W październiku ślub a ja już nie kocham... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » W październiku ślub a ja już nie kocham...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

Temat: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Witam wszystkich forumowiczów! Chciałam prosić o poradę.

Od 5 lat jestem w związku z Sebastianem. Ja mam 26 lat, on 27. Poznaliśmy się na studiach i od tamtego czasu byliśmy praktycznie nierozłączni. Był wspaniałym chłopakiem, w którym miałam prawdziwe oparcie i zawsze mogłam na niego liczyć. Pasją Sebastiana były motory, lubił adrenalinę ale miał złote serce, był bardzo wrażliwy i delikatny. Byliśmy szczęśliwi gdy nagle zdarzył się wypadek. Sebastian rozbił się na motorze, jechał za szybko, mimo iż tak bardzo prosiłam żeby był ostrożny, mimo iż obiecywał, że nigdy nie zrobi niczego głupiego. Złamał sobie kręgosłup i od dwóch lat jest sparaliżowany. Porusza się na wózku. Od tamtego czasu nasze życie, nasz związek zaczął się zmieniać. Sebastian zaczął odtrącać mnie od siebie, mówił, że nie chce mojej litości, nie wierząc mi, że to nie z litości z nim jestem. Bardzo go kochałam, współczułam mu oczywiście tego, że stracił czucie w nogach ale był dla mnie ciągle takim samym wspaniałym mężczyzną jak wtedy gdy się poznaliśmy. On sam jednak zaczął z każdym dniem się zmieniać. Zaczął mieć pretensje do całego świata, nawet do mnie, zdarzało się, że mówił ?dlaczego to spotkało jego, a nie mnie?. Starałam się to wszystko rozumieć, wiedziałam jak musi być mu ciężko, robiłam wszystko by nie czuł się źle, traktowałam tak jakby nic się nie stało i nadal był pełnosprawną osobą. Ale on już nie był tą samą osobą, którą pokochałam. Stał się opryskliwy, zaczął wulgarnie się odzywać (wcześnie nigdy do mnie nie przeklął), nic mu się nie podobało. Mimo to zdarzały się jednak chwile kiedy wydawało mi się, że wróciło do nas szczęście. Właśnie podczas jednej z takich chwil, ponad pół roku temu Sebastian mi się oświadczył, a ja pod wpływem tej chwili zgodziłam się wyjść za niego. Zaczęły się przygotowania do ślubu, który zaplanowany jest na październik tego roku.
Miesiąc temu Sebastian zrobił mi awanturę, bo zamiast siedzieć z nim odwiedziłam koleżankę, która była chora. I wiecie co, po raz pierwszy gdy on tak krzyczał i zarzucał mi, że w ogóle się nim nie interesuję poczułam, że jego słowa nie sprawiają mi już przykrości. Wtedy i ja po raz pierwszy się wydarłam. Powiedziałam, co myślę o tym jego nieuzasadnionych zarzutach, prosiłam, żeby się opamiętał. Opamiętał, zdał sobie chyba sprawę, że mnie rani, zaczął się starać. Obecnie znów się uśmiecha, prawi mi komplementy, znów jest czuły. Rodzice się cieszą ze zbliżającego się ślubu, nasze mamy piszą zaproszenia, wszystko organizują, a ja.. czuję w środku pustkę. Z każdym dniem zdaję sobie sprawę, że moja miłość do niego po prostu umarła, że Sebastian swoich zachowaniem po wypadku zabił we mnie to uczucie. Nie wiem co mam robić, tak bardzo nie chcę go skrzywdzić. Gdy odejdę wiem co pomyślą inni, że zwyczajnie nie chcę być z osobą niepełnosprawną, że zostawiam go bo jest na wózku. Kiedyś nawet od jego mamy zaraz po wypadku usłyszałam, że ?chyba nie jestem tak perfidna, że teraz kiedy nie chodzi z nim zerwę?. Przeprosiła mnie później za to, ale wiem, że teraz gdybym odeszła też by tak pomyślała. Udaję, że jestem szczęśliwa, że się cieszę, próbuję sobie wmówić, że może miłość wróci, żebym dała nam szansę, ale jednocześnie kiedy pomyślę, że resztę życie mam spędzić z kimś kogo już nie kocham czuję się ogromnie przybita.

