Jesteśmy oboje 28 latkami, on i ja po poważnych, wieloletnich trudnych związkach, zatem fakt, że zaufaliśmy sobie i zakochaliśmy się w sobie w tak uroczy, spontaniczny sposób- graniczył z cudem (według mojej własnej opinii).
Po prostu zanim się poznaliśmy, uznałam, że już nie czeka mnie żaden poryw serca z prawdziwego zdarzenia.
......Jesteśmy razem ponad 1,5 roku od roku mieszkamy razem. Wiele godzin rozmów, dojrzałych rozważań o życiu itd.
Sądziłam, że naprawdę mu się podobam, zarówno z charakteru jak i fizycznie (jestem szczupła, wysoka, atrakcyjna),
jednak po7 miesiącach znajomości...zaczęły się "reklamacje" tzn. że mam za małą talię, to przecież symbol kobiecości - no tak, teraz na pewno będę się czuła jak kobieta. Mam kręcone włosy- on był (w poprzednim związku) przyzwyczajony do prostych- KOSZMAR, gdy się denerwuje- mam denerwujący dla jego uszu głos. Pierdoły, a zarazem drobnostki podkopujące moje bezpieczne poczucie akceptacji, tak potrzebne w budowaniu intymnego związku dwojga ludzi. Potem usłyszałam, że mało kobieco się zachowuję itd. Nagle poczułam się jak produkt - który został poddany oględzinom- ALE JUŻ PO ZAKUPIE! to nie fair, zmieniać nagle upodobania, w trakcie gry. Nie trudno się domyślić, że rzutuje to na nasze życie seksualne, zaczęłam się dystansować, ogólnie nie godzę się na takie traktowanie mnie! zatem daję mu to odczuć słowem i czynem!
Gdyby wszystko było tylko złe już by mnie tam nie było, ale jest HAK - co dzień (prawie) dla podtrzymania huśtawki emocjonalnej, słyszę jaka to jestem kochana, słodka perełka..słowa odnoszą się do charakteru, który bardzo Jemu pasuje. Ale rani mnie swoją niekonsekwencją. Ja jeśli kogoś kocham to całego- fizycznie mnie pociąga, podoba mi się jego wygląd
i charakter =całość. Jak to rozumieć? Niech ktoś kompetentny się wypowie, bo zgłębiam podłoże psychologiczne tych zachowań...i wariuje!
Any idea? What the hek is this?