Witam,
Chciałem opisać historie pewnej znajomości. Poznałem jakiś czas temu dziewczyne, która mnie bardzo zainteresowała, jednak jej zachowanie nie do końca pozwala mi rozwinąć tą znajomość. Napisałem tutaj, ponieważ myślę że kobiety prędzej będą w stanie wysnuć z tego jakieś wnioski. Postaram się przedstawić to jak najbardziej skrótwo, chociaż będzie cięzko;)
Kobiete, o której piszę poznałem przez internet. To ona sama się do mnie odezwała i była zainteresowana znajomością. Na początku rozmowy przez komunikator. Nie były bardzo intensywane, ale ogólnie świetnie się dogadywaliśmy. Po pewnym czasie dziewczyna zaczęła stosować czułe słówka, pytać się czy za nią tęsknie. Ja z dystansem do tego podchodziłem, ale też nie ignorowałem. Do tego momentu ona inicjowała prawie wszystkie wieczorne rozmowy. Kontakt nagle ucichł na 3-4 dni. Po tym odezwałem się ja. Zachowywała się jak wcześniej, ale z tego co pamiętam ta rozmowa urwała się - tzn. w pewnym momencie ona przestała odpisywać. Zapytałem się potem czemu nagle przestała odpisywać? Odpowiedziała, że usnęła. Ok, było późno, sporo pracuje, nie ma problemu. Od tego momentu kontakt inicjowałem tylko ja. Za każdym razem był odzew, trochę rozmowy. W końcu zaproponowałem spotkanie. W terminach o których mówiłem nie mogła - czyjeś urodziny, praca itd. Poprosiła jednak o telefon - to może coś wykombinujemy. Ok, zadzwoniłem - takim głosem jakby się droczyła powiedziała, że musi się zastanowić i nagle dzień w kórym miały być urodziny okazał się ok. Potem rozmowe przenieśliśmy na gg i rozmowa znowu padła w pewnym momencie (nie odpisywała), więc nie umówiliśmy się konkretnie. Do spotkania nie doszło, po czym ona stwierdziła, znów jakby drocząc się - że może straciłem szansę. Potem kilka kolejnych kontaktów i moja propozycja spotkania. Podała kilka terminów. Dzwonie w jednym z nich. Okazało się, że coś ją boli, ale mimo to chciała się zobaczyć. Spotkanie nie było najlepsze. Pochodziliśmy z godzinę w poszukiwaniu lokalu - wszystko było zapchane, po czym ona stwierdziła że nie może już chodzić, bo czuje że ma coraz wyższą temperature. Pod koniec chciała zaproponować kolejne spotkanie, chciała nawet termin podać - ale ja stwierdziłem, że nie wiem czy będę tego dnia mógł (i tak było). Co ważne, z mojej strony podczas tego spotkania coś dojrzało. Po części zweryfikowało się moje wyobrażenie odnośnie jej osoby i co tu dużo gadać - zauroczyłem się.
Po powrocie do domu mieliśmy krótką rozmowę, bardzo ospałą bo źle się czuła. Podpytywała się jak wrażenia itd. Rozmowa po raz kolejny po prostu urwała się - tym razem z mojej winy. Potem nastał mniej więcej tydzień ciszy. Zadzwoniłem. Powiedziała, że czekała, dziękowała za telefon itd. Chciałem się oczywiście umówić, ale nie udało się. Miała prace na nocną zmianę cały tydzień. Powiedziała, że kiedy indziej. Tutaj zrobiłem błąd. Poprosiłem aby odezwała się kiedy będzie już miała czas. Dalej pracowała na te nocki (mam co do tego pewność). Kontaktu z jej strony nie było. W końcu odezwałem się po ponad tygodniu. Pogadaliśmy i znowu cisza. W Święta wysłałem jej życzenia - na co dostałem odpowiedz w postaci emotikona - ":)". Spoko, jakiś czas po świętach (całkiem niedawno) uderzam po raz kolejny. Bez narzucania się i nachalności. Chciałbym zaznaczyć, że między tymi pogawędkami mija trochę czasu - bo ja też pracuje i mam swoje zajęcia. Ta rozmowa wogóle namąciła mi w głowie. Kolejna zainicjowana przeze mnie. Podczas tej rozmowy padły z jej strony pytania: "stęskniłeś się za mną?", "to jaka Ci jestem?" (wcześniej napisałem jej, że nie jest mi obojętna), "zakochałeś się?". Dostałem też jej nowe zdjęcie. Miałem wrażenie, że chyba oczekiwała abym jakoś ładnie je skomentował. Chciałem, ale nie zrobiłem tego. Powiedziała, że to zdjęcie jej się tak podoba, że chyba sama w sobie się zakocha;) Pożartowałem trochę, no i rozmowa po raz kolejny urwała się. Po prostu nagle przestała pisać, a dalej była dostępna...
Podczas ostatniej naszej bardzo krótkiej rozmowy zapytałem kiedy ma czas. Powiedziała mi, że ciężko będzie że ma sesje i kilka egzaminów. Odpisałem, że miałem nadzieje że się jakoś zobaczymy. Napisała "zobaczymy się, spokojnie". No i oczywiście nie podała żadnego, nawet zbliżonego terminu.
Miało być krótko, a wyszedł trochę tasiemiec - ale w szczegółach tkwi diabeł i musiałem pewne rzeczy opisać. Teraz tak. Zauważyłem, że z czasem jej zapał spadł. Ja podejmuje inicjatywe, ona nie daje już żadnych propozycji, nie używa słów, których wcześniej używała, są też akcje z urywaniem się rozmów. Nie dopytuje się też kiedy i czy się spotkamy. Jednak mimo to każda rozmowa dochodzi do skutku - ona zawsze odbiera lub odpisuje. Jest mniej nakręcona podczas tych rozmów, ale rozmawia w miare normalnie. W dodatku te ostatnie pytania. Trochę tu sprzeczności jest i nie wiem co robić dalej. Nie chce tego spartolić, bo zależy mi na niej. Zdaje sobie sprawę, że mogę robić coś źle. Może powinienem jej dokładnie powiedzieć jak jest, bo narazie to tak troche pokrętnie jej odpowiadam. Wie jedynie, że nie jest mi obojętna, że skoro odzywam się to coś dla mnie znaczy. Jak to widzicie? Powinienem pisać dalej, próbować umówić się? Czy może najpierw porozmawiać? Czy też wogóle lepiej sobie darować?