Witam,
Nigdy nie sądziłam że będę zwierzać sie ludziom których nie znam, na stronie jakiegos forum . Teraz już wiem dlaczego ludzie to robią; nie mamy ze sobą nic wspólnego i nigdy nie będziemy i nawet jeżeli zawierzę Wam moje najgłębsze sekrety pozostaną one anonimowymi sekretami anonimowej mnie.
Moja historia wydarzyła się bardzo niedawno. Spotkała mnie rzecz o której myślałam że nigdy nie będzie mnie dotyczyła coś czego nigdy nawet się nie bałam.
Zaproszono mnie na imprezę wigilijną studentów, odmówiłam uczestnictwa ponieważ pracowałam do 24 a na następny dzień musiałam się wyspać. Pracowałam w barze gdzie pracownicy mogli pic na zmianie(oczywiście nie upijać się) . Tego wieczoru gdy ja prawowałam z dwoma mężczyznami, piliśmy. Wypiłam łącznie jakieś 6 drinków w przeciągu 8 godzin. Jeszcze zaznaczę że jestem osobą która dużo potrafi wypić i pamiętać częściowo co i kiedy się wydarzyło. Problem w tym że nie pamiętam końcówki swojej zmiany ani nic co zdarzyło sie później,mam czarną dziurę w głowie. Obudziłam się domu jednego ze współpracowników. Strasznie spanikowałam, nie wiedziałam co się dzieje, byłam w szoku. Czułam ze cos jest nie tak i po chwili doszło do mnie to ze coś mnie boli. Przed tą nocą byłam jeszcze dziewica. Stało się dla mnie jasne że odbyto ze mną stosunek. Obudziłam się na łóżku sama, ubrana w męskie ciuchy. Wypadłam z pokoju, ubrałam się. Mężczyzna u którego się znalazłam przyszedł i udawał jak gdyby nigdy nic, wzięłam taksówkę i pojechałam do domu. W domu starałam sobie coś przypomnieć, cokolwiek, na darmo. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam że mam mnóstwo połączeń nieodebranych. Zaczęłam oddzwaniać, dowiedziałam się ze ludzie do którzy zapraszali mnie wigilie byli po mnie w barze i nawet z nimi rozmawiałam, ba, nawet umówiłam się ze jak skończę to pójdę z nimi, nie pamiętam nic. Powiedzieli mi że przyjdą jak skończę prace. Podobno jak przyszli mnie juz tam nie było. Dzwonili do mnie ale nie odbierałam, za którymś razem odebrał ten który zabrał mnie do siebie na noc. Mam kompletną amnezję, znajomi którzy widzieli mnie w barze sądzą ze nie byłam bardzo pijana, bo normalnie rozmawiałam.
Powiedziałam o tym swojej siostrze która wywnioskowała ze musiały być to jakieś narkotyki. Pojechała ze mną na badania, ale było juz za późno zęby cokolwiek wykryli. Udało mi się zdobyć tabletki anty (oczywiście odpłatnie bo w Polskiej służbie zdrowia nic nie można załatwić). Nigdy nie przydarzyło mi sie żebym upiła się tak żebym kompletnie nic nie pamiętała i wnioskuję że gdyby tak było nie byłabym w stanie z własnej woli uprawiać seksu tylko rzygałabym jak kot.
Nie wiem co robić, żyje w stresie, musiałam okłamać moich przyjaciół, tłumaczyć się dlaczego odebrał mój telefon jakiś obcy koleś. Zwolniłam się z pracy. Mężczyzna który pozbawił mnie najcenniejszej rzeczy udaje że nic się nie wydarzyło i nie miał nigdy do czynienia z narkotykami.
Przed tym zdarzeniem dobrze układało mi się z pewnym kolegą z którym dzisiaj jestem. Dzięki niemu nie myślałam o tym co się wydarzyło. Ale im bliżej jesteśmy tym myśl o tamtej nocy staje się intensywniejsza. Zależy mi na nim ale nie wiem czy mu o tym powiedzieć, boje sie że nie uwierzy.
