Na poczatku było pięknie, byliśmy mlodzi i buntowaliśmy się przed rodzicami i wszystkimi przeciwieństwami.oboje byliśmy bardzo zakochani.. obiecywalismy sobie zycie ze sobą na zawsze, pomimo wszystkiego, on zawsze ratowal nasz związek kiedy była klotnia, bardzo mu zależało, blagal, kochal.. niekiedy bylam zimna, mialam dosc , chciałam inaczej zyc. on wyprowadzil się do innej miejscowości, spotykaliśmy się duzo rzadziej, nie miał dla mnie czasu, zrobil prawko, nowi koledzy.. zaczal się zmieniac, na pewno przyczynily się do tego nasze ciagle klotnie, może gdybym wtedy nie była taka oschla nie chciala się bawic teraz byloby wszystko inaczej..denerwowaly go moje imprezy na których bywalam ze znajomymi, wtedy nie chciałam już z nim być, wygasło we mnie cos. On stal się wtedy oschly, kiedy on chciał calkiem zerwac kontakt we mnie cos drgnęło, zaczęło się od nowa, tak jakbym przez wcześniejszy czas zapomniala jak go kocham, w sercu mialam cos pieknego, seks traktowalam jak wydarzenie nie z tego swiata, wtedy okazywal mi te uczucia, był blisko, calowal, mogłam go czuc, stal się dla mnie najważniejszym czlowiekeim na ziemi, chciałam go ciagle miec przy sobie.. niestety, w nim już nie było tego, co dwa lata temu, powtarzal ze potrzebuje czasu, ze kocha mnie ale nie jest zakochany, ze kocha jak matka dziecko, ze chciałby się zmienic, okazac mi czułość ale nie potrafi, cos się w nim wypalilo. Nie mogłam się z tym pogodzic, bo przeciez tak go kochalam, zalowalam wszystkiego co nam szkodzilo, ponizalam się przed nim, blagalam, wpadalam z depresji w depresje, z wariactwa do wariactwa, ciagle były klotnie przewaznie o spotkania, nie miał dla mnie czasu, jakby kochal nawet codziennie znalazłby choc chwile, nie chcialo mu się starac, nie zależało mu już na mnie.. kiedy ja siedziałam w domu i cierpiałam, on zyl w najlepsze, chodzil na imprezy, poznawal dziewczyny, nie liczyl się już z miom bólem, stalam się dla niego niczym, mowil do mnie z takim brakiem szacunku, krzyczal, oskarżał o wszystko, mowil ze on po prostu zyje..pogodzil się ze nas już nie ma,nie potrafil mnie wesprzeć, ranil albo tego nie widzial albo nie obchodzilo go to, nie zauwazal co mi robi, bo już nie kochal, traktowal jak wariatke, nic nie rozumiał. Wykreślił mnie ze swojego zycia,Nie znam tego człowieka, choc tak bardzo go kocham. chciałabym umrzec bo bez niego zyc nie mogę, rozniesie mnie jak będzie kogos miał a naprawic nic sie nie da, nie kaze mu przeciez się kochac? wszyscy powtarzaja, to tylko facet, nie jest ciebie wart, ale co ja mam zrobic z moim sercem? dla mnie to jest tragedia, ze człowiek który znaczy dla mnie wszystko, z którym mam tyle wspomnien i tyle lat teraz mnie nie kocha. Bylam przy nim w najgorszych chwilach jego zycia, oddalam mu calą siebie, po to, żeby teraz tak cierpieć..codziennie spuchnięte oczy, bolaca Glowa, wrak człowieka, a on się smieje, zyje?
Wiesz wielokrotnie czytamy tutaj o podobnych przeżyciach i nic nowego Ci nie napiszę to tylko czas, czas, czas jest w stanie nam pomóc. Poczytaj wątek dla kobiet kochających za bardzo..... skup się teraz nad tym aby nad sobą pracować. To nie o to chodzi, że to tylko facet to chodzi o to, że Ty świadomie pozwalasz się wyniszczać poprzez doświadczenia z drugim człowiekiem.... a życie toczy się dalej..... a Ty masz wybór albo zgnić albo żyć. Nie masz wpływu na to co on czuje, co robi - to strasznie trudne, to strasznie boli ale musisz sobie uświadomić, że poprostu nie możesz nic zrobić i postaraj się zamknąć tą przeszłość.
Również straciłam kogoś ważnego, ale wiesz mija 8 miesiąc i jest mi całkiem dobrze. Pisałam we wcześniejszych wątkach o postępach jakie udało mi się wypracować, ale to nie oznacza, że zapomniałam, że czasami jeszcze nie krwawię.....pomimo tego, że staram sie nie rozdrapywać tej rany to jeszcze czasem przez nieuwagę gdzies się zadrasnę i znowu krwawię. Nie znalazłam lekarstwa jak go wyrzucić ze swojej podświadomości ale nauczyłam się akceptować te stany.... i jest coraz lepiej.
Czasami coś wraca znikąd poprostu w mojej głowie pojawiają się myśli, czasami mi się jeszcze śni....... a czasami nawet jeszcze płaczę.... ale jest jedna ważna rzecz..... zyję i zaczęłam się uśmiechać..... mam nowe życie - nwoe zycie bez niego ( a uwierz jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie umiałam sobie wybrazić, że to możliwe).
