Witam serdecznie wszystkich tu obecnych ![]()
Jestem net-facetem, ale cieszę się że mogę pisać na tym forum.
Problem, który chciałbym Wam przedstawić gryzie mnie od kilku dłuuuugich dni. W moim poście nie będzie dramatycznych zwrotów akcji, ani złamanych serc (mam przynajmniej taką nadzieje...), stoję po prostu przed dylematem, który nadmieniłem w temacie swojego listu.
Poznaliśmy się na studiach i polubiliśmy się bardzo szybko. Ja postrzelony, ona również zdrowo trzepnięta.
Przez pięć lat, które minęły, zawsze czuliśmy się przy sobie szczęśliwi, beztroscy i w poczuciu, że gdyby działo się źle, zawsze znajdziemy w sobie wsparcie.
Czemu się nie zeszliśmy skoro było tak zajebiście... ?
Otóż jak się poznaliśmy, ja byłem w kilkuletnim związku, więc mimo obopólnego zainteresowania byliśmy wobec siebie fair. Później sytuacja się odwróciła i to ona znalazła partnera, a ja byłem singlem.
Przyznam, że było między nami kilka chwil, które jednoznacznie świadczyły o tym że lubimy być ze sobą blisko, ale mimo wszystko, szybko wracaliśmy do pionu. Z resztą to były dawne czasy...
Mogę szczerze powiedzieć że jest moją najlepszą przyjaciółką i dawno przestałem myśleć o niej w innych kategoriach, aż do teraz.
Problem pojawił się niedawno, kiedy przyjechałem do jej domu. Bawiliśmy się świetnie. Oczywiście wiele razy miewaliśmy takie spotkania i nie w tym rzecz, bo nie uprawialiśmy seksu, czy innych rzeczy. Tym razem jednak, po kilku kieliszkach, ona wypaliła że My powinniśmy zostać parą, skoro z naszymi partnerami jest taka kaszana. Wiele razy stroiliśmy sobie żarty, że i tak wylądujemy na ślubnym kobiercu, ale tym razem coś było inaczej. Wydawało mi się, że w krótkiej chwili, gdy spojrzała mi w oczy dostrzegłem w nich oczekiwanie na odpowiedź; Co ja o tym myślę, tak na poważnie. Nie ma mowy, ze sobie coś uroiłem.
Chwilę później wszystko niby wróciło do normy, ale tylko pozornie. Pierwszy raz pojawiło się zakłopotanie, pierwszy raz cisza miedzy nami nabrała cięższego charakteru.
Wiem, że ta ckliwa historyjka może być irytująca w odbiorze, bo wyciągana jakby z Harlequina, ale problem jest prawdziwy.
Czuję się ostatnio trochę spięty w jej towarzystwie, bo przypomniałem sobie, że to nie tylko najlepsza przyjaciółka, ale też piękna kobieta. Myślę że ona wyczuwa moje zakłopotanie, ale oboje nic z tym nie robimy.
Jedziemy na weekend do Warszawy do jej znajomych, później razem majówkę mamy spędzić. Obiecałem jej, że pomalujemy razem jej mieszkanie. Trochę się teraz tego wszystkiego boję ![]()
Nigdy nie było problemów z komunikacją między nami, ale pozostawiliśmy tamtego wieczoru ważny temat w zawieszeniu, a ja nie wiem jak o tym rozmawiać. Czuje się jak szczeniak.
Najbardziej boję się jednak, że jeśli spróbujemy być razem i coś nie wyjdzie, wszystko co było między nami przestanie istnieć. Jest próg, po przekroczeniu którego wszystko się zmieni. Jest tak wiele do stracenia...
Może ktoś z Was miał podobną sytuacji i mógłby podzielić się doświadczeniami?
A nad czym się tutaj zastanawiać? Zakochałeś się po uszy, a ona czeka na twój krok. ![]()
Jak będzie okazja po prostu podejdź, przyciśnij ją do ściany i namiętnie pocałuj. Tylko niech to nie będzie na imprezie. Sytuacja musi być jasna i klarowna - zależy ci na niej, a nie na imprezowym numerku po promilach.
Pamiętaj - kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa!
3 2012-03-27 17:51:52 Ostatnio edytowany przez Kami90 (2012-03-27 17:54:09)
Kto nie ryzykuje ten nie ma. Pomyśl czy darzysz ją tym samym uczuciem co prawdopodobnie ona Ciebie. Ludzie po alkoholu raczej nie kłamią, więc bardzo możliwe że się zakochała po tylu latach przyjaźni.
Od przyjaźni do miłości, niedaleko.
Znam to po sobie, po 4 latach przyjaźni z moim obecnym partnerem postanowiliśmy być razem(postanowiliśmy a w sumie samo wyszło, spotkania coraz częściej, a to piwo, a to kawa a to kino, impreza i przyszedł wyjazd na długi weekend i tam już wszystko potoczyło się samo), okazało się ze to był bardzo dobry pomysł, teraz jesteśmy razem niecałe 5 miesięcy, szczęśliwi ![]()
masz przyjaciela, który cię wspiera
masz piękną kobietę (jak sam piszesz)
masz kogoś kto najwyraźniej cię kocha
masz kogoś z kim spędzasz czas i się nie nudzisz i daje ci to dużo radości
masz kogoś z kim macie podobny światopogląd
boisz się że się popsuje
ale właśnie się psuje bo się nie rozwijacie, a życie nie lubi tylko jednego stagnacji..
a jak się odważysz.....
... a czy to popsujecie to już moi kochani zależy od was
a poza tym tak szczerze co jeszcze musiałaby mieć kobieta twojego życia?
myślisz, że znajdziesz coś więcej,.............
nie sądzę......
Po przeczytaniu tylko tematu pomyslałam - odpuść. Może dlatego, że ja zaryzykowałam i przyjaźń straciłam.
Ale co do Ciebie: ryzykuj! Ona praktycznie napisała sobie na czole, że czeka na Twój krok
Wolałbyś żałować, że mogłeś stracić miłość życia? Moja rada - działaj spontanicznie, ale zdecydowanie.
Trzymam kciuki ![]()
No jasne, idź na całość!
Dostałeś sygnał, więc działaj. Jak nie zadziałasz, to ona pomyśli, że Ty niczego więcej nie chcesz.
I co? Będziesz potem przyglądał się jak życie sobie układa z innym facetem?
Musisz zaryzykować. Sytuacja stuprocentowa. Nie masz wyjścia. Powodzenia ![]()
7 2012-03-27 20:21:54 Ostatnio edytowany przez Emiliaaa (2012-03-27 20:22:37)
I ja się przyłączam do zdania poprzedniczek- ryzykuj i zawalcz o to uczucie. Dopóki nie spróbujesz to się nie dowiesz jak mogło by być między Wami. Chcesz za kilka lat żałować, że nie spróbowałeś być szczęśliwy z kobietą, na której Tobie zależy i która ewidentnie wysyła Ci znaki, że czegoś też chce? Trzymam kciuki i czekam na wiadomość jak się dalej potoczyła Wasza historia ![]()
Witam Was serdecznie ![]()
Chciałem podziękować za dobrą rade. Przejrzałem na oczy i uświadomiłem sobie kilka rzeczy dzięki Wam. Wszyscy zgodnie zachęcaliście mnie do bardziej zdecydowanych działań i teraz buduje sobie życie u boku pięknej kobiety.
Emiliaaa
dorota.f
mata hari
black1977
Kami90
yoghurt007
Jestem szczęśliwy facet ![]()
Wielkie dzięki!!!