Ja dzisiaj wiem ze była to pigułka gwałtu albo coś innego, zbyt dobrze siebie znam by mogło być inaczej. Próbowałam nagrywać rozmowy z tym mężczyzną, nakłaniać żeby się przyznał, ale nie zdobyłam żadnych dowodów. Sprawa nigdy nie ujrzy świtała dziennego i boje się że nie będę potrafiła tak żyć. Proszę o pomoc. Nie namawiam Was żebyście mi uwierzyli bo zdaje sobie z tego sprawę ze to trudne, ale żebyście postarali mi poradzić co ma zrobić w takiej sytuacji osoba której się to przytrafiło.
Podejrzewam, że było i jest to dla Ciebie trudne. Skoro nie masz żadnych dowodów ciężko cokolwiek z tą sprawą zrobić, aby mężczyzna, który Ci to zrobił jakoś dostał nauczkę. Twój obecny chłopak... w zależności w sumie jak blisko siebie jesteście, jeśli czujesz, że możesz mu opowiedzieć całą tą historię i wiesz, że zrozumie to mu powiedz. Ale jeżeli nie jesteś pewna, to poczekaj. Ja kiedyś przeszłam, nie napiszę, że dosłownie taką samą historię, ale... kiedyś coś podobnego mi się przytrafiło. Znalazłam chłopaka, i powiedziałam mu o tym po kilku miesiącach. Zachował się dobrze, zrozumiał całą sytuację i nawet mnie wspierał. Przy nim zapomniałam o tamtym bólu jaki mnie spotkał. Wierzę, że u Ciebie też wszystko się ustabilizuje. Czasem potrzeba czasu, a czasem pomocy drugiej osoby. Jeśli sobie z tym nie radzisz, możesz zawsze porozmawiać z kimś, kto o tym wie, i podtrzyma Cię na duchu, a jeśli nie bardzo chcesz zwierzać się ze swych uczuć komuś bliskiemu, to zawsze możesz wybrać się do psychologa. Z pewnością nie zaszkodzi, a pomoże. Trzymaj się.
3 2012-01-30 13:31:52 Ostatnio edytowany przez lilijka (2012-01-30 13:34:38)
Dziękuje za odpowiedz,
boje się bo wiem ze i tak będę musiała mu to kiedyś powiedzieć, a im później sie o tym dowie tym gorsza może być jego reakcja. W obecnym momencie nie wiem czy byłby w stanie to zrozumieć i uwierzyć mi bez namacanych dowodów. Ale z drugiej strony czuje się z tym źle bo nie mogę być z nim do końca szczera, mam wrażenie że go oszukuje i ogromne poczucie winy.
Poza tym im mniej osób o tym wie tym mniejszy czuje wstyd i obrzydzenie do siebie, boje się tez że zacznie na mnie inaczej patrzeć, inaczej traktować, kiedy ja chciałabym najnormalniej w świecie: żyć.
Jeśli Cię kocha będzie w stanie wszystko zrozumieć, i nic się nie zmieni. Albo przynajmniej będzie się starał. A Tobie faktycznie przydałaby się rozmowa z psychologiem, uwierz. Ja wtedy też czułam ogromną potrzebę powiedzenia o tym swojemu chłopakowi, no i to zrobiłam. W końcu każdy z czasem pęka. Nie znam Twojego faceta, więc nie wiem sama czy lepiej mu powiedzieć od razu, czy może później. Mówi się, że może lepiej jak najszybciej, bo później nie będzie bolało, kiedy przez to odejdzie, chociaż moje zdanie jest takie, że nie odszedłby i uwierzyłby Tobie jeśli kocha. Nawet mógłby pomyśleć, że naprawdę zależy Tobie na nim, skoro mówisz mu o takich rzeczach, i że mu ufasz. Z kolei jak powiesz później... ach, nie wiem jak mógłby zareagować. To indywidualna kwestia... Ty go znasz lepiej, jak więc myślisz?
