Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 44 ]

1 Ostatnio edytowany przez Viola75 (2011-10-24 22:19:13)

Temat: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

W lipcu minął rok od chwili kiedy po 6 latach związku zostałam sama z dwójka malutkich dzieci.
Synek miał wtedy 3 i pół roku, córeczka 5 miesięcy. Niby tyle czasu mineło, a jednak nie radze sobie.
Zostawił mnie dla młodszej, bezdzietnej, nadzianej - "nic nie chciejącej".
Ideał na pokaz, az nie chce sie pisac bo ciężko wszystko wytłumaczyc. Widuje go często, bo przychodzi do dzieci, więc wg wszystkich jest super tatus - szkoda tylko, że nikt nie wie, ze te wizyty to siadanie na kanapie, picie kawy, patrzenie w telewizor, jak synek oglada bajke i odpowiadane na jego prosby " jestem zmeczony, moze pozniej sie pobawimy"..a pozniej wychodzi, bo nie mozna sie spoźnic do nowego domu.  I tak dwa razy w tygodniu...to jakiś koszmar.
Jestem tu z wszystkim sama, rodziców mam daleko, nie mam tu rodziny. Malutka stale choruje, a ja stale na l4, a on ....nawet nie zapyta czy wyniesc smieci, chocaż widzi 3 worki w przedpokoju, bo nie mialam jak wyjść by je wynieść, nie mialam z kim zostawić małej. Nie pyta, czy mam na leki , bo przeciez placi ...to nic ze teraz mam 80 % pensji, ale placi, wiec jest ok. Nie pyta, czy mam jak zrobic zakupy, jak jestem z mała w domu, czy moze kupić cos po drodze, czy zaprowadzić synka do przedszkola , skoro ja jestem z mała w domu. Mieszka 10 minut stad nie byłoby to dla niego problemem.
Jest cwany, zawsze spada na 4 lapy, zawsze ma wyjaśnienie, potrafi sie pokazać. Czuje sie, jakbym była w jakimś filmie, gdzie robią mi pranie mózgu. On jest ten super, a ja wszystko robię źle, za wszystko jestem winna.
Kiedy synek cierpiał po odejsciu taty, słyszałam ze wymyslam, by sciagnac go spowrotem....kiedy mówie ze mala jest chora, usłyszalam, ze dziwnie jest chora zawsze jak on wyjezdza (czesto jest na wycieczkach zagranicznych)....kiedy mówie, ze nie mam malemu na buty, uslyszalam, ze placi ( to nic ze ta kasa idzie akurat na przedszkole, a reszte w domu, oplaty, jedzenie, ubranie, leczenie i wszystko inne place sama).....kiedy mowie ze rzucił sie do mnie raz w furii, uslyszalam, ze robie z niego tyrana. Co nie powiem, ne zrobie- wszystko winna ja:( Juz zaczynam w to wszystko wierzyc....ze wymyslam, klamie, ze jestem do niczego.
Teściowa też uważa ze  on jest w porządku bo odwiedza i  placi,a  na moje zdanie na temat pomagania przy dzieciach..usłyszałam..."a dlaczego ma Ci pomagać ?? !!!". Ręce opadają...:(
Tylko wieczorami jak połoze sie spac obok moich maluszków....to mówie sobie "Masz dla kogo życ... one licza na ciebie.... mają tylko ciebie". Kiedy to sie skonczy ???? Kiedy znow sie usmiechne tak jak wtedy....sprzed tego dnia...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Mam wrażenie, że Ty nie przyjmujesz do wiadomości, że się rozstaliście. On już nie jest z Tobą, jest z tamtą. A Ty chciałabyś, żeby on nadal traktował Twój dom jak WASZ dom. Nie musi wynosić śmieci, nie musi interesować się Twoimi sprawami. Może, ale nie musi. Ty z kolei nie musisz mu robić kawy. Możesz natomiast wykorzystać czas, kiedy on przychodzi do dzieci. Zostaw go z nimi a sama idź na zakupy czy załatwić swoje sprawy. Albo poplotkować z koleżanką. Spróbuj się dostosować do nowej rzeczywistości zamiast stosować samoudręczanie w jego obecności...

Edytowałaś post, więc i ja edytuję swoją odpowiedź:
uśmiechniesz się znowu wtedy, kiedy ostatecznie pozbędziesz się go ze swojego serca. Kiedy dojdziesz do wniosku, że on nie jest Ci do niczego potrzebny. Bo na razie bardzo go potrzebujesz, a w każdym razie tak Ci sie wydaje.

3

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

witaj sytuacje masz ciężką współczuję ale ja też to przeszłam tylko że mój się dziećmi wcale nie interesował i nie płacił i na dodatek nie miałam się gdzie podziać z maluszkami a wiedz że dzieci małe dają siłę i też nie zapominaj o sobie musisz być szczęśliwa to i dzieci będą
bo dzieci szybko dorastają a jemu postaw warunki albo zajmuje się konkretnie dziećmi albo niech nie przychodzi albo ty podczas jego obecności wykorzystaj czas dla siebie

4

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Masz racje, tylko on zachowuje sie jak u siebie w domu. Wchodzi, nie puka, rozglada sie po kątach jakby czegoś szukał..a przy okazji nie odzywa sie. dlatego pisze ze to koszmarna sytuacja dla mnie. Chcialabym by zabierał dzieci do siebie, ale synka bierze na weekendy, a coreczki nie chce. Wiem, ze problem tkwi w tamtej, bo nie chciala najpierw by wogole przywozil dzieci, po klotni z nim zgodzila sie na synka, coreczka im nabrudzi za bardzo. A ona tak za nim teskni....:(
z wyjsciem tez zatem mam problem, bo jak ja chce wyjsc to dzieci nie chca same z  nim zostac, placza....jestem rozerwana, nie chce by cierpialy, plakaly, nie chce tez by stracił z nimi kontakt, potrzebuja go.
Z drugej strony wiem, ze wymuszona milosc nie ma wartosci, ze skoro nie chce brac corki to najwyzej niech jej nie widuje...wiem ze to takie wykorzystywanie, tamta nie pozwoli, to bede widywac ja tutaj. Mam metlikw glowie i nie wiem co zrobic, by było dobrze.

5

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

a po co im TAKI "ojciec" ?

zastanawiałaś się nad tym ?

6 Ostatnio edytowany przez młody-stary (2011-10-24 22:48:47)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Córeczka tęskni..hmm.
Ja też swemu ojcu chciałem wybaczyć i nawet to, że o mnie zapomniał.
Jednak przemyślałem sobie wszystko, popryzpominałem plus jego zachowanie wobec mnie i straciłem do niego serce.
Myślę zatem, że jak dorośnie może dojść do takich samych wniosków.
Przykre, smutne i szkoda..lecz rodziców się nie wybiera i jesli jest taki jaki jest to raczej jego wina.
Ja rękę chciałem wyciągnąć..
Chwilka, bo teraz doczytałem..
Tęsknią a nie chcą z nim być?
Zatem mają mieszane uczucia..to tak jak ja..do pewnego czasu.
Może umawiaj sie tak by był z nimi kiedy jesteś i tylko wtedy?

Zgadzam się z wpisem nade mną.
Pogodziłem się zbrakiem ojca a mama ma teraz swojego nowego pratnera i cieszę się, że jest szczęśliwa.

7

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

BOO -  zastanawialam, wiele razy. I sa dni kiedy w to wierze, a sa dni, kiedy jak slysze malutkiej stale "tata", jak czasami sie do niego przytula to slabne.
Ciezko mi w to wszystko uwierzyć, moze i dlatego od niego sie oderwac, bo naprawde przez 6 lat nidgy nie bylo problemów, zawsze sie dogadywalismy...i uwierzcie do ostatniego dnia był usmiechniety, wiec jak powiedział "chce sie rozstac" to jakbym dostala mlotem w glowe. Zapytalam, czemu nic nie powiedział jak cos mu nie pasowało, ze przeciez był usmiechniety..odpowiedział "udawalem". Wiem, ze to wszystko powinno dac mi w leb, ze odejscie  w taki sposób, szczegolnie jak sa malutkie dzieci to swiadczy o nim....ale tak ciezko mi chyba w to wszystko uwierzyc.

8

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Przynajmniej ma na tyle rozumu by samemu odejść.
Może jemu w tym zwiazku przeszkadzało to jakim jest czlowiekiem..wie, że się nei nadaje na ojca.
Więc w pewnym sensie szacun, że coś do niego dotarło.
Jak na pijaka całkiem trzeźwo patrzy, choć..szkoda dzieci.
Możliwe, że o tym też wie, lecz doszedł do wniosku, iż lepiej będzie im bez niego niż z nim.
Wiem, że chciałabyś by było inaczej, lecz życie płata nam wielu figle.

9 Ostatnio edytowany przez Viola75 (2011-10-24 23:06:34)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Młody-stary -- tak napewno mają mieszkane uczuca, wszystko zalezy od humoru w jakim przychodzi i od czestotliwosci. Dokladnie wyglada to tak:
jak sie oni pokłoca to tutaj jest miły, bawi sie z dziecmi....jak tam jest dobrze, to tu przychodzi jakby z obowiazku, nie przytuli, nie pobawi, nie slucha co mowia do niego.
Synek namalował dla niego kartke w przedskzolu, to druga kartka ktora mu dał..a on zapomniał jej wziac. Wieczorem mały mowi...tata znow ne wział co dla niego mialem..ale pare dni pozniej tato dobry przyjezdza i bawi sie..i wtedy znow tato najlepszy na swiecie.
A mala....jak taty nie bylo kilka dni, albo jak zostawiał ja mimo ze plakala, to na kolejen wizycie nie chciala do niego nawet isc...a na pozegnanie odwaracala sie jak chcial jej da cbuzi na pozegnanie. Dziecko ma poltora roku i juz wiele rozumie...ale mnie to boli...ze innego dnia jednak leci. Boje sie ze te dzieci tez wariuja.
Po wielu perypetiach z widzeniami : najpierw był codziennie, potem raz na miesiac ( wszystko zalezalo od ich układów) staneło na tym, ze jest dwa razy w tyg u nas ...a w 1 i 3 weekend dzieci sa u niego. Tego sie trzyma, bo synek juz tego pilnuje, sam sie dopytuje. Jego zabiera, malej nie. Czasem posiedzi z nia godznke w sobote, a czasem tylko wpadnie do pokoju pokazac twarz. Mala sie cieszy, chce na  rece...a on "tatus musi isc" i zabiera syna i idzie. A mala wtedy placze. To boli.
W efekcie wszystkiego jest tak, ze mala nie chce wogole beze mnie z nim byc, a synek na sobote pojedzie, ale nie chce tam spac, a w tyg jakbym chciala wyjsc to nie zostanie z nim, tylko chce isc ze mna.


Młody- star - co do ostatniego sie nie zgodze. On uwaza sie za super tate. Jak by ktos mu powiedział, ze jest cos nie tak, to wpada w furie.
Psycholog do ktorego chodzialm z synem i na jednej wizycie był tato powiedział, ze tato jest bardzo infantylny, ze zyje we wlasnym swiecie, w jakim sobie wymysli, ze rewelacyjnie wymazuje z pamieci to co mu przeszkadza, ze zyje złudzeniami.
On naprawde uwaza sie za dobrego tate...

