Witajcie pisze bo poczytuje od dwóch tygodni to forum i bardzo potrzebuje Waszej pomocy. Doznałam ostatnio bardzo dziwnego samopoczucia, które sie ciągnie i nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Ale moze od początku. Jestem mezatka od ośmiu lat, problemy były od początku naszego małżeństwa, mąż wydawał nasze pieniądze, pił zdradził, przestałam kochać go jak urodził sie nam syn. Moja wielka miłość do syna , chęć przezwyciężania przeszkód i pozytywne nastawienie do życia dawało mi wiele lat energię by sie uśmiechać i walczyć o małżeństwo. Dużo przeżyliśmy razem, przyzwyczajona do obecności męża chciałam dla naszego jak sie okazało niepełnosprawnego dziecka jak najlepiej. Męża nie kochalam ale tkwilam w tym związku przekonana ze tak jest najlepiej, w sumie byłam skupiona na synu czas szybko leciał nie miałam czasu myśleć o sobie nie chciałam sie uzalac nad sobą ze jestem nieszczęśliwa w malzenstwie myślałam ze tak musi byc. Przyzwyczailam sie do męża niegospodarności i zawsze oszczedzalam na czarna godzinę. Przyszedł jednak czas ze długi narosly a mąż ciagle chowal głowę w piasek, wyjechaliśmy za granice żeby zacząć od nowa. Pozbawiona rodziny, zdana na siebie znowu poczułam motywacje ze nie mogę zawieść dawalam z siebie tyle ile potrafilam . Mąż w międzyczasie stał sie inny, agresywny dokuczliwy, wiecznie zmęczony nie zainteresowany mną i synem. Poczułam samotność do szpiku kości, nadal mam syna który daje mi sile by żyć... Wyjechałam odwiedzić rodzine bez męża po rocznej przerwie i zdałam sobie sprawę jak bardzo moje życie stało sie nie normalne, nie satysfakcjonujące, stało sie poczekalnia .... Przez rok mój mąż wyszedł moze z nami piec razy na spacer obowiązkowo z zakupami, bo on nie lubi przyrody, zawsze jest zmęczony piwo to jedyny jego przyjaciel, nie mam o czym porozmawiać z mężem, nasz seks jest tak beznadziejny ze dopiero teraz zaczynam myśleć o tym iż tak dalej byc nie moze. Wróciłam po urlopie i czuje pustkę która mnie przeraża, po prostu nie czuje nic, byłam bardzo szczęśliwa bez męża, jest mi z tym złe ze czuje sie jak w klatce, ze wróciłam do tego co było a co jest niczym, pustym wypełnianiem czasu i czekaniem na spotkanie z rodzina kiedyś, za pare miesięcy.
Dodam jeszcze ze kiedyś mieliśmy bardzo poważne problemy jak zdrada, hazard ale miałam sile walczyć, miałam uczucia, teraz nie czuje nic.....
Czemu tu pisze ... Żeby sie oczyścić, żebyście mi doradzily czy rozwód o którym myśle to dobra decyzja...