Kochanie,
rozumiem, że przeżywasz teraz bardzo trudne chwile, ale nie masz się czego wstydzić. Wstydzić się może wyłącznie sprawca gwałtu, nie Ty. Ty byłaś nieprzytomną, nie z własnej woli odbyłaś stosunek.
Nasza pomoc tutaj na forum to prawdopodobnie zbyt mało. Poszukaj pomocy psychologa zajmującego się sprawami wykorzystania seksualnego, nie dźwigaj tego wszystkiego bez profesjonalnego wsparcia.
Potrzebujesz wsparcia ze strony swego chłopaka. Nie wiem, czy niemówienie mu o gwałcie jest dobrym pomysłem. To, że nie masz namacalnych dowodów nie oznacza, że nie zostałaś wykorzystana. Zastanów się nad tym.
Nie jesteśmy na tyle długo by mówić o miłości, fakt uwielbiam go, spędzać z nim czas, rozmawiać. Kiedy to się zdarzyło mieliśmy już się ku sobie, jego również okłamałam mówiąc że po pracy wróciłam do domu (on także był na tej imprezie na którą mnie zapraszano). Na uczelni starałam zachowywać się jak zawsze, byłam wesoła uśmiechnięta, byle by nikt nie pytał co sie stało i dlaczego jestem smutna (wszyscy raczej kojarzą mnie z tego że jestem "ponadpogodna").
Obawiam się że może mi również dlatego nie uwierzyć, nie widział tego jak przezywam to w sobie, nie widział (chyba) żadnej zmiany w moim zachowaniu Na filmach zazwyczaj ofiara zachowuje się trochę inaczej niż ja. Być może łatwiej mi zapanować nad tym bo nie pamiętam całego zdarzenia? Momentami wydaje się być wszystko w należytym porządku, ale gdy nie zajmuję niczym myśli, gdy jest ciemno tamta noc powraca. Codziennie zmywam z siebie jego oddech.
A najgorsze jest to, że chyba jest coraz gorzej, teraz tak na prawdę doszło do mnie to co się wydarzyło, dużo częściej o tym myśle.
Na psychologa teraz mnie nie stać, poza tym nie wiem czy byłabym w stanie z nim rozmawiać.
Założyłaś maskę.
Jest ona tak szczelna, tak dopasowana, że boisz się ją ściągnąć. Jednocześnie już dusisz się pod nią.
Długo tak będziesz udawała?
Na miejscu Twoich przyjaciół, mimo Twych przeżyć, dokopałabym Ci za oszukiwanie i brak zaufania. Chyba, że nie są to żadni przyjaciele.
Do psychologa możesz dostać się w ramach NFZ-u. Skierowanie może wystawić Ci lekarz pierwszego kontaktu bądź psychiatra (do którego też nie musisz mieć skierowania). A może skierowanie wystawiłby Ci ten lekarz, który wypisał Ci pigułki "po"? Psycholog to człowiek, który jest przygotowany do rozmowy na najtrudniejsze nawet tematy.
Niezależnie od tego, czy skorzystasz z pomocy psychologa, czy nie, pisz tutaj, gdy tylko będziesz miała taką potrzebę.
Dziękuje za Twoją opinię Wielokropek,
Wie o tym jedna przyjaciółka i siostra która bardzo mi pomogła. Ale spędzam dużo czasu z moim chłopakiem i nie będę miała chyba innego wyjścia niż powiedzieć mu prawdę.
Jeżeli chodzi o psychologa to lekarz pierwszego kontaktu musi również wiedzieć o co chodzi by wypisał mi skierowanie? Lekarz od którego otrzymałam tabletki "po" to ginekolog, była to wizyta płatna ponieważ odbyła sie w niedzielę, a lekarz pierwszego kontaktu w mojej przychodni powiedział że nie może mi wypisać takiego środka, co jest skandalem i absurdem w tych czasach (i zaznaczę tylko że mieszkam w mieście gdzie żyje ponad 500tys mieszkańców) , nawet na pogotowiu ginekologicznym lekarz odmówił mi pomocy.
