Miriamm napisał/a:NIGDY nie wyzywam, obrazam, nie mowie takich rzeczy, ktorych potem moglabym zalowac. On odwrotnie. Rzuca epitetami, neguje we mnie wszystko, zrzuca odpowiedzialnosc za to, ze nam sie nie udaje.
Ok! No to super. Czyli Ty trzymasz klasę jak za czasów narzeczeństwa, a on stoczył się. Ja swojej żonie też nigdy przykrych rzeczy nie powiedziałem i mam z tego powodu satysfakcję.
Ale - nie chce sie rozstac. Czasem nawet sie postara o mnie, bardzo sie postara. Tylko ze to staranie pozostaje w ramach wytyczonych granic: nie ma seksu, nie ma rozmowy, zabezpieczony haslami komputer, z telefonu wykasowane niektore polaczenia. Kiedy mowie, ze w malzenstwie jest miejsce dla dwojga nie trojga, on sie zgadza ze mna. A potem i tak robi swoje.
W sumie to i tak gratuluję, że potrafisz z nim jeszcze o zdradzie rozmawiać tak wprost. Robi wrażenie.
Z Waszych odpowiedzi widze, ze nie tylko ja sie boje, nikomu nie jest latwo wycofac sie - szczegolnie, gdy wina bardziej lezy po drugiej stronie, i gdy czlowiek jeszcze sie ludzi, ze to wszystko da sie odkrecic i jak w bajce beda zyc dlugo i wszczesliwie.....
No co Ty! Nie ma takiej osoby, co by się nie bała. Ale chyba przydałoby się trochę chłodnej kalkulacji, jakiegoś biznes-planu, co będziesz robić. Jak podzielicie majątek, dochody, mieszkanie, itd. Czy będziesz bezpieczna? Dasz radę to wszystko zaplanować bez podejmowania emocjonalnych decyzji?
Miriamm napisał/a:jak latwo sie samemu oszukiwac! Drugiej osoby nigdy bym nie oszukala, a siebie - czemu nie! Oni sa z nami w takiej sytuacji bo maja dom, wszystko jest zadbane, jak choruja ktos poda herbate, jak sie chce mozna pogadac. Czy jakis facet moglby sie wypowiedziec na ten temat? Czy rzeczywiscie tak to jest, ze mozecie tkwic latami w zwiazku dla kotleta i czystej koszuli??? I NIGDY sie do tego nie przyznacie???
Raczej nieprawda. To niemożliwe, że dla kotleta i czystej koszuli. NIE, NIE! Kotleta można kupić za parę zł, a koszulę prasuje się parę minut. Jeśli miałbym podać powody, to chce mieć baby na boku, przygody, seks, ale chce być bezpieczny -- mieć dom, mieć gdzie spać, mieć swoją sofę, komputer, TV, pieniądze, drugą osobę w pobliżu, nie bać się samotności, spokój, stabilizację. Wie, że nie zwiąże się z żadną z tych kobiet, bo ich może nie kocha, a jak kocha, to wie, że za rok będzie inna, bo żaden z romansów nie jest trwały. W domu ma dobrze, bo żona jest na poziomie, jest spokój, może z nią trwać do śmierci bez trwogi o samotność. Jeśli mąż zdradzał, to pewnie będzie zdradzał dalej, ale nic trwałego nie zbuduje.
Sama siebie NIE oszukujesz, tylko po prostu masz nadzieję, a to zupełnie co innego. Pytanie czy nadzieja jest uzasadniona, a jeśli nie jest, to skoro w tym trwasz, to pewnie jest inny powód -- być może właśnie sprawy materialne, bezpieczeństwo.
Proponuję, abyś zaczęłła iść swoją drogą, niezależną. Oznacza to na przykład że nie będziesz śledzić SMS-ów, albo poświęcać się dla męża. Oznacza to że nie będziesz go atakować, nie rozpoczniesz teraz walki. Po prostu zrobisz coś dla siebie. Możesz nawet zacząć już prowadzić niezależne życie -- praca, fryzjer, kosmetyczka...? Można mieszkać w jednym mieszkaniu a jednak prowadzić każdy swoje życie. Wychodzisz gdzieś? Masz koleżanki?