Poza tym, to nie pierwszy taki jego krok.... kiedys zostawił tez kobiete z dzieckiem ....

10 Ostatnio edytowany przez młody-stary (2011-10-24 23:17:00)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

To nie za bardzo rozumiem czemu odchodzi.
Chcoiaż moim zdaniem lepiej by odszedł, inaczej dzieci mogą faktycznie zwariować z powodu huśtawek emocjonalnych wywołanych jego zachowaniem.
To nie jest normalne. Nie wolno się bawić uczuciami i to najbliższych.
Ja miałbym już dość tej niekonsekwencji a mało tego córka może pomyśleć, że ojciec faworyzuje brata.
W rezultacie bardziej przeciwko niemu może być córka.
Może wartoporozmawiać z psychologiem o jego wpływie na dzieci i jeśli okaże się, że takie zachowanie źle działa na nie(a moim zdaniem tak) to ograniczenie praw rodzicielskich i niech się wścieka..tylko to on robi dzieciom wodę z mózgu a jak nie pamięta to może mu przypomnieć?
Jak dzieci dorosną mogą mu to przypomnieć tak, że myślę, iż już powinno do niego dotrzeć.
Jak zrozumiałem działania ojca to przestałem się wahać czy być przeciw niemu np. w sądzie.
Na prawdę nie zazdroszczę.

Zostawił już kobietę z dzieckiem..no gdyby nie te jego wizyty to niemal wypisz wymaluj to co ten mój..
Zrobił drugiej dziecko i też ją zostawił.

11 Ostatnio edytowany przez Viola75 (2011-10-24 23:29:40)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Własnie dlatego tak cięzko mi sie z tym wszystkim pogodzic. Synek ma  4 i pol roku, ale naprawde wiele rozumie, wiele mowi jak jestesmy sami. Bardzo szybko dorósł przez ten rok. Podchodzi juz do taty na zasadzie, "jak przyjedzie to fajnie a jak nie to nie musi". Tylko ta mała ...był moment gdzie widzialam zazdrosc w jej oczach, potrafila nie pozwolic mi bym przytulila syna, wsciekala sie..byla zazdrosna, bila go,  bala sie chyba ze i mnie straci..ale  wytlumaczylam synkowi jak ma postepowac, zreszta on sam powiedzial kiedys, ze tata chyba KAi nie  kocha bo jej nie przytula sad...ale to spowodowało tylko, ze teraz sa bardziej nierozlaczni. Syn jest bardzo opiekunczy, mala lgnie do niego a on do niej. wiele mi przy niej pomaga, sam sie rwie do pracy i pomocy. Milo sie patrzy jak sie tula, wyglupiaja smile wiec chyba ten "konflikt" jakos udalo sie zlikwidowac - przynajmniej mam taka nadzieje.
P.S. Na ktoryms wypadzie sobotnim sam przypomnial tacie (gdy dostal od niego zabawke), ze Kai tez powinien cos kupic.
Syn nauczony jest ze ma sie dzielic  z siostra i nie zapominac o niej.

12 Ostatnio edytowany przez dayzi (2011-10-24 23:52:56)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

A ja myślę, ze Vinga ma rację...nie mozesz pogodzić sie z jego odejściem. Przez to nie potrafisz poukładać sobie życia bez niego, wprowadzasz nerwową atmosferę pod czas jego wizyt, oczekujac, że sie "naprawi" i bedzie jak dawniej. Pamietaj, ze dajesz dzieciom przykład. Rozumiem, ze dzieci sa małe ale musisz ułożyś Wasze(Twoje i dzieci ) życie. Racjonalnie podejść do kontaktów dzieci z ojcem i trochę egoistycznie zajmij się sobą. Przychodzi ojciec? zostaw dzieci , wyjść. Płaczą? cóż są z ojcem, krzywdy im nie zrobi, nic się nikomu nie stanie. Tata poczuje się w pełni ojcem...albo mu się znudzi.

Co do faworyzowania-ja tego tak nie widzę. Facet świetnie dogada się z przedszkolakiem ale nie z ledwo chodzącym dzieckiem, które wymaga jeszcze sporo czynności higienicznych i bezustannej uwagi.


Warto porozmawiać z psychologiem o swojej sytuacji.

13

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Nie wiem, chyba lepiej by już nie przyjeżdżał by nie mieszać dzieciom w glowie, choć z tego co czytam calkiem dobrze odnajdują się w tej nietypoowej sytuacji.
Nie pojmuję takich ludzi.. jak można tak traktować skarby..
Z jednej strony dzieci pewnie by chciały aby wszystko miezy wami się unormowało a z drugiej zaś byś była szczęśliwa..
To by wrócił i zchowywał się normalnie chyba jest niemożliwe..pozostaje atem szuakć szczęścia u kogoś innego..
Chociaż wpierw musi tu byc jakaś jasność, chodzi o to by dziecim było łatwiej zaakceptować nową sytuację a na to trzeba czasu.
W każdym razie moim zdaniem nie może to trwać dalej.
Aż sie popłakałem ze wruszenia jak przeczytałem, że dzieci się trzymają razem.
Rozmyślanie jednak i płakanie nad rozlanym mlekiem w sumie sensu nie ma i tylko trudniej się rozstać. Trzeba jasno i konkretnie wykreślić zasady.
Ojciec ma miec prawnie wyznaczane terminy i każde niezjawienie się będzie odnotowywane.
Po długim nie stawianiu się łatwiej będzie go pozbawić ojcostwa, bo co to za ojciec co zapomina?
I jak w ogóle można zapomnieć o tak wspaniałych dzieciach?

14

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(
vinnga napisał/a:

Mam wrażenie, że Ty nie przyjmujesz do wiadomości, że się rozstaliście. On już nie jest z Tobą, jest z tamtą. A Ty chciałabyś, żeby on nadal traktował Twój dom jak WASZ dom. Nie musi wynosić śmieci, nie musi interesować się Twoimi sprawami. Może, ale nie musi. Ty z kolei nie musisz mu robić kawy. Możesz natomiast wykorzystać czas, kiedy on przychodzi do dzieci. Zostaw go z nimi a sama idź na zakupy czy załatwić swoje sprawy. Albo poplotkować z koleżanką. Spróbuj się dostosować do nowej rzeczywistości zamiast stosować samoudręczanie w jego obecności....

zgadzam się w 100 %%%%%
nie musisz nad nim nadskakiwać jak przyjdzie, przyszedł do dzieci to niech się nimi zajmuje-niech je gdzieś zabierze zamiast siedzieć z nimi w domu, a Ty w tym czasie znajdź chwilkę dla samej siebie bo zwariujesz .

15

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(
ewelinas85 napisał/a:
vinnga napisał/a:

Mam wrażenie, że Ty nie przyjmujesz do wiadomości, że się rozstaliście. On już nie jest z Tobą, jest z tamtą. A Ty chciałabyś, żeby on nadal traktował Twój dom jak WASZ dom. Nie musi wynosić śmieci, nie musi interesować się Twoimi sprawami. Może, ale nie musi. Ty z kolei nie musisz mu robić kawy. Możesz natomiast wykorzystać czas, kiedy on przychodzi do dzieci. Zostaw go z nimi a sama idź na zakupy czy załatwić swoje sprawy. Albo poplotkować z koleżanką. Spróbuj się dostosować do nowej rzeczywistości zamiast stosować samoudręczanie w jego obecności....

zgadzam się w 100 %%%%%
nie musisz nad nim nadskakiwać jak przyjdzie, przyszedł do dzieci to niech się nimi zajmuje-niech je gdzieś zabierze zamiast siedzieć z nimi w domu, a Ty w tym czasie znajdź chwilkę dla samej siebie bo zwariujesz .

Ja tez się zgadzam z tym wszystkim,pielęgnujesz uczucia do niego i po co ci to.?

A swoja drogą znam wiele dzieci z rozbitych rodzin które funkcjonują normalnie,mają kontakt z matką i z ojcem.Nie ze to jest normalne ale można to pookładać.

A tak na marginesie,mam kontakt z dziećmi młodszymi i starszymi.Z tego co zrozumiałam twój syn ma 4,5roku,córka trochę ponad rok.I nigdy nie spotkałam się (sory) z dziećmi tak rozwiniętymi emocjonalnie w tym wieku.Możesz mnie krytykować,ale to wszystko trochę naciągane.....Wiadomo matka polka,biedna,pokrzywdzona,z dziećmi i wszystko na jej głowie.Od faceta który odszedł wymagam żeby było jakbyśmy byli razem.Chyba jak by tak miało byc to by nie odchodził.

16

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Viola, bardzo Ci współczuję i wiem, że nie jest Ci łatwo samotnie zmagać się z zyciem. Twój mąż  poszedł sobie do innej, a Ty zostałas z dwójką drobiazgu, pozbawiona wsparcia własnej rodziny, bo jest daleko. Rozumiem tez Twoje rozżalenie, gdy slyszysz peany na cześć  swego byłego, że taki dobry ojciec bo płaci i odwiedza dzieci. No fakt, wielu ojców nawet TEGO nie robi. A on swoim "zaangazowaniem" w siedzenie przed telewizorem i picie Twojej kawy w czasie odwiedzin wychodzi na wspaniałego tatusia. Ludzki pan, może wogóle nie przychodzić, a przychodzi.
A Ty jesteś 24 godziny na dobę ze wszystkimi sprawami i odpowiedzialnością. Pracą, zakupami, smieciami, pieluchami i mysleniem o tym co będzie jutro.
Mam przyjaciółkę, która rozstała się z mężem, gdy ich dzieci miały 7 i 5 lat. To nietypowa sytuacja, bo dzieci zostały z ojcem. Ileż gromów spadło na jej głowę, jaką była wyrodną matką bez uczuć, bo nie zabrała dzieci ze sobą. Tymczasem codziennie, po pracy wracała do domu, gdzie mieszkały jej dzieci, robiła zakupy, gotowała obiady, pilnowała lekcji, sprzatała, wynosiła śmieci, czytała bajki do snu i...wracała do siebie, gdy dzieci zasypiały. I tak było dotąd, aż jej młodsze dziecko wyjechało na studia do innego miasta. Dzisiaj jej dzieci sa dorosłe, maja swoje życie i nie mają żalu, że ich rodzice się rozstali. Podziwiam moja przyjaciółkę i jej byłego męża za to, że mimo rozstania potrafili być dla swoich dzieci matką i ojcem pełną gębą. Oboje nie założyli drugich rodzin, oboje byli z dziećmi na pełny etat wtedy, gdy dzieci ich potrzebowały. Nie potrafili żyć ze sobą, ale potrafili zawiązać sojusz w sprawie dzieci i tworzą rodzinę, mimo że są po rozwodzie dwadzieścia lat. I jedno i drugie gdzies tam miało swoje sprawy, ale dzieci, ich wychowanie zawsze było na pierwszym planie.
To wyjatkowa sytuacja. W swoim dlugim życiu nie spotkałam mężczyzny, ojca, który w sposób podobny realizowałby swoje ojcostwo wobec dzieci, których matkę porzucił. I nie ma nawet co do tego społecznych oczekiwań. Grunt żeby płacił i czasem sie zainteresował, z naciskiem na czasem! To wystarcza by być "wspanialym" tatusiem.  Twoja tesciowa, tak jak większość uważa, że to wystarczy i "nie musi Ci pomagać" Fakt, Tobie nie musi, ale powinien SWOIM dzieciom. Bo wychowanie to nie tylko opłacanie przedszkola i towarzyszenie synkowi w ogladaniu bajki. To duuuuuuuuuuuuuuużo więcej, sama wiesz.
Tylko co to pomoże, że wiesz. On nie wie, nigdy nie wiedział. Porzucanie rodziny to dla niego chleb powszedni.
Nie ma co nosic w sobie urazy do niego. Ta uraza Ci nie pomoże, spowoduje tylko, ze zawsze ON będzie w centrum Twojego życia, zawsze bedzie Cię napełniał goryczą. Szkoda twojego zycia na to. Na szczęście czas płynie, dzieci rosną, robią sie coraz mądrzejsze, coraz samodzielniejsze. Jeszcze trochę i złapiesz troche swobody. Nie bedziesz taka przytłoczona powinnosciami. Patrz w przyszłość i nie szukaj zrozumienia tam, gdzie go nie znajdziesz, u byłego męża i jego matki. Ona go wychowała na takiego mężczyznę jakim jest, na faceta nie potrafiącego być ojcem dla swoich dzieci. O pomijaniu córeczki w dostępie do "pańskiej łaski" nawet nie wspomnę, szkoda słów.
Trzymaj się!

