Piszę to ku przestrodze wszystkich, którzy chcą zdradzić. Wiele lat temu poszłam do łóżka z kolegą z pracy. Byliśmy obydwoje w stałych związkach, jednak wspólne wyjazdy na delegacje umożliwiały kontynuowanie naszego romansu. Kilka lat później założyliśmy własną firmę, cały czas będąc razem. Ja zakochałam się w nim na zabój, tak naprawdę, do końca. Ustaliliśmy jednak, ze nie będziemy krzywdzić naszych stałych partnerów, więc trwaliśmy tak prowadząc podwójne życie. Trwało to 10 lat a ja, choć ciągle zazdrosna o jego żonę, jakoś to sobie w głowie poukładałam - kochałam więc znosiłam wiele. Jednak od pewnego czasu coś zaczęło się psuć między nami. Nie chciał razem wyjeżdżać, nie okazywał czułości, stał się niesłowny, dziwny. Tłumaczył to zbyt dużą ilością pracy, stresem, etc. - ja wierzyłam. Pewnego dnia nie było go w biurze a ja potrzebowałam coś sprawdzić w jego laptopie. Nagle zauważyłam, że ktoś do niego napisał - coś mnie "piknęło", otworzyłam komunikator i.... zamarłam. Zobaczyłam miłosne wyznania, umawianie się na schadzkę, serduszka i buziaczki. W tych rozmowach ja też się pojawiałam... jako tamta, która "przeszkadza". Okazało się że mój kochanek zdradza mnie w najlepsze ....z moją dawną koleżanką!!!! Myślałam, że to sen, że to niemożliwe. A najgorsze, że przez cały ten czas on nie wycofał się z naszego związku, no i oczywiście trwał dalej w małżeństwie....Czasem spotykali się w naszym biurze. Nie wyobrażacie sobie jak cierpię i co przeżywam. Po wielu rozmowach zdecydowałam się zostać w firmie, ale trudno to wszystko poukładać od nowa. Ale jedno zrozumiałam. Co to znaczy ból po zdradzie, szczególnie gdy się bardzo kocha. Sama okłamywałam męża przez tyle lat i bardzo tego teraz żałuję. Wiem, że gdyby dowiedział się, cierpiałby tak samo. Zdradzałam i zostałam zdradzona. I dobrze mi tak - NIGDY tego nie róbcie!!!
amen
Wow,fajnie pokomplikowalas sobie zycie.
Zaiste dobrze Tobie
Widzisz, za zdradę dostałaś zdradę.
Mam tylko pytanie, dlaczego żałujesz, że zdradzałaś?
Piszę to ku przestrodze wszystkich, którzy chcą zdradzić. ...... Sama okłamywałam męża przez tyle lat i bardzo tego teraz żałuję. Wiem, że gdyby dowiedział się, cierpiałby tak samo. Zdradzałam i zostałam zdradzona. I dobrze mi tak - NIGDY tego nie róbcie!!!
Prawdopodobnie gdybyś przeczytała tego swojego posta 10 lat temu to nie zmieniłabyś swojego zachowania. 10 lat z kochankiem to jak małżeństwo. Mimo wszystko ciśnie mi się na usta powiedzenie, że lepiej kochać i stracić niż nie kochać nigdy. Nie wierzę, że żałujesz. Boli, pali, masz doła. Ale nie zmieniłabyś czasu.
Było, minęło, przeminęło, zaczynasz nową drogę. Może teraz z mężem w końcu jeśli nie wszystko umarło?
Ale jak on mógł Cię zdradzić, skoro mieliście romans i nic Ci nie obiecywał?
To jak zdradzić prostytutkę, tego się po prostu nie da zrobić.
dziki_znajomy mylisz się, czasem zdradza się kochankę z żoną ![]()
dziki_znajomy mylisz się, czasem zdradza się kochankę z żoną
A jak mało to żone i kochankę można zdradzic z kolejną kochanką itd.a najzabawniejsze jest to,że taki facet się dobrze bawi.
Sport,hobby,choroba...?
Zdradzał to on żonę z Tołpą i z kolejną inną kobietą. Przecież to nie jest żadna piramida finansowa. Gruntem dla relacji tego mężczyzny była żona i tylko ona była zdradzana. Przynajmniej według mojego poglądu na tę sytuację.
10 lat w kłamstwie. Niezłe piekiełko zgotowałaś sobie i mężowi.
Przepraszam, ale nie pojmę tego nigdy.
10 lat??? Masakra.
Jeden z lepszych tekstów jakie napisała kochanka.. Jestem pod wrażeniem.. dobrze,że masz tego wszystkiego świadomość.. Szkoda,że nie miałas jej wczesniej..........
dziki_znajomy mylisz się, czasem zdradza się kochankę z żoną
Mam tylko pytanie, dlaczego żałujesz, że zdradzałaś?
No tak Catwoman! Sprawy nie są ani czarne, ani białe. Są szare. Masz rację.
Kochani, dziękuję za Wasze opinie:-) pytacie, dlaczego żałuje, otóż dlatego, ze dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jakiego wspaniałego człowieka mam przy swoim boku (mówię o Mężu). Uwierzcie, naprawdę teraz mnie oświeciło. Na razie ciężko powiedzieć czy całkiem się ułoży, wszystko to jeszcze za świeże. Bardzo się staram. Myślę, że nie wszystko umarło i możemy wiele odbudować. Z mężem dużo nas łączy, ja to w przedziwny sposób umiałam jakoś poukładać. Chciałabym tylko, żeby on nigdy się o tym nie dowiedział - ten ból byłby dla niego za duży, to wrażliwy człowiek. Wiem, że zasłużyłam na cierpienie, to jest moja trauma i muszę to przeżyć.
A jeśli chodzi o te wszystkie lata - macie racje - to prawie jak małżeństwo, spędzaliśmy ze sobą czasem więcej czasu, niż z własnymi małżonkami. Byłam z nim strasznie związana i nie chodziło tylko o seks... przez ostatnie pół roku nie sypialiśmy ze sobą (on miał już inną zabawkę). To wszystko bardzo trudne i skomplikowane - a jeśli chodzi o zdradę żony, kochanki, itp... o porównanie do prostytutki - pamiętajcie, zdrada to nie tylko łóżko. Mnie osobiście bardziej boli, że wyznał miłość innej. Mówił jej że kocha, mówiąc to samo mnie, w tym samym czasie (niewykluczone, że mówił też żonie). Dywagacje, czy zdradę kochanki można nazwać zdradą czy nie, itd. nie mają tutaj mnie żadnego znaczenia. Spójrzcie na sprawę głębiej. Ja czuję się zdradzona. Czuję, że ktoś ważny dla mnie oszukiwał i kłamał. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, ze robiłam tak samo i jest mi z tym wszystkim strasznie źle!! Ten, kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Właśnie dlatego chciałam ostrzec wszystkich - nie znacie dnia ani godziny. Nikt nie może być pewien siebie w 100%. Czasem chcemy przeżyć coś niewinnego, jakąś odskocznie sobie zafundować. A potem rozwinie się z tego wielkie uczucie a wtedy ciężko przestać i brnie się w to bez końca, tak jak ja robiłam. Ale życie wszystko weryfikuje. Piszcie! To mi pomaga!:-)
Zdradzał to on żonę z Tołpą i z kolejną inną kobietą. Przecież to nie jest żadna piramida finansowa. Gruntem dla relacji tego mężczyzny była żona i tylko ona była zdradzana. Przynajmniej według mojego poglądu na tę sytuację.
tak jest mam takie samo zdanie a kochanki może być tylko żal- dobrze jej tak zasłużyła
16 2012-10-04 10:38:25 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-10-04 10:40:25)
Chciałabym tylko, żeby on nigdy się o tym nie dowiedział
Tak, zadbaj o to. To sprawa życia i śmierci.
