Witajcie,
jestem tu po raz pierwszy. Chciałam się wyżalić tu na forum, bo wśród przyjaciół uchodzimy za parę idealną (albo raczej uchodziliśmy). Dziś rano spakowałam swojego męża i poprosiłam, by odszedł na jakiś czas.
Od czego się zaczęło? Cóż, zauważyłam, że zaczął od jakichś dwóch miesięcy jakby bardziej o siebie dbać; kupywał sobie ciuchy (kiedyś nie można go było namówić na kupno nowej pary jeansów, choć stare były już mocno przetarte), w pracy zostawał dłużej, ale tym się nie przejmowałam, bo wiedziałam, że ma klientów, że spotkania etc. Seks - świadomie brak, dlaczego? bo ostatnio to ja ciągle inicjowałam zbliżenia i znudziło mi ciągłe proszenie. Zmieniło się też coś w zachowaniu, choć nie umiem tego opisać: zawsze był małomówny, ale ostatnio nasze rozmowy ograniczały się do przekazywania sobie bieżących informacji. Nawet zauważyłam, że kiedyś mój obrońca, sprzymierzeniec i powiernik, staje się moim "oprawcą". Psychicznie zaczął mnie nękać: to żle zrobiłam, dlaczego noszę takiego bezgustowne torebki (notabene zawsze w tym samym stylu), poprawiał mnie, gdy np. się przejęzyczyłam i przy synu potrafił powiedzieć, że mama nie umie formułować poprawnie żadnego zdania. Zaczął mnie tłamsić, pokazywał swoją wyższość, choć w niczym - moim zdaniem - mu nie ustępuję.
W końcu znalazłam smsy. Od tej samej panienki z jego pracy. W jednym z nich mój mąż jej odpisał, że dziękuje za spotkanie i rozmowę i że czuje niedosyt. To przełamało kroplę, nie zniosłam tego. Wiem, że może nie miałam podstaw, że nie znałam kontekstu tych słów, ale dla mnie miało znaczenie tylko to, że on z kimś rozmawia, i to nie jestem ja. Wczoraj w nocy ostra kłótnia, pierwsza tego rodzaju, że mnie zdradza, a on że przesadzam, wyolbrzymiam, zaczął nawet mówić, że za dużo filmów klasy "b" się naoglądałam. A potem się dowiedziałam, że jednak przyjeżdżał do niej do pracy po spotkaniach z klientami, choć zarzekał, że do zdrady nie doszło, bo ona jest ponoć lesbijką.
Ciężko mi. Jesteśmy razem 8 lat, z czego 6 małżeństwem, mamy synka i myślałam, że zawsze będziemy razem. Bo był moim przyjacielem, nie tylko mężem, a teraz, to zastanawiam się już tylko nad rozstaniem. Dopiero dziś rano mnie przeprosił i przyznał, że popełnił błąd. Wczoraj twardo zarzekał się, że to ja jestem przewrażliwiona i nic nie rozumiem. Czasem żałuję, że dałam się namówić na ślub, zawsze byłam przeciwniczką tej instytucji. Papierek tylko sprawił, że on poczuł się panem sytuacji i mojego losu.
Opowiedzcie, co o tym sądzicie,
Z góry dziękuję za wszystkie -również też krytyczne - uwagi.