I po raz kolejny dobrze się zaczęło a skończyć nie może... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » I po raz kolejny dobrze się zaczęło a skończyć nie może...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: I po raz kolejny dobrze się zaczęło a skończyć nie może...

Ile razy wpadłaś z deszczu pod rynnę...?

Związek z Panem A był nadprzeciętny. Intensywność doznań 10 na 10. Sex 12. Czułość zawsze. Ból też zawsze. Potem doszła jeszcze nerwica, nocne "zawały serca", bezsenność i psychotropy. Awantury, płacz i kłamstwa. Kochałam. Aż pulsowałam tą miłością. Szalona. Niespełna rozumu. Czekałam jak pies pod drzwiami aż wróci żeby się udławić naszą bliskością. Czekałam aż otworzy drzwi wejdzie i weźmie mnie w ramiona. Czekałam upychając po kątach swojego mózgu zazdrość, frustrację, ból aż w końcu obsesję. Bo tak się składa że Pan A miał dziecko. Dziecko którego przez 3 lata pełnoetatowego związku NIE ZOBACZYŁAM NA OCZY. Nie mogłam dzwonić bo ONA się zdenerwuje. Nie mogłam pisać bo ONA się wku*wi. Nie mógł dziecka przywieźć bo ONA nie chce. Byłam z nim i byłam z NIĄ jak on był u NIEJ przez 3 dłuuuuugie lata. Powiedziałam dość kiedy mnie okłamał w kwestii "alimentów". Bo tak się składa, że mądra kobieta ONA była w stanie tak go wmanewrować w poczucie winy, że wynajął jej mieszkanie w centrum miasta za 2,5 tysiąca. Drugie tyle dostawała na swoje zajęcia fitness i pieluchy. 5000 w plecy i opis na portalu społecznościowym że ONA jest już z Miasta. Kto płacił za nasze mieszkanie? Ja. Za jedzenie? Ja. Rachunki? Ja. Więc byłam kobietą utrzymującą dom. W wolnym przeliczeniu można by powiedzieć że utrzymującą dwa domy. Więc obiecał że jak dzidzia skończy lat 3 to zacznie ją zabierać. Zacznie przelewać na JEJ konto 2 tysiące a nie 5. Skłamał, zrobił ruch ostatecznie rozwalając linię mojej chorej obrony przed rzeczywistością. I nie było nowego rozdania. Game Over.

Czy zmądrzałam?

mam piękny pierścionek na palcu. Piękny pierścionek, który międlę palcami siedząc w domu i gapiąc się w ścianę. Piękny pierścionek, którym wstyd było mi się chwalić. Piękny pierścionek z którego jestem dumna i jednocześnie chce mi się rzygać. Pan B pojawił się w moim życiu w dniu wyprowadzki z ruin poprzedniego jako ekipa przeprowadzkowa. Przyjaciel przyjaciółki która miała zbierać mnie do kupy i sortować psychiczne odpadki po rozstaniu.
Było bosko i pięknie. Po tygodniu się wprowadził. Jestem uzależniona od miłości nie mówiłam Wam? Kwiaty kupował, stopy masował, wóda się lała, sąsiedzi inwestowali w zatyczki do uszu. Rozkręcił mnie, wskrzesił i k**wa porzucił. Chociaż cały czas tu jest. Chociaż teraz już nie Panem A ale A narzeczonym.
Nagle z dnia na dzień. Przestał być czuły. Przestał zwracać na mnie swoje niebieskie oczka. Wstawał z łóżka bez "dzień dobry" przytulał wieczorami do laptopa. I zaczęła się moja walka. Walka o uwagę. Walka o uczucia. Później walka o wszystko. Najpierw prosiłam. Rozmawiałam. Płakałam. Błagałam. Krzyczałam. Wyłam. I wyczerpałam asortyment.

Pan narzeczony A jest, Boże broń, tatusiem. Jest młody. Ma ojca alkoholika i matkę kretynkę. Jest dumny. Agresywny. Kapie z niego jad i irytacja. Potrafi zrobić awanturę o wszystko. WSZYSTKO. Źle to moje drugie imię. Jest zimny i nieczuły. Despotycznie zazdrosny. Cholernie przystojny. Ręki na mnie nie podniósł ale jestem "pier**lonym tumanem" i mam "wy**erdalać". Ten asortyment to on wyczerpał. Usłyszałam już wszystko. I za każdym razem z płaczem i bezsilnością krzyczałam mu w twarz "to ostatni raz!". I co? Dalej to robi. A może to ja to robię dalej. Nic nas nie łączy. NIC. A teraz mam ten piękny pierścionek. Zaczynam się modlić żeby swoim ciężarem pociągnął mnie w dół żeby przestać już drapać paznokciami ściany. Przestać liczyć na zmianę. Oszukiwaniem siebie pluć w odbicie w lustrze. I nie potrafię, z ręką na sercu nie potrafię.