9 2012-01-30 15:02:41 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-30 15:03:10)
Wyjście masz.
Możesz chłopakowi nie mówić. Tylko, czy podejmujesz decyzję o utrzymaniu tego w tajemnicy przed nim?
Co do skierowania.
Byłaś już u lekarza pierwszego kontaktu, powiedziałaś mu w czym rzecz? Być może będzie mógł wypisać skierowanie nie dopytując o powody. Sprawdź też, czy ginekolog, mimo że była to wizyta nierefundowana, mógłby wypisać skierowanie.
Przed chwilą znalazłam, tutaj na forum, grupę wsparcia dla ofiar gwałtu, sprawdź sama, czy byłaby dla Ciebie oparciem, czy też nie. Tutaj masz link: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=2686
Będę zaglądała do Twego wątku.
Chyba nie będę potrafiła go okłamywać, jeszcze nie wiem co zrobię i jak, napiszę Wam co postanowiłam i jakie poniosło to za sobą konsekwencje.
Czytałam już różne wątki tego forum dotyczące wykorzystywań seksualnych i jestem przerażona. Czytając to czuje się jeszcze gorzej.
Jeszcze raz dziękuje za odpowiedź, nie wiem dlaczego ale sądziłam że nikt mi nie odpisze, albo zacznie pisać że "sama sie o to prosiłam".
Kochana, tylko wyjątkowy idiota i człowiek bez skrawka serca mógłby Ciebie winić za to, co się stało.
Pisz tutaj, będę zaglądała.
Trzymam kciuki.
Kochana, tylko wyjątkowy idiota i człowiek bez skrawka serca mógłby Ciebie winić za to, co się stało.
Pisz tutaj, będę zaglądała.
Trzymam kciuki.
Dokładnie. I ja trzymam kciuki.
Hej,
Lilijka chyba możemy sobie podać dłoń.
Spotkało mnie coś całkiem podobnego. Próbowałam przejść nad tym do porządku dziennego, zapomnieć, ale wszystko gdzieś krąży w powietrzu.
Nigdy, NIGDY nie spodziewałabym się, że zdarzy mi się taka historia... dosłownie, jak z jakiegoś gównianego dramatu.
Zdarzyło się to dokładnie sześć miesięcy i dwa dni temu i dopiero teraz odważyłam się cokolowiek z tym zrobić, gdziekolwiek zasięgnąć jakiejś pomocy/porady... poszukać jakiegokolwiek wsparcia.
Tak. Zostałam wykorzystana seksualnie. Pamiętam szczątkowe momenty.. ale nie wiele, nie wiem też co do końca się ze mną działo, byłam jakby w amoku.
Historia zaczyna się całkiem wesoło, obroniłam tytuł mgr wróciłam do miejsca, w którym pracuję..w pracy zaczęliśmy sezon zdjęciowy, więc wielka feta.
Wszystko złożyło się na to, że było wesoło, kupiliśmy alkohol, chcieliśmy się rozerwać. Wypiłam sporo wódki, bo chciałam zdrowo opić swojego magistra. Później pojawił się kolega, który polewał rumem i to był mój koniec.
Pamiętam,że wypiłam może trzy drinki z owego rumu czy więcej, nie mam pojęcia. Oczywiście impreza zakrapiana srogo, soczyście urozmaicana żartami z podtekstami seksualnymi - film mi się urwał...