Moi drodzy co byście zrobili na moim miejscu?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

cześć, tak to prawda ludzie, bliscy mogą tak to widzieć że odchodzisz od Niego ze względu na sytuacje, ale wiesz na pewno doskonale, że to nie ich życie tylko Twoje i Jego...... pomyśl jak bardzi skrzywdzisz Sebastiana jeśli zostaniesz z Nim z litości. Moja droga przedstawiałaś Waszą sytuację ale nie napisałaś co ostatnio zrobiliście dla siebie dla Waszego związku? czy rozmawiasz z Nim często o tym, że Tobie jest również cieżko? i na ile on tą infromacje rozumie i czy coś z tym robi? czy w tej sytuacji masz jakieś wsparcie ze strony bliskich czy też ich uwaga zatrzymała się tylko i wyłącznie na osobie pokrzywdzoniej bezpośrednio czyli Sebastianie?
Wiesz wydaje mi się, że powinnaś się dobrze zastanowić czy te uczucia faktycznie się wypaliły czy Ty jesteś po prostu tak bardzo zmęczona tą sytuacją.........
Pytasz co powinnaś zrobić? żyć zgodnie z wartościami które masz i które kiedyś przekażesz swoim dzieciom...... - nie sądzę , że chciałabyś aby Twoja córka( jeśli bedziesz ją mieć) żyła z kimś tylko dlatego, bo żyje pod presją otoczenia. Trzymaj sie i życzę samych słusznych decyzji.

3

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

własnie tez jestem ciekawe jakie sa wasze relacje -rozmowne czy dużo na ten temat rozmawiacie a moze warto razem porozmawiać o ślubie i przełożyć go na inny termin ? i warto iść do psychologa razem,bo taki wypadek to tragedia dla każdego ! a jemu sie nie dziwie ze ma takie odczucia ... choc co prawda czasem kazdy z nas nie znam umiaru w słowach.. mysle ze jest co ratowac..i warto ale to WY musicie podjąc tą decyzje czy chcecie ...

bycie z kims dla litości mija sie z celem ranisz i jego i siebie ..

4

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Ciezka sprawa.Bardzo ci wspolczuje.Jestes w rosterce.
Mysle ze teraz naprawde do ciebie dotarlo,ze bedziesz z nim juz na zawsze.Do tej pory bylas z nim bo wymagano tego od ciebie i ty tez sama tego od siebie wymagalas.Ja mysle,ze nie ma w tym nic zlego,ze sie wachasz.Nawet gdybys przyznala,ze to przez jego stan na wozku nie chcesz z nim byc,to nie czulabym pogardy do ciebie.Wiazac sie na cale zycie z czlowiekiem niepelnosprawnym to wielkie poswiecenie,to ciagla opieka nad nim.

Nie boj sie i nie wstydz tego,ze nie chcesz z nim byc wlasnie przez ten wozek.To jest twoje zycie,powinnas byc szczesliwa i wychodzic za maz z wielkiej milosci.

Zdanie innych nie powinno cie zmuszac do tego.Masz cale zycie poswiecac sie dla czlowieka?
A ty?Twoje marzenia?

Jestem ciekawa jak w waszym przypadku jest z seksem?Czy on jest zdolny do wspolzycia?Bo wybacz moja szczerosc i ciekawosc ale to tez jest wazne.A urazy kregoslupa czesto zaburzaja ta zdolnosc?A co z potrzebami fizjologicznymi u niego?

5

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...
kayetana napisał/a:

Witam wszystkich forumowiczów! Chciałam prosić o poradę.