JAK MAM TO ZROBIĆ????

Przyszłość? Jaka przyszłość??? Każdy dzień jest "zaczynaniem od nowa". Czy chcę tak żyć? Nie. Czy umiem tak żyć? O zgrozo, tak.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: I po raz kolejny dobrze się zaczęło a skończyć nie może...

Quźwa ,senna obudź się ze snu wink
Fakt-faktem napisałaś to tak,że można to poczuć dosłownie.
Ta intensywność doznań chyba nie pozwala ci na "normalne" w miare funkcjonowanie ,rejestrujesz tę swoja adrenalinę ,kochasz to...powiem ci to jest..niebezpieczne smile to fascynuje,to sprawia,że chce się więcej i więcej!!
Na pewno nie jesteś ykhmm..."pie....nym tumanem" jak Cię nazwał ten Twój "Pan narzeczony" smile
Ale napisz coś więcej.....;)

3

Odp: I po raz kolejny dobrze się zaczęło a skończyć nie może...

Masz rację, zbyt poetycko to ujęłam wink Problem w tym że jak zacznę to już nie skończę.

Zasadniczo rozgrywa się to na płaszczyźnie "nie umiem być sama". Patrzę w lustro i widzę fajną, młodą dupę, wybacz kolokwializm, która jest cholernie nieszczęśliwa. Może z Panem A bawiło mnie bycie ideałem. Zabieganie o taką nalepkę kosztem swoich uczuć. Teraz jest inaczej. Przekroczyliśmy wszystkie granice. On usłyszał już wszystko co mógł usłyszeć. I co? Ja siedzę teraz na balkonie pisząc "szybką odpowiedź" albo raczej spowiedź a on śpi (bo pokłóciliśmy się o to że nie chciało mi się z nim pojechać do marketu, dosłownie) Moje szczęśliwe przyjaciółki już nie mogą tego słuchać. Albo w tą albo "wewtą". Wiem co powinnam zrobić. To już nawet nie jest oszukiwanie siebie. To autodestrukcja z premedytacją,

On mnie nie rozumie. Wszystko mu we mnie nie pasuje. Dodatkowo jest człowiekiem, który uważa że kobieta jest od sprzątania, prania, prasowania, gotowania a mężczyzna od wynoszenia śmieci ("pretensje do tego na górze") Każdy stres i wkurw odreagowuje na mnie. Jest w stanie z irytacją opieprzyć mnie że powiedziałam dzień dobry jak ktoś wszedł do windy (bo robie z siebie kretynkę a on tego nie chce) Nie mogę wyjść sama na urodziny przyjaciółki bo w związku wszędzie chodzi się razem.

Najgorszy temat to moje zwierzęta domowe. Ostatnio usłyszałam, na moją prośbę w stylu "psitul miniu", że on mnie nie przytuli bo ja nie respektuję tego że on chce żeby one były zamknięte. Na pytanie czy to kara on stwierdził że nie to "równouprawnienie" i jaaaaaazda.

I weź takiemu tłumacz że jego dziecko jest trochę trudniejsze do zniesienia (co drugi weekend) niż jakieś tam futrzaki. No way. Prędzej zdrapie tynk ze ścian szczoteczką do zębów niż w czymkolwiek przyzna Ci rację. A po każdej kłótni następnego dnia następuje magiczne nic się nie stało. Totalny reset.

Ma problem z agresją, z okazywaniem uczuć jest niereformowalny (to trwa już 1,5 roku) a z tym tumanem to nie byłabym taka pewna. Zdaje się że normalne osoby po kolejnym wyp**rdalaj wywalają rzeczy delikwenta przez balkon albo coś bardziej spektakularnego np rozpalają z nich ognisko i tańczą dookoła.

Nie wiem po co w tym tkwię. Dla "miłej chwili" raz na miesiąc. Raz go kopnęłam w dupę. Kosztowało mnie to wieeeeeele samozaparcia. Wrócił jak zbity pies następnego dnia. Co dalej? Hmmmm no cóż właśnie wygrzewa mi miejsce w łóżeczku... *********

4

Odp: I po raz kolejny dobrze się zaczęło a skończyć nie może...

