Witam, moja historia z wielką miłością zaczęła się od 16 roku życia. Otóż ja miałam 16 lat, on 18 lat. Byliśmy dziećmi, szczęśliwi i zakochani. Teraz jesteśmy ze sobą 7 lat. Ja mam 23 on 25lat.
Między nami było różnie, ale zawsze kochaliśmy się. Teraz mam wrażenie, że zaczął się koszmar, lub trwa już 2 lata...
Zaręczyliśmy się 2 lata temu, byliśmy ze sobą szczęśliwi. Łączyło nas miłość, wspolne zainteresowania oraz poglądy na ten okrutny świat.
Nigdy nie należałam do bardzo szczupłych dziewczyn, miałam tłuszczyk, ale też nie byłam przeraźliwie gruba.
Po maturze, jak miałam 18 lat postanowiłam, ze swoim (jeszcze wtedy chłopakiem) rzucić palenie, i zacząc zdrowo żyć. Dlatego postanowiłam ćwiczyć - chodziłam na basen ( dodatkowo przygotowywałam się na egzaminy sprawnościowe na AWF). Po pół rocznych ćwiczeniach , treningach na siłowni zdrowej diecie, schudłam! Miałam ciało bez cellulitu, zgrabne posladki i nogi. To był mój najlepszy wygląd w moim życiu. Układało nam się jeszcze lepiej w łóżku i w ogóle w naszym związku. Ale.... jak poszłam na studia. Jednak to była politechnika. Zaczął na mnie się wkurzać, że się malowałam, że się tak ubierałam ( odważnie ). - zapomniałam dodać, będąc w LO szarą myszką prosił mnie o malowanie.
Tak jak napisałam wczesniej, nie pozwalał mi się malować. Musiałam z rana przed zajęciami przychodzić do niego, aby ten mógł zobaczyć, czy jestem pomalowana. Jak byłam chociaż lekko np miałam fluid, był obrażony.
Potem wydarzyło się nie przyjemna sytuacja na siłowni, prowadzący siłownię, chciał mnie zgwałcić, i od tamtej pory przestałam chodzić na siłownię. Zaczęłam biegać. I utrzymywałam swoją szczupłą sylwetkę, aż do momenty, gdy umarł mój brat. Zaczęłam się pocieszać jedzeniem. Oraz mój chłopak zaczął mnie dokarmiać batonami, kebabami i innym nie zdrowym jedzeniem. Bo sam jak twierdził, że woli,abym była grubsza, bo boi się o mnie, a tak ma pewność, że nikt mnie nie zaczepi na ulicy. Przed śmiercią mojego brata chciałam go zostawić, bo on stał się jakimś opętanym człowiekiem. Nie wiem, czy coś takiego jest w psychologii, ale on chciał zobaczyć, jak myślą i jak się zachowują skinhead lub Naziści, w każdym razie zaczął ubierać się jak oni, zachowywać się jak oni, słuchać ich muzyki. Nie widziałam w nim tego samego chłopaka. Wyglądało to tak, jak by wstąpił w niego szatan. Traktował mnie jak szmatę. jak nie było tak jak on chce i kiedy chce, to wtedy strasznie mnie wyzywał o dziwek, pluł w moją twarz. A nawet dochodziło do rękoczynów.
Po tym jak zaczęłam się spotykać z innym, nawet całowałam się z tym innym chłopakiem. Bo po prostu nie chciałam być ze swoim. Mówilam jemu, że nie chcę być z nim, że teraz będę z tym drugim. I też powiedziałam, że z tym drugim chłopakiem całowałam się. Wtedy strasznie się wkurzył, wyzwał mnie od szmat i dziwek. Także dostałam od niego po głowie.
Nie wiem, minęło kilka dni, przyszedł do mnie i zaczął mnie przepraszać. Ja wtedy też go przeprosiłam i znowu zaczeliśmy być ze sobą. - nie wiem może dlatego, że byłam z nim 3 lata.
I jak napisałam po śmierci brata przytyłam 10 kg. Chciałam schudnąć, ale nie mogłam jakoś.... Chyba dlatego, że ciągle słyszałam od swojego chłopaka, że mnie kocha, taka jaką jestem. Chociaż, ja jemu mówiłam, że muszę schudnąć, bo nie chcę chodzić w wakacje długich spodniach... no i oczywiście, kończyło się tylko na gadaniu. A ja ważąca 50 kg warzę teraz 60-61kg.
Kolejnym roku zaczął mi coraz bardziej wytykać mój wygląd, że gruba jestem, albo jak on to mówił, że boi się o moje zdrowie itd.