Od 5 lat jestem w związku z Sebastianem. Ja mam 26 lat, on 27. Poznaliśmy się na studiach i od tamtego czasu byliśmy praktycznie nierozłączni. Był wspaniałym chłopakiem, w którym miałam prawdziwe oparcie i zawsze mogłam na niego liczyć. Pasją Sebastiana były motory, lubił adrenalinę ale miał złote serce, był bardzo wrażliwy i delikatny. Byliśmy szczęśliwi gdy nagle zdarzył się wypadek. Sebastian rozbił się na motorze, jechał za szybko, mimo iż tak bardzo prosiłam żeby był ostrożny, mimo iż obiecywał, że nigdy nie zrobi niczego głupiego. Złamał sobie kręgosłup i od dwóch lat jest sparaliżowany. Porusza się na wózku. Od tamtego czasu nasze życie, nasz związek zaczął się zmieniać. Sebastian zaczął odtrącać mnie od siebie, mówił, że nie chce mojej litości, nie wierząc mi, że to nie z litości z nim jestem. Bardzo go kochałam...

Moi drodzy co byście zrobili na moim miejscu?

Ja w podobnej sytuacji gdy się nie wie samemu co się czuje proponuję eksperyment.
Poczytać wątki kobiet, których mąż nie żyje i zadać sobie pytanie: czy jeśli dziś Sebastian spadłby ze schodów i się zabił - cierpiałabym czy poczuła ulgę?
Jeśli ulgę to wszystko wiadomo.
Jeśli cierpienie - to wkradło się zwątpienie, zmęczenie i wypalenie. Ale nie wszystko stracone.

6

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Krótka I szybka odpowiedź:
Zerwij zaręczyny I odwołaj ślub.

Jeśli teraz jest źle, później się nie polepszy.
Ślub niczego nie zmieni.

Pomijając uczucia, warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy.
Czy jest szansa, że S. odzyska czucie i władanie w nogach?
Bo jeśli nie, to teraz jeszcze jakoś będzie w porządku - jest samodzielny.
Ale potem? Za 10, 20 lat? Będziesz latać I opiekować się nim?
Bo najprawdopodobniej będzie potrzebować opieki.
Zmarnujesz sobie życie I nie będziesz szczęśliwa.

?Udaję, że jestem szczęśliwa?
Czas przestać udawać I zacząć naprawdę żyć.

Jak już podejmiesz decyzję, będzie Ci łatwiej.
Wiesz, co trzeba zrobić, więc przestań zwlekać i do dzieła.

7 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-05-28 22:23:23)

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Czytając Twój wątek przypomniałam sobie podobną historię.
Historię napisaną przez chłopaka, który po wypadku przesiadł się na wózek inwalidzki.
Autor miał nick patryk22, a jego wątek "Czy warto dać szansę sobie jej i mi" możesz odnaleźć na forum "ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD".

8

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

A ja myslę podobnie jak Anhedonia.. czy gdyby zginął.. umiałabyś żyć bez niego? jeśli tak, zerwij zaręczyny.. jesli nie wyobrażasz sobie życia bez niego- to chwilowy kryzys uczuć..

9

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Twój narzeczony jest bezsilny, czuje w sobie gorycz, żal, wściekłość. Wszystkie te uczucia wyładowywał na Tobie. Powinnas to dostrzec wcześniej i zareagować a nie zgadzać się ze wszystskim i udawać matkę Teresę.
Rozmowa dałaby wiele.

