Szukałam na forum podobnego tematu, ale większość dotyczy konkretnego kłamstwa.
Chciałam Was zapytać czy tolerujecie w swoich związkach kłamstwa, a jeśli tak, to jakie? Chodzi mi głównie o takie małe kłamstwa, niekoniecznie związane z Wami... Czy jest to dla Was jakiś sygnał ostrzegawczy, czy może podchodzicie do tego z dystansem i na zasadzie "everybody lies"?
Ja osobiście kłamstwa nie toleruję... i każde najmniejsze powoduje, że tracę zaufanie.
1 2011-05-10 15:47:02 Ostatnio edytowany przez nnila (2011-05-10 22:44:33)
Dla mnie to brak szacunku dla partnera a co za tym tez idzie to poniekad brak zaufania. Skoro kłamie w drobnych rzeczach to znaczy że nie mówi ci o wszystkim lub nie ma odwagi powiedzieć o problemach tym mniejszych lub wiekszych.
Jeśli jest to naprawde drobnostka proponuję przeprowadzenie rozmowy w której wyjasni powod takiego zachowania i oczywiście dostanie ode mnie ostrzeżenie że nastepnej takiej rozmowy nie będzie no i szansy też.
Bedę sie bacznie temu przyglądać i stanę sie bardziej czujna...
Ja wyznaję właśnie zasadę "everybody lies", bo każdy czasem ma jakiś swój powód, żeby nie powiedzieć prawdy. Bez przesady, każdy ma prawo do małych tajemnic (mam na myśli te, które nie krzywdzą drugiej osoby i ich ujawnienie nie zniszczyłoby związku), nikt nie ma obowiązku spowiadania się ze wszystkich swoich myśli. Ba, nie chciałabym znać wszystkich myśli mojego partnera, pewne myśli warto zachować tylko dla siebie, a wiadomo, że jak ktoś chce coś ukryć, a zostaje przyparty do muru (np. dopytywany), to kłamie.
Jednak, rzecz jasna, małe kłamstwo mocno by mnie zastanowiło w sytuacji, w której moim zdaniem byłoby niepotrzebne. Dla przykładu: załóżmy, że pytam mojego faceta czy widział się z koleżanką X, on odpowiada, że nie, a potem wychodzi na jaw, że jednak byli na piwku. Ja w tym momencie myślę: ok, nie zabraniam mu się spotykać z koleżankami, więc co jest, do licha? Jeśli chce ukryć tak banalną i niegroźną rzecz, to znaczy że za tą banalną i niegroźną rzeczą musi się kryć co innego - czyli na przykład jakieś niecne czyny z koleżanką X
Tak to u mnie działa.
Podobnie nie znoszę, kiedy facet mi kłamie tylko dla własnego świętego spokoju, żebym się czegoś "nie czepnęła". Ale jeśli na przykład kłamałby dlatego, że chce ukryć jakieś wstydliwe dla niego zdarzenie z jego życia, to proszę bardzo - jesteśmy tylko ludźmi, kłamstwo jest dla nas naturalne już od dziecka.
Zgadzam się z Anemonne. Nie popadajmy w skrajności, bo każda jest zła. Nie można ani tolerować kłamstw, ani ich kategorycznie nie tolerować. Zdrowy rozsądek wysoce wskazany.
Jednak, rzecz jasna, małe kłamstwo mocno by mnie zastanowiło w sytuacji, w której moim zdaniem byłoby niepotrzebne. Dla przykładu: załóżmy, że pytam mojego faceta czy widział się z koleżanką X, on odpowiada, że nie, a potem wychodzi na jaw, że jednak byli na piwku. Ja w tym momencie myślę: ok, nie zabraniam mu się spotykać z koleżankami, więc co jest, do licha? Jeśli chce ukryć tak banalną i niegroźną rzecz, to znaczy że za tą banalną i niegroźną rzeczą musi się kryć co innego - czyli na przykład jakieś niecne czyny z koleżanką X
Tak to u mnie działa.
Właśnie o takie kłamstwa mi chodzi... czyli bez powodu. Wtedy działa to u mnie dokładnie tak samo jak opisałaś. Może to się pokrywa z kłamaniem po to, "żeby się nie miała czego przyczepić"?