Ten, kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Właśnie dlatego chciałam ostrzec wszystkich - nie znacie dnia ani godziny. Nikt nie może być pewien siebie w 100%. Czasem chcemy przeżyć coś niewinnego, jakąś odskocznie sobie zafundować. A potem rozwinie się z tego wielkie uczucie a wtedy ciężko przestać i brnie się w to bez końca, tak jak ja robiłam. Ale życie wszystko weryfikuje. Piszcie! To mi pomaga!:-)
Postaraj się, aby twój mąż nie poczuł krzywdy, to ekstremalnie ważne. Nie krzywdź słowami. Nie zabijaj w sobie miłości, bo to zabijanie samego siebie. W pewnym sensie jesteś szczęściarą, że do tragedii nie doszło.
A ci co nie przeżyli i krytykują są jak Ci co kamieniami chcieli w prostytutkę przy Jezusie rzucać.
Poza tym tołpa! Nie ma sensu ostrzegać i namawiać ludzi, aby tego nie robili. Sama być na takie ostrzeżenie nie zareagowała 10 lat temu. Dzięki jednak, że napisałaś swoją historię. Dzięki, naprawdę!
Co do twojego cierpienia... No cóż! Ile zła zrobiłaś tyle samo będziesz musiała ścierpieć. Ile dobra zrobiłaś tyle samo będziesz doświadczać. Wg mnie rozrachunki są w ciągu paru lat. No więc życzę Ci "świadomego cierpienia" z pokorą.
Net-facet, dziękuję Ci za tą opinię. BARDZO!! Jesteś mądrym człowiekiem. A ja nie mam zamiaru nic zabijać. To nie takie proste... muszę swoje przecierpieć, tym bardziej, że cały czas pracuję z tym człowiekiem i muszę go widzieć prawie codziennie. Przez pierwsze dni od odkrycia, co się stało byłam jedną wielką burzą emocji, chciałam się mścić, na nim, na niej... i jeszcze nie wiadomo co, sam wiesz. Ale z każdym dniem jest coraz lepiej. Staram się skupić na pracy, no i na Mężu. Jest trudno.... bardzo.
Martaatam - tobie też dziękuje za wypowiedź. Każdy ma prawo oceniać po swojemu. Jednak pamiętaj, patrzysz na to " z zewnątrz". Ja byłam w środku tej sytuacji, to co czuję jest stricte subiektywne.
Przepraszam, źle Ciebie nazwałam - oczywiście podziękowania dla Sam22:-)
19 2012-10-04 11:55:40 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2012-10-04 11:58:33)
A ja jestem zdania,że Sam pierniczy głupoty.. sorry..
Tołpa.. odpowiedz mi na pytanie; po 10 latach doceniłas mężą?? a przez te 10 lat bycia z kochankiem w wielkiej komitywie on był tylko dla Ciebie tłem? okk.. a teraz jak kochanek Cie kopnął to przyszedł czas na męża?? bardzo to żałosne..
Doceniłam Twój wpis bardzo.. bo to dobre ostrzeżenie, to daje do myslenia.. i dobrze sie stało,że o tym tak napisałas, ale nie zmienia to faktu,że przez 10 lat wyrządzałas krzywde innym.. zdrada.. oj , zabrzmiało jakos patetycznie.. ale to niesttey tak jest..
Widzisz Malwina, coś trzeba przeżyć aby zrozumieć... to nie tak, że dopiero teraz go doceniłam. Zawsze go szanowałam i był dla mnie kimś ważnym. Zawsze wiedziałam że to dobry i mądry człowiek. Ale serce nie sługa, jak się mówi. Nie jesteś w stanie przewidzieć jakie figle potrafi Ci spłatać. Po prostu zakochałam się jak wariatka i tyle. Wiem, że dla części z Was to żałosne, jednak uwierz mi, bardzo łatwo oceniać jeśli się nie przeżyje czegoś podobnego. Ja naprawdę nie jestem zła tak do końca, ja się po prostu wplątałam w paskudną historię. Wiem, mogłam nigdy do tego nie dopuścić i nie ma dla mnie wytłumaczenia. Ale wierz mi, czasem nie myśli się głową, uczucia i emocje biorą górę. Jesteśmy tylko ludźmi.
a to, że popatrzyłam na męża innymi oczami wówczas jak tamten mnie kopnął - tak, to jest prawda.... masz rację. Ale uwierz mi, czasem potrzebujemy wielkiego wstrząsu aby zauważyć te najważniejsze rzeczy, czasem żyjemy w głupim zaślepieniu - tak jak ja przez 10 lat - wtedy widzimy wypatrzoną, inną rzeczywistość.
22 2012-10-04 12:43:57 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-10-04 12:45:13)
Dzięki malwina -- właśnie po to tu jestem, aby poznać co myślą inni o takich historiach.
Tołpa -- wydaje mi się, że teraz już masz prostą a nie krętą drogę. Powodzenia. Obyście do końca życia z mężem byli szczęśliwi. Z kochankiem będziesz pracować, trzeba to sobie jakoś w głowie poukładać.
Dziękuje Sam22, dzięki Wam wszystkim, wiele mi pomagacie, naprawdę:-)
mądry polak po szkodzie
Widzisz Malwina, coś trzeba przeżyć aby zrozumieć... to nie tak, że dopiero teraz go doceniłam. Zawsze go szanowałam i był dla mnie kimś ważnym. Zawsze wiedziałam że to dobry i mądry człowiek. Ale serce nie sługa, jak się mówi. Nie jesteś w stanie przewidzieć jakie figle potrafi Ci spłatać. Po prostu zakochałam się jak wariatka i tyle. Wiem, że dla części z Was to żałosne, jednak uwierz mi, bardzo łatwo oceniać jeśli się nie przeżyje czegoś podobnego. Ja naprawdę nie jestem zła tak do końca, ja się po prostu wplątałam w paskudną historię. Wiem, mogłam nigdy do tego nie dopuścić i nie ma dla mnie wytłumaczenia. Ale wierz mi, czasem nie myśli się głową, uczucia i emocje biorą górę. Jesteśmy tylko ludźmi.
Nie rozumiem tego.Napisalas o mezu ze zawsze go szanowalas i byl dla Ciebie kims waznym.Jak mozna kogos szanowac i go zdradzac?Jedno wyklucza drugiemu.Skoro kogos szanujesz to nie wyrzadzasz mu krzywdy a Ty to robilas przez 10 lat.Mysle rowniez ze gdyby kochanek Ciebie nie zostawil to dalej bys zdradzala meza i moze kolejne 10 lat.
Ehhh
Szanuje meza ale go zdradzam,to dobry czlowiek ale go zdradzam.
Wiesz co?Zona mnie zdradzajac i odchodzac rowniez powiedziala mi ze jestem dobrym czlowiekiem ze zawsze bede dla niej kims waznym.To bardziej zabolalo niz zdrada i odejscie.
Teraz zaluje ze bylem dobry bo gdybym byl zly to przynajmniej bym wiedzial dlaczego tak sie stalo.Wychodzi na to ze dobroc nie poplaca
Cóż.... ja uważam 2 zasadnicze plusy tej historii:
1. mąż się nigdy nie dowiedział,
2. Autorka się "obudziła" i ma szansę coś ze swoim życiem, związkiem zrobić.
Cóż.... ja uważam 2 zasadnicze plusy tej historii:
1. mąż się nigdy nie dowiedział,
2. Autorka się "obudziła" i ma szansę coś ze swoim życiem, związkiem zrobić.
Hmmm tylko jest maly problem.