10

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

"...czuję pustkę", "...wiem, że moja miłość umarła...", to są Twoje słowa. Nie kochasz Sebastana, wypadek i wszystko po nim zmieniło twoje uczucia. Jego bunt, opryskliwość, niezgoda na to co się stało, odtrącanie Ciebie, kwestionowanie Twojego uczucia to normalne reakcje po wypadku, który ograniczył jego mozliwości. Twoja miłość temu nie sprostała, ale nie jest to zarzut.  To wielkie wyzwanie, któremu mało kto sprosta na progu zycia. Co innego, gdy ludzi wiele już łączy, lata spędzone w związku, dzieci, wspólnota... Ty zabrnęłaś bardzo daleko, niesiona współczuciem dla Sebastiana i pamięcią o czułym chłopaku, jakim był Sebastian przed wypadkiem, a teraz bardziej niż jego krzywdy boisz się tego co spadnie na Ciebie, gdy z nim zerwiesz. Ludzie będą mówili, że jesteś podła, jego mama powie, że jesteś perfidna, bo porzucasz kogoś dlatego, że jest na wózku, stracisz opinię Matki Teresy. Ale lepiej to przejść teraz, niż unieszczęśliwić i siebie i Sebastiana tym ślubem. Porozmawiaj od serca z mamą o tym co czujesz. Gdybyś była moją córką, wsparłabym Cię w decyzji o zerwaniu zaręczyn. A Sebastianowi należy się uczciwość z Twojej strony, a nie litość.

11 Ostatnio edytowany przez Beechman (2011-05-29 13:56:27)

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Podeślij ten link do S.
youtube. com/watch?v=64Ixzp94ksw&feature=autoplay&list=ULcAYQVvzZHSA&index=6&playnext=1
[pamiętaj o usunięciu spacji]

12

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

wiesz, ja mialam 'podobną' historię, choć może i nie..
byłam z chłopakiem rok, on kochał siatkowkę, bardzo dobrze grał, skręcił kostkę (to nie jest koniec świata, wiele razy mu mowilam, ze mu przejdzie, noga wyzdrowieje!), on bardzo byl tym podlamany, skupial sie tylko na swojej nodze, nie interesowało go co u mnie, jak sie czuje, tylko liczyla sie noga i on. Potem, nawet, gdy wyzdrowial nic nie bylo juz takie same. Gdzies tam we mnie to 'siedzialo' ten zal za jego zachowanie, rozstalismy sie, bo we mnie uczucie sie wypalilo.


Jak widzisz, moze malutkie podobienstwo w naszych historiach jest, choć Twój narzeczony przeżył tragedię, ktora diametralnie zmienila jego zycie, a także Twoje życie.
Zastanow sie, co jeszcze do niego czujesz, mozecie odwolac slub, ale byc razem. To nie znaczy konca, slub zawsze mozecie wziac. To bardzo wazna decyzja w Waszym zyciu, dlatego lepiej, zebys byla pewna w 100 procentach, ze to jest ten czlowiek, z ktorym chcesz spedzic reszte zycia..
Zycze powodzenia smile

13

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Przeczytaj, to co napisałaś:
"Od 5 lat jestem w związku z Sebastianem. Ja mam 26 lat, on 27. Poznaliśmy się na studiach i od tamtego czasu byliśmy praktycznie nierozłączni. Był wspaniałym chłopakiem, w którym miałam prawdziwe oparcie i zawsze mogłam na niego liczyć."
Nie wiem, czy Ty kochałaś Senbastiana, czy było Ci wygodnie, bo mogłaś na niego liczyć, bo być może koleżanki Ci go zazdrościły. A gdyby to Tobie przydarzył taki wypadek, to chciałabyś, żeby chlopak Ciebie zostawił?
On przeżywa traumę, wie, że jest kaleką, że nie jest już jak kiedyś....Jeśli się kocha to takie sprawy jak choroba, wypadek nie zmieniają tego. Nikt Ci nie powie, że z kalekim mężem życie będzie bardzo łatwe, ale może być normalneMusicie ze sobą dużo rozmawiać, Sebastian też musi wyjśc do świata, zacząć życ aktywnie. A medycyna obiecuje  teraz bardzo dużó, nawet osobom z uszkodzonym krępgosłupem;)

14

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Do tego co napisała alma888 dodam jeszcze, że nerwowość Sebastiana, to była forma obrony. Czuje się gorszy, wie, że zawsze będzie od kogoś zależny. Poczuł niepewność. Rozumiem go. Takie jego zachowanie nie było celowe, by Cię skrzywdzić.
Pomyśl, gdybyś Ty była na wózku "z dnia na dzień" a on biegałby po schodach, do kolegów itp. tez byłabyś smutna, nerwowa. Fakt, to go nie upoważnia do krzyczenia, ale jak widać rozmowa pomogła.

