż wiem ze mowi mi to bo chce być ze mną szczera ale czy ona nie widzi co ona mówi i co robi. Odparła dobrze. Myślałem ze wszytko jest w porządku ze zrozumiała, niestety. zdaje sobie sprawę z tego ze wchodzi na jego profil na Facebooku ze ogląda zdjęcia, powiedziałem jej o tym, a ona nie zaprzeczyła powiedziała ze tak. Ja jej na to myślałem ze po tylu rozmowach i po tym jak sprawę postawiłem będziesz miała na tyle oleju w głowie i z miłości do mnie usuniesz go i faktycznie zaniechasz jakiegokolwiek kontaktu odparła mi ze nie. Ze nie będzie go usuwała bo chce go mieć, chce wiedzieć co u niego, i że nie zrobi tego co ja chce. Powiedziałem ze nawet tego nie wymagam abyś usuwała go bo ja tego chce, ja chciał bym abyś raz w życiu sama tak pomyślała i sama to zrobiła sama go wywaliła ponieważ ukochana osoba ja o to prosił, bo wie ze mi na tym zależy, wie jak bardzo mi na tym zależy. Ale nie dalej broni go jak lwica twierdzi ze nie robi nic złego. Proszę o pomoc powiedzcie mi czy ja jestem MATOŁ czy ja robię coś złego ? czy ja za dużo wymagam. Powiem tak na chwilę obecną jestem o krok od zerwania lecz uwieście mnie ze zrobie to wtedy jak wykorzystam wszystkie inne możliwość a wasza opinia jest chyba już ostatnią.
Ps. Przepraszam ze błędy logiczne i stylistyczne ale chciałem skończyć jak najszybciej no i emocje tez nie małe.