Witam wszystkich! jestem nową osobą na forum, które zdarza mi się przeglądać i czytać, szukając rozwiązania swoich problemów.
Postaram się opisać jak najlepiej problem, bo chciałabym usłyszeć od Was rzetelne rady i opinie.
Mam 25 lat, jestem z moim partnerem (jest 2 lata starszy ode mnie) razem od lat 5, mieszkamy razem 2 lata. Jesteśmy po studiach, pracujemy. Układa nam się różnie (może kiedyś odważę się na podzielenie się z Wami innymi problemami), ale wiem, że są to kwestie, które można jeszcze ustalić, dogadać się i dojść do porozumienia.
Jednakże w życiu seksualnym mamy problem (raczej ja go mam), z którym raczej nie da się dojść do kompromisu.
PROBLEM Mój partner jest osobą, która lubi zabawy w SPANKING i rzeczy z tym związane, ma SKŁONNOŚCI SADOMASOCHISTYCZNE, natomiast ja nie mam takich skłonności i nie czerpię przyjemności czy satysfakcji z tego typy zachowań/zabaw. Mój partner podzielił się ze mną swoimi upodobaniami po trzech latach związku, gdyż jak sam mówił bał się mojej reakcji.
ŻYCIE SEKSUALNE PRZED PODZIELENIEM SIĘ ZE MNĄ SWOIMI UPODOBANIAMI
Do tego czasu nie wiedziałam o tym, a nasze wspólne życie seksualne było, co prawda dość ubogie w formę;), ale wydawało mi udane. Jest on moim pierwszym partnerem seksualnym, nie współżyliśmy ze sobą, pieściliśmy się tylko, doprowadzając nawzajem do orgazmów ręką oraz uprawialiśmy seks oralny, z tym, że to ja zawsze byłam stroną aktywną. Lubię to robić i nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, mogę nawet rzez, że mnie to nakręca:). Widziałam, że zawsze odpływał kiedy mu robiłam loda i byłam z tego bardzo dumna. Kiedy pytałam o czym myśli wtedy, mówił, że o seksie ze mną (później okazało się, że zawsze myślał o spankingu i ulubionych filmikach erotycznych sadomasochistycznych). Również pieściłam jego klejnoty swoimi piersiami (dość duże) i tak też doprowadzałam go do orgazmu.
Z drugiej strony napotkałam na sprzeciw mojego partnera, który zdecydowanie odmawia mi pieszczot oralnych. Spróbowaliśmy tylko raz (w wannie zaraz po kąpieli ze względów higienicznych, bo tak chciał), ale niestety zareagował on bardzo dziwnie na mój wygląd miejsc intymnych (wtedy też usłyszałam, że wyglądam tam, jakbym miała między nogami potworka, co nie było miłym komentarzem), a kiedy przystąpił do "dzieła" to przerywał co trochę, pluł i płukał usta wodą. Cała akcja skończyła się po 5 minutach, bez jakiejkolwiek satysfakcji, z jego strony z obrzydzeniem, a z mojej z ogromnym wstydem i upokorzeniem. Nigdy więcej nie próbowaliśmy tego. Dodam, iż regularnie odwiedzam ginekologa i nie cierpiałam w tamtym czasie na żadną infekcję, zapalenie miejsc intymnych. Jak sobie z tym poradziłam emocjonalnie i pogodziłam, że już nigdy z tego nic nie będzie, to słowa "chcę minetkę" zagościły w naszych żartach, kiedy negocjowaliśmy jakieś obowiązki domowe czy inne bzdurki.
Powiem jeszcze o częstotliwości naszych zabaw i pieszczot. Na studiach mieszkaliśmy w jednym mieście, ale niestety nie razem, więc było trochę to utrudnione. Na szczęście moja współlokatorka wyjeżdżała co tydzień do domu na weekend, więc mój partner przychodził wtedy mieszkać do mnie. Pieściliśmy się zatem zazwyczaj w weekendy, czyli tak 2-3 razy w tygodniu, choć z biegiem czasu można było odczuć spadek zainteresowania zabawami mojego partnera, który zawsze tłumaczył mi, że ma niskie libido i dochodziło do pieszczot raz w tygodniu. Wiem też, że nie przeszkadzało mu to zabawiać się sam ze sobą, bo nie raz przychodząc do mnie mówił mi, od progu, że dziś nic nie będzie się "działo", bo on już się dziś "wykończył". Nie będę ukrywała, że bardzo mnie to bolało i źle odbijało się na moim poczuciu atrakcyjności. Wiem, że w ciągu całego związku przytyłam 5 kilo i było to czasem wypominane mi przez mojego partnera, ale mam problemy z poziomem hormonów i trudno jest mi stracić na wadze (wzrost 160 cm, 64 kg wagi). Staram się dbać o siebie i wyglądać dobrze, ale to nie miało dużego znaczenia dla mojego partnera.