Pamiętam,że wymiotowałam jak kot. Kolejnym momentem był moment przebudzenia i otrzeźwienia już zupełnego, kiedy obudziłam się w jednym ze służbowych pokoi w pracy, obok mnie leżał mężczyzn, z którymi współpracuję (Współpracuję do tej pory...i żałuję, codziennie żałuję tego dnia i każdego kolejnego w którym muszę iść do tego miejsca pracy), w połowie roznegliżowana, on zupełnie -także bez problemu można wysnuć wnioski. I podłe poczucie upokorzenia, wykorzystania i starty. Sytuacja podobno wyglądała tak (wiem z późniejszych relacji części ego wieczoru), że źle już wyglądałam, więc on zaoferował swoją pomoc (Wszyscy, którzy go znają wiedzą,że żadnej, ale to ŻADNEJ nie przepuści, więc wiedzieli co się kroi. Jedynymi nieświadomymi byłam ja z racji już urwanego filmu i moja koleżanka, która spieszyła się i już nie miała szans sprawdzić co ze mną dalej. Swoją drogą po raz kolejny zostawiła mnie na pastwę losu.)
Nie wiem ile osób wie i co teraz o mnie sądzą...Jednak codziennie stając przed lustrem zbiera mi się na wymioty-niedobrze mi się robi kiedy patrzę na siebie w lustrze, jeszcze gorzej gdy widzę tego kolesia w pracy...
O!Nie mogę nie wspomnieć o tym,że ów mężczyzna, jak na "rumaka" przystało wszem i wobec pochwalił się o swoim kolejnym "zaliczeniu".
Tak strasznie podle się czuję. Nie mam na razie żadnego ruchu. Jedyne co mi przychodzi do głowy to wziąć go na słowo po pracy i powiedzieć mu o tym, jak mnie upodlił. Z pracy nie bardzo mogę się zwolnić...bo ciężko w obecnych czasach o dobrze płatną pracę...
Muszę jeszcze trochę wytrzymać, bo na razie nie mam perspektywy na zmianę...
Także... gnoję się codziennie. Straciłam cnotę, radość z życia i poczucie własnej wartości.
Serio, czuję się jak gówno i to rzadkie.
Myślicie, że da się coś z tym zrobić...Bo ja sobie wymyśliłam,że przejdę nad tym do porządku dziennego, że to będzie takie.. dorosłe...myślicie, że to mądre czy autodestrukcyjne?
Z nikim o tym nie rozmawiałam, poza księdzem w konfesjonale.
I już się zaczynam dusić.
Rozumiem że wiesz kto Cie wykorzystal... Moze warto by mu bylo kilka razy przebić opony albo przejechać po lakierze jak minie z rok... Albo udac sie do jego rodziców lub zony czy dziewczyny razem z siostra i powiedzieć co zaszlo... Niech sie przynajmniej wstydu naje...
Doskonale wiem i tym bardziej mi wstyd.
Nie głupi to plan, tym bardziej że wiem że by się mega wkurwił...
A z żoną... muszę jeszcze poczekać... zobaczyć czy da się znaleźć z nią jakiś kontakt czy nie...
Nie mniej, wielkie dzięki za podpowiedzi co do uprzykrzania życia.
"jak kot"...
Może z pozycji faceta pisząc. Nie wydaje mi się aby pierwszą reakcją na informację o tym, że moja dziewczyna została wykorzystana seksualnie było jakieś obrzydzenie lub wstręt. Prędzej już chęć zrobienia "afery" sprawcy - i to jest jedyny powód dla którego można się zastanowić czy mu mówić czy nie - po prostu po to aby nie było ofiar w ludziach :-)
Pamięć ludzka niestety działa tak, że mózg ma struktury zapamiętujące doznania ŚWIADOME które łatwo wyłączyć tabletkami czy alkoholem. Ale ma też struktury "starsze" ewolucyjnie, bardzo trudne do "wyłączenia" chemicznego, które zapamiętują TYLKO emocje. I te działają. Stąd też poczucie obrzydzenia i wykorzystania - którego nie można przypisać niczemu konkretnemu, przynajmniej świadomie.
Tak więc ofiara wykorzystania, będzie "czuła" całą negatywną stronę zdarzenia. Można więc przyjąć, że sytuacja taka, mimo braku świadomych wspomnień pozostawia w sferze emocjonalnej ten sam ślad co wykorzystanie "na jawie". Jeśli tak, należy do tego podejść tak jak do każdego innego wykorzystania seksualnego, czyli poszukać psychologa, który specjalizuje się w tych problemach. Chodzi tu o to, że dusząc to w sobie pozwala się na to aby emocje związane z tym faktem rzutowały na codzienne życie - w tym na relację z chłopakiem.
