Witam!
Znalazłam się tu z jednego bardzo bolesnego dla mnie powodu.Mam problem z którym wiem,że sama nie dam rady!
Chodzi o mój związek-rozpada się,albo już się rozpadł tylko nie wiem na ile mogę dać wiarę słowom partnera.Jesteśmy ze sobą ponad 6 lat,bardzo dużo ze sobą przeżyliśmy,jesteśmy 4 lata po zaręczynach.Utkwiliśmy na takim etapie z powodu braków funduszy,woleliśmy zainwestować w wynajem mieszkania.Mieszkaliśmy ze sobą ponad dwa lata,były wzloty i upadki ale ogólnie byliśmy zadowoleni.Niestety musieliśmy opuścić mieszkanie,nasza sytuacja była i jest naprawdę kiepska z tego powodu ze nie mamy możliwości mieszkać razem u moich czy jego rodziców.Od dłuższego czasu staralismy się o dziecko,zaczelismy podejrzewac nawet,ze ktores z nas ma problem.Mimo iz sytuacja nie jest komfortowa nie chcielismy rezygnowac z naszego "malego szczescia" i staralismy sie dalej-UDALO SIE
Jaka wielka radosc.Tylko dzis juz nie potrafie sie z tego cieszyc
jestem w 33 tyg ciazy niebawem przyjdzie na swiat nasz upragniony synek,pisze nasz upragniony bo partner zapewnial jak bardzo go pragnie,i ze pragnie go ze mna.A dzis to wszystko jakby go przeroslo wszystko zaczelo sie walic.Duzo by o tym pisac,partner wg niego samego i jego bliskich przechodzi jakies zalamanie nerwowe,ale dlaczego wlasnie teraz,teraz gdy jestem w ciazy gdy najbardziej potrzebuje jego wsparcia i bliskosci
nie powinien sie lamac a moze to wlasnie nasza ciaza jest tego wszystkiego powodem?ale jak cos czego sie pragnelo moze wywolywac teraz takie negatywne emocje?Moze to wszystko przez to ze nie mamy mozliwosci nawet gdzie "współżyć"-przykre ale prawdziwe,oddalilsmy sie od siebie mimo iz ja tego nie chce tak bardzo go kocham on jest calym moim swiatem.Duzo jest pewnie mojej winy ale moj zal i bol nie pozwolil mi na opanowanie zaczelam sie go czepiac nekac wrecz telefonami,ze wzgledu na to ze czulam i widzialam jak on sie ode mnie oddala a ja bardzo tego nie chcialam bo jak wspomnialam jest on dla mnie wszystkim.Wczesniej przytulal,calowal,mowil ze kocha teraz tez mowil ale te slowa nie znajdowaly ozdwierciedlenia
Zaczelam byc nawet zazdrosna i jak nigdy podejrzewac o zdrade,o to ze mu sie nie podobam ze go nie podniecam,odkad zaszlam w ciaze mam bardzo niska samoocene pewnie ze wzgledu na rozstepy,ogólnie buzuja mi hormony mimo iz bardzo chce nie potrafie zapanowac nad wlasnymi emocjami.To pewnie doprowadzilo do tego ze uznal iz nie chce mnie znac!Natomiast kolejnego dnia przepraszal stwierdzil ze bardzo tych slow zalowal ze wcale tak nie mysli tylko chcial by mnie zabolalo to co powie bym poczula sie tak jak to nie raz on sie czuje gdy ja cos powiem.A jeszcze kolejnego dnia czyli wczoraj doszlo do okropnych scen,i do tego ze powiedzial ze nie chce ze mna byc.Nie wiem co robic tak bardzo go kocham pierw mowi ze bedzie dobrze ze kocha nas mnie i syna a potem przez moje glupie zachowanie ze nie chce byc ze mna
jestem w strasznym stanie emocjonalnym,boje sie ze mysli mnie zabija.Mielismy sie wczoraj wieczorem spotkac,nie pojawil sie
zadzwonilam na nr jego brata bo on od dluzszego czasu nie posiada tel i kontaktowalismy sie przez tel jego brata,ktory mi powiedzial ze mojego partnera nie ma wyjechal na pare dni do pracy,umieram ze strachu nie wiem jak przezyje te dni bez rozmowy,bo wieze ze bedzie jeszcze wszystko dobrze ze poniosly nas emocje ze mi wybaczy.Najgorsze jest to ze nie ma tel i ze jeszcze od wczoraj nie zadzwonil od kogos chociaz na chwile a zawsze to robil i pytal jak sie czuje co porabiam i jak nasz synek czy kopie.Od wczoraj milczy powiedzcie mi prosze czy to jego meska duma nie pozwala mu zadzwonic czy tez jego slowa ze z nami koniec naprawde znacza koniec???Wieze ze pojechal do pracy bo zdazyl mi z tydz wczesniej wspomniec ze byc moze bedzie mial mozliwosc pojechac i czy ewentualnie ma to zrobic gdyby pracodawca byl zainteresowany jego osoba.Tak tez sie stalo ze wczoraj dostal wiadomosc i pojechal,ale marwte sie rowniez bo nie ma z nikim kontaktu a jesli trafil na jakiegos psychopate?Jak mam sobie pomoc?