Co bedzie gdy maz sie dowie?
Moze to nigdy nie nastapic ale moze byc tak ze za rok czy piec dowie sie prawdy i co w tedy?
Powiedziec to tez nie wiadomo jak zareaguje maz.
Ciezka sprawa
Załóżmy pozytywną opcję, że nigdy się nie dowie. A Autorce radziłabym wyczyścić wszystko z kochanka: komputer, komórkę, i.......swoje myśli . I życzę powodzenia i szczęścia na nowo.
Nie żałuj jesteś bogatsza w doswiadczenia głowa do góry jutro będzie lepiej pozdrawiam
ZAGUBIONY 12345 - wiesz.... doskonale Ciebie teraz rozumiem. Właśnie znalazłam się teraz po drugiej stronie - po tej samej co Ty. Wiem co czujesz, sama to poczułam. Jeśli chodzi o szacunek dla Męża, no cóż, trudno mi to wytłumaczyć.... ale tak naprawdę było. Uwierz mi ale w mojej mózgownicy to się wszystko jakoś podzieliło - wytworzyłam sobie dwa światy, dwa osobne życia. Jeden w domu, z Mężem, którego w jakiś sobie tylko znany, przedziwny sposób, nadal kochałam i uważałam za fajnego gościa - nie myślcie sobie, że nie mieliśmy o czym gadać. Przeciwnie!! Wspólne zainteresowania, podróże, koncerty, nocne przesiadywania z muzyką, dyskusje... TAK, łączyło mnie z nim wiele. Z drugiej strony był świat z kochankiem, gdzie przede wszystkim były czułe słowa, fizyczna bliskość itp. Nie wiem jak ja to zrobiłam - teraz sama siebie nie pojmuję co było w mojej głowie - bo ja nawet odrzucałam wtedy od siebie myśl, że robię coś złego. Ale myślę, że w kochanku znalazłam po prostu to, czego zabrakło mi w małżeństwie. Zamiast się postarać to znaleźć, uzupełniłam lukę kimś innym.
Widząc to z innej strony - zrozumiałam. Uważam że najlepsza karą za zdradę jest zdrada -czyli to, co mnie spotkało. Człowiek budzi się z jakiejś wirtualnej rzeczywistości i musi stawić czoło temu co zrobił.
tołpa A czy twój mąż był Twoim pierwszym partnerem seksualnym?
tołpa A czy twój mąż był Twoim pierwszym partnerem seksualnym?
TAK
Tak myślałam od początku. Potrzebowałas siebie odnaleźć w ramionach innego faceta, sprawdzić jak inny mężczyzna na Ciebie reaguje.... szkoda, że tak wyszło, ze po ślubie... ale niestety to częsta "przypadłość" ludzi, którzy mieli tylko tego jednego partnera seksualnego. Również to przezyłam- ale na szczęście zanim zdecydowałam się z kimś związać tak już "na amen":)
Wow,fajnie pokomplikowalas sobie zycie.
Ale jak on sobie pokomplikował... Zabawna w sumie historia: on i żona.. i kochanka... i zdrada kochanki... i kolejna kochanka... i żona...
Mówię szczerze, mnie sytuacja rozśmieszyła:D
35 2012-10-05 13:03:28 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-10-05 13:05:01)
Nie rozumiem tego.Napisalas o mezu ze zawsze go szanowalas i byl dla Ciebie kims waznym.Jak mozna kogos szanowac i go zdradzac?Jedno wyklucza drugiemu.Skoro kogos szanujesz to nie wyrzadzasz mu krzywdy a Ty to robilas przez 10 lat.Mysle rowniez ze gdyby kochanek Ciebie nie zostawil to dalej bys zdradzala meza i moze kolejne 10 lat.
EhhhSzanuje meza ale go zdradzam,to dobry czlowiek ale go zdradzam.
Wlasnie ! rany o czym ta dyskusja jest ...
A ja nie rozumiem ... jak to zdradzona??? wkoncu to nie maz ja zdradzil, tylko jej zdrada sie rozwialam bo kochanek znalazl nowa ...
Co za przestroga i dla kogo ? dla kochanek typ "uwazajcie moje mile bo kochanek moze was w doope kopnac i bedziecie musialay sobie zycie z mezem ukladac"?
Przeciez to okropne zyc w klamstwie 10 lat i teraz plakac po kochanku, czuc sie zdradzona ...rany ciarki mi przez plecy przeszly jak sobie pomyslam o falszywych ludziach ktorzy moga byc tak blisko nas...
a na dokladke jeszcze tutaj brawa falszywej kobiecie bija i uwazaj za plus ze doswiatczone ze dobrze ze maz nie wie, ze teraz moze sobie zycie ulozyc ...z mezem ![]()
maugosha ja kompletnie, absolutnie, wcale tego nie pochwalam, ale stało się! I uważam, że z tak zwanego "dwojga złego" lepiej, że mąż jednak o tym nie wie.
Przeszłości już nie zmienisz.
37 2012-10-05 13:35:11 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-10-05 13:49:16)
Wiesz Cat, wszyscy powinnismy ponosic konsekwencje naszych czynow, dla mnie nie ma "stalo sie" w tym przypadku, to byl wybor swiadomy, przez 10 lat uprawiany
Dla mnie ona nie ma sumienia w stosunku do swojego partnera i na dokladke nie ma odwagi poniesc konsekwencji swoich czynow, bo wie ze jakby powiedziala prawde to ma przesrane, zrani doglebnie tego czlowieka ktory jest blisko niej i zostanie sama ze swoja wina - a tak kochanek odszedl a ona zacznie wspolne zycie z mezem - i bedz zyli dlugo i szczesliwie ...
Masz racje przeszlosci nie zmieni ale wchodzac w przyszlosc z bagazem klamstw, pokazuje wylacznie na to jak falszywy ma charakter ...to nie sprawiedliwe ze jej maz byl oszukiwany tyle lat i teraz nie moze sam podjac decyzji czy chce z nia byc czy nie, po tym co zrobila...to tez znaczy ze jej przyszlosc tez na klamstwie sie bedzie opierac ...
Kazdy ma prawo na zrobienie bledow w zyciu, ale zeby sie porawic w przyszlosci, to trzeba poniesc konsekwencje...
Ja wychodze z zalozenie nie rob drugiemu co tobie nie mile ...a wiec poniewaz ja bym nie chciala zeby moj maz mnie zdrzadzal, a juz mdlo mi sie robi jak sobie pomysle ze mogby mnie zdradzac 10 a ja o tym nic nie wiem a na dokladke, po tych 10 latach, dobra jestem ja innej nie ma....i ludzie mysla ze "dobrze ze nie wiem" ....albo ze zdradzajacy ma prawo wykorzystac moja niewiedze zeby budowac swoje szczescie...
Szokujace ....
"to nie sprawiedliwe ze jej maz byl oszukiwany tyle lat" - oczywiście, że to niesprawiedliwe, jednak uważam, że ten związek zakończyłby się rozwodem w trybie natychmiastowym, gdyby mąż się dowiedział nie tyle o zdradzie, co o podwójnym życiu żony, które prowadziła przez 10 lat.
Masz rację, nie patrzyłam tak na to od tej strony a mianowicie: "i teraz nie moze sam podjac decyzji czy chce z nia byc czy nie, po tym co zrobila...to tez znaczy ze jej przyszlosc tez na klamstwie sie bedzie opierac ... " , no masz rację w 100%.
A ja mam pytanie do Autorki: Czy myślałas o tym by meżowi to powiedzieć?