Czy Ty go kochałaś, czy faktycznie było Ci dobrze, bo miałaś super faceta? Pomyśl o tym, czy wolałabyś, żeby go nie było? Tak jak pisała Anhedonia.

Niełatwe zadanie Cię czeka. Życzę szczęśliwego zakończenia.

15

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...
KGB napisał/a:

cześć, tak to prawda ludzie, bliscy mogą tak to widzieć że odchodzisz od Niego ze względu na sytuacje, ale wiesz napewno doskonale, że to nie ich życie tylko Twoje i Jego...... pomyśl jak bardzi skrzywdzisz Sebastiana jeśli zostaniesz z Nim z litości. Moja droga przedstawiałaś Waszą sytuację ale nie napisałaś co ostatnio zrobiliście dla siebie dla Waszego związku? czy rozmawiasz z Nim często o tym, że Tobie jest również cieżko? i na ile on tą infromacje rozumie i czy coś z tym robi? czy w tej sytuacji masz jakieś wsparcie ze strony bliskich czy też ich uwaga zatrzymała się tylko i wyłącznie na osobie pokrzywdzoniej bezpośrednio czyli Sebastianie?
Wiesz wydaje mi się, że powinnaś się dobrze zastanowić czy te uczucia faktycznie się wypaliły czy Ty jesteś po prostu tak bardzo zmęczona tą sytuacją.........
Pytasz co powinnaś zrobić? żyć zgodnie z wartościami które masz i które kiedyś przekażesz swoim dzieciom...... - nie sądzę , że chciałabyś aby Twoja córka( jeśli bedziesz ją mieć) żyła z kimś tylko dlatego, bo żyje pod presją otoczenia. Tryzmaj sie i życzę samych słusznych decyzji.

KGB zmęczona tą sytuacją byłam już dużo wcześniej, za każdym razem kiedy musiałam mieć cierpliwość do jego wybuchu złości, do wysłuchiwania narzekań, bo zdarzały się dni, że non stop był rozżalony. Właściwie wyżywał się za wszystko na mnie ale choć było mi ciężko znosić, że tak ważna dla mnie osoba tak mnie traktuje to starałam się być silna, bo wyobrażałam sobie jak się musi czuć.

To nie jest tak, że robiłam z siebie jakąś Matkę Teresę, nikt tego ode mnie nie wymagał. Ja z Sebastianem bardzo dużo rozmawiałam, za każdym razem jak miał jakieś złe dni czy napady złości. Nie oddawałam mu jednak tym samym, nie wrzeszczałam, nie wypominałam tylko starałam się zawsze porozmawiać na spokojnie. To, że byśmy oboje na siebie wrzeszczeli to nie miałoby żadnego sensu. To wtedy miesiąc temu kiedy urządził mi awanturę, że zamiast spędzać czas z nim poszłam do koleżanki po raz pierwszy nie wytrzymałam i wykrzyczałam wszystko co myślę, wtedy już nawet nie chciałam być spokojna. On wtedy zrozumiał, że musi się zmienić, znowu był ciepły, taki jak przed wypadkiem, tyle tylko że ja sobie zdałam sprawę, że ja już na niego nie patrzę tak jak kiedyś.

baraBarbara napisał/a:

własnie tez jestem ciekawe jakie sa wasze relacje -rozmowne czy dużo na ten temat rozmawiacie a moze warto razem porozmawiać o ślubie i przełożyć go na inny termin ? i warto iść do psychologa razem,bo taki wypadek to tragedia dla każdego ! a jemu sie nie dziwie ze ma takie odczucia ... choc co prawda czasem kazdy z nas nie znam umiaru w słowach.. mysle ze jest co ratowac..i warto ale to WY musicie podjąc tą decyzje czy chcecie ...