I BTW - nieważne, czy użyto pigułki gwałtu, czy nie. Osobę - dziewczynę, która wypiła za dużo ODWOZI SIĘ DO DOMU I ZABEZPIECZA a nie p....... gdzieś w na zapleczu. Takie są przynajmniej standardy wśród cywilizowanych ludzi. Sprawca najprawdopodobniej się wywinie, ale zasługuje na to aby ktoś gdzieś za rogiem potraktował go odpowiednio.
Wnioski zaś są takie, że jeśli już dziewczyna decyduje się wypić "ponadnormatywną" ilość alkoholu, powinna robić to mając zaplecze osoby, która o nią zadba, bo jak widać standardy zachowania w tych sytuacjach znacznie się obniżyły.
18 2015-02-27 18:12:40 Ostatnio edytowany przez vever (2015-02-27 18:18:26)
Fakt, przeceniłam swoje możliwości i zaufanie wobec moich znajomych. Niestety, towarzystwo z którym pracuję działa na zasadach: o jest d... , nie ważne czy świadoma czy też nie, jest co p........, to bierzemy.
Trzeba długiego czasu sprawdzania by upewnić się że możesz na tyle zaufać osobie, by móc oddać w jej ręce swój los (może przesadziła, ale wiadomo o co chodzi).
Zawsze wiedziałam kiedy przestać, jednak po pewnej traumatycznej śmierci gdzieś to uciekło.
Jasne mogę zrzucać winę na to i się wybielać. Jednak nie tak to działa. Faktycznie mam taki stan.
Niestety struktura psychologiczna człowieka jest prosta albo się podnosisz albo upadasz albo znajdujesz właściwą drogę albo się gubisz, ot co.
Nie jest to głupie tłumaczenie się. Wiele osób niestety popada w stan destrukcji, depresji po traumatycznych zdarzeniach.
Ja upadłam, kiedy zaczęłam się zbierać, znów "ktoś" kopnął i znów upadek i znów podnoszenie się-cholernie powolne.
Słusznością będzie udać się do psychologa znającego się na rzeczy.
Standardy obniżyły się dramatycznie.
Natomiast spotkanie prawdziwego dżentelmena graniczy z cudem. Dżentelmena klasy jaką opisujesz Ty EXTRA_terrestrial.
Witam ja mogę podpisać się pod tą historia,mam 44 lat i żyje z piętnem swojej dramatycznej historia dramatu horroru z dzieciństwa. Mając 11 lat gneblowal wiązał mnie brat który miał 16 lat poczym mnie gwalcil w brutalny sposób,potem straszył mnie jak coś powiem to mnie zabije trwało to 4 lata jak mi to robił nienawidził siebie za to ze nic nie powiedziałam bo bałam się winilam siebie za to a co najgorsze musiałam mieszkać znim pod jednym dachem cały czas czułam jego dotyk oddech żyć z tyran pod jednym dachem to dramat który musiałam znosić i te jego ciągle spojrzenie i straszenie nigdy nie pogodę się z tym ze nic nie zrobiłam . Cały czas aż do tej pory śni mi się to po nocach. Mając 15 lat bo do piętnastego roku to trwało udało mi się wyrwać i uciec z domu zaczęłam brać narkotyki żeby to zapomnieć poczuć odlot lecz to jeszcze góry koszmarem było po roku mnie znaleźli rodzice i zabrali do domu znowu zamieszkała i on był miał wtedy 21 lat ja miałam 16 zrobił to jeszcze raz ta jego brutalność. Teraz nie potrawie żyć ztm chociaż jego nie ma w Polsce ale jest w moich snach wiem ze musze żyć ztm ale te piętno idzie za mną.