U mnie w tym tkwi problem, że pousuwanie czy powyrzucanie czegokolwiek nic nie zmienia, bo mieszka na wprost, widzę jak wychodzi pachnący do pracy, śmieje się głośno z kolegami i żyje jakby nigdy nic. A moje serce się kraja, gardło ściska i nogi miękną. Uciekam nad morze, do pracy, to jest mój sposób na nową siebie, a potem postaram się o inne studia. Nie wspomnę już o tym jak teraz na studiach jest mi ciężko, w dodatku jestem na lekach, przy których nie mogę się uczyć. Coraz lepiej idzie mi odsuwanie od siebie myśli o nim, wyobrażam sobie siebie za jakiś czas, pięknie ubraną, umalowaną, dobrze wykształconą z przystojnym mężczyzną obok i gdzieś te myśli schodzą na inne tory, przynajmniej na chwilkę
Śpiewam też w głos piosenki, jakiekolwiek przyjdą mi do głowy, najlepiej te polskie w których choć parę wersów pasuje do mojego nastroju i wtapiam się w nie, w siłę tych wykonawców, i na chwilę też jest lepiej, a przez pierwszy tydzień nawet radia nie mogłam słuchać. Najgorsze dla mnie są sny, od miesiąca towarzyszą mi codziennie, śni mi się jak do mnie wraca, jak się do mnie uśmiecha, jak śpi obok mnie... i na te sny, nie mam sposobu, a rano budzę się jak obuchem w łeb, zderzam się z rzeczywistością, a i tak śpię tylko dzięki lekom... A ten człowiek, nie martwi się o mnie, nie martwi się o to co oswoił, a przecież już na zawsze jest się odpowiedzialnym za to co się oswoiło, i to właśnie jest miłość.
Ballack ja jestem tu nowa, a już czuję wsparcie, to wspaniałe uczucie, czuję, że nie jestem sama, i to pomaga 