Nie umiałam zdobyć się na odwagę, żeby porozmawiać z nim, że mam jakieś wątpliwości co do ślubu. Właściwie z nikim nie mogłam o tym porozmawiać, co teraz czuję. Kiedy widzę jak wszyscy się cieszą, a ja miałabym to wszystko w jednej chwili zepsuć. Właściwie z każdym dniem tak jakby dojrzewam do tego, żeby podjąć temat ślubu ale nie jest to wcale takie proste.

Ja namawiałam wiele razy Sebastiana na psychologa, ale on się nigdy nie zgodził do niego pójść ze mną. Zaczęłam chodzić wtedy sama i bardzo mi to pomogło, w tych najtrudniejszych chwilach żeby samej się nie załamać.



me&u napisał/a:

Jestem ciekawa jak w waszym przypadku jest z seksem?Czy on jest zdolny do wspolzycia?Bo wybacz moja szczerosc i ciekawosc ale to tez jest wazne.A urazy kregoslupa czesto zaburzaja ta zdolnosc?A co z potrzebami fizjologicznymi u niego?

Zaraz po wypadku nie miał czucia od pasa w dół. Taki stan trwał miesiąc, był cewnikowany. Po tym czasie czucie od pasa do narządów płciowych, wszystkie potrzeby fizjologiczne załatwia sam. Jest zdolny do współżycia, ale między nami po wypadku doszło do niego tylko raz. Nie było to przyjemne bo skończyło się na jego irytacji, że musi być bierny. Potem kiedy próbowałam się zbliżyć to zawsze mnie odtrącał, prosił żebym mu dała czas żeby się ze sobą, swoimi możliwościami oswoił.

Beechman napisał/a:

Pomijając uczucia, warto pamiętać o jeszcze jednej rzeczy.
Czy jest szansa, że S. odzyska czucie i władanie w nogach?
Bo jeśli nie, to teraz jeszcze jakoś będzie w porządku - jest samodzielny.
Ale potem? Za 10, 20 lat? Będziesz latać I opiekować się nim?
Bo najprawdopodobniej będzie potrzebować opieki.
Zmarnujesz sobie życie I nie będziesz szczęśliwa.

Jeszcze rok temu lekarze nie dawali mu praktycznie żadnej szansy, że odzyska władzę w nogach, ale jakiś czas temu zaczął poruszać dużym palcem a niedawno gdy ja masowałam mu stopy to poczuł gdy przejechałam po nich palcem. To dobry znak ale tak naprawdę niczego nie gwarantuje, bo lekarze mówią że tak naprawdę wszystko zależy od jego silnej woli i postępów rehabilitacji. Czucie odzyskać może całkowicie, albo częściowo i to wszystko może trwać latami. Najważniejsze jednak, że jest nadzieja.

alma888 napisał/a:

On przeżywa traumę, wie, że jest kaleką, że nie jest już jak kiedyś....Jeśli się kocha to takie sprawy jak choroba, wypadek nie zmieniają tego.

Alma88 ja nie przestałam go kochać bo stał się niepełnosprawny. Ja po tym wypadku kochałam go jeszcze bardziej. Zrezygnowałam z wszystkiego żeby być blisko niego ale zrobiłam to z miłości i dzisiaj niczego nie żałuję. Wręcz przeciwnie cieszę się, że wtedy kiedy byłam mu najbardziej potrzebna mogłam przy nim być. Przykro jest mi jednak z tego powodu, że jego nie było przy mnie. Bo ja też potrzebowałam jego miłości, jego wsparcia, bo mi też było ciężko. Sebastian zaczyna rozumieć to dopiero teraz ale to jest w stanie wrócić tego co do niego czułam wcześniej.