17

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Jak przeczytasz swój post, to sama dojdziesz do wniosku, że nie ma po kim rozpaczać. Trzeba się niestety pozbierać i zacząć żyć swoim życiem, nowym życiem

18

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Pani psycholog miała rację, Twój mąż sam jest dużym dzieckiem. Nie podobała mu się rodzina i odpowiedzialność, poszedł do innej, bo tam tej odpowiedzialności nie ma. Jak jej się odwidzi i też będzie chciała mieć rodzinę to znowu zwieje. Nie żyj dla dzieci, żyj dla siebie. Dzieci dorosną i co Ci zostanie? Siedzieć i płakać? Wyjdź do ludzi, może kogoś poznasz, szybciej zapomnisz o nieudanym tatusiu Twoich dzieci.

19 Ostatnio edytowany przez Viola75 (2011-10-25 13:07:56)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Macie racje, pielęgnowalam uczucia do ojca dzieci, bo wierzylam ze sie zaplatał w cos i nie potrafi z tego wyjsc. Nie potrafilam uwierzyc jak ktos kto był idealem przez 6 lat potrafi bez słowa tak pozostawic i odejsc. Ktos kto tak rozkochał, kto  pozwolił bym bezgranicznie zaufala...ktos, komu pomogłam spełnić marzenia, komu oddałabym wszystko. To był moj bład...za bardzo sie oddawałam, nie myslalam o sobie.
Szkoda tylko ze tesciowa nie widzi winy w synku, tylko pierwsza reakcja bylo "po co Wam byla ta Kajka". Za wszystko obwiniala ja, potem mnie. Wierzylam w ojca dzieci, wierzylam ze mamy szanse, ze moze byc tylko lepiej, ze to cos co sie stało, to po to, by wskazac nam droge...ale tylko ja wierzylam. Wierzylam, bo mialam ku temu podstawy. Jak wspomnialam ojcu dzieci co powiedziala jego mama i ajk moze obwiniac Kajke o to wszystko, wedzac, ze niewiele braowało a mnie ani jej by nie bylo..to wsiekł sie i powiedział, ze porozmawia z nia, by sie w NAS nie tracała. Ale ona --- wyparla sie tych słów.
takich sytuacji było wiele.
Jak powiedzialam mu, by ta jego Madzia dała mi spokój, ( wyslala mi wygaszacz "Pamietaj mnie"), to nie chciał go zobaczyc i nie uwierzyl. Ale jak poprosilam by go wywalil mi z komputera bo nie potarfie, to jak przez 15 minut szukał tej ikonki do wywalenia i patrzył na ten napis...to po wykasowaniu wybiegł w nerwach. Okazało sie ze jednak mialam racje. Takich sytuacji było wiele. Dlatego wierzylam, ze zobaczy ze laska sie nim bawi, ze meczy mnie i dzieci, ze buduje swoja wartosc jak "wygrywa" ( to zdanie psychologa). Dlatego wierzyłam, ze mamy sznase i ze dla dzieci warto.
Na swieta był z nami, ja zostawil sama w domu. Siedzielismy przy stole stole i powiedzialam mu zeby do niej jechał , ale on ..odpowiedział tylko ze "wiedziala ze ma  dzieci". Dlatego walczylam.
Znam go i wiem kiedy załuje, kiedy sie o cos stara... dlatego nie skreslilam go tylko dlatego, ze popelnilismy gdzies oboje blad.
Potem to sie zmieniło.
A teraz ,..co do widzen, to  sa widzenia, bo interesuje sie dziecmi..przychodzi bo podpisał umowe i Alan go rozlicza , a on chce byc ten dobry...placi bo kazał mu sad. Tu tez oszukał, bo umawialismy sie na pewna kwote plus pomoc i grubsze rzeczy na pol , plus L4 na zmiane itp - w protokole bylo to zapisane, ajendka na wyroku napisana jest tylko kwota, wiec olał to co inne bylo obiecane.
Interesowac sie nie interesuje, mala stale jest chora, mimo ze przychodzi, to nie zapyta, jak sie czuje, do kiedy l4, czy jest lepiej. Nawet nie spyta na co jest chora !!!! Na wakacjach Alan był ciezko chory, oni w tym czasie wyjechałi do Turcji na wczasy. Poprosilam tylko by był pod telefonem w razie czego, gdyby skonczylo sie szpitalem i tzreba by było jakas jego zgode. Nawet nie wykonał ani jednego telefonu by zapytac jak sie dziecko czuje. Po powrocie miał 4 dni jeszcze urlopu potem my wyjezdzalismy do moich rodziców. Jak mu zarzucilam, ze nie interesuje sie dziecmi, ze nawet teraz nie zapyta o stan zdrowia syna, ze obiecał  Alanowi ze zajedzie jak wroci,  to powiedział, ze nic takiego nie pamieta i ze ma jeszcze urlop i duzo pracy w domu ( a przeciez byl  10 minut stad), w efekcie dzieci nie widzialy go miesiac. Dlatego wywalczylam stale wizyty, wprawdzie nie sadownie, ale umowa miedzy nami i narazie jako tako sie stosuje. Ale to wszystko spowodowało, ze Alan zaczyna wiele widziec i mowic.
Ja tez  teraz widze, ze nie warto walczyc o kogos, na kogo nie można liczyc, kto jest partnerem tylko na dobre a nie na zle, ze nie warto inwestowac uczuc w kogos kto nie dotrzymuje obietnic, w kogos kto zyje w sowim wymyslonym swiecie by jemu było wygodnie a wycina z mysli wszystko co psuje mu ten swiat. Wiem, ze podchodzi do zycia z zasada ...ze jak nie zapytam o problem, to go nie ma oraz z druga ktora sam kiedys powiedział "zycie trzeba sobie ulatwiac a nie utrudniac".
Duzo mi pomaga rozmowa z Wami, musze tylko wywalic Go z serca , bo  szkoda dla niego miejsca...i moich uczuc. I tak mu nie zaufam, tymbardziej ze to wlasnie po rozstaniu pokazał jaki jest naprawde. ( nie ten facet co przez 6 lat).
A lasce pogratulowac wyboru, życzyc szczescia i dalszego ladowania w niego kasy.  Nie zycze im źle, ale robilam to samo i uslyszalam - nie musialas. To prawda, nie musialam.
Musze tylko uwierzyc ze moje dzieci moga byc szczesliwe, mimo ze z rozbitego domu...i ze lepiej dla nich jak ma byc rozbity niz dom w nieufnoscia czy  wykorzystywaniem drugiej osoby.
A interesowac sie dziecmi nie musza ( jego rodzina nie dzwoni, nie pyta, chrzesni, siostra, babcia). Dla nich nie istniejemy, wiem tylko od jednej bratowej, ze myja mi tylek).
Rozumiem teraz słowa kuratora - wymuszona milosc nie ma zadnej wartosci. ( Nawiasem mowiac po rozmowie z ojcem dzieci, wystawila mu taka opinie w sadzie, ze zrobil sie zielony, to ja go jeszcze bronilam przed ta opinia. Teraz widze, ze ona patrzac z boku realniej go oceniala.
Ja ocenialam go sercem, ona rozumem).

Rudas - może wydawać Ci sie to naciągane, ale taka jest prawda. Rok temu syn bardzo cierpiał, wizyty u psychologa to potwierdziły. Tata był dla niego całym światem. I dopoki po odejsciu jeszcze się nim interesował, pytał o przedszkole, zaprowadzał albo przyprowadzał, wiał na plac zabaw...to było wszystko ok. Po 4 miesiacach, to sie urwało. Laska postawila warunki i przystał na to. Jego sprawa. Ale od tego czasu własnie Alan sie bardzo zmienił, najpierw chodził ze mna nawet do ubikacji, stal pod drzwiami, nie chcał isc spac, jak nie szłam z nim  (Kaja jeszcze niewiele rozumiala) - psycholog powiedział, ze stracił poczucie bezpieczeństwa. Wiele wieczorów rozmawialiśmy z synkiem, przechodził etap złości na siebie, ze to przez niego, na mnie ze moze przeze mnie...tlumaczylam mu, ze tak bywa, ale ze tatus go kocha. Wiedzialam ze tego potrzebuje, wierzyłam, ze tylko wtedy bedzie mógł prawidłowo dorastac, bez złości - jak bedzie wierzył, ze mimo rozstania kochaja go oboje rodzice. Na ten temat wiele razy rozmawialam z ijcem dziecka, ale nie rozumiał co do niego mowie. Wiec przestałam.
Synek z tygodnia na tydzien zaczał zauważać zmiany. Prosil tate jak wspomnialam wyzej o bawienie sie, słyszał, ze tato jest zmeczony. Z czasem przestał prosić. Ogladał bajki i wystarczalo mu, zeby tato go tylko przytulił i ogladnał razem z nim. Kilka razy sie jednak zdarzyło, ze tato przełaczył na vive ( ja bylam wtedy w kuchni). Usłyszlam tylko od synka, tato ogladam bajke i odpowiedz ojca - masz bajki na codzień.
Wiec teraz juz nawet o to nie prosi. Wiem, ze kocha swego ojca, ale widac jak juz sie odsunał od niego. Cieszy jak przyjdzie i jak wezmie go na trening z piłki. Jak dwa razy nie przyjechał i nie poinformował, to syn sam potrafił sie upomniec i zapytac czemu go nie zawiózł. Tego uczylam synka.Pytac ..pytac...i mowic co sie mysli.
Pamietam jak zaprowadzajac go do przedszkola maly powiedzial sam od siebie, mamo przykro mi ze tata mieszka z Pania Magda a nie z nami. Powiedzialam mu, powiedz to tacie. A on na to...nie, bo tacie bedzie przykro. Powiedzalam mu, ze ma prawo mowic co czuje i powinien...a on na to..tak wiem, ale tacie bedzie bardzo bardzo przykro.
Wiem, ze to wyglada moze dziwnie, ale syn naprawde emocjonalnie bardzo dorosł, coreczka tez i to nie tylko moje zdanie. Od niedawna mam sasiadke, ktora czasami  mi pomaga i sama stwierdzila, ze nie spotkala sie z takimi dziećmi. Z jednej strony mnie to bardzo cieszy, sa naprawde samodzielne,z  drugiej strony martwi.....ze za szybko, ze cos traca cennego w zyciu.