Jeśli chodzi o mój odbiór częstości pieszczot to z czasem przestał mi on wystarczać. Wydawało mi się, że dopiero rozbudza się moja seksualność. Z każdym miesiącem bardziej pragnęłam mojego partnera i jego dotyku. Musiałam zabiegać o jego zainteresowanie i pieszczoty, ale niestety nigdy nie dochodziło do nich wtedy kiedy o nie prosiłam. Albo on miał na mnie ochotę albo nie miał i moja inicjatywa nie była tutaj istotna, a wręcz szkodliwa bo wprowadzała tylko nerwowość u mojego partnera. Starałam się organizować romantyczne kolacje, kupowałam ładną bieliznę, haleczki, czekałam na niego naga jak wracał z zajęć, a on zjadał co było do zjedzenia i wychodził, bądź kazał mi się ubierać, bo przecież robiliśmy to dwa dni temu i czego ja znowu chce:(. Kiedy podchodziłam się przytulić musiałam zaznaczyć, że nic nie chcę od niego więcej, bo inaczej odsuwał się ode mnie. Podczas samych pieszczot ze mną zdarzało się, że opadał mu członek i wiotczał i nie muszę chyba dodawać, iż czułam się okropnie (dziś wiem, że on bez chociażby myśli o spankingu nie jest w stanie dojść do orgazmu). Skończyło się na tym, że nazywał mnie zwierzątkiem (bo jestem niewyżyta) i niemalże bawiło go to, że proszę go, żeby mnie pocałował i dotknął. Miał nade mną przewagę i wykorzystywał ją. Z drugiej strony myślę, iż reagował cynizmem i sarkazmem, gdyż nie radził sobie ze mną i łatwiej było mu zdołować mnie, niż być ze mną szczerym. Co do mojego libida to od 2 lat wiem, że mam wyższy poziom testosteronu niż przypada norma dla kobiet i to on podwyższa moje zapotrzebowanie na kontakt seksualny. Na razie z racji tego , że nie planujemy dzieci mój endokrynolog zrezygnował z leczenia i podawania mi leków obniżających poziom testosteronu we krwi. O seksie klasycznym nie było mowy z dwóch powodów: baliśmy się możliwej wpadki i nasze kontakty erotyczne dosłownie wygasały. Kiedy ja po 2 latach rozpoczęłam rozmowy o tym, że czas na kolejny etap (czyli seks) to mój partner zbywał mnie i nie chciał podejmować tego tematu (do dziś jestem dziewicą)
ŻYCIE SEKSUALNE PO PODZIELENIU SIĘ ZE MNĄ SWOIMI UPODOBANIAMI
Zamieszkaliśmy razem i mój partner powiedział mi, że tak naprawdę on lubi zabawy w spanking i ma skłonności sadomasochistyczne. Podzielił się ze mną swoimi moralnymi wątpliwościami, gdyż sam ze sobą nie czuł się dobrze do końca normalny. Ja na początku nie wiedziałam co się dzieje, potem postarałam się zdobyć jak najwięcej informacji o takich ludziach (książki, strony internetowe, fora int.), starałam się zrozumieć o co w tym chodzi. Dawałam mojemu partnerowi akceptację i poczucie, iż jest to jedna z aktywności seksualnych i nie tylko on lubi takie rzeczy. Wiem, że moja pełna życzliwości postawa i zrozumienie pomogło mu poradzić sobie z akceptacją własnej seksualności. Jednakże cały nasz dotychczasowy związek prowadził podwójne życie seksualne - jedno ze mną, a drugie sam ze sobą i stronami spankingowymi. Pokazał mi swój świat - strony internetowe, blogi, sadomasochistyczne portale, swoje ulubione filmiki. Wiem, że to dowodzi tego, iż darzy mnie dużym zaufaniem (choć przez 3 lata ukrywał to przede mną), moje zachowanie w jakiś sposób poprawiło naszą relację, gdyż od teraz łączyła nas wspólna tajemnica jego życia. Po tym wyznaniu klasyczne pieszczoty przestały istnieć, bo mój partner po wyznaniu prawdy o swoich skłonnościach czuł, że nie musi już udawać. Dochodzi do nich może raz na 2-3 miesiące i to z mojej inicjatywy, a raczej prośby, tzn. on "ręcznie" zaspokaja mnie, a potem jest mój rewanż taki