Jak byłam młodsza uważałam, że w związku nie powinno być kłamstwa, kłamstewek i półprawd. Jednak życie pokazuje, że nie jest to możliwe. Ale o tym musiałabym długo pisać.
Przytoczę tylko jedno zachowanie, które prędzej czy później prowadzi do kłamania.
Ile razy byłyście w takiej sytuacji, że pytałyście swojego partnera "o czym myślisz?". Czy zauważyłyście jak odpowiedź na to pytanie ewoluuje w trakcie długoletniego związku?
Początkowo słyszymy "O Tobie", potem "O pracy", "o niczym szczególnym", aż w końcu słyszymy "O niczym".
7 2011-05-11 16:42:00 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-05-11 16:43:19)
Właśnie o takie kłamstwa mi chodzi... czyli bez powodu. Wtedy działa to u mnie dokładnie tak samo jak opisałaś. Może to się pokrywa z kłamaniem po to, "żeby się nie miała czego przyczepić"?
Ja wiem, że mężczyźni często myślą w ten sposób
Uważają, że jesteśmy szalejącymi zazdrosnymi babskami, które będą zionąć ogniem na każdą wzmiankę o jego rozmowie z inną kobietą
Mojemu też się to czasem zdarza, ale poważnie - myślenie, że lepiej będzie skłamać i liczyć że się nie wyda, jest co najmniej dziecinne...
Ile razy byłyście w takiej sytuacji, że pytałyście swojego partnera "o czym myślisz?". Czy zauważyłyście jak odpowiedź na to pytanie ewoluuje w trakcie długoletniego związku?
Początkowo słyszymy "O Tobie", potem "O pracy", "o niczym szczególnym", aż w końcu słyszymy "O niczym".
Nigdy mi nie przyszło do głowy o coś takiego spytać, to najgłupsze pytanie jakie można zadać
Sama nie znoszę być o to pytana, bo nie wiem, co mam właściwie odpowiedzieć. To, o czym myślę, to moja prywatna sprawa i nie mam ochoty się z tego nikomu tłumaczyć... Z tego też powodu nie zapytałabym o to mojego faceta. Zresztą - mógłby równie dobrze myśleć o koleżance z pracy nago, a ja wcale nie chciałabym o tym wiedzieć
Więc po co mam pytać, skoro on i tak skłamie, a ja i tak nie chcę znać prawdy
Nie można rozliczać ludzi z ich myśli.
Ja wiem, że mężczyźni często myślą w ten sposób
Uważają, że jesteśmy szalejącymi zazdrosnymi babskami, które będą zionąć ogniem na każdą wzmiankę o jego rozmowie z inną kobietą
Mojemu też się to czasem zdarza, ale poważnie - myślenie, że lepiej będzie skłamać i liczyć że się nie wyda, jest co najmniej dziecinne...
On sam sie potem przyznaje do kłamstwa? Czy sama się dowiadujesz i mu potem mówisz, że wiesz, że kłamał? Jak reagujesz wtedy? Mnie najbardziej denerwuje i przykro mi się robi, jak wiem, ze kłamał, powiem mu o tym, a on nadal w zaparte twierdzi, że mówił prawdę...
W ogóle wypytywanie facetów o coś chyba nie ma sensu, bo wtedy kłamią... jak nic nie mówi, to pewnie i tak nie powie, nawet jeśli będziemy wypytywać. Z drugiej strony, jak nie wypytasz to nie wiesz czy kręci i takie to błędne koło. ![]()
Jak byłam młodsza uważałam, że w związku nie powinno być kłamstwa, kłamstewek i półprawd. Jednak życie pokazuje, że nie jest to możliwe. Ale o tym musiałabym długo pisać.
Przytoczę tylko jedno zachowanie, które prędzej czy później prowadzi do kłamania.
Ile razy byłyście w takiej sytuacji, że pytałyście swojego partnera "o czym myślisz?". Czy zauważyłyście jak odpowiedź na to pytanie ewoluuje w trakcie długoletniego związku?
Początkowo słyszymy "O Tobie", potem "O pracy", "o niczym szczególnym", aż w końcu słyszymy "O niczym".
