Witajcie
Zastanawialem sie nad tym czy tematu nie zalozyc w dziale ze zdradamui etc, ale jak dotychczas ona nie nastapila (chyba?) i nie o to nam chodzi. Dla jasnosci - jestem facetem:)
Mam kolezanke ze studiow, studiujemy zaocznie, wiec nasze kontakty na poczatku ograniczaly sie do uczelnianych. Wszystko zaczelo sie od mojej prosby o notatki....pozniej pomoglem jej zaliczyc egzamin z prawa, przy czym ja wtedy zaproponowalem, ze jesli zda - idziemy na herbate. Od tej pory zaczelismy sie widywac na takich "herbatach" i na spacerach, nierzadko w trakcie zajec. Tu pojawia sie dosc wazna kwestia - obydwoje mamy partnerow od 2-3 lat. Wszystko ma raczej forme zauroczenia uczelnianego...a moze nie? PIszemy do siebie sporo, przy czym nasze sms'owe rozmowy nie maja charakteru Kocham cie itepe...takie slowa nigdy sie nie pojawiaja...
Ta dziewczyna z rzadka u mnie nocuje (w sumie to 2 razy dopiero) kolacja, swiece, sluchamy muzyki, rozmawiamy i spimy:) W jednym lozku (mam dwa) calujemy sie, przytulamy, patyrzymy w oczka...bez seksu, co najwyzej ocieramy sie o siebie.
Dziewczyna mowi mi, ze czuje sie nie w porzadku wobec swojego chlopaka...jednak gdy spacerujemy, jestesmy razem to nie myslimy o swiecie zewnetrznym ani nie zastanawiamy sie jak wytlumaczyc jej nieobecnosc w domu...etc
Pytanie - gdzie my jestesmy? Nie wiem na czym stoje/stoimy.