P.S. Macie racje. Zaczne wychodzic jak bedzie przychodził, albo znajde sobie jakies zajecie.  Dzieci sie przyzwyczaja a on albo to zaakceptuje, albo przestanie przychodzic. Nie bedę jego damą do towarzystwa w czasie kiedy jego panienka jest do pozniego wieczora w pracy.


Entropia - masz racje. Takie były jego wyjasnienia dlaczego wybiera ja a nie rodzine. Powiedział " bo ona nic nie chce, bo nie chce slubu, dzieci, ..... bo ustalili, ze jak bedzie chciala miec dzieci to sobie adoptuje". Szkoda tylko ze ona jak tlumaczyla sie mi w mailu i obrazała, to dodala, ze nic z nim nie omawiala.

20

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Dokładnie zapomniec!! podziwiam cie ja zostaje sama z jednym a ty z dwójką maluchów musisz sie podnieść wiem to trudne sama przez to przechodzę ale nie warto marnować życia dla takiego chłystka. Trzeba się wziąć w garść i iść do przodu. Rozmowa tu na forum napewno pomaga. Skąd jestes ja z Warszawy mój synek niewiele starszy i tez przezywa to że tatus ma inna i do niej odchodzi. Pamiętaj musimy być silne i pokazać tym głupkom co tracą. Jerszcze napewno będą żałowali swojej decyzji.

21 Ostatnio edytowany przez Viola75 (2011-10-25 13:29:53)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Jestem z Gliwic. Wiem ze Twojemu synkowi napewno jest ciezko. Moj przeszedł też  przez nocne sikanie, zrywanie w nocy z placzem. Kaja po niektorych wizytach tez zrywa sie w nocy. Wszystko zalezy od dnia. Generalnie synek juz sie przystosował, ale mala teraz przyklejona do mnie niemal stale. Boli mnie jak pomyśle, ze bedzie przechodzic to samo co Alan.
Ważne byś duzo z synkiem rozmawiala i tlumaczyla, nie obwiniala nikogo. On sam zrozumie, szybciej niz Ci sie zdaje.
Pare dni temu synek powiedzial, ze tata nie ma dobrego serca...zapytalam, dlaczego tak mowi. Odpowiedział, "bo nam nie pomaga". Tak bywa - odpowiedzialam. Nauczylam sie jak bylam u psychologa z Alankiem, ze mam rozmawiac, tlumaczyc, nie tuszowac konsekwencji, tylko  pomoc mu przez to przejsc, nie obwiniac, ale i nie bronic ojca, bo dziecko bedzie mialo kiedys do mnie zal, ze pokochał kogos wymyślonego przeze mnie. On naprawde wiele widzi i wiele juz rozumie.

P.S. Wierze ze wychowam moje dzieci na dobrych ludzi...niedawno zepsula sie pralka, Alanek powiedział to tacie, ale tato przemilczał i poszedł sobie zapalic do lazienki. Wieczorem pralam w rekach, Alanek zabiera sie za pranie i mowi ze tez chce. Powiedzialam mu, ze nie musi prac , ze jest malutki..odpowiedział "ale chce, bo nie chce bys sie tyle meczyla mamus". Poplakalam sie wtedy...

22

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Płakać mi sie chce jak czytam twoje posty serce sie kraje ile te nasze dzieci muszą wycierpieć przez głupotę tatusiów. Staram sie tłumaczyć mojemu synkowi wszystko tak jak jest ja mam jeszcze problem w postaci tego że mój odszedł do kobiety z dzieckiem i zabiera naszego synka tam mimo mojego wyraźnego sprzeciwu. mam tylko nadzieję że wyrosnie moje dziecko na mądrego człowieka nie na takiego jak jego ojciec cwaniak i egoista.

23

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

okropność;(:( facet definitywna świnia
bardzo ci wspólczuję
twoim dzieciom

wiesz zastanawia mnie jeden fakt
dlaczego on nie zabiera dzieci do siebie???? dlaczego spotyka sie z nimi tylko u ciebie??? czy to jest normalne? 
forumowicze piszą o tym ze ty nie uporałas sie z uczuciem , oczekujesz zbyt wiele a moze to też wina faceta?? przychodiz jak do siebie , czeka na kapcie , pilotuje przed tv i takie jest jego bycie ojcem
swoja droga nie wierzę w to że był ideałem skoro nie domyśli sie żeby zareagować pomocą w przypadku ubrania sezonowego dzieci , gdy zachorują i td.. być ojcem się nie przestaje!!!!!!!!!!!!!!zwykła świnia placi alimenty i uważa że po sprawie
a teściwą bym olała lub  pokazała jej możliwości ojcowskie jej synka i nagrałabym jak to tatuś intensywnie spędza czas z synkiem , ciekawe co ex teściowa miałaby do powiedzenia
życzę ci zebyś to jakoś ogarnęła , poukładała , aby  twoje dzieci były ci wsparciem:):)

24

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

popieram
co to jest hotel u was?
jak przyjdzie następnym razem to wyjdź gdzieś i go zostaw samego, niech się zajmie dziećmi

25

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Ona1977 - w tej sytuacji widać głównie winę faceta! Ala na jego zachowanie Viola ma niewielki wpływ - po prostu zdarzają się nierozumne egzemplarze i tyle. A piszemy o tym, że najpierw ona powinna się uporać ze swoimi uczuciami względem niego, gdyż:
- jeśli umiałaby odróżnić dawną rzeczywistość od obecnej to by się na niego popatrzyła jak na zielonego kota gdyby zażyczył sobie kawę lub poszedł ją sam sobie zrobić (przecież to już nie jego dom)
- bez wahania zostawiłaby z nim dzieci i poszła pozałatwiać swoje sprawy (lub po prostu wyszła z domu odpocząć) - przecież "tatuś" też ma obowiązek zajmować się dziećmi, nie tylko je odwiedzać. Dzieci też powinny odnaleźć się w nowej rzeczywistości, więc Viola powinna tłumaczyć im, że dzisiaj zostają z tatą, bo teraz tak będzie w środy i piątki, zamiast ulegać ich płaczom (dla tych, którzy nie wiedzą - mam dziecko, więc nie jest to wyłącznie teoretyzowanie)
- nie oczekiwałaby od niego zainteresowania jej stanem zdrowia
- nie oczekiwałaby od niego żadnego "ponadwymiarowego" zainteresowania, gdyż wiedziałaby, że lepiej liczyć na siebie niż na to, że ktoś się cudownie odmieni.

Dopóki Viola nie zaakceptuje jego odejścia i nie nauczy się żyć bez niego - ciągle będzie na emocjonalnej huśtawce.
Violu, Twoim dzieciom ojciec nie jest niezbędny do życia i prawidłowego rozwoju. Owszem, potrzebny, ale nie niezbędny. Niezbędna jest dla nich miłość (którą jesteś w stanie sama im zapewnić) i POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA. Twoje dzieci muszą wiedzieć, że to TY jesteś oparciem, ich ostoją, że jesteś silna. Nie zobaczą w Tobie ostoi, dopóki były partner będzie rządził twoimi nastrojami i emocjami. Jeśli on stanie się Tobie obojętny - dzieci będą czuły się bezpiecznie. Będą wiedziały, że zawsze mogą liczyć na mamę, niezależnie od tego czy tata przyjdzie czy się wykręci.

26 Ostatnio edytowany przez Viola75 (2011-10-25 15:43:38)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

ONA - sytuacja byla bardzo skomplikowana. Naprawde byl dobrym , czułym facetem, duzo pomagał w domu. Dlatego to co zrobil było dla mnie młotem. Nie jestem typem osob, ktore od razu obwiniaja i zaczelam sie interesowac dlaczego tak sie stało. Wiele rozmawialam z psychologiem i to mnie oświeciło. Ojciec dzieci miał do sc trudne dziecinstwo. Ojciec pił, nie miał kontaktu z dziecmi. Wszystko przejela matka. Kobieta dosc oschła, zimna, trzymajaca w domu reżim i porzadek. ( nie rozumie ze dziecko ma parwo jesc rekami- to ja oburzało jak widziala upaprana Kaje, choc teraz ojciec sie szczyci, ze Kaja taka samodzielna i sama ladnie je...ale cos za cos...nie jedna jajecznice scieralam ze sciany). W kazdym badz razie stale trzymala ich krótko, w domu miala idelanie czysto, bo dzieci wywalone byly na podwórko. Jak bylam z Kaja w ciazy i byla raz u nas, po sanepidowskim przegladzie domu stwierdzila, ze zlew nie domyty, ze na parapecie ziemia z kwiatka i chrupek pod łozeczkiem Alanka (akurat jadł). Stale sie mnie czepiala. Adam mnie zawsze bronił, ale ona swoje miala do powiedzenia. Ona ciągle mowila, ze Adasia zawiazala w beck, polozyla na maszyne w kuchni i caly dzien mogla cos robic i miala idealnie czysto.
Wracajac do Adama ...psycholog po poznaniu jego historii swierdzila, jak wspomnialam wczesniej ze jest bardzo infantylny, ze brakuje mu stale miłosci, ze pozostał na poziomie emocjonalnym dziecka. Do tego był ostatnim najmłodszym dzieckiem, wiec we wszystkim wyreczany przez rodzenstwo. Nie potrafi rozmawiac o problemach, stale mijał sie z prawda...nie potrafi radzic sobie z zadnym kłopotem, problemem. Jednak jak kogos pokochał to oddałby serce, ze jest wrazliwy na cudze krzywdy..ale tylko wtedy, jezeli je widzi. Probleme jest to, ze ma duza umiejetnosc tworzenia wlasnego swiata. On do dzis uważa, ze nie krzywdzi dzieci, bo on ich nie zostawil hmm Dodatkowo psycholog powiedział, ze ten typ charakteryzuje bardzo doz egocentryzm...i checi zaspokajania wlasnych potzreb, ale dlatego, bo nie miał tedy w dziecinswie. Ze nie potrafi kochac naprawde kogos, bo sam nie wie na czym polega to uczucie. Dlatego był idealem...przez 6 lat, naprawde rozumielismy sie. Owszem byly jakies problemy, czasem finansowe, ale wychodzilismy z tego. Natomiast wszystko musialam wykryc sama, bo on nidgy o nich nie mowil....bo nie chcial sprawic mi przykrosci. Mysle, ze przerosły go dzieci i to, ze nie mialam juz tyle czasu dla niego...ale mozna było porozmawiac na ten temat..jakos bysmy doszli do porozumienia...tak jak zawsze..a on ...zaczał szukac pocieszenia gdzie indziej i znalazł ta co pocieszyla.
Psycholog powiedziala tez, ze takie osoby maja dobre serce dopoki nie sa pewni czyjegos uczucia..jak sa juz pewni to staja sie egocentrycznymi biorcami w zwiazku. Poniewaz to wszystko wiedzialam, nie obwinialam go...rozumialam dlaczego tak postapil...co jest probleme, co zrobic, by było dobrze....dlatego pielegnowalam to uczucie, bo uwazalam, ze mimo to ..warto.