39 2012-10-05 13:43:20 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-10-05 13:45:10)
"to nie sprawiedliwe ze jej maz byl oszukiwany tyle lat" - oczywiście, że to niesprawiedliwe, jednak uważam, że ten związek zakończyłby się rozwodem w trybie natychmiastowym, gdyby mąż się dowiedział nie tyle o zdradzie, co o podwójnym życiu żony, które prowadziła przez 10 lat.
To znaczy jesli ja maz zostwi jak sie dowie to co? szkoda jej? biedna kobieta ?
Jej maz ma prawo wiedziec ...nie mowiac mu ich zycie buduje sie na klamstwie.... ty moze uwazasz ze to ok ...ja nie ...nawet jak to grozi rozwodem, rozwod moze tez byc poczatkiem "lepszego" uczciwego zycia...
No nic, Autorka nam pewnie zda relację, co dalej.
Powiem tyle , uwazam ze nie zdradza sie dobrych partnerow ,a nawet jesli to pozwalajac na to udajac lub nic nie widzac robi sie sobie wieksza krzywde.
Uwazam ze gdyby kazdy szedl glosem serca moze i popelnil by duzo bledow ,ale bynajmniej byl szczesliwy.
Nurtuje mnie fakt ze maz przez dziesiec lat nic nie wyczul?
Wiem ze kochajacy czlowiek wyczuje wszystko.
Moze maz udawal badz ,robil to samo?
Nigdy malzenstwa nie wolno traktowac jak na smierc i zycie .Bo ludzie sie zmieniaja , i uczucia sie zmieniaja.
Napweno lepiej odejsc niz zdradzac ,ale do tego trzeba byc odwaznym.
Musiałaś nieźle kombinować na 2 fronty,skoro mąż się niczego nie domyślał..Albo jesteś tak znakomitą oszustką,albo mąż jest ciemny jak tabaka w rogu...Trafił swój na swego,taki z tego morał,a nie fałszywe-nie zdradzajcie!Współczuję Twojej rodzinie-mężowi takiej żony,dzieciom takiej mamusi..
43 2012-10-05 17:33:15 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-10-05 17:35:09)
Napweno lepiej odejsc niz zdradzac ,ale do tego trzeba byc odwaznym.
odwaznym,swiadomym czynow i konswkwencji ( jak na doroslego czleka przystalo) i uczciwym ....
Mnie nie nurtuje ze jej maz sie nie domyslil, po prostu pod latarnia najciemniej, a o samej zdradzie ten zdradzany dowiaduje sie ostatni.
Czasem, ciezko jest nawet sobie wyobrtazic ze najblizsza osoba moze byc taka swinia - osobiscie nie sprawdzm meza i nie jestem podejzliwa, poniewaz sama nie jestem falszywa i zdradliwa a wiem ze zdrada jest dobrowola i swiadoma ( jest pare wyjatkow
ale ten przypadek jest ewidentnym przykladem na to ) i oczekuje tego samego od partnera... dlatego az mi sie niedobrze robi jak czytam o podobnych zdradach ...
44 2012-10-05 18:34:37 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-10-05 18:40:40)
Tołpa, absolutnie nie wierzę w szczerość Twoich intencji w stosunku do męża. Wykluczone. 10 lat to szmat czasu i nie ma opcji, żebyś choć raz przez ten czas nie pomyślała, że robisz źle. To o czym teraz piszesz to przestroga dla kochanek, że mogą zostać kopnięte w tyłek w dowolnym momencie, a nie przestroga, że robią krzywdę wszystkim, którzy je kochają. Śmiech na sali.
Twoja historia jest tym bardziej perfidna - że brniesz w to nadal. Bo nie jesteś szczera. Z człowiekiem, którego tak straszliwie "szanujesz", czyli z Twoim mężem. Jesteś tchórzem, bo boisz się konsekwencji, a nie że "zranisz" męża. Jakoś 10 lat rosly mu rogi i Ci nie przeszkadzało. Teraz, zamiast okazać mu rzeczywiście szacunek - nie dajesz mu szansy na wybór - a ma do niego pełne prawo. Został okradziony w 10 lat miłości, żył 10 lat w kłamstwie, a Ty teraz chcesz powiedzieć, że nie mówiąc mu - "chronisz go"?! Wolne żarty. On ma prawo wybrać, czy chce być z Tobą czy moze ułoży sobie życie z osobą, która będzie go rzeczywiście kochała i z którą będzie naprawdę szczęśliwy.
Jedyną osobą, którą chronisz - jesteś Ty. Trzęsiesz tyłkiem, bo gdyby Twój mąż dowiedział się, ze dawałaś tyłka byle śmulowi w pracy przez szmat Waszego "uświęconego" małżeństwa, a teraz jeszcze nadal z nim pracujesz, chlipiesz po kątach, że Cię wystawił do wiatru - to jak myślisz, czyj tyłek byłby w tarapatach i czyje walizki za drzwiami? Nie mówiąc o orzekaniu winy przy sprawie rozwodowej. Alimenciki, te sprawy. Mógłby też zdecydować, ze chce popracować nad Waszym małżeństwem, ale Ty znowu odbierasz mu wybór.
Teraz natomiast, tymi wpisami, rzekomo "ostrzegającymi" nieświadomą gawiedź, bo nie znasz dnia ani godziny.. - głaszczesz się po sumieniu. Wydaje Ci się, że szerząc wiedzę "ciemnocie" - jakoś tam odpokutowujesz. W swojej głowie oczywiście, bo manipulujesz nadal - zupełnie tak samo jak manipulowałaś rogaczem przez dekadę. Przepraszam. Rogaczem. Z dużej TERAZ piszemy. Naprawdę myślisz, ze pisze tu taki ciemnogród, ktory nie wie, ze zdarda to świństwo? A ci, którzy mają na to ochotę - i tak to zrobią. Ty robilaś 10 lat i Ci dyndało. Odbierasz innym prawo do dyndania? Pic na wodę fotomontaż, sumienia tak łatwo nie załatwisz.
Nie zgadzam się, że trzeba zdradzić, żeby zrozumieć motyw, sytuację. Dla mnie motyw jest prosty - chciałaś spróbować z innym, bo szłaś do ołtarza jako cnotka. Głowa siwieje - dupa szaleje. To jest żadna wielka mecyja. Nie muszę zgwałcić dziecka - żeby wiedzieć, że to jest złe, a życie pedofila mnie nie interesuje. Ani jego pobudki. Ani chory mózg. Ocenić mogę czyn? Jako zły? Czy koniecznie muszę w przedszkolu komuś łapę w majtki wsadzić żeby mieć prawo do dyskusji na temat? Co to za logika pokrętna!? Cwana. Bo ci co nie zrobili - "nie zrozumieją", a ci co zrobili - będą siedzieć cicho, bo wcale nie są lepsi. ![]()
Inaczej sprawa wygląda, kiedy jest jednorazowa, jakaś taka "nieświadoma" ta zdrada albo chociaż tą "nieświadomoscią" jedzie. Gdzieś alkohol, jeden raz. Chociaż i tak syf i tak syf. Ale jak już się 10 lat daje obracać po hotelach, potem kochaś w dupę kopnie i nagle męża się docenia. Loj jaki cudny! Gdzie ja łoczy miała! Jassne. Oszszyfiście.
Mało tego - gdyby kochaś teraz tamtą puścił kantem i do Ciebie na kolanach wracał - jako do "tej jedynej najcudniejszej" - już byś leciała. Ten typ tak ma. Szczególnie jak trenuje 10 lat.