Anhedonia napisał/a:

Poczytać wątki kobiet, których mąż nie żyje i zadać sobie pytanie: czy jeśli dziś Sebastian spadłby ze schodów i się zabił - cierpiałabym czy poczuła ulgę?
Jeśli ulgę to wszystko wiadomo.
Jeśli cierpienie - to wkradło się zwątpienie, zmęczenie i wypalenie. Ale nie wszystko stracone.

Cierpiałabym. Jeśli nie cierpiałabym to znaczyłoby, że był on dla mnie nikim. Nie wiem jak można poczuć ulgę po czyjejś śmierci.


marena7 napisał/a:

"...czuję pustkę", "...wiem, że moja miłość umarła...", to są Twoje słowa. Nie kochasz Sebastana, wypadek i wszystko po nim zmieniło twoje uczucia. Jego bunt, opryskliwość, niezgoda na to co się stało, odtrącanie Ciebie, kwestionowanie Twojego uczucia to normalne reakcje po wypadku, który ograniczył jego mozliwości. Twoja miłość temu nie sprostała, ale nie jest to zarzut.  To wielkie wyzwanie, któremu mało kto sprosta na progu zycia. Co innego, gdy ludzi wiele już łączy, lata spędzone w związku, dzieci, wspólnota... Ty zabrnęłaś bardzo daleko, niesiona współczuciem dla Sebastiana i pamięcią o czułym chłopaku, jakim był Sebastian przed wypadkiem, a teraz bardziej niż jego krzywdy boisz się tego co spadnie na Ciebie, gdy z nim zerwiesz. Ludzie będą mówili, że jesteś podła, jego mama powie, że jesteś perfidna, bo porzucasz kogoś dlatego, że jest na wózku, stracisz opinię Matki Teresy. Ale lepiej to przejść teraz, niż unieszczęśliwić i siebie i Sebastiana tym ślubem. Porozmawiaj od serca z mamą o tym co czujesz. Gdybyś była moją córką, wsparłabym Cię w decyzji o zerwaniu zaręczyn. A Sebastianowi należy się uczciwość z Twojej strony, a nie litość.

We mnie nie ma takiego uczucia jak litość, nie umiałabym być z kimś z litości. To, że nie kocham Sebastiana nie znaczy, że właśnie z tej litości z nim jestem. Ja nie kocham go już tak jak kobieta kocha mężczyznę, kiedy on mnie całuje w usta ja już nie czuje tego co czuje każda kobieta gdy całuje ją partner. Ja Sebastiana po prostu traktuje jak brata, którego całuje w czoło na dobranoc, o którego się troszczę. Myślę, że mogłabym bym się z nim przyjaźnić ale czy na tej przyjaźni mogłabym z nim tworzyć małżeństwo? Gdy idę ulicą zwracam uwagę na innych mężczyzn, podobają mi się inni, wcześniej patrzyłam tylko na Sebastiana. Jak mnie dotykał wcześniej to było to dla mnie cudowne uczucie, po prostu coś mnie chwytało za serce, a teraz uśmiechnę się, traktuje to jako miły gest ale mnie to wewnętrznie już w ogóle nie rusza.

16

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

A bierzesz pod uwagę, jak wielki jest to szok i obciążenie psychiczne dla niego? Boi się odrzucenia i dlatego stara się od Ciebie odsunąć. Myśli, że jeśli z nim będziesz to z litości, że będziesz go zdradzać, albo że zostawisz go za jakiś czas bo poznasz kogoś innego.

17

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Wiem, że to trudne jest dla Ciebie, domyślam się, że dla Tweojego chłopaka też ale zastanawiałaś się, żeby zmienić datę ślubu? Tzn, odłózcie go za rok, swojemu chłopakowi i rodzicom powiedz, że ten czas jest wam potrzebny, możesz też powiedzieć w celach "osłody sytuacji", że ten rok możecie popracować nad kondycją S, dla niego będzie to mobilizacja do rehabiloitacji a dla Ciebie to będzie czas na przemyślenia. Nie bierz ślubu jak nie jesteś pewna, ja to zrobiłam i dziś jestem już prawie trzy lata po rozwodzie, a to trudne życie. Wiem, że należy byc dobrym dla drugiego człowieka i należy go szanować ale to nie znaczy, że musisz rezygnować z własnego życia, marzeń tylko dlatego, że boisz sie co powiedza inni, znajomi, rodzice. Kochana nie warto w ten sposób myśleć, bo Ci wszyscy inni nie beda cierpieć za Ciebie.
pozdrawiam Cię