P.S. Najlepsze jest to, ze u tej nowej robi teraz wszystko to, co przeszkadzało mu u nas. Tak naprawde znalazł klon mnie, tylko ja bylam w domu choc z dziecmi a ona do pozniego wieczora jest w pracy - wiec jak nie jest u nas to siedzi sam w domu.

P.S. Czemu nie zabiera dzieci ?
W tyogdniu bylby z nimi sam w domu, wiec on nie chce. Poza tym, ja odbieram maluchów koło 16 ze złobka i przedszkola i jakby miał je do 19 to nie widzialabym ich wcale..sa za male na to, by nie widziec matki, szczegolnie Kaja cały dzien, wiec pzoostało na wizytach tutaj. Gdyby zabierał Alana, nie widzialby Kai i tak koło sie zamyka. Teraz jest to jesczze poparte tym, ze od 16-17 ( 1 h) jest w domu z dziecmi, a potem zabiera Alana na trenig pilki do 19 ( Alan chciał).
Na weekendy najpierw nie chcial wogole brac dzieci, spedzali je razem, ale od kiedy ona zaczela pracowac i w weekendy to wpadał tutaj. Miala o to pretensje ze tu siedzi i ze nie chce dac dzieci tam. Buntowala go tak do czasu, dopoki nie myslala, ze nie dam. Zaskoczylam ja, bo pzowolilam brac dzieci...nawet napisalam dni by nie byy stratne:
1 i 3 weekend miesiaca
1 dlugi eekend w roku
Sylwester i Nowy Rok na przemian co dwa lata (raz u nich raz u mnie dzieci)
tydzien ferii
miesiac wakacji ( w rozbiciu na dwa tyg w lipcu i sierpniu)
Bze Narodzenie
Lany poniedzialek
i kazdy inny dzien jak bedzie mu mało, by nie gadał ze bronie kontaktów smile
Laska chyba zamarła, bo okazalo sie, ze juz nie mógł zabierac dzieci, bo ona jeszcze nie jest gotowa ( to jej zdanie)
Powiedzialam mu, ze miala rok by sie przygotowac, a dzeci to nie zabawki i powiedzialam Alankowi, ze jak chce to moze jechac do taty. Najpierw sie opierał, ale potem zgodził. Nie chce tam spac, ale chetnie juz jeżdzi.
Natomiast Kai on nie zabiera, bo to juz wiekszy problem.Kaja jest za mala chyba dla nich. w domu radzi sobie z nia, ale mysle, ze Magda nie chce. Jak zapytalam sie kiedys, robie Ci przysługe, bo kurator powiedziala ze jest za mala..a ja chce Ci ja dac...to odpowiedział mi - ale mi przysługa. Wiec mysle, ze to problem dogadania miedzy nimi. Laska jest mloda ma 31 lat, on w tym roku 40...i dwojka maluchów na glowie, plus 3 wczesniejsze 18 letnie dziecko to duze wyzwanie.

27

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Kilkakrotnie przeczytalam dzis co do mnie pisaliście i postanowiłam radykalnie zmienić swoje zycie.
Mam możliwosc przeprowadzić sie w okolice skad pochodzę. Bede bliżej rodziców, oni kochają moje dzieci, a moje dzieci tam są stale uśmiechnietę. Są tam naprawdę szczęsliwe, czesto chcą tam jeżdzić. Zresztą przyszedł by czas kiedyś, kiedy musiałabym się nimi zając, więc lepiej teraz zmienić swoje miejsce zamieszkania niz potem. Jak to zznana reklama brzmi...szkoda życia na mieszkanie w złym miejscu.
Rozmawiałam na ten temat z synem. Poinformowałam go, ze bedzie widział tate mniej niz teraz, bo odpadna dniw  tygodniu.
Nie oczekiwałam takiej odpowiedzi:  "tatus bedzie nas odwiedzał", na moje zdanie "a jak nie ?", usłyszalam  -  "nie musi".
Syn bardzo sie ucieszył, juz zaczął wybierać kolor swojego pokoju smile

...a Panu Tacie napisalam ( po wewnetrznej walce z soba - litowalam sie nad tym czy moze placic czy nie polowe kosztów utrzymania), ze nie bede plaszczyc sie o kase, ale chce wiedziec czy bedzie odpowiedzialnie jak przystało na ojca pokrywać połowe kosztów utrzymania dzieci, tymbardziej, ze nie stosuje sie do tego co obiecał w sadzie, tymbardziej ze drastycznie wzrosły opłaty w przedszkolu i żlobku i tymbardziej ze Kai stałe leki sa bardzo drogie. Dodałam, ze poki mogłam (dorabialam do pensji), to pokrywałam wiekszosc, ale teraz nie mam ani takiej możliwosci ani czasu na to - przy dwojce dzieci jest co robić. (nie dodałam ze nie musze go wyreczac w jego obowiązkach wobec dzieci). Niech sobie to obgada z Panią M i da mi jutro odpowiedz.
Wzięlam sobie do serca Wasze słowa, że mam isc do przodu, bo stojac w miejscu- cofam sie...a Pan Tata niech skonczy zyc w rozkroku..jedna noga tutaj, a druga tam - bo mu tak wygodnie. Jego wybór- jego strata.
Nie bede tuszować konsekwencji jego wyborów. Jaki by nie był- jest dorosły, a przynajmniej majac 40 lat, choc troche powinien dorosnac.  W zyciu przeszedł wiele, powinno go to czegos nauczyc. Niech wyciąga wnioski tak jak i ja wyciągam, bo nigdy nie bedzie z żadna szcześliwy.

P.S.

Chciałabym sie jutro obudzić z takim samym nastawieniem do życia i całej tej sytuacji - jak teraz do Was pisze.

28

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Viola - super! Kiedy dopadnie Cię chwila zwątpienia - czytaj ten swój własny post powyżej. A chwile zwątpienia będą. Ale z każdym dniem będzie więcej tych szczęśliwych, kiedy będziesz pewna, że podjęłaś dobrą decyzję.

Zwróć uwagę, że oboje jesteście dorosłymi ludźmi. Tymczasem tylko Ty zachowujesz się jak dorosła. Ty planujesz, starasz się, a "nibytatuś" generalnie ma wszystko w nosie. Musisz sobie uświadomić, że nie zmusisz nikogo do bycia odpowiedzialnym ojcem. Jeśli taki jest lub będzie chciał być - to on będzie się starał, żeby mieć kontakt z dziećmi. Jeśli nie będzie chciał - Ty nic nie zrobisz, możesz jedynie zaakceptować to, że na ojca dzieci wybrałaś osobnika, który tej roli nie sprostał. Tak czasem bywa. I nie ma znaczenia, ze przez kilka lat był idealny. Podobno nie liczy się to jak ktoś zaczyna, tylko jak kończy...

Reszta w mailu smile

29

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Najwazniejsze ze juz cosik postanowilas i chcesz cos zmienic...Polecam bardzo dobra lekture "Radykalne wybaczenie" pomoze Tobie wiele zrozumiec spojrzec na wiele spraw z innej strony

30

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(
Viola75 napisał/a:

Macie racje, pielęgnowalam uczucia do ojca dzieci, bo wierzylam ze sie zaplatał w cos i nie potrafi z tego wyjsc. Nie potrafilam uwierzyc jak ktos kto był idealem przez 6 lat potrafi bez słowa tak pozostawic i odejsc. Ktos kto tak rozkochał, kto  pozwolił bym bezgranicznie zaufala...ktos, komu pomogłam spełnić marzenia, komu oddałabym wszystko. To był moj bład...za bardzo sie oddawałam, nie myslalam o sobie.
Szkoda tylko ze tesciowa nie widzi winy w synku, tylko pierwsza reakcja bylo "po co Wam byla ta Kajka". Za wszystko obwiniala ja, potem mnie. Wierzylam w ojca dzieci, wierzylam ze mamy szanse, ze moze byc tylko lepiej, ze to cos co sie stało, to po to, by wskazac nam droge...ale tylko ja wierzylam. Wierzylam, bo mialam ku temu podstawy. Jak wspomnialam ojcu dzieci co powiedziala jego mama i ajk moze obwiniac Kajke o to wszystko, wedzac, ze niewiele braowało a mnie ani jej by nie bylo..to wsiekł sie i powiedział, ze porozmawia z nia, by sie w NAS nie tracała. Ale ona --- wyparla sie tych słów.
takich sytuacji było wiele.
Jak powiedzialam mu, by ta jego Madzia dała mi spokój, ( wyslala mi wygaszacz "Pamietaj mnie"), to nie chciał go zobaczyc i nie uwierzyl. Ale jak poprosilam by go wywalil mi z komputera bo nie potarfie, to jak przez 15 minut szukał tej ikonki do wywalenia i patrzył na ten napis...to po wykasowaniu wybiegł w nerwach. Okazało sie ze jednak mialam racje. Takich sytuacji było wiele. Dlatego wierzylam, ze zobaczy ze laska sie nim bawi, ze meczy mnie i dzieci, ze buduje swoja wartosc jak "wygrywa" ( to zdanie psychologa). Dlatego wierzyłam, ze mamy sznase i ze dla dzieci warto.
Na swieta był z nami, ja zostawil sama w domu. Siedzielismy przy stole stole i powiedzialam mu zeby do niej jechał , ale on ..odpowiedział tylko ze "wiedziala ze ma  dzieci". Dlatego walczylam.
Znam go i wiem kiedy załuje, kiedy sie o cos stara... dlatego nie skreslilam go tylko dlatego, ze popelnilismy gdzies oboje blad.
Potem to sie zmieniło.
A teraz ,..co do widzen, to  sa widzenia, bo interesuje sie dziecmi..przychodzi bo podpisał umowe i Alan go rozlicza , a on chce byc ten dobry...placi bo kazał mu sad. Tu tez oszukał, bo umawialismy sie na pewna kwote plus pomoc i grubsze rzeczy na pol , plus L4 na zmiane itp - w protokole bylo to zapisane, ajendka na wyroku napisana jest tylko kwota, wiec olał to co inne bylo obiecane.
Interesowac sie nie interesuje, mala stale jest chora, mimo ze przychodzi, to nie zapyta, jak sie czuje, do kiedy l4, czy jest lepiej. Nawet nie spyta na co jest chora !!!! Na wakacjach Alan był ciezko chory, oni w tym czasie wyjechałi do Turcji na wczasy. Poprosilam tylko by był pod telefonem w razie czego, gdyby skonczylo sie szpitalem i tzreba by było jakas jego zgode. Nawet nie wykonał ani jednego telefonu by zapytac jak sie dziecko czuje. Po powrocie miał 4 dni jeszcze urlopu potem my wyjezdzalismy do moich rodziców. Jak mu zarzucilam, ze nie interesuje sie dziecmi, ze nawet teraz nie zapyta o stan zdrowia syna, ze obiecał  Alanowi ze zajedzie jak wroci,  to powiedział, ze nic takiego nie pamieta i ze ma jeszcze urlop i duzo pracy w domu ( a przeciez byl  10 minut stad), w efekcie dzieci nie widzialy go miesiac. Dlatego wywalczylam stale wizyty, wprawdzie nie sadownie, ale umowa miedzy nami i narazie jako tako sie stosuje. Ale to wszystko spowodowało, ze Alan zaczyna wiele widziec i mowic.
Ja tez  teraz widze, ze nie warto walczyc o kogos, na kogo nie można liczyc, kto jest partnerem tylko na dobre a nie na zle, ze nie warto inwestowac uczuc w kogos kto nie dotrzymuje obietnic, w kogos kto zyje w sowim wymyslonym swiecie by jemu było wygodnie a wycina z mysli wszystko co psuje mu ten swiat. Wiem, ze podchodzi do zycia z zasada ...ze jak nie zapytam o problem, to go nie ma oraz z druga ktora sam kiedys powiedział "zycie trzeba sobie ulatwiac a nie utrudniac".
Duzo mi pomaga rozmowa z Wami, musze tylko wywalic Go z serca , bo  szkoda dla niego miejsca...i moich uczuc. I tak mu nie zaufam, tymbardziej ze to wlasnie po rozstaniu pokazał jaki jest naprawde. ( nie ten facet co przez 6 lat).
A lasce pogratulowac wyboru, życzyc szczescia i dalszego ladowania w niego kasy.  Nie zycze im źle, ale robilam to samo i uslyszalam - nie musialas. To prawda, nie musialam.
Musze tylko uwierzyc ze moje dzieci moga byc szczesliwe, mimo ze z rozbitego domu...i ze lepiej dla nich jak ma byc rozbity niz dom w nieufnoscia czy  wykorzystywaniem drugiej osoby.
A interesowac sie dziecmi nie musza ( jego rodzina nie dzwoni, nie pyta, chrzesni, siostra, babcia). Dla nich nie istniejemy, wiem tylko od jednej bratowej, ze myja mi tylek).
Rozumiem teraz słowa kuratora - wymuszona milosc nie ma zadnej wartosci. ( Nawiasem mowiac po rozmowie z ojcem dzieci, wystawila mu taka opinie w sadzie, ze zrobil sie zielony, to ja go jeszcze bronilam przed ta opinia. Teraz widze, ze ona patrzac z boku realniej go oceniala.
Ja ocenialam go sercem, ona rozumem).

Rudas - może wydawać Ci sie to naciągane, ale taka jest prawda. Rok temu syn bardzo cierpiał, wizyty u psychologa to potwierdziły. Tata był dla niego całym światem. I dopoki po odejsciu jeszcze się nim interesował, pytał o przedszkole, zaprowadzał albo przyprowadzał, wiał na plac zabaw...to było wszystko ok. Po 4 miesiacach, to sie urwało. Laska postawila warunki i przystał na to. Jego sprawa. Ale od tego czasu własnie Alan sie bardzo zmienił, najpierw chodził ze mna nawet do ubikacji, stal pod drzwiami, nie chcał isc spac, jak nie szłam z nim  (Kaja jeszcze niewiele rozumiala) - psycholog powiedział, ze stracił poczucie bezpieczeństwa. Wiele wieczorów rozmawialiśmy z synkiem, przechodził etap złości na siebie, ze to przez niego, na mnie ze moze przeze mnie...tlumaczylam mu, ze tak bywa, ale ze tatus go kocha. Wiedzialam ze tego potrzebuje, wierzyłam, ze tylko wtedy bedzie mógł prawidłowo dorastac, bez złości - jak bedzie wierzył, ze mimo rozstania kochaja go oboje rodzice. Na ten temat wiele razy rozmawialam z ijcem dziecka, ale nie rozumiał co do niego mowie. Wiec przestałam.
Synek z tygodnia na tydzien zaczał zauważać zmiany. Prosil tate jak wspomnialam wyzej o bawienie sie, słyszał, ze tato jest zmeczony. Z czasem przestał prosić. Ogladał bajki i wystarczalo mu, zeby tato go tylko przytulił i ogladnał razem z nim. Kilka razy sie jednak zdarzyło, ze tato przełaczył na vive ( ja bylam wtedy w kuchni). Usłyszlam tylko od synka, tato ogladam bajke i odpowiedz ojca - masz bajki na codzień.
Wiec teraz juz nawet o to nie prosi. Wiem, ze kocha swego ojca, ale widac jak juz sie odsunał od niego. Cieszy jak przyjdzie i jak wezmie go na trening z piłki. Jak dwa razy nie przyjechał i nie poinformował, to syn sam potrafił sie upomniec i zapytac czemu go nie zawiózł. Tego uczylam synka.Pytac ..pytac...i mowic co sie mysli.
Pamietam jak zaprowadzajac go do przedszkola maly powiedzial sam od siebie, mamo przykro mi ze tata mieszka z Pania Magda a nie z nami. Powiedzialam mu, powiedz to tacie. A on na to...nie, bo tacie bedzie przykro. Powiedzalam mu, ze ma prawo mowic co czuje i powinien...a on na to..tak wiem, ale tacie bedzie bardzo bardzo przykro.
Wiem, ze to wyglada moze dziwnie, ale syn naprawde emocjonalnie bardzo dorosł, coreczka tez i to nie tylko moje zdanie. Od niedawna mam sasiadke, ktora czasami  mi pomaga i sama stwierdzila, ze nie spotkala sie z takimi dziećmi. Z jednej strony mnie to bardzo cieszy, sa naprawde samodzielne,z  drugiej strony martwi.....ze za szybko, ze cos traca cennego w zyciu.


P.S. Macie racje. Zaczne wychodzic jak bedzie przychodził, albo znajde sobie jakies zajecie.  Dzieci sie przyzwyczaja a on albo to zaakceptuje, albo przestanie przychodzic. Nie bedę jego damą do towarzystwa w czasie kiedy jego panienka jest do pozniego wieczora w pracy.


Entropia - masz racje. Takie były jego wyjasnienia dlaczego wybiera ja a nie rodzine. Powiedział " bo ona nic nie chce, bo nie chce slubu, dzieci, ..... bo ustalili, ze jak bedzie chciala miec dzieci to sobie adoptuje". Szkoda tylko ze ona jak tlumaczyla sie mi w mailu i obrazała, to dodala, ze nic z nim nie omawiala.

Sorki za mój wpis,ale naprawde nie spotkałam się z tak dojrzałymi dziećmi w tym wieku.

Jedno co mogę dodac od siebie,nie pielęgnuj tego co było,idz dalej,bo ważne są kroki w przód nie w tył.

Powodzenia big_smile

31

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

vinnga ci super napisała
podpisuję się pod tym rękami i nogami

32

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Na pocieszenie dodam, że dzieci dorastają i będą bardziej samodzielne smile czy będziesz miała więcej czau dla siebie to będzie zależało od Twoich dzieci, ja na przykład teraz więcej czasu poświęcam synowi przy odrabianiu lekcji, ale jest to mnie męczące niż opieka przy małych dzieciach.

Ja mam podobny problem, mój maż mnie zostawił, też z dwójką dzieci. Na dzień dzisiejszy mieszka z nami, bo szuka mieszkania, ale jedynie w niedzielę się nimi zajmuje, to tak jakby ich tylko odwiedzał.

Mój synek jest też świadomy ( ma 7 lat), że tata się wyprowadza, często był świadkiem naszych kłótni. Od dwóch tygodni jest miedzy nam spokój, bo zdałam sobie sprawę, że siłą jego nie zatrzymam, a co najważniejsze nie chce już z nim być, w związku z tym w domu zapanował spokój, zero kłótni, obojętna cisza. Też dużo rozmawiam z synem, bo ciągle pyta, czy jak tata się wyprowadzi to czy przestanie być jego tatą? Odpowiadam: "że tata nie będzie moim męża, ale zawsze będzie Twoim tatą i zawsze będzie Ciebie kochał". Nie wiem czy on to przyjmuje do wiadomości bo często zadaje to samo pytanie. Prosiłam męża, że te słowa powinien usłyszeć od niego może wówczas zyskał by większą pewność? Ale mój mąż na razie nie widzi takiej potrzeby...
Pozdrawiam i rób tak jak radzą innej dziewczyny zajmuj się sobą, na początku jest ciężko, bo sama czasami prowokowałam sytuacje, które wiedziałam, że się skończą moimi łzami, coś na kształt masochizmu, ale po pól roku łez, nastąpił przełam który pozwolił mi na cieszyć się swoim życiem i w każdą niedzielę, nie siedzę z nim tylko załatwiam zaległości typu kino, dobra książka, kawa z przyjaciółkami, to jest niezwykle potrzebne, aby zregenerować siły na kolejny tydzień. smile

33

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Vinnga - przeczytała mail..dziękuje. Daje dużo do myslenia oraz daje wiele nadziei na lepsze jutro:)
Wszystkim Wam dziękuje...

P.S. Dzis jak wszedł do domu, wyszlam na całą godzinę. Bołało, bo dzieci chciały iśc ze mna, Kaja płakała, wtulila sie we mnie i nie chciała iść do niego, mimo, że wyciagał do niej rece. Stał bezradny i milczący. Było mu przykro.
Pierwszy raz go nie żałowałam. Mnie też wiele razy było przykro i nikt się nade mna nie litował.
Wyjaśniłam dzieciom, ze mamusia musi wyjść a oni zostana  z tatusiem, a tatuś się z nimi pobawi.
Ja poszłam na poczte i pierwszy raz cieszylam się, ze ....była kolejka.
Wróciłam dosłownie minute przed tym jak musieli wyjść z synkiem na trening.
Patrzył na mnie jak na UFO zaskoczony moim zachowaniem smile.
Od razu spytal, o której może iśc na zajecia otwarte jutro do przedszkola do synka, podałam mu godzine , po czym  uciełam temat, wychodząc z przedpokoju (oni się już ubierali, ja poszłam do córeczki, ktora z utesknieniem leciała do mnie)
Jak wrócili z treningu , w drzwiach powiedziałam mu cześć, czule zajęlam się synkiem i zamknęłam drzwi:)

34

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Nie mogę tego czytać. Skąd się biorą takie potwory ?
Bardzo Ci współczuje. Wytrzymaj , za chwile dzieci trochę podrosną i już będzie Ci lżej.
Nawet trudno cokolwiek radzić. Rzadko się zdarza, żeby ojciec porzucił tak maleńkie dzieci, które wymagają opieki na 100% a matka sama nie jest w stanie jej zapewnić. Czytałam gdzieś, że ludzie dlatego właśnie łączą się w pary, bo ludzkie dzieci w przeciwieństwie do zwierząt bardzo późno się usamodzielniają i matka nie dałaby sobie rady ich sama wychować ( bezpieczeństwo, pożywienie). Więc zachowanie Twojego męża to jakieś wynaturzenie ( przepraszam).

