Problem z osobowością , natrętne myśli... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Problem z osobowością , natrętne myśli...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

Temat: Problem z osobowością , natrętne myśli...

Witam,

Jestem tu od dziś na tym forum trafiłam przypadkiem,ale pomyślałam,że napiszę o tym problemie bo zauważyłam czytając inne tematy,że jest tu więcej życzliwych ludzi niż na innych forach gdzie ludzie chyba logują się i piszą by dopiec innym jeszcze bardziej.

Ten post będzie się składał z dwóch części. W pierwszej postaram się ogólnie opisać co i jak więc pewnie będzie chaotyczny i krótszy(chyba) a druga część zamieszczę mail'a którego wysłałam niedawno mojemu chłopakowi(jak by się jeszcze komuś czytać chciało.;)

Moim problemem są dwie rzeczy trudny charakter jeśli można to tak nazwać i pewien problem psychiczny.Jestem strasznie trudną osobą,zazwyczaj albo mnie ktoś bardzo lubi albo go irytuje. Staram się kontrolować przed innymi bo wiem z jakim zachowaniem to się spotyka. Większość znajomych uważa,że jestem silną osobą,dobrze znam życię zawsze podaje dobre rady i potrafię się wczuć w sytację,ogólnie rzecz biorąc myślą,że nie mam większysz problemów. Ja zwierzam się bardzo małej liczbie ludzi nie lubię okazywać tego,że jest mi źle bo niewiedzieć czemu nie chcę dać ludziom satysfakcji,że jestem nieszczęśliwa (nie chodzi o to,że za wszelką cenę chce pokazać,że mam lepiej albo innym pokazać,że mają gorzej po prostu nie chcę się obnażać z tych uczuć by to oni nie mogli cieszyć się moją słabością.)

Mam jak by dwa ja. Z natury raczej powsciągliwa i zimna dla ludzi dająca wrażenie,że nic mnie nie obchodzi z drugiej w naprawdę potrzebujących sytuacjach potrafię poświęcać się dla innych ( choć z tym jest różnie w pierwszym poważnym związku byłam strasznie uległa co on chciał to robiłam on lubił dziewczyny w adidasach- więc chodziłam w adidasach,on lubił proste włosy ja kupiłam prostownice,itd.itp. wtedy poświęciłam wielu znajomych bo on chciał spędzać czas tlyko ze mną i miał strasznie problemy jak z kimś się spotykałam w ogole mówił,że mają na mnie zły wpływ itd.PEwnie też tak mu ulegałam bo po pierwsze byłam bardzo młoda a po drugie miałam ciężką sytuację w domu i on był dla mnie ucieczka dopiero po jakimś czasie zaczełam się trochę buntować, w swoim drugim bardziej poważnym związku jestem jak by tym kim był dla mnie ten pierwszy poważny facet ja jestem bardziej oschła to nie ja wychodzę z inicjatywa to nie ja się staram itd. I to nie dlatego,że mi nie zależy tylko chyba dlatego ,żeby on pokazał mi jeszcze bnardziej ,że wciąż za mną szaleje. Trochę się zmieniłam w tym względzie oczywiście czasem jestem kochana itd. Ale jak to mój chłopak mówi który jest chyba najcudowniejszą osobą jaką mogłam spotkać siedzą we mnie dwie osoby. Raz jestem miła i kochana(rzadziej oczywiściei to mam nadzieje prawdziwa ja) z drugiej strony potrafię go odtrącić i zerwać z błahego powodu.Może trochę to zobrazuje.

Kiedyś mieliśmy taką sytuację,że do mnie przyjechał(on nie jest polakiem,mieszka daleko ponad tysiąc km),nie pamiętam dokłądnie ale chyba znowu "coś" zrobiłam i był smutny\zły ja oczywiście go nie przeprosiłam a raczej przeprosiłam w mój typowy sposób czyłi tak jak bym w ogole tego nie zrobiła. Nie umiem przepraszać,po jakimś czasie powiedział,że ok on się pakuje i wraca do domu (wiem,że czekał żebym go zatrzymała,żebym pokazała,że mi zależy) ja zamiast tego wstałam i zaczełam pomagać mu się pakować wtedy pęknął i sam zaczął mi mówić,że on chce ze mną być itd. Zazwyczaj tak obracam sytuację mimo,że to ja jestem winna to nie umiem/nie próbuje naprawić sytuacji choć bym chciała (zamykają mi się usta) i po długim milczeniu i patrzeniu na siebie gdzie widzę w jego oczach jak by mówił po prostu powiedz,że Ci przykro,że mnie kochasz i będzie ok,ale ja nie umiem.

Łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, raz płaczę raz się smieje choć zazwyczaj jestem albo zła albo smutna. Jeśli o coś się staram a wychodzi mi to tylko częściowo to wcale mnie to nie cieszy.Zawsze się ciesze gdy wyjdzie mi wszystko a jak wyjdzie część to tak jak by nic się nie udało.

Rodzice raczej i rodzina mają mnie za oschłą i mało sympatyczną.Choć mimo swojego "twardego serca" i nie zbyt dobrych kontaktów z matką kiedy ona była w szpitalu to ja byłam w szpitalu codziennie odprowadzałam ją do toalety czy myłam stopy a mój brat którego wszyscy bardziej lubią bylł kilka razy.


Łatwo osądzam ludzi nie na temat wyglądu etc.i mimo ,że wiem,że to irracjonalne to pozostaje w mojej głowie. Po tym jak zerwałam z moim chłopakiem po jakimś czasie przyjechałam do niego oczywiście byłam pewna,że jego rodzina mnie już na pewno nie lubi. Jego mama nie przytuliła mnie na powitanie jak zazwyczaj tylko podała rękę (choć później zachowywała się normalnie) a siostra tylko powiedziała,cześć siędząc na kanapie ogólnie mało mnie to obchodzi bo i tak się nie lubiłyśmy,ale już po tym byłam przkeonana,że ona na pewno mnie nie lubi.

Zwierzęta to chyba jedyn istoty dla których zawsze jestem kochana.

W dzieciństwie miałam,zawsze na górze szafy poukładane misie, kiedy gdzieś wychodziłam a moja mama wycierała kurze i zmieniła ich koleność od razu to zauważałam i wpadałam w furię najpierw starałam się pukładać je by były jak wcześniej, ale ostatecznie rozwałam wszytsko w złości,płakałam potem po chwili uspokojenia w idelanym skupieniu układałam na nowo. Często przez takie zachowanie rodzina się ,ze mnie śmiała,że zachowuje się jak wariatka. Miałam tak też podobnie z kilkoma inymi rzeczami np.rajstopami,albo przedziałkiem we włosach też potrafiłam godzinami go poprawiać bo nie był taki jak np.przed umyciem włosów.

Może się streszczę bo i tak wiele nie opisałam a tak dużo już tego wyszło.

Mam też problem to chyba na tle nerwowym,ale nie potrfię sobie z tym poradzić w głowie siedzi mi ciągle taki dźwięk jak by piszczący materiał,ciągle czuje go na zębach ,jak się na nim skupie to mnie w brzuchu skręca i czuję dreszcze. Czasami gryzę jakiś materiał z tych piszczących by udowodnić sobie,że on nie piszczy,ale niestety to nić nie daję lecz mną trzęsie.

Jak mam sobie poradzić z tym dzwiękiem ? Jak mam się go pozbyć to bardzo uciążliwe,tymbardziej,że z natury jestem nerowowa raz płaczę raz się smieje a tu jeszcze to wyprowadza mnie z równowagi. Staram się panować nad sobą,ale to strasznie trudne.

Nie potrafię płakać jeśli zbiera mi się na płacz a wchodzi np. mama to od razu stawiam się do pionu i uśmiecham jak by nigdy nic.


A niżej zamieszczam wspomniany wyżej e-mail


Chciałeś znać prawdę o mnie. Najgorsze rzeczy o mnie, o których nigdy nikomu nie mówiłam i które nigdy nie wyszły na jaw. Jak je wytłumaczę? Jak wytłumaczę to kim jestem, jeśli sama nie jestem pewna? Jak mam zebrać w słowa najgorsze rzeczy o mnie, przed którymi wciąż uciekam?
Zdradzę Ci moje tajemnice, powiem Ci wszystko. Może to mi pomoże. Może mnie znienawidzisz za to, a może zrozumiesz. Nie wiem. Mam już jednak dość uciekania. A więc oto prawda. Sam tego chciałeś.

