Zawsze byliśmy wspaniałą parą, partnerami, mamy dwie wspaniałe córki, pracujemy i zawdzięczamy wszystko sobie... W moim życiu jest tylko ONA!!! W pewnym momencie pojawiła się w naszym otoczeniu nowa współpracowniczka żony. Bardzo fajna, miła i sympatyczna, kilkanaście lat od nas młodsza dziewczyna... mocno skrzywdzona przez życie. Mając w domu dodatkowy pokój żona zaproponowała aby koleżanka u nas na jakiś czas zamieszkała bo nie ma się tak naprawdę gdzie podziać... Zawsze staraliśmy się pomagać innym ludziom, a żona jest typowym przykładem altruistki... Zgodziłem się. Nowa osoba na początku wniosła do naszego domu wiele nowych fajnych rzeczy... narty, wyjazdy, zabawy i więcej aktywności... Z czasem jednak zauważyłem, że pomiędzy Nimi rodzi się coraz większa więź emocjonalna i poczułem się trochę "spychany na boczny tor"... Żona pracując do poźna w nocy coraz częściej nie przychodziła do sypialni itp... zasypiały razem na kanapie... Był taki moment, że podejrzewać nawet zacząłem najgorsze, ale znam dobrze preferencje mojej żony... Potem były wspólne wakacje ... z awanturą i zdałem sobie sprawę, że zaczynam być bardzo zazdrosny. Panie stworzyły sobie swój świat... rozmowy z żoną kończyły się ogólnie określeniem, że się czepiam... stwarzam wizje i to mój problem, że żona zawsze czekała na taką prawdziwą przyjaciółkę i że tak... mnie kocha, ale kocha też przyjaciółkę... Trudno jest mi opanować emocje i zaczynaja się coraz częstsze awantury... brak wspólnej sypialni, czułości i wszystkiego co było... Jak nałożymy na to stresującą pracę i inne problemy... to nie sypiam po nocach, nie mam apetytu i chyba zaczynam świrować....
Czy to jest normalne czy ja jestem przewrażliwiony?