35

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

REA_lna, nie masz za co przepraszać, to niestety prawda. Dlatego cięzko mi było się z tym wszystkim pogodzić i znienawidzić go.
Dzieci sie złe nie rodza, to my je kształtujemy. To my mamy wpływ na to jakimi bedą kiedyś ludźmi ( w większości). Dlatego go rozumiem, znam jego rodzinę, matkę, znam jego zycie i wiem, że w głebi duszy nie jest zlym człowiekiem. Przez 6 lat naprawdę okazywał się wspaniałym partnerem i ojcem. Bardzo dobrze rozumieliśmy się. Zmieniał się. Popełniał w życiu błedy, kłamał..ale z drugiej strony nie dziwię się. Jego matka nawet przy mnie potrafiła nawywać go obwiesiem dlatego, ze jak do niej przyjechaliśmy to był w jeansach anie spodniach z materiału. Mnie to nie przeszkadzalo...chodził ubrany tak, jak lubi. Był czysty, zadbany...ale w dla niej w jeansach.
Stale żaliła mi sie, ze ja okłamuje, prawde chciala znac ode mnie...ale temu też się nie dziwie. Jak ma ja nie klamac, ajk juz jako dziecko jak mówil jej prawde, ktora jej sie nie podobała, to zamiast mu wytlumaczyc..to krzyczała, karała. W koncu uznał, ze nie warto mówic prawdy ..i w taki sposób dorósł.
Przy nas się zmieniał, otwierał sie, nie raz po popełnionym błedzie ...potrafil rozpłakać sie jak dziecko.
Tylko nie zauważyłam, ze jak przyszły na swiat dzieci...to przerosło go to. Mialam dla niego czas, ale jednak za mało. Poczuł sie odsuniety. Ponieważ zawsze miał problem z mowieniem o problemach o tym czego pragnie ( choc dodam, ze w łóżku otwarliśmy sie najszybciej, tam bez skrepowania potrafliśmy dawać sobie to czego oczekujemy)...tutaj też nie powiedział jak cos mu nie pasuje...a szkoda, bo powiedziałam mu kiedys ....nie gryze - przekonałes sie nie raz.
Przyznał mi rację, ale była juz ona.
To była nasz pierwsza przeszkoda, pierwszy kamien na drodze i przewrócił sie o niego.
Przeczytalam ostatnio fajne zdanie...nie zabieraj dziecku kamieni spod nóg, bo jak dorosnie przewróci sie o piasek.
Wiem, ze sa chwile, ze załuje...rok temu sam sie przyznał jak go sprowokowałam, ze zawałił , ze sie nie odezwał wtedy, kiedy trzeba było. Bylo to po którejs kłotni jak powiedzialam mu, ze teraz ma tyle do powiedzenia a jak trzeba było, to nie wiedział do czego służy język.
Dlatego skoro w taki sposób wyjaślismy już sobie co było nie tak, wierzyłam, ze teraz może być juz tylko lepiej, ze to co sie stało..dało nam wskazowke na dalsze zycie, że nic nie dzieje sie bez przyczyny. Wierzyłam, ze teraz bedziemy mocniejsi i silniejsi, ze to co sie stało dało nam na tyle w łeb, ze nasz związek bedzie dojrzalszy i trwalszy.
Ale powiedział mi wtedy schodzac po schodach ze spuszczona głowa i łzami w oczach, że nie potrafiłby życ z tym, co mi zrobił.
Gdyby Ona sie wtedy odsuneła....wierze, ze bylibysmy razem, ze moje dzieci nie przechodziłyby tego, co przeszły..szczegolnie synek.
Nigdy nie bede miala szacunku do tej kobiety, bo wszystko co zrobila, zrobila z premedytacją. Wykorzystala sytuacje, wiedziała, ze można nim manipulować i sprytnie to robila. Nie bronie go tutaj, bo w duzej mierze przeciez ma rozum i potrafi sam myslec....ale wiem też, ze jego matka ma stale na niego duzy wpływ. Ona tez zamiast go pogonić, dość szybko zaakceptowala Pania M ....bo Pani M. ubrała Adasia w spodnie z materiału smile

36

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Viola, Adaś w spodniach z materiału, czy w jeansach to niestety tylko duży chłopczyk w przebraniu ojca. Rozumiem kontekst, w którym napisałaś to zdanie, bo przeczytałam cały wątek jednym tchem, więc widzę logikę w Twoim rozumowaniu, ale jesteś tak fajną, sympatyczną, dojrzałą i bardzo wzruszająco piszącą o swoim życiu kobietą, Twoje posty czytam, jak dobrą książkę obyczajową, i chociaż przed Tobą jeszcze wiele wyzwań w życiu, wiem, że sobie z nimi poradzisz, a bez tego faceta będzie Ci o wiele łatwiej je przezwyciężać, bo nie będzie Ci wisieć u nogi żelazna kula. Wraz z odejściem męża pozbyłaś się w swoim życiu hamulca, więc wykorzystaj ten fakt i wybierz się w swoją własną drogę ze swoimi maluchami - bez balastu w postaci niedojrzałego mężczyzny.

37 Ostatnio edytowany przez lewa4444 (2011-10-27 15:55:14)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

"bo Pani M. ubrała Adasia w spodnie z materiału smile"  A ja tam wolę jeansy wink
Faceci często są jak dzieci, które nie mają własnego zdania. To mnie właśnie w nich wkurza. Niektórzy są bardziej "babscy" niż kobieta. Kobieta- z reguły istota delikatna, a tyle jest w stanie przejść, udźwignąć na swoich drobnych barkach, a facet, jak sobie z czymś nie radzi, to szuka rozwiązania- najlepiej z inną kobietą...

38 Ostatnio edytowany przez Viola75 (2011-10-27 22:24:59)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Te wszystkie Wasze słowa pomagają mi uporządkować myśli...
Do tego jego zachowanie. Dzis wracajac z dnia owartego u synka (przyprowadził go łaskawie od razu z przedszkola, bo do tej pory robią to obcy ludzie, bo siedze z chora córeczka w domu), wszedł do domu. Mala podbiegła, przyczepiła sie do niego jak mis koala do eukaliptusa...przytulił ja..po czym powiedział.. "wez ja, bo się spiesze". Wzięlam - on wyszedł. Nawet nie spytał jak się czuje, nawet nie spytał co powiedzal lekarz na wizycie, nawet nie zareagował na to, ze recepta małej leży-czy mam ją za co wykupić. Mimo, że wiedział po moim smsie, że teraz po przekroczeniu limitu l4 (mała dużo choruje), chorobowe mam bezplatne i dobrze by było, gdyby płacił połowe kosztów utrzymania dzieci a nie 1/3, bo nie mam teraz czasu na dorabiane, jak przedtem.
Ale list do siebie jaki leżal w kuchni obok recept - zauważył i sam wziął.
Wściekla jestem na taki jego "tumiwisizm".
Po głowie stale mi się kołacze, że czas skonczyc ułatwianie im zycia, bo mnie nikt go nie ułatwia. Chce przekażac mu, ze nie chce już jego kontaktów z dziećmi u mnie w domu. Nie bronie mu, ale w te dni ktore mamy ustalone tylko u nich. Niech zabiera dzieci.
W tygodniu małej nie bedzie widział,bo dwa dni ma zajęte z synem na treningi, nie chce małemu ich zabierać, ale  co drugi weekend niech bierze dwójkę, a nie tylko synka. To, że Pani M to nie odpowiada, to nie mój problem, tylko ich. Wiedziała co brała. Pokochała faceta  z realnymi dziecmi a nie fikcyjnymi. Nie robię tego ze zlośliwości, ale dla ich dobra. Niech mala nie rośnie mi w poczuciu winy, ze jest gorsza od brata, bo jego tata zabiera a ją nie. Niech brat nie rosnie w przekonaniu, że jest lepszy od siostry, bo sa takimi samymi dziećmi. Niech ich nie rozdziela. Wystarczy, że mała nie widzi brata jak idzie na pilke.
Te kilka godzin krzywdy jej nie zrobi, potrafi zając się dziecmi jak musi. Z drugiej strony mała musi się przyzwyczaić. Jak wyjedziemy stąd, to musiałaby wtedy to zrobić, a odległośc na moją reakcję byłaby o wiele większa. Więc chyba lepiej teraz.
Boję sie tylko, że nie bedzie chciał jej  zabierać i wtedy wogóle nie beda sie widziec. Z drugiej jednak strony po co dziecku zaśmiecac w mózgu miłością ojca i dawać jej nadzieje, jeżeli stojąc pomiedzy nią a Panią M, wybierze Pania M ????  Planuję wyjazd za rok, gora dwa - jak skoncze tam mieszkanie. Jak nie załatwie tej sprawy teraz, mała za ten czas pokocha kogos, kto nie istnieje tak naprawdę. Bedzie wtedy cierpiec tak jak cierpiał synek w tym wieku.
Boję sie też, ze bedzie chciał brac tylko synka a mała nie. Czy mam wtedy dzielić dzieci ????? Co zrobić by nie skrzywdzić żadnego z nich ????

P.S. Dziś pójdę spać z myślami ...co za doopek ....!!!!!!

I powiem szczerze, że mnie zdradził wybaczyłabym...ale to jak traktuje własne dzieci, to, że udaje, ze nie widzi jak żyjemy  a sam opływa w luksusach...to że przychodzi w  coraz to nowszych i markowych ciuchach i jest z tego powodu dumny (nieważne, ze to laska mu kupuje), to, że zaslania się tym, ze placi tyle ile ma na papierku, choc umawialiśmy sie inaczej, a papierek miał byc ugoda, a on mnie oszukał - choć tak naprawdę to nie mnie, tylko dzieci oszukał -- tego nie wybaczę mu nigdy. To własnie dodaje mi sił, by wywalić taką osobe z mojego serca. Nie moge być z kimś, kto dostosowuje swoje życie do własnych potrzeb,kosztem własnych dzieci,  kto w mózgu wycina krzywdę własnych pociech, by lepiej mu sie żylo...kto z tego powodu też nie zauważa realnego świata swoich malców.
Przeczytalam dobra definicję egocentryzmu: takie osoby kochają tylko siebie, potem długo długo nic.....na końcu dopiero  innych.

