Nie przypuszczałam, że pojawię się na tego typu forum i będę żalić się obcym ludziom. Słabość, zrezygnowanie, beznadzieja...
Witam wszystkich, nie wiem czy to akt desperacji czy wynik szoku jaki obecnie przeżywam, postanowiłam się uzewnętrznić 'internetowi'.
Mam tylko albo aż 28 lat, od ponad 7 z jednym facetem, który mnie kochał wręcz wielbił... właśnie, czas przeszły. Były również zaręczyny, planowanie rodziny i wspólnego drewnianego domku. Nie zawsze było różowo przez te 7 lat, już się wcześniej rozstawaliśmy czy jak kto woli dawaliśmy sobie czas na przemyślenia. Jednak to co dzisiaj usłyszałam nie pozostawia złudzeń. Pierwszy raz usłyszałam, że już mnie nie kocha, że nie ma dla nas wspólnej przyszłości, że nie zależy mu na kontaktach ze mną. I zapewnia, że to nie moja wina, on się po prostu odkochał, a bez miłości związek nie może istnieć. Czy ja jestem jakaś głupia wierząc, że zmieni jeszcze zdanie ? Może zatęskni ? Z drugiej strony nawet jak będzie się kajał i przyzna się do błędu nie wiem czy moja osobista duma pozwoli na robienie z siebie kretynki. A jak to był ten jedyny, mój przyjaciel wspierający mnie w każdej sytuacji, nie wyobrażam sobie bycia, spania, jedzenia, spędzania czasu, dzielenia życia z kimś innym. Szok. Nie płacze, nie bluzgam, nie życzę mu wszystkiego najgorszego, jestem w totalnie rozbita i zaskoczona. Choć czytając na tym forum historie innych, moja to pikuś.
Panowie, do Was pytanie, czy Wy naprawdę nie potraficie zawalczyć o związek, dlaczego nie doceniacie, dlaczego jesteście aż tak egoistyczni. Nie wszyscy oczywiście ale w przeważającej większości. Gdzie się podziali odpowiedzialni faceci, no gdzie ?