Tołpa, absolutnie nie wierzę w szczerość Twoich intencji w stosunku do męża. Wykluczone. 10 lat to szmat czasu i nie ma opcji, żebyś choć raz przez ten czas nie pomyślała, że robisz źle. To o czym teraz piszesz to przestroga dla kochanek, że mogą zostać kopnięte w tyłek w dowolnym momencie, a nie przestroga, że robią krzywdę wszystkim, którzy je kochają. Śmiech na sali.
Twoja historia jest tym bardziej perfidna - że brniesz w to nadal. Bo nie jesteś szczera. Z człowiekiem, którego tak straszliwie "szanujesz", czyli z Twoim mężem. Jesteś tchórzem, bo boisz się konsekwencji, a nie że "zranisz" męża. Jakoś 10 lat rosly mu rogi i Ci nie przeszkadzało. Teraz, zamiast okazać mu rzeczywiście szacunek - nie dajesz mu szansy na wybór - a ma do niego pełne prawo. Został okradziony w 10 lat miłości, żył 10 lat w kłamstwie, a Ty teraz chcesz powiedzieć, że nie mówiąc mu - "chronisz go"?! Wolne żarty. On ma prawo wybrać, czy chce być z Tobą czy moze ułoży sobie życie z osobą, która będzie go rzeczywiście kochała i z którą będzie naprawdę szczęśliwy.
Jedyną osobą, którą chronisz - jesteś Ty. Trzęsiesz tyłkiem, bo gdyby Twój mąż dowiedział się, ze dawałaś tyłka byle śmulowi w pracy przez szmat Waszego "uświęconego" małżeństwa, a teraz jeszcze nadal z nim pracujesz, chlipiesz po kątach, że Cię wystawił do wiatru - to jak myślisz, czyj tyłek byłby w tarapatach i czyje walizki za drzwiami? Nie mówiąc o orzekaniu winy przy sprawie rozwodowej. Alimenciki, te sprawy. Mógłby też zdecydować, ze chce popracować nad Waszym małżeństwem, ale Ty znowu odbierasz mu wybór.
Teraz natomiast, tymi wpisami, rzekomo "ostrzegającymi" nieświadomą gawiedź, bo nie znasz dnia ani godziny.. - głaszczesz się po sumieniu. Wydaje Ci się, że szerząc wiedzę "ciemnocie" - jakoś tam odpokutowujesz. W swojej głowie oczywiście, bo manipulujesz nadal - zupełnie tak samo jak manipulowałaś rogaczem przez dekadę. Przepraszam. Rogaczem. Z dużej TERAZ piszemy. Naprawdę myślisz, ze pisze tu taki ciemnogród, ktory nie wie, ze zdarda to świństwo? A ci, którzy mają na to ochotę - i tak to zrobią. Ty robilaś 10 lat i Ci dyndało. Odbierasz innym prawo do dyndania? Pic na wodę fotomontaż, sumienia tak łatwo nie załatwisz.
Nie zgadzam się, że trzeba zdradzić, żeby zrozumieć motyw, sytuację. Dla mnie motyw jest prosty - chciałaś spróbować z innym, bo szłaś do ołtarza jako cnotka. Głowa siwieje - dupa szaleje. To jest żadna wielka mecyja. Nie muszę zgwałcić dziecka - żeby wiedzieć, że to jest złe, a życie pedofila mnie nie interesuje. Ani jego pobudki. Ani chory mózg. Ocenić mogę czyn? Jako zły? Czy koniecznie muszę w przedszkolu komuś łapę w majtki wsadzić żeby mieć prawo do dyskusji na temat? Co to za logika pokrętna!? Cwana. Bo ci co nie zrobili - "nie zrozumieją", a ci co zrobili - będą siedzieć cicho, bo wcale nie są lepsi.
Inaczej sprawa wygląda, kiedy jest jednorazowa, jakaś taka "nieświadoma" ta zdrada albo chociaż tą "nieświadomoscią" jedzie. Gdzieś alkohol, jeden raz. Chociaż i tak syf i tak syf. Ale jak już się 10 lat daje obracać po hotelach, potem kochaś w dupę kopnie i nagle męża się docenia. Loj jaki cudny! Gdzie ja łoczy miała! Jassne. Oszszyfiście.
Mało tego - gdyby kochaś teraz tamtą puścił kantem i do Ciebie na kolanach wracał - jako do "tej jedynej najcudniejszej" - już byś leciała. Ten typ tak ma. Szczególnie jak trenuje 10 lat.
46 2012-10-05 19:04:32 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-10-05 19:04:53)
Kriss podsumowalas wszystko co ja chcialam napisac ..wracasz mi wiare w uczciwosc ludzi bo juz myslam ze wszyscy beda "rozumiec jej blad" i zyczyc autorce watku szczescia w malzenstwie ![]()
ZAGUBIONY 12345 - wiesz.... doskonale Ciebie teraz rozumiem. Właśnie znalazłam się teraz po drugiej stronie - po tej samej co Ty. Wiem co czujesz, sama to poczułam. Jeśli chodzi o szacunek dla Męża, no cóż, trudno mi to wytłumaczyć.... ale tak naprawdę było. Uwierz mi ale w mojej mózgownicy to się wszystko jakoś podzieliło - wytworzyłam sobie dwa światy, dwa osobne życia. Jeden w domu, z Mężem, którego w jakiś sobie tylko znany, przedziwny sposób, nadal kochałam i uważałam za fajnego gościa - nie myślcie sobie, że nie mieliśmy o czym gadać. Przeciwnie!! Wspólne zainteresowania, podróże, koncerty, nocne przesiadywania z muzyką, dyskusje... TAK, łączyło mnie z nim wiele. Z drugiej strony był świat z kochankiem, gdzie przede wszystkim były czułe słowa, fizyczna bliskość itp. Nie wiem jak ja to zrobiłam - teraz sama siebie nie pojmuję co było w mojej głowie - bo ja nawet odrzucałam wtedy od siebie myśl, że robię coś złego. Ale myślę, że w kochanku znalazłam po prostu to, czego zabrakło mi w małżeństwie. Zamiast się postarać to znaleźć, uzupełniłam lukę kimś innym.
Widząc to z innej strony - zrozumiałam. Uważam że najlepsza karą za zdradę jest zdrada -czyli to, co mnie spotkało. Człowiek budzi się z jakiejś wirtualnej rzeczywistości i musi stawić czoło temu co zrobił.
"Mądra miłość nie pozwala na wszystko tym których kochamy...
Tylko nie każdy ma siłę, odwagę i mądrość by w tym być konsekwentnym..."
Tyle i aż tyle, dla Ciebie mam receptę: jeżeli jeszcze pozostały w Tobie resztki empatii, daj mężowi szanse na nowe życie- daj mu wolność, odejdź od niego.
Tak będzie uczciwie. Przecierpi i dojdzie do siebie, ale będzie już wolnym człowiekiem, wolnym od ludzi fałszywych.
A to niech na zawsze zakoduje się w Twojej głowie:
zabijanie w nas szczerej miłości przez zdradzających ślubnych, przypomina podanie nieświadomemu tego faktu - śmiertelnej dawki radioaktywnego polonu w herbatce - jak to zrobiono np. Litwinience.
Nie zabija od razu, ale choć trwa to długo, wszyscy wiedzą kto i dlaczego, rozkłada narządy od środka komórek i niestety nie ma na to żadnego lekarstwa ... Prędzej czy później musi nastąpić koniec... "
Przestancie kamieniowac Tolpe. Zle zrobila i dopiero jak stanela po drugiej stronie zrozumiala blad, ktory teraz naprawia.......Zycie polega na uczeniu sie na wlasnych bledach.