39

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Violu, rozsądek mówi, że powinnaś być twarda i konsekwentna. Ale to niesamowicie trudna sytuacja. Twoje rozumowanie jest jak najbardziej logiczne, ale obawiam się, że nie jesteś na to gotowa. Bo Ty dopiero zaczynasz swój emocjonalny proces uwalniania się od niego. Proces będzie zakończony kiedy uznasz, że on Ci nie jest do niczego potrzebny, kiedy pozbędziesz się poczucia odpowiedzialności za jego stosunki z dziećmi. Bo prawda jest taka, że nie zmusisz go do kontaktu. Jeśli będzie chciał - zrobi wszystko, żeby nie stracić tego kontaktu. Jeśli jego kontakty są natomiast na pokaz, trochę z poczucia winy - nic nie zdziałasz. Przecież za uszy go nie przywleczesz, żeby raczył dzieci zobaczyć. A nikt Ci nie da gwarancji, że za rok czy dwa tatuś nie uzna, że w sumie to mu się nie chce nawet syna zabierać. A jeśli z panią M. dorobią się potomstwa to sytuacja może się jeszcze bardziej skomplikować. Na to wszystko właściwie nie masz wpływu. Więc walcz o to, na co wpływ masz. Nie chcesz, żeby córka czuła się gorsza - zdecyduj, że ma zabierać oboje dzieci. Ale musisz też być gotowa na dopowiedzenie w domyśle "albo żadnego". Zacznij stawiać warunki, bo na razie Ty robisz wszystko, aby mu maksymalnie ułatwić życie. Wiem, że robisz to mając na uwadze dobro dzieci, ale przecież nie tylko Ty jesteś za nie odpowiedzialna! A jeśli u drugiej strony odpowiedzialności i dojrzałości brak - możesz tylko pomyśleć "o matko, z kim ja sobie dzieci zrobiłam" i...dostosować się do sytuacji.

I jeszcze komentarz do Twojego postu #35:
Viola, Ty go cały czas tłumaczysz. Owszem, rodzice potrafią zafundować dzieciom ciężki bagaż na drogę w dorosłość, ale w pewnym momencie owe dzieci stają się rozumne i mogą same zdecydować jakimi będą ludźmi. Ty związałaś się z dużym dzieckiem i...nadal mu matkujesz. Pilnujesz, planujesz, usprawiedliwiasz. Oczekujesz od niego dorosłego zachowania, a z drugiej strony traktujesz jak dziecko. Spójrz na swoje zachowanie: ciągniesz go za język, tłumaczysz tym, że on nie umie się otworzyć, wyłapujesz z jego zachowania epizody wskazujące, że żałuje - tak jak matka krnąbrnego dziecka szuka potwierdzenia, że jej synek nie jest tak naprawdę zły, że tylko czasami zdarza mu się napsocić... I, jak dobra matka, wszelkimi sposobami próbujesz to duże dziecko naprowadzić na właściwą drogę i pokazać, jak powinien się zachowywać. Viola, to dorosły facet, nie dziecko! Powinien mieć świadomość konsekwencji swoich czynów, powinien umieć zatroszczyć się o to, żeby jego zachowanie było właściwe, powinien umieć walczyć o swoje interesy. Ale on nic z tego nie musi robić - przecież Ty mu podasz na tacy. Włącznie z kawką...

To, że matka zrobiła mu krzywdę jest smutne, ale czy chcesz poświęcić swoje życie na próbę naprawienia tego, co zepsuła jego matka? Przecież to misja z góry skazana na porażkę! On problemu przecież nie widzi, nie widzi swojej niedojrzałości, a dodatkowo nie widzi tego, że swoim zachowaniem krzywdzi swoje dzieci. Potrafił Ci powiedzieć, że matka miała na niego zły wpływ a nie zdaje sobie sprawy z tego, że Wasza córka będzie to samo mogła za kilkanaście lat powiedzieć o nim?

40

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Vinnga - kawy juz od dwóch spotkań nie ma smile

A tak poważnie...wiem, ze masz racje, wiem, ze mu matkuje i wiem, że musze sie zmienić. Wiem, ze nie naprawi sie kogos jak sie tuszuje konsekwencje, a sama to robie, ale tak cięzko sie zmienić od razu. Gdybym nie miala dzieci, byłoby inaczej...ale są moje szkraby...kocham je najbardziej na świecie i czasem nie wiem, co zrobić by nie cierpiały. Chciałabym je przed tym uchronić, bo sa jeszcze takie małe.

Jestem gotowa na to, by powiedziec sobie albo dwoje bierzesz albo żadne, tylko nie wiem czy wtedy gdyby nie wział, to syn nie bedzie miał pretensji do mnie, czy do Kai. Dlaetgo mam tu mętlik i nie wiem jak postapić, ale wiem napewno, ze jak wizyt nie bedzie u nas w domu, to bede czuc sie lepiej, pewniej, bede weselsza. Tak bywa zawsze, dgy dlugo go nie ma. Wraca lek i obawa jak ma byc jego wizyta. Nie chce tak dalej zyc. Dlaczego mam bać sie i stresować we własnym domu ?????
Wiem, ze to trudna decyzja, ale wiem, ze wtedy on okaze sie tak naprawde jakim jest ojcem. Bedzie to dla niego kłopot, ale mam ciągle w głowie Twoje słowa, zeby mu nie ulatwiać spotkać i ich nie organizowac. To prawda, jest ojcem, ja mu kontaktów nie bronie, a czy on je wykorzysta czy nie - to jego sprawa i jego konsekwencje. Mam sile na to, by tak sie postawić, tymbardziej, ze w pamięci mam wiele rzeczy, ktore dla niego zrobilam po odejsciu (wlasnie bronienie, usprawiedliwianie mimo, ze mnie ranił słowami nie raz, nawet nie chce o tym pisac bo bardzo to boli)..i na to wszystko usłyszałam - "nie musiałas, niekt Ci nie kazał".
Więc teraz ......TEŻ NIE MUSZE. Chodzi o to, ze skoro i tak nie docenil co robie, co robiłam, to nie musze dalej wchodzic mu w tyłek.
Naczytałam sie wiele róznych stron przez ostatni rok..i wiem, ze musze sie szanować, by ktoś mnie szanował. Musze miec swoja godnośc, umiec stawiac warunki, cenić sie - tylko wtedy mnie docenia. Wszystkiego teraz dopiero sie ucze....
Ale dzieci dodają mi sił ....i dwa zdania kuratora "Pani obowązkiem jest chronic dzieci " oraz "dzieci sie nie dzieli".
Nie  podejme decyzji pochopnie, przemysle jeszcze to wszystko, a głośno wypowiem zaplanowane słowa wtedy -- jak w 100 % bede wierzyc, ze robie dobrze.

41

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

przykre,mi mąż tez juz na psol krwi i napsuje nim sie rozwiedziemy.dla niego autorytetem jest ojciec tesc porazka facet bez ogłady kultury żal

42 Ostatnio edytowany przez REA_lna (2011-10-28 09:52:38)

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

wtrące jeszcze swoje trzy grosze. Ty nie tylko musisz szanować sama siebie ale przede wszystkim przeistoczyć się w egoistkę bez skrupułów i osobę roszczeniową. Jeśli on myśli wyłącznie o sobie to zmuś go żeby myślał o dzieciach. Bądź upierdliwa nie do wytrzymania. On ( jak któraś powiedziała) i tak wcześniej czy później przyzwyczai się do sytuacji, poczucie winy mu przejdzie i oleje wszystko - bo to samolub. Dlaczego nie powiedziałaś mu żeby dał Ci na receptę ? dlaczego nie powiesz, że masz l-4 niepłatne a on się pluska w Turcji ? że nie wywiązuje się z zawartej umowy. Nie żebraj tylko żądaj, dzwoń do niego na okrągło o brak pieniędzy, że dziecko chore - nawet w nocy. Niech nie ma chwili spokoju. Jak mu uświadomisz, że jego obowiązkiem jest nie tylko widzenie się z dziećmi ale również czynna opieka to może nie będzie traktował swoich odwiedzin jak pańskiej łaski ( to mi przyszło do głowy jak czytałam wątek kobiety która związała się z mężczyzną z dwójką dzieci ).
Pomysł na wizyty dzieci u ojca w domu uważam za bardzo zły.
Jak myślisz, kobieta która rozbiła małżeństwo, związała się z mężczyzną któremu dopiero co urodziły się dzieci - kim taka kobieta jest ? Można sobie wyobrazić jakie reprezentuje wartości, jaką moralność, to osoba z gruntu zła i obrzydliwa ( są jak najbardziej  warci siebie). To ucieleśnienie "złej macochy" z bajek.
Nigdy nie powierzyłabym swoich dzieci takiej kobiecie nawet na kilka godzin - bo jemu przecież nie można ufać, że je od niej uchroni. Ale to tylko moje zdanie.

43

Odp: Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Viola75, z przejęciem przeczytałam Twoje posty... brak mi słów na określenie tego jakim draniem jest Twój były mąż.

Przypomniała mi się historia znajomej, której mąż zrobił taki numer dwa razy, za pierwszym razem wrócil do niej i do dzieci skruszony i pełen wyrzutów sumienia, chodził nawet na terapię, żałował bardzo .. po czym dwa lata później znowu odszedł do innej , młodszej, zamożnej... Niewątpliwie przyczyna jego zachowania tkwiła w dzieciństwie, niestety brak przykładu od ojca, którego nie było, brak wzorca rodziny, odbiły się na jego dorosłym życiu. Nie twierdzę, że jest to regułą, ale jest w tym dużo prawdy...

Twój eks to gówniarz, który nie dorósł do roli męża i ojca. Na niego liczyć nie można, nie oczekuj od niego zaanagażowania, empatii, pomocy itd, bo skoro posunął się do takiego świństwa - zostawił Cię z dwójką małych dzieci, to oznacza, że nie będzie się poczuwał do obowiązków rodzicielskich, pomocy... zrobi pewne rzeczy tylko dlatego, że ma pewien przymus - alimenty
i spotkania z dziećmi ustalone sądownie... nie pomyśli o tym jak ci pomóc, skoro nie myślał wtedy jak odszedl do innej, jak w ogóle posunął się pewnie wczesniej do zdrady, zakochał itp, itd ....

Wiesz znam też przypadek, gdy facet bardzo angażował się w pomoc swojej byłej żonie ( naprawa pralki, zakup czegoś nowego do domu, pomoc finansowa)  bardzo też kochał córeczkę
z pierwszego związku .... odszedł, ale nie dlatego że kogoś poznał, tylko dlatego, że żona go zdradziła, nigdy jej tego nie wybaczył, bo nie potrafił...

Zastanawiam się, czy jakbym była na Twoim miejscu, to czy oczekiwałbym takiej większej pomocy od eks, chyba nie, posiłkowałbym się rodziną, a jego angażowałabym jak najmniej, .. no bo po co? patrzeć na idiotę i się wkurzać... jeszcze może zechciałby wrócić na łono rodziny! Dopiero byłby kłopot!

Wiesz co violu75 stań się silną, mocną, twardą kobietą, zadbaj o siebie, bądź dzielna i radosna, masz dla kogo żyć, dzieciaki dają Ci siłę, trzymam za Ciebie kciuki smile

Posty [ 44 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zostawił mnie z dwójką malutkich dzieci :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024