Senna słonko smile jak w Twoim tytule "po raz kolejny..." Tkwisz w tym na własne życzenie smile
O tut tak ładnie to ujęłaś "To już nawet nie jest oszukiwanie siebie. To autodestrukcja z premedytacją"
Co z tym zrobisz zależy tylko i wyłącznie od Ciebie..ale Ty to wiesz przecież,nie potrzebuję ci tego pisać smile
Przypomina to trochę takie wodzenie za nosek...ja Tobie Ty mi ..jak Ty zła to ja też i wieczna rywalizacja,wieczne udowadnianie  kto ma rację bądź kto wie lepiej.
Tak cuś mi się wydaje ,że i jednemu i drugiemu niczego nie brak.
Nie napisałaś nic o sobie ,czym się zajmujesz,uczysz ,pracujesz??
Bo jak widać "pan narzeczony" dość zasobny portfel posiada skoro stać go na alimenty w wysokości 5tys zł na EX i dziecko.
To też w pewnym sensie jakiś atut waszego związku?? Tak sądzę smile

Co do twego pisania...jesli nawet zbyt poetycko ,to podobało się wink Emocje aż przeszywają smile

ps."Nie wiem po co w tym tkwię. Dla "miłej chwili" raz na miesiąc. Raz go kopnęłam w dupę. Kosztowało mnie to wieeeeeele samozaparcia. Wrócił jak zbity pies następnego dnia. Co dalej? Hmmmm no cóż właśnie wygrzewa mi miejsce w łóżeczku... *********"

przeczytaj to co napisałaś, kilka razy smile to chyba powinno wystarczyć
na moje oko nie potrzebujesz porad Ty doskonale wiesz w czym tkwisz

powodzenia życzę w podejmowaniu decyzji ...lub wytrwaniu dla.....??? wink i tu sobie sama odpowiedz

5

Odp: I po raz kolejny dobrze się zaczęło a skończyć nie może...

Senna, Twoja inteligencja i erudycja poraża na odległość. Mało tego, jako osoba o znacznym rozroście szarych komórek, zdajesz sobie w 100% sprawę z tego, że primo: jesteś osobą uzależnioną, secundo: niebezpieczną dla siebie samej, tertio: sama szukasz sobie kłopotów. Masz świr-radar, który nieomylnie pakuje Cię w związki z ludźmi niedostępnymi emocjonalnie, o psychice zniszczonej przez doświadczenia z dzieciństwa, czy cokolwiek innego.
Bierz tę swoją "młodą, fajną d*pę" czem prędzej w troki, na meeting dla kobiet kochających za bardzo, a następnego dnia do doświadczonego terapeuty.
Żeby żyć, musisz cierpieć, musisz funkcjonować na huśtawce emocjonalnej, musisz się niszczyć - ba! wiesz o tym i z perwersyjną satysfakcją nurzasz się w swoim psychicznym syfie.

Nie piszę tego, żeby Cię bezrefleksyjnie zgnoić - mam dokładnie to samo, tylko w stopniu coraz bardziej niwelowanym przez uporczywe, długoletnie leczenie, na które wróciłam dosłownie wczoraj (mimo tego, że lekarz kazał mi wpierw spadać, mówiąc, że jestem znakomicie przygotowana do wstawania z chwilowego upadku bez zabezpieczającej liny w jego postaci).

Powiem Ci jedno - komfort życia, kiedy jest się WOLNYM od tej wiecznej walki wart jest poświęcenia bujania się od ekstazy do udręki.

Czemu, Senna, zawsze wybierasz sobie egzemplarz uszkodzony? Co w Tobie jest takiego? Dlaczego taki jest Twój schemat?
Czemu Twoja "miłość" to ruski poligon?

Pytam poważnie.
Skąd się to wzięło?

Mój były, pamiętam, powiedział mi kiedyś... kiedyś, kiedyś, kiedy jeszcze ze sobą nie byliśmy: "nie wiem, dlaczego każda kobieta, jaka kiedykolwiek się mną zainteresowała, była córką alkoholika". Gdybym zarejestrowała to w czas! To zdanie mówi o tym człowieku wszystko: że jest niezdolny do uczuć, zimny, niezrównoważony, zmienny - bo musi mieć wszystkie te cechy, których szukają kobiety z deficytem miłości. Bo one, tak jak ja i Ty, mylą miłość z coraz bardziej rozpaczliwym pukaniem do wiecznie zamkniętych drzwi!

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » I po raz kolejny dobrze się zaczęło a skończyć nie może...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024