U mnie trwało to około 5 lat. Przez pierwsze 2-3 lata "dochodziłam do siebie", odpoczywałam od relacji damsko-męskich. Postawiłam przed sobą cel: edukacja, ukończenie szkoły. To były moje priorytety. Było mi ciężko pod względem uczuciowym (piszę o relacji z mężczyzną), ale miałam ogromne wsparcie ze strony mojej mamy. Czasami płakałam w poduszkę, ale za chwilę przypominałam sobie, że mam kolokwium, egzamin do zdania... Temu się poświęciłam.
W ciągu tych 3 lat, w trakcie tego "dochodzenia do siebie", analizowałam też mój dawny związek. Zastanawiałam się nad tym, gdzie popełniłam błędy. Na co powinnam zwrócić uwagę przy następnej relacji, aby ta relacja miała sens, była trwała.
Ten etap uważam za niezwykle ważny i myślę, że miał duże znaczenie w moim obecnym życiu, miał duży wpływ na moje wybory. Nie chciałam być z mężczyzną jakimkolwiek.
Po 3 latach od rozstania skończyłam uczelnię, znalazłam pracę, miałam trochę więcej czasu dla siebie, a tym samym - dla ewentualnego partnera
i wtedy już konkretnie zaczęłam się otwierać na różne relacje. Po 5 latach związałam się z kimś, kto obecnie jest moim mężem. Jestem szczęśliwa.
Mój mąż, z kolei, potrzebował roku - czyli mniej czasu, niż w moim przypadku. Ale przez ten rok dokonał podobnej analizy poprzednich związków. Dzięki temu tak dobrze się dobraliśmy, mamy świetny kontakt, podobne potrzeby, marzenia, pasje, podobną filozofię życiową - o to chodziło nam obojgu.
Ile potrzeba czasu na stworzenie następnego związku? Myślę, że tyle, ile potrzeba na analizę związku poprzedniego (lub związków, jeśli było ich kilka) i otworzenie się na następny (oboje odnosimy wrażenie, że zakończenie analizy łączy się jednocześnie z tym otwarciem). Związek - powiedziałabym - z przypadku nie będzie raczej związkiem trwałym, aczkolwiek, oczywiście, zdarzają się wyjątki. Jednak, kiedy moim przyjaciołom i znajomym zdarzały się związki przypadkowe, to okazywały się one bardzo nietrwałe...
kosmiczny nick napisał/a:Kto pobije więc mój rekord? 
Ja 