Jesli teraz powie mezowi to mu sprawi straszy bol - ona sama teraz wie jak to boli. Dlaczego chcecie by sprawila bol niewinnemu czlowiekowi? W imie prawdy!!!
A co z zona kochanka - tez jej powiedziec? W imie prawdy!
Trzymaj sie Tolpa. Dobrze ze zrozumialas.
Jesli teraz powie mezowi to mu sprawi straszy bol - ona sama teraz wie jak to boli. Dlaczego chcecie by sprawila bol niewinnemu czlowiekowi? W imie prawdy!!!
Zrozumienie swoich błędów to złe określenie w tym przypadku...To nie ona odeszła od kochanka, bo w końcu doszła do wniosku jak wspaniałym człowiekiem jest mąż. Została porzucona, a to boli i chcąc zagłuszyć ten ból chwyta sie ostatniej deski ratunku- w postaci męża...Podejrzewam,ze gdyby kochanek nie znalazł sobie innej dalej żyłaby na 2 fronty...Ja tu nie widzę żalu za błedy, to skrajna odmiana egoizmu i egocentryzmu...
50 2012-10-05 22:48:36 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-10-05 22:49:50)
Temat dość ciekawy, rozmawiałam z moim facetem na ten temat, który wysnuł takie oto wnioski:
1. Mąż powinien się dowiedzieć i zdecydować co dalej (czyli to, co stwierdziła maugosha, czemu ja cały czas byłam przeciwna ale po przemyśleniu, przyznaję rację maugosha),
2. Całkiem mozliwe, że mąż o tym wiedział, a może nawet robił dokładnie to samo.
3. Autorka nie może być osobą szczerą, bo przez 10 lat oszukiwała nie tylko męża, ale zapewne całe swoje otoczenie, aby związek z kochankiem się nie wydał. Zerowy kręgosłup moralny.
4. gdyby kochanek nie kopnał w 4 litery, zdradzałaby męża zapewne nadal.
5. "Co to za facet z tego kochanka? Totalny idiota skoro przez 10 lat posuwał mężatkę".
No, to zdanie 30 letniego faceta ![]()
mąż dowie się wcześniej czy później.jeżeli pozna fakt że trwało to 10 lat prawdopodobnie wszystkie uczucia do Tołpy umrą w jedną chwilę.jak mówi mój mąż "było wtykane niema wybacz".pewnie gdyby kochanek nie poszedł za inną trwałoby to jeszcze dziesięć lat.Tołpa nie jest szczera chce sobie wystawić L 4.Kriss jesteś wielki
ps. Kriss to ONA
Przeczytałam mężowi- docenił w mig krasomówstwo Kriss ![]()
Ja od samego początku uważam, że gdyby kochanek nie wystawił Autorki do wiatru, romans trwałby nadal i miał się dobrze. Dlatego jedno z pierwszych pytań, jakie zadałam było: "Dlaczego żałujesz tego romansu?".
Motywy Autorki rozumiem, z których ona nawet być może nie zdaje sobie sprawy, rozumiem też jak zgrabnie można przeskoczyć na kolejny- równoległy tor życia. Rozumiem, ale nie pochwalam. Mniejsza o to zresztą.
Nasunęło mi się jeszcze inne pytanie:
Po jakim czasie zaczełaś zdradzać męża? Po ilu latach małżeństwa?
ZAGUBIONY 12345 - wiesz.... doskonale Ciebie teraz rozumiem. Właśnie znalazłam się teraz po drugiej stronie - po tej samej co Ty. Wiem co czujesz, sama to poczułam. Jeśli chodzi o szacunek dla Męża, no cóż, trudno mi to wytłumaczyć.... ale tak naprawdę było. Uwierz mi ale w mojej mózgownicy to się wszystko jakoś podzieliło - wytworzyłam sobie dwa światy, dwa osobne życia. Jeden w domu, z Mężem, którego w jakiś sobie tylko znany, przedziwny sposób, nadal kochałam i uważałam za fajnego gościa - nie myślcie sobie, że nie mieliśmy o czym gadać. Przeciwnie!! Wspólne zainteresowania, podróże, koncerty, nocne przesiadywania z muzyką, dyskusje... TAK, łączyło mnie z nim wiele. Z drugiej strony był świat z kochankiem, gdzie przede wszystkim były czułe słowa, fizyczna bliskość itp. Nie wiem jak ja to zrobiłam - teraz sama siebie nie pojmuję co było w mojej głowie - bo ja nawet odrzucałam wtedy od siebie myśl, że robię coś złego. Ale myślę, że w kochanku znalazłam po prostu to, czego zabrakło mi w małżeństwie. Zamiast się postarać to znaleźć, uzupełniłam lukę kimś innym.
Widząc to z innej strony - zrozumiałam. Uważam że najlepsza karą za zdradę jest zdrada -czyli to, co mnie spotkało. Człowiek budzi się z jakiejś wirtualnej rzeczywistości i musi stawić czoło temu co zrobił.
Sorki ale nie jestes po tej samej stronie co ja.Ja nigdy nie zdradzilem zony a Ty zdradzilas meza.Nie mozesz porownywac mojego bolu do swojego.
A i jeszcze jedno.Zostalas zdradzona przez kochanka?A co Ty myslalas ze kochanek bedzie Tobie wierny?Wedlug mnie zasluzylas na to i bylo to do przewidzenia.
Tym wpisem udowodnilas tylko to ze dla Ciebie maz sie nie liczy.Wedlug mnie nie zaslugujesz aby byc z nim.Zmarnowalas mu 10 lat zycia.Teraz powinnas pozwolic mu odejsc.Bo gdy On za pare lat dowie sie o tym wszystkim to bedzie mial zmarnowane cale zycie.Pozwol mu odejsc bo On zasluguje na szczescie a bedac z Toba nigdy go nie zazna.
Niekoniecznie odejść. Przecież może być tak, że gdy Autorka by mu o tym powiedziała (a na pewno nigdy tego nie zrobi), mąż by to wybaczył, zaproponował terapię małżeńską, powiedział "Zawsze wiedziałem"- nie wiadomo jakim typem jest mąż Autorki.
Niekoniecznie odejść. Przecież może być tak, że gdy Autorka by mu o tym powiedziała (a na pewno nigdy tego nie zrobi), mąż by to wybaczył, zaproponował terapię małżeńską, powiedział "Zawsze wiedziałem"- nie wiadomo jakim typem jest mąż Autorki.
Gdyby to byla zdrada to moze i to by mialo sens ale to trwalo 10 lat.Tego nawet nie mozna nazwac zdrada.Autorka miala dwie rodziny to dla mnie jest patologia.
Ja jestem zdania ze warto sobie dac druga szanse nawet po zdradzie ale nie po tym co zrobila Autorka.10 lat klamstw,10 lat dzielenia lozka z inna osoba.
Nigdy w zyciu bym nie wybaczyl czegos takiego.
57 2012-10-06 00:45:02 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-10-06 00:53:06)
Dla mnie ona nie ma sumienia w stosunku do swojego partnera i na dokladke nie ma odwagi poniesc konsekwencji swoich czynow, bo wie ze jakby powiedziala prawde to ma przesrane, zrani doglebnie tego czlowieka ktory jest blisko niej i zostanie sama ze swoja wina - a tak kochanek odszedl a ona zacznie wspolne zycie z mezem - i bedz zyli dlugo i szczesliwie ...
Nie wiem w co Ty wierzysz, ale sugerujesz, że powinna powiedzieć mężowi? W pewnym momencie życia stwierdzić "Mężu! Zakochałam się, musimy się rozwieść."?