Nienawidzę Cię. To nie prawda, ale czasem myślę, że jednak tak. Nie odpowiem na Twoje telefony, nawet jeśli chcę z Tobą rozmawiać. Nie zadzwonię do Ciebie, nawet jeśli każda moja część tego chce. Będę na Ciebie zła, będę chciała Cię skrzywdzić, odepchnę Cię od siebie, ponieważ boję się dać Ci się zbliżyć. Potrzebuje Twojej uwagi, Twoich zapewnień, lecz powitam je chłodną obojętnością. Jestem zazdrosna o uwagę jaką poświęcasz innym, o Twoje pochlebstwa pod adresem innych. I jestem wściekła na Ciebie za najmniejsze ignorowanie mnie. Jednego dnia czuję się bardzo blisko Ciebie, kocham Cię, oddałabym za Ciebie życie, innego dnia czuję, że Cię nienawidzę i chcę Cię wyrzucić z mojego życia, na zawsze. Czasami będę szukać pretekstu aby od Ciebie uciec. Może nawet Cię sprowokuje, abyś mi go dał. A gdy pretekst już się znajdzie i skreślę Cię z mojego życia (a zrobię to nie zważając na nic; to ile lat byliśmy razem i jak bardzo mnie kochasz nie będzie mieć znaczenia) ? będę później tego czasami bardzo żałować. Ale nie zmienię decyzji, nie wyciągnę do Ciebie ręki: moja duma nie pozwoli mi zawrócić. Pójdę dalej, przed siebie.

Mam coś w rodzaju amnezji, może zawsze miałam, nie pamiętam. Biorę każde wydarzenie, każdy dzień, każdą konwersację jako osobne wydarzenie, zawsze szukając znaków tego, iż chcesz mnie zranić. Kiedy czuję się lekceważona ? wściekam się i zapominam o tym następnego dnia zanim powiesz mi jak bardzo Ci zależało, jak bardzo Cię to zabolało. Jest mi wtedy bardzo przykro. Ale szybko o tej sytuacji zapominam, historia się powtarza. Ranię... ranię i wykańczam, Ciebie, innych; wszystkich, którzy są blisko i na których mi zależy.
Jestem sprzeczna. Jest we mnie część, która jest szczęśliwa, pewna siebie, niezależna i rozważna. I druga część, która jest niepewna, zagubiona, w potrzebie. Nigdy nie wiem, którą częścią będę następnego dnia, ani nawet za godzinę. Za każdym razem, gdy myślę, że się kontroluję, gdy wiem iż zależy Ci i czuję się dobrze co do naszej znajomości, strach, zwątpienie i chęć ucieczki może wrócić. Może z czasem całkiem minie, ale wątpię. Raczej zabierze jeszcze jedną bliską relację, jeszcze jednego przyjaciela, jeszcze jeden dzień. A potem... znowu wróci. Zawsze wraca.


Nie boję się bycia samotną,ale obawiam się bycia opuszczoną. Chcę ucieć nim Ty to zrobisz. Boję się,że przestaniesz kochać zanim to ja przestanę.Wiem,że życie ze mną jest piekielnie trudne,raz Cie kocham raz nie nawidze,raz jestem słodka raz okropna. Staram się pracować na sobą,ale nie zawsze mi to wychodzi ...Czasem nie wiem co jest prawdziwe. Raz myślę o Tobie jako o najcudowniejszej osobie jaką znam i cieszę się,że mogłam spotkać kogoś kto kocha mnie tak bardzo a raz widzę w Tobie osobę zbyt kochaną dla mnie (uczucia=słabość) i myśle,że potrzebuję kogoś kto jest silny by ze mną wytrzymać.Przypominam sobie wszytskie zle rzeczy które zrobiłeś(choć jest ich tak nie wiele i są tak błahe) i myślę ,że nie pasujemy do siebie.Jednej chwili myślę,że "No fakt niezła babka,ze mnie" a za chwilę uciekam przed każdym lustrem w domu.
Raz Cię zostawiam bo chcę tego a innego razu byś nie pozwolił mi odejść.