Wtedy on powiedział albo schudniesz w 3 miesiące do 53 kg albo nie będziemy ze sobą. Wtedy byłam przerażona, i zaczęłam się odchudzać i oczywiście schudlam, ważyłam 52 kg, ale nadal miałam tłuszczyk na pośladkach i cellulit, i się śmiał mówiąc, że i tak mam wielką dupę, a ze warze 52 kg to może oznaczyć, ze moja waga jest zepsuta. W zeszłym roku powinnam obronić pracę inż. nie zrobiłam tego bo wolałam schudnąć. Wolałam schudnąć i nie patrzyłam na swoje zdrowie, tak, że teraz biorę leki hormonalne, bo nie mam własnego okresu. Rok 2011 był moim tak mi się wydaję najgorszym rokiem. Otóż w wakacje mój narzeczony postanowił, że rzuci marichuanę, i potrzebuje mojej pomocy. Bo będę tak jakby jego zamiennikem na marysię. Oczywiście zgodziłam się. W tym dniu był w pracy, a ja powiedziałam, ze bede u noiego jak najwczesniej, ale najpierw pojadę po odżywki. Nie pojechałam po odżywki, bo mi się nie chciało i nie poszłam do niego bo wolałam siedzieć przy kompie. Jak zadzwonił do mnie i zapytał się za ile będę, to powiedziałam, że za 30 min, i dodałam, ze nie byłam jeszcze po odżywki. Ten wkurzył się i powiedział, ze mam nie przychodzić, bo zarzad pryjdzie itd. To dodałam no dobrze, to jutro bede po zajęciach. Gdy przyszłam do niego po zajęciach, udawał, że go nie było !! Czekałam na niego pod drzwiami jak pies. Potem jak wyszedł z mieszkania, powiedział, że jestem popierdolona. I poszedł. Wtedy zaczęłam pytać się jego przez telefon o co jemu chodzi, powiedział, że wczoraj do niego przyszłam do pracy i czekał na mnie, jak pies, wiec teraz ja powinnam poczuć się jak pies. W tym samym dniu, pojechał razem z kolegą do jakiś dziewczyn, mówiąc mi przez telefon, że zaraz mnie zdradzi, że jak jemu nie chcę pomóc wyjść z nałogu to jemu kolega pomoże ( biorąc go na panny ). - oczywiście płakałam, przeżywałam. Jak się z nim spotkałam następnego dnia, powiedział, że zartwoał i nie zdradził mnie, i obiecał , że nie pojedzie w ogóle z kolegą na dziewczyny. Następnym miesiącu zaczął mi wytykać, że wyglądam jak grubas, że nic nie schudłam przez ten miesiąc. I znowu pojechał z kolegą do dziewczyn. Strasznie płakałam, strasznie przeżywałam. A ten następnego dnia mówi, ze mnie Kocha pomimo tego, że taka dziewczyna ma szczuplejsze nogi ode mnie. Teraz raz w miesiącu około 9-11 dnia miesiąca wytyka mi mój wygląd. Mówi, że przeze mnie pali, bo tak wyglądam, ze wyglądam, jak stara gruba baba, że on nie jest fetyszystą, ani księdzem. Że niszczę jego psychę, że powinnam sama go zrozumieć, że on też ma potrzeby.
A mnie tak dołuje, czuję się niewartościowa, ani ładna, patrze na siebie w lustre i widzę grubasa. Chcę schudnąć, ale nie mogę, nie wiem, czy to tak przez niego, bo chcę usilnie schudnąć, ale mam jakieś oporu, bo potem zaczynam pocieszać się jedzeniem.
Strasznie mnie boli to jak mówi mi, że grubas , że tłusta, że jestem większa od jego kolegów. (dodam, że tłuszcz mam od pasa w dół, bo jestem gruszką ). Chcę go zostawić, ale mysle sobie, że nikt nie bedzie chciał taką grubą babę. Myślę, że jak będziemy osobno, on będzie cieszyć się wolnością i będzie ruchać to co chce i jak chcę - i to mnie strasznie boli.
Chcę być z nim, ale zdrugiej strony męczy mnie to wszystko.
Aha, i zapomniałam dodać, kiedyś na mnie się sfochował, bo pojechaliśmy do mojego dziekanatu. i po drodze spotykaliśmu dużo dziewczyn, ktore były szczuplejsze ode mnie. Strasznie był zły, a jak pytałam o co jemu chodzi. odpowadał, idź pobiegaj. Pisał mi w smsach, że byłam na weselu jego brata ciotecznego najgrubszą dziewczyną, że wyglądam jak potwór.
A potem następnego dnia jak się pytam, "powiedz czy Ty mnie kochasz" tak pewnie, że cię kocham moja kochana żebeczko. - czy to nie on mi robi wodę z mózgu ?
Czy to ja jestem nienormalna ? czy każdy facet patrzy na to, żeby miał fajnie w łożku ?
Jeszcze jedno, gdy dzisiaj do niego zadzwoniłam, zapytałam sie czy naprawdę mnie kocha, czy mnie kochał, powiedział, że tak ze mnie kocha i kochał. Zapytałam się czy chce tortille. powiedział mi, że mogę mu zrobić loda, a za tortille dziękuje.
Właśnie a jak pracoał, i jezdził z tym swoim kolegą, ja się strasznie angazowałam, przynosiłam jemu ciepłe obiady, kupowałam kebaby byle on miał dobrze. A często słyszałam, od niego, że jemu stukać się chcę
lub ruchać.
No mówię, on kiedyś, jak byłam w LO taki nie był
JEszcze z 2 lata temu wkurzał się, że nie jest tak, jak on chce, teraz jak jest tak jak on chce, ale nie jestem super szczupła, to fochuje się na mnie, że tak wyglądam a nie inaczej.
Co robić ? ? ?
A gdy zajomi mnie zapraszają, lub jak jest bardzo gorąco na dworze wolę siedzieć w domu i myśleć, że jestem gruba i że nie chcę żyć.