Obawiam się, że niewiele wiesz o życiu... oj niewiele. Dodatkowo chyba jesteś nastawiona na siebie, nie dbasz o innych. Chętnie posłucham jak rozwinie się twoje małżeństwo za 10 lat. A może jesteś tylko młodziutka, co? Tak czy inaczej mam nadzieję, że sobie przypomnisz mojego posta, kiedy nie powiesz komuś prawdy, aby ograniczyć ilość zła.
Nie znam Catwoman, nie czytałem wiele jej postów, ale to co tutaj pisze jest trafne w sensie dbania o drugiego człowieka.
Nie rozumiem tego.Napisalas o mezu ze zawsze go szanowalas i byl dla Ciebie kims waznym.Jak mozna kogos szanowac i go zdradzac?Jedno wyklucza drugiemu.Skoro kogos szanujesz to nie wyrzadzasz mu krzywdy
Najpierw chciałam podziękować za tę wypowiedź. Dzięki niej zrozumiałam swoje postępowanie. Zrozumiałam teraz w 100% dlaczego ja zdradziłam. Do tej pory potrafiłam zdefiniować wierzchołek góry lodowej i jej środek, teraz już wiem od czego się zaczęło-od braku szacunku. Fakt nie szanowałam swojego chłopaka, a zaczęłam go nie szanować, wtedy kiedy on przestał szanować mnie, moją osobę, moje uczucia, moje poglądy.
Oczywiście zawsze będę podkreślać, że zdrada jest zła, zawsze jest podła i nigdy nie ma dobrego usprawiedliwienia jej. Jednak jak jest się obiektywnym stwierdzi się, że zdrada zdradzie nie równa. Wszystko zależy od relacji między partnerami.
A co do autorki to popieram Krissa, lepiej się nie da tego powiedzieć. Podsumował/a wszystko co można było wyciągnąć z tego tematu. A czy powiedzieć mężowi? Autorka i tak nie powie, bo chroni siebie, oczywiście tłumaczy, że to dla dobra męża. A jakby powiedziała? fakt mąż by cierpiał pewnie, ale wiedziałby, że nie warto być z kimś kto okłamuje. Nie mieści mi się w ogóle w głowie jak można żyć, grać na dwa fronty przez 10 lat? I stwierdzenie "jak nie spróbujecie to się nie dowiecie" mnie zastrzeliło. Zakładając, że jestem podłą jędzą mam w nosie męża i jego uczucia, to mi zwyczajnie by się nie chciało bawić w takie konspiracje i zdradzanie na dłuższą metę. Po co? bo kocha? Autorko jakbyś kochała kochanka, to byś się rozwiodła ze swoim mężem, namówiła kochanka na to samo i żylibyście szczęśliwie. Ale przecież wiedziałaś, że on się nie rozwiedzie, wiedziałaś, że jesteś tą drugą, to chyba nie trzeba być Einsteinem, żeby się domyślić, że z czasem pojawi się 3, 4, 5 kochanka. Wybacz, starzejesz się, a Twój adonis chyba lubi ciekawe przygody, młode piękne dziewoje. Może tez i starsze lubi, ale po co się kisić z jedną kochanką 10 lat, wystarczy mu, ze kisi się x lat z żoną.
59 2012-10-06 07:32:38 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-10-06 07:35:57)
Przestancie kamieniowac Tolpe. Zle zrobila i dopiero jak stanela po drugiej stronie zrozumiala blad, ktory teraz naprawia.......Zycie polega na uczeniu sie na wlasnych bledach.
Jesli teraz powie mezowi to mu sprawi straszy bol - ona sama teraz wie jak to boli. Dlaczego chcecie by sprawila bol niewinnemu czlowiekowi? W imie prawdy!!!
A co z zona kochanka - tez jej powiedziec? W imie prawdy!Trzymaj sie Tolpa. Dobrze ze zrozumialas.
Se wypraszam, nikogo nie kamienuję. Strasznie pacochłonne i nie od razu widać efekty.
10 lat żeby ZROZUMIEĆ, że nie dajemy dupy na boku w małżeństwie? Czy ja mogę spytać o IQ Autorki?
Nie, nie w imię prawdy powiedzieć. W imię tego, że Autorka ponoć chce zbudować z mężem normalny związek. Taki oparty na zaufaniu, miłości, partnerstwie. Przerobiwszy kilka związków i aktualnie przerabiając małżeństwo mogę śmiało powiedzieć, że na kłamstwie i oszustwie nie zbuduje się NIC. Bo nie ma fundamentów. Każde gówno można opakować w złoty papierek, ale czy można życzyć "smacznego"?
Sumienie ją zagryzie, będzie szukała winy w mężu, bo następną linią "obrony" będzie tekst: "gdyby w małżeństwie działo się dobrze - ona by nie poszla za innym. Na pewno COŚ szwankowało" i zacznie się poszukiwanie tego CZEGOŚ. Jest to naturalny proces obronny i nie trzeba być psychoterapeutą z certyfikatami, żeby dojść do takiego wniosku.
Żeby zbudować normalny związek po zdradzie - trzeba dogrzebać się przyczyn tej zdady ale W SOBIE. Ta osoba, która zdradzila powinna poszukać. Być może jeszcze nie dojrzała do stworzenia związku z drugim człowiekiem. Jedno jest pewne - nie rozumie, że za wszystko trzeba ponieść konsekwencje. I to jest dowód na dojrzałość. W ten sposób uczymy się na błędach. Przez ponoszenie konsekwencji blędów, a nie przed spierdzielaniem przed odpowiedzialnością.
Jeśli Autorka była nieszczęśliwa w malżeństwie - 10 lat to szmat czasu, żeby zrezygnować. Nic nie wiemy o dzieciach. O reszcie rodziny. O układach teściowie - rodzice, etc. Jakby się z choinki urwała. Ona, kochaś i mąż. Bez reszty wszechświata.
Pisze, że pracuje z nim dalej. Nie wiem na czym ta praca polega, ale daję sobie ręce poucinać, że 10 letni romans z bzykaniem na wyjazdach integracyjnych NIE PRZECHODZI OBOJĘTNIE między pracownikami. Ludzie mają to do siebie, że posiadają oczy, uszy oraz lubią plotkować. Myślicie, że taka brazyliada przeszła po robocie NIEZAUWAŻONA? Wszyscy wiedzą i wszyscy widzą. A czego nie widzą i nie wiedzą - to sobie dopowiedzą. Męża Autorki też pewnie znają. Pora się obudzić i zamiast nauczać gawiedź - moze lepiej zastanowić się jak z tego wybrnąć z twarzą. I rzeczywiście pokazać strzępki szacunku dla męża.
Dla zainteresowanych - jestem Kobietą.
P.S. Ciekawa jestem jak wypowiadałyby się miłościwe nie-rzucające kamieniami Forumowiczki, gdyby wszedł tu facet i oświadczył, ze 10 lat zdradzał żonę z lalą z biura. Ze skóry byście go obdarły.
P.S. 2. Czy nowszy, biurowy model nałożnicy dla kochasia jest młodszy? Myślę, że tak.
Zgadzam się w 100% z Kriss. Ani trochę nie jest mi żal Autorki. Uważam, że gdyby kochaś ją nie wymienił na lepszy model romans trwałby w nieskończoność. Straszne, że oszukiwałaś męża przez 10 lat... To jest niewiarygodne. Mogłaś zostawić męża na początku swego romansu i pewnie dziś żyłby sobie z kimś z kim byłby naprawdę szczęśliwy, nieokłamywany. Ale mąż to oaza do, której w razie czego zawsze można wrócić. Prawda?
