Spotykam się z pewnym mężczyzną ( nazwę go M) ponad pół roku. Poznaliśmy się w okolicznościach dość dla nas ciężkich ? obydwoje się rozstawaliśmy ze swoimi partnerami (związki długoletnie). Z każdą chwilą zbliżaliśmy do siebie coraz bardziej, a widomo, zaczęło się na wzajemnym wspieraniu i pocieszaniu aż w sumie sama nawet nie wiem kiedy i jak doszliśmy do takiego stopnia, że teoretycznie zostaliśmy parą? Na początku znajomości był mną zachwycony, co chwilę komplementował, mile nazywał, był dla mnie idealny, zauroczyłam się mimo bólu wcześniejszego rozstania? Z każdym kolejnym dniem wzajemnego poznawania się byłam coraz milej zaskakiwana (patrząc na jego charakter, podejście do życia, związków itd.) Czuję od początku, że mu na mnie zależy. Wszystko teoretycznie idealnie.. no właśnie.. znów teoretycznie? Od jakiś 2miesięcy popadam w coraz większy ?dół? (podejrzewam nawet depresję?) Chodzę jak pół przytomna, płaczę ? nawet w pracy, dopada mnie wewnętrzny strach? nie mogę w ogóle nad tym zapanować mimo, że sama sobie próbuję przetłumaczyć? Ale przejdę do rzeczy o co chodzi? Zdaje sobie sprawę, że ta znajomość wiele dla mnie znaczy (takiego faceta to ze świeca w ręku szukać), czuje się przy nim mega szczęśliwa, jednak co chwilę przeplata się to z moim panicznym lękiem(?)? Bo otóż tak jak napisałam, teoretycznie jesteśmy parą ale praktycznie czuję się jak najlepsza przyjaciółka? tylko przyjaciółka? Z początku słyszałam nawet nawet często miłe słowa ? określenie? aż cieplej na sercu się robiło. Jakiś czas temu nawet powiedział ?kochanie? co mnie tak uszczęśliwiło, że ze szczęścia pół nocy przepłakałam, niby taka drobnostka ale w naszej sytuacji i w sumie w końcu przez to jedno słowo poczułam, że jednak znaczę coś więcej niż się obawiałam. Kilka następnych dni było również z czułymi słówkami przez co zrozumiałam, że może naprawdę w końcu znaczę dla kogoś coś więcej ( dodam, że moi poprzedni partnerzy bardzo mną pomiatali i mnie krzywdzili przez co czułam się zerem i nic nie wartą kobietą?)? A później nagle cisza.. koniec? Skończyły się te słowa? jednak czyny nadal zostały (od początku pomaga mi ile może, okazuje wsparcie, zrozumienie, troskę, życzliwość). Spotykamy się średnio co dwa dni, kochamy raz na dwa miesiące ( dla mnie to zdecydowanie za mało?) Przez ten ostatni aspekt również nie wiem co mam uważać, też wpływa on dość mocno na moje poczucie wartości i statusu w naszych relacjach? (tym bardziej, że wiem że ogląda filmy wiadomej treści a mnie nie ?ruszy?? z drugiej strony mój poprzedni partner miał duże problemy z nadmiernym ich oglądaniem przez co może też trochę wyolbrzymiam sprawę ale fakt jest faktem, że częściej zadowalają go filmy niż ja?) Jestem zagubiona w tych relacjach? Już mi łzy lecą.. wiem, że chaotycznie to wszystko napisałam i chyba nadal nie doszłam do sedna sprawy.. nie wiem jak to ubrać w słowa? Po prostu po takim czasie i po tak wspaniałych chwilach wspólnych liczę na mały krok na przód? Liczę że dla kogoś w końcu stanę się ważna, najważniejsza? Chcę czuć się kochana bo jedynie czuję się tylko potrzebna? Chcę czuć bliskość, ciepło, namiętność.. a nie tylko pocałunek na dzień dobry i na dowidzenia? Nie chcę być ?wypełnieniem? po wcześniejszym związku, chcę znaczyć dla kogoś zdecydowanie więcej.. Nie rozmawiałam z M o tym, bo nie chce na nim nic wywierać żadnego wpływu? Nie chcę na nic naciskać? Ale już nie potrafię być tak zawieszona w próżni
Nie jest mi on obojętny dlatego nie daję już sobie rady? Odnoszę nawet wrażenie, że zdarzyliśmy się do siebie ?przyzwyczaić? zanim prawdziwy ogień zdążył się pojawić? Że bardziej jesteśmy już jak stare dobre małżeństwo?
Napisałam to wszystko bo nie mogłam już dłużej dusić tego w sobie? Nie wiem na co liczę.. może na trzeźwe spojrzenie na tą sytuację? Może na jakąś radę, albo ochrzan, że nie potrafię spraw stawiać jasno? Jestem jeszcze rozbita psychicznie, bo we wcześniejszym związku cierpiałam przez lata, próbuję się poskładać jakoś ale w końcu potrzebuję zaznać, szczerego i prawdziwego uczucia? a na razie we mnie tylko lęk i obawy, że już tak zostanie mimo iż obok mam Anioła (M)? Domyślam się, że jemu też jest ciężko poskładać się po też nieudanym związku? Ale kiedyś musi nadejść czas, żeby zadeklarować, zdefiniować NAS? tak wiele wymagam? Czy już zwariowałam do reszty?
Dodam że M widzi, że ostatnimi czasy, jestem nieco ?inna? ? zdołowana, smutniejsza, przygnębiona.. Nalegał bym powiedziała co mi chodzi po głowie, że będzie mi lżej, chciał rozmawiać? Ale nie potrafię, nie wiem jak to zgrabnie ubrać w słowa by nic nie zchrzanić (bo wiem mimo wszystko, że jednak coś dla niego znaczę, jednak nie uzewnętrznia tego, może też w obawie, jak ja?) ? żeby nie zrozumiał mnie inaczej niż ja to widzę? Boje się że jak powiem, przez zbyt wielki chaos myśli i uczuć, to że zrujnuję to co zbudowaliśmy do tej pory? Nie wiem co robić? siedzę jedynie i płaczę?