Poczytaj, popisz do Nas czasami powinno pomóc na poczatek.
Trzymaj sie
Eh....jakbym czytała o sobie. Wiem co czujesz:(
czesc wiesz zal mi tego ze milosc ktora wydaje sie nieskonczona tak do grobowej deski nagle zanika .tez to przezylem a moze i przezywam poniewaz rozstalem z dziewczyna dwa miesiace temu.kocham ja ale ona mowi ze jej uczucie wygasa jest gdzies zar ktory tli i mimo wszystko zawsze bedzie miala gdzies mnie w sercu bo nie idzie zapomniec tego co sie przezylo wspolnie..co moge ci poradzic zyj ,poznawaj ludzi,znajdz jakies zajecie bys tak wiele nie myslala..wiesz co mnie ujelo w twoim opisie ze ten dran byl obojetny na twoj bol eh..frajer jakis zostaw go bedzie zalowal kiedys sam odezwie gdy zmadrzeje ale wtedy ty bedziesz szczesliwa przy kim innymprzy kims kto cie bardzo kocha i szanuje
Jak to jest możliwe, że osoba, z którą przeżyło się prawie 6lat NIGDY się już nie odezwała. Mówił, że nikt go tak nie pokocha...Umiał tak łatwo zapomnieć:( Może nie kochał nigdy, ale chyba jakiś sentyment miał...czy może też nie?:( Widocznie spotkał kogoś w porównaniu z kim jestem nikim:( Poszłam w zapomniane... To okropne uczucie
ehh zapomnialam hasla na tamto konto.. nie jest do końca obojętny, bo interesuje sie czasem co u mnie slychac, jak zdrowie, a mnie kazde jego takie zwykle pytanie boli, bo ja nie chce z nim tak normalnie bez rozwiazania rozmawiac, nie potrafie sie z nim przyjaznic ale dlugo milczec tez nie dam rady.. okropne uczucie kiedy nie ma rozwiązania.. dlaczego ja kiedy go widze zawsze chce go przytulic mam ochote pocalowac, a on nie przejawia tego co ja.. zreszta zawsze byl troche skryty z uczuciami.. przez ostatnie czasy wydawalo mi sie ze spotyka sie ze mna tylko dla seksu,(bylismy niby przyjaciolmi) choc rozmawialismy o tym zawsze mowil ze poprostu tak na niego dzialam ze zawsze sie na tym konczylo.. czyli mial mnie fizycznie ale byl wolny.. wiem pomyslicie naiwna idiotka, ale to nie takie proste na jakie wygląda..uwielbiam sie z nim kochać, choć wtedy byl blisko..
a, dodam jeszcze ze to jest ta pierwsza milosc.. wszystko nasze bylo pierwsze..
moja też jest pierwsza... 4 lata ciągle to samo .. przyzwyczaiłam się... czytałam twojego posta i czułam jakbym czytała o moim związku... bo uwierz ze przeszłam przez to samo... też latałam za nim poniżałam się błagałam żeby było jak dawniej. po 3 miesiącach wrócił obiecywał ze koledzy już się nie liczą.. że kocha, że się zmieni... uwierzyłam wróciłam... po kilku miesiącach znów to samo... i tak sobie trwam w takim chorym związku.. bo kocham... bo mam nadzieję ze jednak się zmieni... i wiesz co? .. ostatnio doszłam do wniosku.. ze to juz ostatnia szansa.. jestem moda mam 23 lata.. chcę żyć.. być szczęśliwa... chcę czuć się kochana szanowana bezpieczna... a teraz ? teraz tego nie mam teraz czuję się cholernie samotna i myślę że czas to zmienić! jeśli chodzi o ciebie.... proszę cię nie poniżaj się... pokaż mu że umiesz bez niego żyć nie daj mu odczuć że jest twoim całym światem... bo wykorzysta to przeciwko Tobie.. będzie wmawiał że kocha po czym powie ze chce czasu, że nie wie co czuje itp... zasługujesz na coś lepszego..jak każda z nas... zasługujesz na szczęście... zasługujesz na to żeby budzić się rano z uśmiechem na twarzy z myślą, że w końcu bedzie dobrze, że dasz sobie radę.. i tak będzie!! uwierz w siebie!! zacytuję jeszcze słowa które kiedyś powiedziała mi bardzo bliska dla mnie osoba "Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Jeśli wróci - jest twoje. Jeśli nie - nigdy twoje nie było." ... więc daj mu ten czas... daj czas sobie...
witam ponownie, minelo sporo czasu i musze wam powiedziec ze znow jestesmy razem, kiedy zobaczyl ze interesuje sie mna jego kolega chyba cos w nim sie zmienilo, nagle byl mily, kiedy wyjechalam ciagle pisal, a jak wrocilam odrazu chcial sie spotkac,te pare chwil bylo jak sen, nie spodziewalam sie tylu uczuc od niego jeszcze kkiedykolwiek.. no i wrocilismy do siebie teraz nadal sie kochamy choc nie jest idealnie i czasem czuje sie niedoceniana Kocham go i ciesze sie kazdą chwilą ![]()