Nie wierzę w skruchę Tołpy. Pisze tu tylko po to by dostać '' rozgrzeszenie'' , by poczuć sie dobrze. Pisze o szacunku do męża? Sposób w jaki pokazała ten szacunek jest poprostu szokujący.
Ode mnie nie dostaniesz rozgrzeszenia...
61 2012-10-06 09:12:20 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-10-06 09:15:44)
Ja również po przeczytaniu wątku nie wierze w "nagłe nawrócenie się" autorki ![]()
Może uwierzyłabym, gdyby wróciła po jednorazowej zdradzie, po tygodniu, czy miesiącu. Nie po 10 latach świadomego zdradzania, oszukiwania i kombinowania na każdym kroku... 10 lat mąż był gorszy, nie miał tego "czegoś" co kręciło autorkę na tyle aby być mu wierną, a teraz raptem (po 10 latach) gdy dostała kopa w tyłek od kochanka, widzie że mąż taki cudowny i dobry człowiek.
Mąż powinien dowiedzieć sie o podwójnym życiu żony, o braku jej szacunku i wierności co do niego.
Nie w imię prawdy (która jest również bardzo ważna), ale w imię zwykłej sprawiedliwości i uczciwości. Autorka miała prawo wybrać, czy chce być z mężem i starać się o to aby w związku obie strony były szczęśliwe, czy też pójść sobie do kolegi i od niego wziąć sobie to czego jej w związku brakowało. A co z potrzebami i prawem do wyboru jej męża? Może on też był nieszczęśliwy przez te 10 lat(i wcześniej) ale jednak był wierny, może chciałby znaleźć kogoś kto zaspokoi jego potrzeby i uczyni jego szczęśliwym? Moze ma prawo wybrać czy wybaczy zdradzającej i oszukującej go kobiecie? Niech ci co bronią autorki pomyślą o tym...
Ja kiedys bylam po drugiej stronie. Byly partner zdradzal mnie przez dwa lata. Powiedzial mi o tym po rozstaniu z kochanka a ja wybaczylam. Dalam nam szanse bo mimo wszystko go kochalam, no i bylo dziecko. Przez krotki okres bylo dobrze mimo ze wybaczyc nie znaczy zapomniec,bolalo caly czas. Ale po paru miesiacach on znowu zaczal zdradzac,tym razem powiedzial mi o tym od razu a ja...znowu dalam nam szanse. I zostawil mnie w koncu,dla kochanki. Teraz z perspektywy czasu wiem ze bylam glupia i naiwna,ze od razu mielismy to zakonczyc,dac sobie wolnosc bo oboje dusilismy sie w tym zaklamanym zwiazku. Teraz,po szkodzie wiem ze zrady sie nie wybacza.
Tolpa,uwazam ze maz zasluguje na prawde,chociaz bedzie cierpial okropnie to powinien miec szanse sam zdecydowac o swoim zyciu. Bo teraz,nie mowiac mu prawdy ty robisz to za niego
63 2012-10-06 09:48:00 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-10-06 10:00:54)
Nie wiem w co Ty wierzysz, ale sugerujesz, że powinna powiedzieć mężowi? W pewnym momencie życia stwierdzić "Mężu! Zakochałam się, musimy się rozwieść."?
tak wlasnie sugeruje
...malo tego, uwazam ze jesli ktos zaczyna czuc sie w jakis sposob ograniczony malzenstwem, to tez lepiej w zgodzie i oboplnym szaunku sie rozejsc, a pozinej szukc nowego parnera niz 10 lat zdradzac a jak kochanek kopnol w zadek to wrocic do parnera i uwazac sie za bohaterke!
Rozstanie boli i moze byc skaplikowane ale zdrada to najgorsze swinstwo jakie mozna zrobic parnerowi i to nie tylko boli ale zostawia pietno w parnerze do konca zycia czesto nawet wplywajac na stosunki parnerskie w nowym zwiazku ... a autorka watku to falszywy tchorz ktory w dalszym ciagu nie ponosi podpowiedzialnosci za swoje czyny ....
Obawiam się, że niewiele wiesz o życiu... oj niewiele. Dodatkowo chyba jesteś nastawiona na siebie, nie dbasz o innych. Chętnie posłucham jak rozwinie się twoje małżeństwo za 10 lat. A może jesteś tylko młodziutka, co? Tak czy inaczej mam nadzieję, że sobie przypomnisz mojego posta, kiedy nie powiesz komuś prawdy, aby ograniczyć ilość zła.
Wiem wystarczajaco duzo o zyciu i z pewnoscia jestem nastawiona na siebie, jak kazdy czlowiek .... Ale jak ty bys byl cwanszy, to bys sie doczytal ze wyzaje zasade nie rob drugiemu co tobie nie mile...
A co bedzie za 10 lat w moim malzenstwie, to nie wiem ale powiem ci ze to moje malzenstwo funkcjonuje juz 22 lata, mamy wzloty i upatki za soba ,ale nigdy zdrady i klamstwa ....i dodam ze nie wyszlam za maz w wieku lat pieciu ![]()
Nie znam Catwoman, nie czytałem wiele jej postów, ale to co tutaj pisze jest trafne w sensie dbania o drugiego człowieka.
Zdarzylo mi sie juz dyskutowac z Catwomen i uwazam ja za inteligentna dziewczyne, niemniej jednak, nie musze myslec jak ona a ona nie musi sie zawsze ze mna zgdzac
a co do trafnosci dbania o drugiego czlowieka ( w sensie zdradzania go przez 10 lat a potam naglej zmina bo kochanek w doope kopnol ) to mam swoje zdani ktore juz przeczytales wyzej i nawet jesli tego nie rozumiesz to i tobie nie zycze zeby twoja zona tak dbala o ciebie....
Tołpa,
Ciekawe czy bedziesz taka liberalna i wyrozumiala.... jak za 10 lat za 15 twoj maz bedzie mial wieloletni romans.......?????
smiem twierdzic, ze nie, patrzac jak sie dolujesz istnieniem kochanki twojego kochanka.
punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
65 2012-10-06 10:12:17 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-10-06 10:14:46)
P.S. Ciekawa jestem jak wypowiadałyby się miłościwe nie-rzucające kamieniami Forumowiczki, gdyby wszedł tu facet i oświadczył, ze 10 lat zdradzał żonę z lalą z biura. Ze skóry byście go obdarły.
Kriss przeciez wiemy jakie wypowiedzi by byly !
Obdarcie ze skory takiego delikwenta to nic i nawet nikt by sie nie zastanawial jakim typem jest ta 10 lat zdradzana zona ...
Nikt by nie analizowal jej ewentualnego zachowania i jej ewentualnej wiedzy/nie wiedzy na temat tej 10letniej zdrady i nikt by nie probowal czesc winy zwalic na nia ...
To tylko ten zdrajca bylby ukrzyzowany z punktu i kazdy by pocieszl zdradzona zone, uwazajc ze ma prawo do milosci i czegos lepszego niz ten zdrajca maz bo ona nie zrobila nic zlego ![]()
Tu nagle niektorzy zaczynaja zastanawiac sie jaki typem jest maz Tolpy by ewentualnie chodz czesciowo usprawieliwic jej zdrade ! ....
5. "Co to za facet z tego kochanka? Totalny idiota skoro przez 10 lat posuwał mężatkę".
Cat jaki idiota? On jest cwany jak nikt - ma zonke w domu i mezatka na kochanke a wiec nie ma dyskusji z kochanka na temat rozwodu i ewentualnego nowego slubu i innych ewentualnych zadan kore by mogla wolna kobieta mu stawiac ...Kochana calkowicie bez zobowiazan - zyc nie umierac
![]()