Wyjechał do pracy i to pewnie szczęście że akurat teraz się trafiła .Rozłąka pozwoli wam nabrać dystansu ,a tobie zostało pare tygodni do rozwiązania i powinnaś skupić na przygotowaniach.Partnerowi daj złapać oddech i niech zarabia na rodzine to od razu poczuje się lepiej bo facet który nie może dać rodzinie bespieczęństa czuje się nikim i nie dziwie się że popadał w stany depresyjne.Tak miał mój syn a synowa myślała że on ją już nie kocha i wymuszała na nim obietnice bombardowała pytaniami i straszyła rozwodem a on zamykał się jeszcze bardziej i dopiero za moją namową po szczerej i spokojnej rozmowie zrozumiała co on tak naprawde czół .Myśle że u was jest tak samo ,więc daj mu na razie czas i spokój bo inaczej ucieknie na dobre .Wiem że będzie ci trudno ale wytrzymaj i teraz niech to on odezwie się pierwszy a ty się wycisz .Pokazywanie facetowi że bez niego świat się kończy nie popłaca ,okaż troche obojętności a role się odwrócą bo to oni mają o nas zabiegać .Będzie dobrze tylko postępuj mądrze i spokojnie.
Droga Pani Rene55
Dziękuje z całego serca,że zechciała Pani odpisac na mój post,wywnioskowałam z Pańskiej odpowiedzi,że jest Pani dojrzałą kobietą,tym bardziej mnie to cieszy bo z pewnością wie Pani co pisze.Zreszta od jego brata dowiedziałam się podobnej rzeczy,ze moj partner chciałby miec teraz spokoj i w spokoju czekac na narodziny synka.Tylko to tak bardzo boli,potrzebuje jego pomocy chociazby przy glupich zakupach dla dziecka,jeszcze tyle rzeczy trzeba ogarnac a sama nie dam rady,wiec jak dokonac tego by zechcial pomoc?Jeszcze w starym roku sam zrobil liste zakupow dla maluszka a na koncu napisal: "DWA BILETY LOTNICZE NA KONIEC ŚWIATA" to bylo takie slodkie! naprawde boje sie,boje sie,ze miedzy nami to juz naprawde koniec
Ma Pani 100% racji ze powinnam czekac na jego odzew,natomiast boje sie,ze moze to trwac az do narodzin dziecka
sama niepotrzebnie unosilam sie emocjami i przepelniala mnie agresja wobec niego,bo nie potrafilam zrozumiec jego obojetnosci wobec mnie.przeciez mowi ze kocha,ze stworzymy rodzine dla naszego synka a zachowuje sie nieadekwatnie do slow.Nie wiem w co mam wiezyc?!tak bardzo boje sie ze nas zostawi.Wiem,ze nie jeden facet jest na tej ziemii ale ja niechce innego,to z nim chce byc i tworzyc rodzine dla naszego dziecka,inni mezczyzni naprawde mnie nie interesuja,wlasnie boje sie tego ze ucieknie i naprawde nie wiem juz sama co bedzie lepsze odczekac czy przy pierwszej mozliwej okazji odezwac sie pierwsza ale naprawde w bardzo pokojowych zamiarach.JESTEM TAK SMUTNA
WYLEWAM MOZE LEZ,GDY CZUJE DO TEGO RUCHY NASZEGO SYNA A JEGO PRZY NAS NIE MA OGARNIA MNIE ROZPACZ :'(
Droga Pani Rene55
Dziękuje z całego serca,że zechciała Pani odpisac na mój post,wywnioskowałam z Pańskiej odpowiedzi,że jest Pani dojrzałą kobietą,tym bardziej mnie to cieszy bo z pewnością wie Pani co pisze.Zreszta od jego brata dowiedziałam się podobnej rzeczy,ze moj partner chciałby miec teraz spokoj i w spokoju czekac na narodziny synka.Tylko to tak bardzo boli,potrzebuje jego pomocy chociazby przy glupich zakupach dla dziecka,jeszcze tyle rzeczy trzeba ogarnac a sama nie dam rady,wiec jak dokonac tego by zechcial pomoc?Jeszcze w starym roku sam zrobil liste zakupow dla maluszka a na koncu napisal: "DWA BILETY LOTNICZE NA KONIEC ŚWIATA" to bylo takie slodkie! naprawde boje sie,boje sie,ze miedzy nami to juz naprawde koniec
