Jestem w 6 miesiącu ciąży, dokładnie 24 tydzień. Facet mnie zostawił twierdząc, że tak będzie lepiej dla dobra dziecka. Powiedział mi, że nie jest pewny tego, co do mnie czuje. Dowiedziałam się również, że jakby miał wybór, to nigdy by nie miał baby. A ja leżałam wtedy w szpitalu... Później usłyszałam od niego żebym w końcu zaczęła myśleć logicznie; że to nie ma sensu; że nic nas nie łączy oprócz jakiś tam rozmów o jedzeniu i seksu....Dodam, że jesteśmy, a może raczej byliśmy razem pond 8 lat..Związek partnerski...Ja miałam nadzieję na jakieś oświadczyny czy coś, a on mi w zamian powiedział, że on nigdy nie chciał się żenić. Jak z nim zrywałam,bo nie chciał zrobić kroku do przodu, to chciał się ze mną i ożenić , i mieszkać ze mną itd...Co więcej staraliśmy się o dziecko...
Mieszkam w Anglii. Odkąd zaszłam w ciążę mieszkamy ze sobą. Zerwał ze mną. Powiedział, że się zawiódł, bo niby obiecywałam mu, że będzie inaczej jak zamieszkamy razem. Owszem mówiłam mu tak, ale to nie znaczyło, że on tez nie ma zmienić paru rzeczy w życiu...Jak i wcześniej tak i teraz chodzi sobie 4 razy w tygodniu na siłownie. Wracał po 7 do domu, kończy prace o 2 ja o 5. Miał do mnie pretensje, zanim zaszłam w ciążę, że siedzę tylko w domu i nic nie robię. Dodatkowo teraz niedawno usłyszałam, że jakieś babce mówił na siłowni, że on to chciałby, żebym ja również chodziła na siłownie...to mnie dobiło.
Leżałam 5 razy w szpitalu. Pierwsze 2 razy tam się jeszcze martwił, ale później, to czułam, jakby mu na mnie nie w ogóle nie zależało. Nie chciał już mnie tak odwiedzać w szpitalu. Po powrocie poprosiłam go, aby nie poszedł na siłownie. Źle się czułam,wymiotowałam, a on powiedział, że NIE, że on i tak idzie na siłownie. Ponownie wylądowałam w szpitalu..tak właśnie mogłam liczyć na niego, ale on tego i tak nie rozumiał...
Później usłyszałam od niego te słowa co mi napisałam wyżej. Chodziłam się do niego przytulać a on zaraz chciał się kochać. Chciałam z nim porozmawiać, ale on ciągle powtarzał, żebym zaczęła myśleć, że to nie ma sensu...Płakałam. On nie reagował.
Mieszkamy nadal razem.. Zdecydowałam się zjechać do Polski na święta i już nie wracać, on na to, że to moja decyzja. Chciałam, żeby powiedział abym nie jechała... załamka
Nie wiem co robić, bije się ciągle z myślami, co mam robić? Czy on ma jakieś załamanie, czy po prostu mnie nie chce...??
Zdecydowałam, że faktycznie zjadę do Polski. Cala rodzina jest ze mną. Obiecali, że pomogą.
A ja kocham go bezgranicznie. Mimo tylu obietnic poprawy. Wybaczyłabym i teraz, gdyby tylko przeprosił... ale na to się nie zapowiada. Czuję, że nie powinnam mu dawać szans, on na mnie po prostu nie zasługuje, ale serce mnie boli jak pomyślę, że mam wyjechać i nie widzieć go więcej...A będę wychowywać jego dziecko..
On śpi teraz w drugim pokoju. W ciągu dnia chodzi po domu jakby nigdy nic. Dziś rano poszłam się przytulić do niego. Położył najpierw rękę na brzuchu, ale później znów zaczął ręce pchać w majtki. Mówiłam, że zaraz pójdę itd. Tak z 20 min się z nim siłowałam. W sumie nie wiem czemu wcześniej nie wyszłam. W konsekwencji kazał mi się wynosić. Poszłam do pokoju, płacz...przyszedł się zapytać o co mi chodzi, bo najpierw chciałam się przytulić, a teraz już się nie odzywam..taką banie mi robi...
Chodzi po domu jak gdyby nic. Chce nawiązać rozmowę, a jak zaczynam mówić, to ona na wszystko odpowiada "nie wiem".
Jestem załamana, tak mi ciężko na sercu itd..wszyscy mówią, że nie powinnam się denerwować dla dobra dziecka..