jaki sobie życzy, związany z spankingiem . Po ujawnieniu swoich skłonności mój partner włączył mnie w swój świat zabaw, ale nie do końca się to sprawdziło. Najpierw przez pierwszy rok to on mnie bił i pozwalało mu to na osiągnięcie satysfakcji i orgazmu. Nie muszę chyba dodawać, iż czułam się z tym okropnie. Człowiek, którego kocham i ufam zadaje mi ból fizyczny i to sprawia, że się podnieca i dochodzi do wytrysku, nie mieściło mi się w głowie. Sama się na to godziłam, więc w sumie nie powinnam mieć do nikogo pretensji, ale były to dla mnie dość traumatyczne przeżycia: uciekałam, zasłaniałam się, rzucałam się całym ciałem, płakałam, krzyczałam z bólu, błagałam, żeby przestał. Z jego strony cóż, próbował mnie uspokajać jak mnie bił, a tak naprawdę, jak mi powiedział później, moje krzyki i błagania jeszcze bardziej go nakręcały. Robiliśmy razem jeszcze razem jeszcze dwie rzeczy: 1. on załączał sobie ulubione filmiki spankingowe w internecie, zakładał słuchawki i oglądał je , a siedziałam za nim i dotykałam jego klejnoty lub robiłam mu w tym czasie dobrze ustami; 2. ja opowiadam mu o tym jak bardzo chce wymierzyć karę lub mówię o samych zabawach jak przebiegają, jak jak to widzę (taka opowiastka erotyczna) i on dzięki temu potrafi dojść do orgazmu. Poza tym mój partner zaspokajał się sam. Wynika z tego, iż ma on dość wysokie libido, aczkolwiek skierowane jest ono tylko na zabawy sadomasochistyczne. Po tym roku ja już nie mogłam wytrzymać tych sytuacji z biciem i zaczęłam odmawiać. Wtedy mój partner zaproponował mi zamianę ról - czyli tym razem ja go biłam, miałam stać się dominą. Na początku było mi bardzo trudno, nie wiedziałam co mam robić i jak mam robić, płakałam w trakcie i po, gdyż bolało mnie to, że ja jemu zadaję ból. On bardzo to lubi, ma swoje ulubione krzesełko na którym zawsze się kładzie do bicia. Ja w miarę upływu czasu "weszłam w rolę", staram się zachowywać i mówić tak jak robią to kobiety z jego ulubionych filmików, choć wiem, że nie jestem taka jaką chciałby mieć mój partner, bo czasem się nam nim lituję i nie wymierzam mu kary do końca i jestem za mało stanowcza i władcza, a ja po prostu taka nie jestem:( Mówi mi, że jest zadowolony z tych zabaw, bicia i wiązania, i na razie mu to wystarcza, ale ja się boję, że on w końcu będzie chciał tego z kimś kto też lubi takie rzeczy jak on, że w końcu znajdzie się jakaś prawdziwa domina.
Z mojej strony, cóż, jestem i wiem, że jeszcze długo pozostanę dziewicą, gdyż mój partner nie jest w ogóle zainteresowany seksem klasycznym. Nie pociągam go, nie pragnie mnie, jestem dla niego można powiedzieć aseksualna. Wystarcza mu jego świat. Tylko w nim się realizuje seksualnie i odnajduje spełnienie. W tym miejscu dodam, że po tylu latach związku wiem, kiedy nawet podczas zwyczajnych pieszczot (ręka, biust, usta), które mu robię, bo nadal lubię i chciałabym to robić, doskonale wiem, kiedy on zaczyna fantazjować o spankingu: kiedy ja coś robię , to jego członek co prawda wstaję, ale jest taki giętki i często klapie, a kiedy pomyśli o spankingu, albo ja powiem cokolwiek z tym związane to od razu jest gotowy, twardy jak skała, taki aż żylasty, cały skacze i się unosi. Tak samo podczas zabaw związanych z biciem i wiązaniem - moje jedno słowo, że zrobimy to powoduje, iż jego członek wyskakuje ze spodni, a podczas bicia dochodzi do orgazmu dość szybko, kompletnie bez jakiejkolwiek stymulacji bezpośredniej. Czasem się śmieje do niego, że chciałabym, żeby kiedyś na mnie tak zareagował (tzn. żeby mu tak stanął).