Ma Pani 100% racji ze powinnam czekac na jego odzew,natomiast boje sie,ze moze to trwac az do narodzin dziecka
sama niepotrzebnie unosilam sie emocjami i przepelniala mnie agresja wobec niego,bo nie potrafilam zrozumiec jego obojetnosci wobec mnie.przeciez mowi ze kocha,ze stworzymy rodzine dla naszego synka a zachowuje sie nieadekwatnie do slow.Nie wiem w co mam wiezyc?!tak bardzo boje sie ze nas zostawi.Wiem,ze nie jeden facet jest na tej ziemii ale ja niechce innego,to z nim chce byc i tworzyc rodzine dla naszego dziecka,inni mezczyzni naprawde mnie nie interesuja,wlasnie boje sie tego ze ucieknie i naprawde nie wiem juz sama co bedzie lepsze odczekac czy przy pierwszej mozliwej okazji odezwac sie pierwsza ale naprawde w bardzo pokojowych zamiarach.JESTEM TAK SMUTNA
WYLEWAM MOZE LEZ,GDY CZUJE DO TEGO RUCHY NASZEGO SYNA A JEGO PRZY NAS NIE MA OGARNIA MNIE ROZPACZ :'(
Kasiu, jesteś w ciąży i powiem Ci po prostu... uspokój się
Pozwól facetowi nabrać dystansu, zatęsknić. Teraz w Tobie szaleją hormony, wiem, jak to jest w ciąży, bo i ja czasami potrafię nadużyć swojej wyobraźni i zacząć wierzyć w rzeczy, które nie mają miejsca tak naprawdę. Rozumiem, ze teraz oczekujesz wsparcia, tego, żeby był przy Tobie, ale wiesz... wydaje mi się, ze i teraz mógłby Cię po prostu denerwować- bo jest już ta ciąża zaawansowana, bo Twoje samopoczucie mogło się pogorszyć, bo koniec jest bliżej, niż dalej. Doskonale wiem, jaki to jest okres, jestem w 35 tygodniu ciąży i wiem, jakie czasem człowieka ogarnia rozdrażnienie
Znajdź w internecie spis wyprawki dla maluszka i dla siebie do szpitala wg listy i swojego rozsądku zacznij to ogarniać. Odhaczaj punkty, poproś bliska osobę, by Ci towarzyszyła, mamę, lub kogoś równie bliskiego. Zajmij się czymś, żeby nie myśleć w kółko o jednym. Ty zrobisz wyprawkę maluszkowi, sobie do szpitala, a Twój mężczyzna nabierze dystansu, zarobi, może trochę nawet odłoży i bardzo, bardzo, bardzo możliwe że zatęskni. Niech tylko nabierze oddechu.
Daj sobie i jemu chwilkę odpoczynku, rozumiem Waszą sytuację, ale myślę, że gdy już będziecie obydwoje spokojniejsi, usiądziecie razem i opracujecie plan wyjścia z kłopotów. Bo wydaje mi się, ze właśnie stąd brała się w Was taka frustracja, ale to zamiast kwilić trzeba po prostu działać i szukać wyjścia z sytuacji. Nawet jeśli chodzi o mieszkanie- idź do MOPSu i zapytaj o dodatek mieszkaniowy- będziecie mieli chociażby do czynszu dopłacane, zapytaj o jakąś zapomogę, cokolwiek.
Ale na razie skup się na sobie, postaraj się wyciszyć i uspokoić. Znajdź sobie zajęcie. A kiedy partner wróci- usiądźcie razem i pomyślcie, jak zrobić całej Waszej trójce dobrze ![]()
i nie, nie jesteś porzucona- jesteście obydwoje na zakręcie po prostu. Wystarczy go ominąć.
