Witam
08.08.2008 roku moi rodzice zgineli w wypadku samochodowym (juz ta data daje duzo do myslenia- nie dosc ze same 8 to rowno na rok po czyli 08.08.2009 mialam ustalona date slubu koscielnego i pozalatwiane formalnosci) mialam wtedy 20 lat i w dniu ich smierci bylam w 4 miesiacu ciazy, mam o 4 lata starsza siostre, ktora tez w tym samym czasie byla w 4 miesiacu ciazy, a termin porodu mielismy ja na dzien babci ona na dzien dziadka (urodzilysmy w innych termnach) ja urodzilam corke ona synka stwierdzilam ze Bog zeslal nam Ich spowrotem przez nasze dzieci. Jak po tym wszystkim glebiej sie zastanowilam nad tymi zbiegami okolicznosci to az dreszcze mnie przechodza. Bardzo to przezylam gdyz bylam na ich utrzymaniu i z nimi mieszkalam a na dodatek jeszcze studiowalam. Ale powiedzialam sobie ze dla nich zrobie wszystko zeby tan na gorze byli ze mnie dumni. Skonczylam studia licencjackie obecnie jestem na magisterskich, mieszkam dalej w domu rodzicow, daty slubu koscielnego nie zmienilam bo wiem ze nie chcieli by tego, mam 2 wspaniale corki jedna 2 latka druga 6 miesiecy i kochanego meza. staram sie zyc normalnie- robie to dla moich rodzicow. Zbiegeiem czasu wiem ze musieli odejsc razem, bo nie potrafili bez siebie zyc. Powoli godze sie z tym wszystkim choc jest ciezko.
PS. Kto mi nie wierzy moge podac linka gdzie jest opisany ten wypadek i zobaczycie komentarze jakie sa, ze to wszystko co pisze to prawda.