Na dzień dzisiejszy średnio spanking jest obecny w naszym życiu 2-3 razy w tygodniu z moim udziałem, mój partner sam zaspokaja się jeszcze tak z 2 razy w tygodniu (co gorsza nie tylko jak jestem w pracy, ale nawet jak pójdę spać, on siedzi w tym samym pokoju i robi sobie dobrze przed kompem, gdy ja śpię, co jest okropne i bardzo mnie boli). Zabawy ze mną zdarzają się może z raz na 3 miesiące, teraz już 4 miesiące nic się nie działo. Nauczyłam się z tym jakoś żyć i nie proszę już o nic. Nie będę ukrywała, że on nadal na mnie działa - jego zapach, jego niski głos, jest przystojnym mężczyzną i ja go pragnę. Trudno żyć w jednym mieszkaniu z człowiekiem, którego się pożąda i wie się, że nie ma to najmniejszego znaczenia, bo przecież go nie zmuszę. Nawet jak idziemy razem pod prysznic to też już tylko pogadać, bo każdy myje się sam. On nie chce mnie dotykać, bo nie chce mnie rozbudzić, a ja nie dotykam go, bo on tego nie chce a mnie mogłoby to nakręcić. Można powiedzieć, że poza spankingiem prowadzimy aseksualny związek. Po rozmowach o seksie, kiedy i czy będzie, wiem, że będzie po ślubie (w przyszłym roku niby mamy się dopiero zaręczyć, więc ślub to odległa perspektywa), choć myślę, że cokolwiek w tym temacie zadzieje się dopiero, gdy będziemy planowali dzieci. Z drugiej strony boję się, że on nigdy nie będzie mnie chciał, a jak nawet będzie próbował zmajstrować nam potomka to nie będzie w stanie nawet we mnie wejść, bo mu klapnie. Będzie musiał myśleć o spankingu, żeby utrzymać wzwód:(. Jak oswoić się z myślą, że w łóżku zawsze będziemy we trójkę: ja, on i jego fantazje, bo ja nie mam mocy sprawczej i nie jestem w stanie go podniecić, nie istnieje jako kobieta.
Nie nauczyłam sobie radzić ze swoim popędem seksualnym. Próbowałam zaspokajać się sama przez stymulację łechtaczki, ale pomimo osiągania w dość krótkim czasie orgazmu, przestałam to robić, bo nie daje mi to zadowolenia i satysfakcji, raczej uwalniało mnie tylko od stresu. Tysiąc razy bardziej wolałabym oddać się w dłonie mojego partnera niż mam robić to sama. Pozostał mi tylko bogaty świat marzeń i fantazji erotycznych, w których jestem kochanką doskonałą:). Fajnie je mieć, ale szkoda, że nie można realizować;). Nigdy nie myślałam o zdradzie i nie zdradziłam mojego partnera. Jestem lojalna i wierna, nie szukałam i nie szukam niczego poza związkiem. Można powiedzieć, że nawet nie umiem flirtować. Zawsze utrzymuje poprawne "erotyczno-polityczne" znajomości z mężczyznami, nie jestem dwuznaczna, kokieteryjna, można powiedzieć, iż unikam jakichkolwiek skojarzeń o seksualnie zabarwionej tresci.