Nie lubię tego. Nie lubię tego, że bywam potrzebująca i lgnącą. Nieznoszę moich słabości, nikomu o nich zwykle nie mówię i sama staram się o nich nie myśleć. Wciąż od nich uciekam. Nie lubię też tego, że ranię ludzi i jestem niemiła i sarkastyczna. Nie chcę ranić. Chcę innym pomagać, mimo że często ich niszczę. Oni wyciągają do mnie przyjazną rękę, ja w niej widzę narzędzie ataku i bronię się. Atakiem. Chcę mieć emocje kiedy są one na miejscu, emocje adekwatne do danej sytuacji. Lecz nie mam. Częściej chcę nie mieć emocji, lecz potrafi mnie bardzo zasmucić tak błaha rzecz jak Twoje jedno krzywe spojrzenie na mnie, wywołać taką lawinę myśli, , Jak długo można tak żyć? Chcę być blisko Ciebie, mimo że odpycham Cię od siebie.
Chcę żyć, a mimo to..."

Co myślicie kobietki? Może któraś z Was ma podobnie ? Albo któraś ma problem z tymi natarczywymi myślami(skrzypiący materiał)?

Mam nadzieję,że ktoś dotrwał do końca postu.Jeśli tak to gratuluję i dziękuje wink!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Problem z osobowością , natrętne myśli...

Natarczywe myśli mogą być początkiem natręctw a to wymaga jakieś diagnostyki lekarskiej podobnie jest z nie stabilnością emocjonalną to też wymaga jakieś porady psychologa on pokieruje tobą czy potrzebujesz psychiatry.Nie diagnozowane jeszcze będą się pogłębiać i dojdzie do tego że już nie dasz sobie rady sama ze sobą.Proponuje ci abyś wybrała się do psychologa porozmawiała o swoich problemach z nim on ci doradzi co dalej . Wiesz mam w rodzinie żonę kuzyna też bardzo nie stabilna emocjonalnie jej dzieci i mąż przezywają piekło nie pozwól aby twoi bliscy też to przeżywali.

3

Odp: Problem z osobowością , natrętne myśli...

Jestem sprzeczna. Jest we mnie część, która jest szczęśliwa, pewna siebie, niezależna i rozważna. I druga część, która jest niepewna, zagubiona, w potrzebie.
Nie boję się bycia samotną,ale obawiam się bycia opuszczoną.
Częściej chcę nie mieć emocji, lecz potrafi mnie bardzo zasmucić tak błaha rzecz jak Twoje jedno krzywe spojrzenie na mnie, wywołać taką lawinę myśli.
Raz myślę o Tobie jako o najcudowniejszej osobie jaką znam i cieszę się,że mogłam spotkać kogoś kto kocha mnie tak bardzo a raz widzę w Tobie osobę zbyt kochaną dla mnie (uczucia=słabość).
Z natury raczej powściągliwa i zimna dla ludzi dająca wrażenie,że nic mnie nie obchodzi z drugiej w naprawdę potrzebujących sytuacjach potrafię poświęcać się dla innych.
Łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, raz płaczę raz się smieje choć zazwyczaj jestem albo zła albo smutna. Jeśli o coś się staram a wychodzi mi to tylko częściowo to wcale mnie to nie cieszy.
Ja mam czasem taki ból oczu,że nie wiem co mam robić. I często bóle w klatce piersiowej.
To właśnie cała ja.

4

Odp: Problem z osobowością , natrętne myśli...

Witam
Przeczytam do konca Twoja histore;-) , myslalam ze tylko ja mam taki problem ze soba ale mylilam sie .
Jestem dokladnie taka sama to wszystko co tu napisalas to jakbys pisala rowniez o mnie.

5

Odp: Problem z osobowością , natrętne myśli...

Moj partner za kazdym razem kiedy sie klocimy szntazuje mnie ze mnie zostawi wykrzykujac przy tym ze zgine bez niego ublza mi wyzywa mnie od leni tylko dlatego ze nie moge znalezc pracy...
Co robic?

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Problem z osobowością , natrętne myśli...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024