Kasiu widzę że zrozumiałaś o czym pisałam i rozumiem twoje obawy i to że jest ci teraz bardzo potrzebny .Niestety takie mamy teraz czasy że wiele rodzin żyje w rozłące bo jedno z rodziców było zmuszone szukać pracy poza granicami kraju.I uwierz mi że gdyby był przy tobie a nie miał by pracy to na pewno nie był by ci ostoją a wręcz przeciwnie sytuacja ta powodowałaby że oboje byście się dołowali.Jeśli mogę coś doradzić to jedno myśl pozytywnie i optymistycznie a wszystko będzie ok.negatywne myślenie ściąga na nas samospełniające się przepowiednie.Rozmawiaj z maleństwem ,powiedz mu że tata musiał wyjechać do pracy ale bardzo was kocha i gdy tylko przyjdzie na świat to do was przyjedzie bo też tęskni za wami.Powtarzaj to w momentach w których jest ci ciężko ja tak robię i pomaga ,musisz zadbać o swoje samopoczucie twoje maleństwo będzie potrzebowało mamusi zdrowej silnej i uśmiechniętej .Jeśli ciężko ci to zrobić dla siebie to zrób to dla niego ja wierze że mimo wszystko potrafisz tylko zmień myśli a zmienisz swoje życie pozdrawiam .
naprawde ogromnie sie ciesze,ze napisalam to co mnie boli tu na forum,mimo iz nie wierzylam do konca ze moze to cos dac,ale dalo bardzo duzo.Pani Renee sytuacja jest o tyle komfortowa,ze partner nie wyjechal za granice kraju tylko do innego miasta do stolicy naszego kraju
od naszej miejscowosci jest to zaledwie dwie godz drogi.
McMiodek rowniez serdecznie dziekuje,ze zechcialas odpisac,Toja odpowiedz bardzo mi pomogla,uwazam ze masz 100% racji musze tylko wziasc sie w garsc i zaczac wszystko pozadkowac i szykowac sie do przybycia malenstwa.Sama nie wiem,czy to co dzis mialo miejsce o czyms swiadczy,a mianowicie partner mial okazje przyjechac wiec to zrobil,by pozabierac wiecej rzeczy bo w piatek wszystko dzialo sie na biegu i nawet talerza ze soba nie wzial.Zakupil prowiant,spakowal robocze ciuchy i pojechal dalej,ale....... zadzwonil do mnie spytal czy jestem w domu powiedzial ze przyjdzie na chwile szybko,i przyszedl... co prawda ja nawet buziaka nie dostalam ale brzuszek zostal obcalowany (powitanie z synem).Oczywiscie nie wytrzymalam i musialam spytac czy jest pewien tego co powiedzial w piatek tzn.ze nie chce ze mna byc uznal ze nie bedziemy teraz o tym rozmawiac natomiast spytalam jeszcze raz ospowiedzial ze nie jest niczego pewien,ze mimo iz caly dzien pracuja on tak naprawde odpoczywa
(nie chcial wziasc tel,moze i dobrze bo pewnie bym go nekala a to nic dobrego by nie przynioslo,uznal ze w piatek od kogos do mnie zadzwoni) Spytalam jeszcze po co tak naprawde przyszedl uslyszalam: by zobaczyc jak sie czujecie,jak dziecko itp. Zapytalam jeszcze czy mnie kocha odpowiedzial po co mi to wiedziec.Myslicie ze kocha?czy tylko ze wzgledu na to ze jestem w ciazy pokazal sie,czy moze naprawde nadal kocha ale meska duma nie pozwolila mu nawet na buziaka czy tez jeszcze potrzebuje troszke czasu?Twierdzi ze za tydzien w sr powinien zjechac ja natomiast w czwartek mam lekarza pytal by sie upewnic czy go mam uznal ze pojdzie ze mna.
i oczywiscie nie wiedzac czemu to zrobilam (wyglupilam sie jak zwykle) ale zapytalam czy w tym wszystkim nie chodzi o inna kobiete,odparl ze oszalalam ze nie chodzi o zadna kobiete ach co za charakter przepraszam za cala tresc mojej wypowiedzi bo nie trzyma sie kupy tak wszystko napisalam jakbym jezyka polskiego nie znala
pozdrawiam
naprawde bardzo duzo ze soba przezylismy,nie chciala bym by to wszystko leglo w gruzach,tym bardziej ze bedziemy miec dziecko,ktore obydwoje pragnelismy w 100% bylo w planach co innego gdyby byl to wypadek przy pracy... mam nadzieje ze naprawde zateskni,a jak urodzi sie synek ze nas to do siebie zblizy mam nadzieje ze bedzie widzial we mnie kogos wiecej niz tylko matke swojego dziecka,ze bedzie widzial kobiete ktora bardzo kocha,ktora mu dala najwspanialszy dar w postaci syna(jakby nie patrzyl przez swoj trud i meke,bo porod do latwych nie nalezy) mam nadzieje ze doceni to wszystko....czas pokaze i nie ukrywam ze boje sie tego co on przyniesie!
ja powiem szczerze nie rozumiem takich sytuacji sama napisałaś że jesteście w ciężkiej sytuacji po co staraliście się o dziecko w tak trudnej sytuacji... obawiam się że problemy przyjdą jeszcze gorszę gdy narodzi się dziecko...