Niestety związek z takim układem w życiu seksualnym źle odbił się na moim poczuciu wartości i atrakcyjności. Cóż.. nie czuję się po prostu kobietą i już tylko przez taki pryzmat się postrzegam, jestem człowiekiem a moja seksualność nie istnieje. Zmieniło się moje podejście do swojego ciała, dbam o nie, ale nie rozpieszczam, potrzebne jest mi tylko, żeby było zdrowe i sprawne, a wygląd nie ma już takiego znaczenia jak kiedyś. Wiem, że nie ma już żadnego znaczenia dla mojego partnera. Muszę być czysta, pachnąca, dobrze i stosownie ubrana, uczesana do pracy, mieć wygodne buty i tylko tym kieruję się teraz w kupnie i doborze stroju. Eksponowanie atutów sylwetki czy urody, dobór ekstrawaganckich dodatków przestał funkcjonować Wydaję mi się, że niejako sama ukrywam się ze swoim ciałem, ukrywam sama przed sobą i innymi, że jestem kobietą, nie czuję potrzeby, żeby wyglądać kobieco i seksownie. Ukrywam swoje pragnienia i marzenia seksualne i zaczęłam w takim samym stopniu ukrywać siebie, jako kobietę. Zmian nie jest tylko moją opinią, jest też obserwacją ludzi z mojego otoczenia, którzy pytają się mnie co się dzieje "dlaczego się tak ubierasz?", a ja nie wiem o co chodzi - a chodzi o to, że szczelnie zakrywam swoje ciało, od stóp do samej szyi, nie noszę starych bluzek z dekoltami tylko same półgolfy i takie też rzeczy kupuję. Słyszałam już od swoich koleżanek, kolegów i rodziny komentarze, iż wyglądam jak zmęczona Matka Polka lub jakaś mniszka, czy zakonnica, a przecież mam dopiero 25 lat!
Czy da się żyć dalej w takim związku? Zadaje sobie to pytanie codziennie. Sama zaczynam się podejrzewać o zdradę, choć jeszcze nic nie zrobiłam, zadaję sobie pytanie czy wytrzymam całe życie z człowiekiem, moim partnerem który nigdy się mną nie zainteresuje seksualnie? Nie mówię teraz, ale może za 5, 10, czy 15 lat jednak nie podołam temu i będę chciała spędzić upojną noc z człowiekiem, dla którego będę kobietą?
Jedno co wiem na pewno, to fakt, że mój partner się nie zmieni. Taki ma temperament i upodobania seksualne. Wiem, że on teraz czuję się dobrze i komfortowo w związku, cieszy się, że zaakceptowałam jego odmienność i uczestniczę w jego życiu seksualnym. Nie oszukuje mnie już, nie kłamie. Dzięki temu przywiązał się do mnie bardziej, gdyż jestem jedyną osobą i partnerką, która wie o tej sferze jego życia.
Zdecydowałam się na ten wpis tutaj, gdyż pierwszy raz w życiu miałam we śnie fantazję erotyczną nie z moim partnerem, ale ze swoim znajomym. Bardzo mnie to zaniepokoiło, gdyż nigdy świadomie o nikim nie marzyłam a tu taki numer:(. Pracuje z tym mężczyzną, znam go tylko z pracy, nigdy nie stanowił dla mnie obiektu pożądania czy pragnień, uważałam go nawet za przeciętnej urody faceta i nie wywoływał u mnie żadnych emocji. Podchodzę do niego tak jak zawsze z dystansem.
Jednakże sytuacja ta jest dla mnie jak światło ostrzegawcze - mój mózg nie radzi sobie z brakiem życia seksualnego. Wypchnęłam swoją sferę ze świadomości, ale ona przypomina mi o sobie.
Czy ktoś był w takim związku jak ja? Czy ktoś był kiedyś z partnerem, który miał inne upodobania seksualne? Czy udało się Wam z tym żyć i stworzyć szczęśliwą rodzinę? Czy według Was uda się mi i mojemu partnerowi pozostać wiernym? Proszę bardzo o jakiekolwiek komentarze, radę, uwagi, opinie.
Pierwszy raz otworzyłam się przed kimkolwiek, z nikim nigdy nie rozmawiałam na ten temat, nikt nie wie nic z mojego otoczenia. Mój partner zawsze był przeciwny mojej rozmowie z kimkolwiek na ten temat i ja to rozumiem. Niestety wpisowi na forum też się przeciwstawiał, więc zrobiłam go teraz wbrew niemu i bardzo się źle z tym czuję:( ale nie mogłam już wytrzymać tej sytuacji i walki moich myśli w głowie.
proszę o radę, odpowiem na wszystkie dodatkowe pytania
Dziękuję z góry, jeśli komuś udało się przeczytać do końca:)