18

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

Ja uważam, że powinnaś posłuchać swojego serca. Jakby nie było to od wypadku Sebastiana minęły już 2 lata, przez cały ten czas trwałaś przy nim, współczułaś, głaskałaś, usprawiedliwiałaś wybuchy gniewu i złośliwość.... Może czas pomyśleć o sobie? Może czas by zastanowić się nad własnymi potrzebami? Ciężko jest być z osobą chorą - wiem coś o tym.... tyle tylko, że mnie do działania mobilizuje miłość. Gdybym nie kochała mojego męża to na pewno bym odeszła i mówię o tym bez owijania w bawełnę. Wiem jakie obciążenie spadło na Twoje barki!
  Moim zdaniem NIKT nie ma prawa Cię oceniać jeśli odejdziesz!
Wszystkim na około łatwo się moralizuje chociaż nigdy nie byli w takiej sytuacji. Jeśli Twoje uczucie się wypaliło to weź los w swoje ręce i podążaj tam, gdzie poprowadzi Cię serce... Każdy ma prawo do szczęścia - Sebastian też, a bez miłości nie może być o nim mowy... jeśli zostaniesz przy nim z litości to po jakimś czasie wypalisz się, zgorzkniejesz a z biegiem czasu jeszcze trudniej będzie się wyplątać z tej sytuacji, nie będziesz potrafiła udawać, że wszystko jest ok - jeszcze nie jest za późno... Pomyśl czy dasz radę spojrzeć mu w oczy i ślubować miłość na całe życie, wierność i UCZCIWOŚĆ MAŁŻEŃSKĄ - głęboko w sercu wiedząc, że to kłamstwo - bo Ty go NIE KOCHASZ????!!!

Ps. Również uwielbiam motory, adrenalinę i prędkość - ale nigdy nie będę na nich jeździła bo KOCHAM moją rodzinę i nie podejmuję niepotrzebnego ryzyka właśnie ze względu na nich. Wydaje mi się, że na tym polega odpowiedzialność i troska o ludzi, którzy nas kochają i oddają nam kawałek własnego życia.

Życzę Ci powodzenia i dużo siły.

19

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...

a inaczej
gdyby po tym wypadku na motorze, np wzial i pobil motor bardzo mocno, gdyby byl do kasacji i np zmienil sie z tego powodu ze zaluje motoru ale bylby zdrowy, gdyby zmienil sie od tak, chodzil by ale stal by sie z charakteru chamem tak jak opisujesz czy wtedy zerwalabys?
po porstu czy bys od niego odeszla gdyby zmienil sie mu charakter a bylby pelnosprawny?

20

Odp: W październiku ślub a ja już nie kocham...
alma888 napisał/a:

Przeczytaj, to co napisałaś:
...Nikt Ci nie powie, że z kalekim mężem życie będzie bardzo łatwe, ale może być normalne...)

Alma888 uwierz mi, takie zycie nigdy, rozumiesz, nigdy nie bedzie normalne. Wiesz co to znaczy zyc z osoba niepelnosprawna? Takie zycie odbiega daaaleko od normalnosci i nie mowie tu o zyciu ze starsza chora babcia czy wujkiem ale z partnerem zyciowym. Nie mowie tego z ironia, poprostu ... jestem tego przykladem.
A Tobie autorko, jesli masz watpliwosci, zrezygnuj. Nie bedziesz szczesliwa ani Ty ani on.
Trzymaj sie dzielnie, bo wiem jak kiepsko mozesz z tym wszystkim sie czuc.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » W październiku ślub a ja już nie kocham...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024