To jest fakt. Faceci mają zdolności i wyobraźnię do kłamstw. Dużo się nasłuchałam jakie to kłamstwa i wymówki są w stanie wymyślić.
A co do tej odpowiedzi na pytanie o czym myślisz.. też racja
) Ale w sumie aż zabawne ![]()
Kłamstwo jest chyba wpisane już w nasze życie... Niestety..
Anemonne napisał/a:Ja wiem, że mężczyźni często myślą w ten sposób
Uważają, że jesteśmy szalejącymi zazdrosnymi babskami, które będą zionąć ogniem na każdą wzmiankę o jego rozmowie z inną kobietą
Mojemu też się to czasem zdarza, ale poważnie - myślenie, że lepiej będzie skłamać i liczyć że się nie wyda, jest co najmniej dziecinne...
On sam sie potem przyznaje do kłamstwa? Czy sama się dowiadujesz i mu potem mówisz, że wiesz, że kłamał? Jak reagujesz wtedy? Mnie najbardziej denerwuje i przykro mi się robi, jak wiem, ze kłamał, powiem mu o tym, a on nadal w zaparte twierdzi, że mówił prawdę...
W ogóle wypytywanie facetów o coś chyba nie ma sensu, bo wtedy kłamią... jak nic nie mówi, to pewnie i tak nie powie, nawet jeśli będziemy wypytywać. Z drugiej strony, jak nie wypytasz to nie wiesz czy kręci i takie to błędne koło.
Mój facet jest na szczęście jak dziecko - jak mu się powie "wiem, że kłamiesz, nie ściemniaj", to traci pewność siebie i przyznaje się
Ale z reguły albo nie kłamie, albo robi to tak dobrze, że o tym nie wiem
Oczywiście, że denerwuje mnie, kiedy dowiaduję się, że kłamie, ale moja reakcja jest różna w zależności od wagi i powodu kłamstwa. Nie patrzę na to na zasadzie "czarne-białe", bo nie uważam, że każde kłamstwo ma taką samą wagę i takie same skutki.
Takie małe kłamstewka mogą zdarzać się gdy facet nie chce by kobieta się czepiała
Wówczas kłamiąc chce uniknąć konfliktu.
W sumie wagę kłamstwa (małe, duże) każdy rozpatruje inaczej. Weźmy na przykład chłopak mówi, że wrócił z browara z kolegami o 23, a w rzeczywistości wrócił o 1. Dla jednej kobiety to okrutne kłamstwo a dla drugiej maleńkie.
Małe kłamstwa nie są dobre, ale tak jak wyżej napisałam mogą wynikać też czasem w jakimś stopniu z winy kobiety ;-)
Kłamstwa nie toleruję w żadnej postaci. Natomiast uznaję unikanie odpowiedzi
Mój mężczyzna ma pełną swobodę, nie mam w naturze czepialstwa, nie zadaję trudnych pytań i na pewno nie pytam "o czym myślisz". Więc kiedy i po co mialby kłamać?
Kłamstwa nie toleruję w żadnej postaci. Natomiast uznaję unikanie odpowiedzi
Mój mężczyzna ma pełną swobodę, nie mam w naturze czepialstwa, nie zadaję trudnych pytań i na pewno nie pytam "o czym myślisz". Więc kiedy i po co mialby kłamać?
W takim przypadku nie ma powodów ;-)
14 2011-05-15 15:18:32 Ostatnio edytowany przez czarnaa86 (2011-05-15 15:18:58)
ja też nie toleruje kłamstawa. Bo nawet takie najdrobniejsze kłamstwa, powodują utrate zaufania... ipóźniej poprostu nie wiesz w co masz wierzyć. Podam przykład:
ide na piwo z klolegami-ok.Wraca i jak było spoko nic się nie działo. Później dowiaduje się że kolega zagadał jakieś dwie laski chciał przed nimi zaszpanować robił samochód i wylądował w zpitalu-Dlaczego Mi nie powiedziałeś? -bo nie chciałem żebyś była zła. Ja nie jestem zazdrośnicą ale takie 'małe"kłamstwo zabolało