Witam.
Na początek zaznaczę że mam 23 lata Ona 21.
Mam spory problem, z którym nie wiem jak sobie poradzić. Otóż byłem ze wspaniałą dziewczyną 4 lata. (Tzn uważam że wciąż jesteśmy razem ale o tym za chwilę). 23 stycznia mieliśmy czwartą rocznicę, której niestety nie spędziliśmy razem. Otóż w jej przeddzień zerwała ze mną... Przez sms. Napisała "Nie spotkamy się to nie ma sensu". Ja zapytałem się co nie ma sensu, myśląc że może chodzi o samo spotkanie. Odpisała "My." Spytałem, dlaczego. "Po prostu, nie ma. To koniec" Od razu pomyślałem ze ma innego, bo jak to inaczej wyjaśnić. Napisałem Jej o tym. "Już widzę co o mnie myślisz", odpisała. Wyjaśniłem że dopiero od wtedy mam takie podejrzenia, bo jak można tak wielką miłość (jaką bez wątpienia była) zakończyć jednym smsem, nawet niewyjaśniającym zbyt wiele? Od tamtej pory nie ma prawie żadnego odzewu. Dlaczego wcześniej wspomniałem, że wciąż jesteśmy razem? Z prostego powodu: takie zerwanie nie liczy się wg mnie. To totalne zaprzeczenie miłości, szacunku do drugiej (kochanej) osoby i tego co było miedzy nami. Czyli na dobrą sprawę jeśli i ja zrezygnuję z walki o Nią to uznam że nigdy nic miedzy nami nie było, nigdy Jej nie spotkałem itd. To czyste szaleństwo i już serce mi pęka na samą myśl. Wszędzie są Jej wspomnienia. W telefonie, w płytach z muzyką od Niej, w moich myślach i fantazjach. Nie potrafię Jej zapomniec, dlatego wciąż walczę.
Mój post może wydawać się dość niezrozumiały. Z drugiej strony nie chcę się rozpisywać żeby zanudzać forumowiczów. Ale chyba nie mam innego wyboru. Pora pokrótce opisać nasz związek. Przez dłuższy okres czasu było między nami cudownie. Zawsze często się widywaliśmy, potem prawie non-stop. Co prawda w pewnym momencie Ją zaniedbałem czego strasznie żałuję ale poprawiłem się. A moje zaniedbanie Jej polegało na zbyt częstym graniu na PS2 i nie poświęcaniu należytej uwagi. Wiem to i żałuję z całego serca. Niestety zanim zdążyłem cokolwiek w sobie zauważyć Ona znalazła swoje internetowe hobby i też mnie zaczęła zaniedbywac. Czasami mniej, czasami bardziej. Ale tylko przez jakiś czas. Często wszystko było cudownie, byliśmy naprawdę blisko. Potem zaczęły się kłótnie, coraz bardziej ostre. Chyba byliśmy zmęczeni całą sytuacją, dość niefajną. Mi przeszkadzała Jej matka, która non-stop z nami przesiadywała. Podczas pewnej kłotni wygoniła mnie z domu (nie pierwszy raz). Zawsze czekałem pod drzwiami aż się uspokoi i błagałem żeby mi wybaczyła. Zawsze Jej przechodziło i godziliśmy się potem znów było cudownie. Jednak tamtego razu nie czekałem do skutku. Poszedłem do własnego domu zostawiając Ją samą na całą noc. Nie mogła mi tego wybaczyć. Nie odzywała się przez kilka dni. Od tamtej pory przestaliśmy się tak często widywać. Tzn nie zostawałem u Niej na noc. Kolejna rzecz w której zawiniłem. No nic. Z jednej strony to było dobre, bo odpoczęliśmy od Jej matki i wszystko wróciło do normy. Potem nadszedł kryzys, gdy z pewnych przypadków nie miała prądu przez długi okres. Siadło Jej to na psychikę ja rozumiem. Potrzebowała jakiejś rozrywki więc zapraszałem Ją do mnie i tam korzystała z internetu na swoim laptopie. Ja w tym samym czasie grałem na PS2 i czasem do Niej zagadywałem, przytulałem, dawałem buziaka itd. Z Jej strony było tylko branie. Kilka razy Jej to wypomniałem. Wytłumaczyła się że po prostu jest zmęczona i nie ma na nic ochoty. Obiecała że jak tylko odzyska prąd wszystko wróci do normy. Dodam jeszcze że przez ten czas zrobiła się praktycznie aseksualna nawet gdy zostawała na noc nie miała ochoty chociażby na petting. Tłumaczyła to złym nastrojem, rozumiałem to. Miała inny temperament niż ja i Jej sex widocznie nastroju az tak nie poprawiał. To w końcu kobieta potrebująca odpowiedniej atmosfery. Ok. Dodam w nawiasie że nigdy nie uprawialiśmy takiego normalnego seksu, ale mi to w zasadzie wystarczyło. Ja byłem więc prawiczkiem (i jestem do tej pory), Ona dziewicą. Nie wiem czy to w ogóle ma jakieś znaczenie, ale staram sie przedstawić wszystko jak najlepiej. Prąd wrócił. Poprawy nie było. Natomiast naszła decydująca zmiana. Przeprowadzka do innego miasta. Nie tak w sumie daleko. Ale ograniczone kursy busów utrudniałyby spotkania. A Jej matka się uparła (swoją drogą utraciła chyba przez to pracę). Zacząłem więc panikowac i pytałem się czy mnie nie zostawi po przeprowadzce. "Jasne, że nie". Uspokojała mnie. Spotkalismy się. To było całkiem niedawno. Byliśmy razem na zakupach, bawiliśmy sie dobrze, kupiłem Jej bluzkę i kilka innych drobiazgów. Cieszyła się, choć nigdy nie lubiała jak przesadnie wydaję na Nią pieniądze, zawsze się odwdzięczała. Potem było jedno krótkie spotkanie i szybko sie pożegnaliśmy. No i od tamtej pory nie widzieliśmy się ani razu. Dodam że podczas spotkania była w dość kiepskim humorze. Zauważyłem że przefarbowała włosy, zaprzeczyła. Sam nie wiem czemu, tak jakby nie chciała żebym zauważył. Stwierdziła też mimochode że bluzka nie jest ode mnie, gdy zwróciłem uwage że w Niej przyjechała. Ale było całkiem miło. Wciąż odpisywała mi na smsy (co prawda nie tak znowu często, ma w końcu swoje hobby - rozumiem), odbierała telefony. Rozmowy były miłe i zawsze kończyły się obustronnym "kocham Cię". Gdy nagle pewnego dnia zadzwoniłem i usłyszałem jedynie nerwowe i zniecierpliwione "Co?". Jesteś zła że dzwonię?, spytałem. Nie, ale laptop mi się wiesza. To przecież nie moja wina, mówię, bla bla bla. Więc spytałem się czy spotkamy się w rocznicę. Już jakis czas temu się umawialismy wszystko było ok. A Ona odpowiada, "nie wiem, być może'. Na co ja się pytam czy chce. "Nie wiem, być może". Od tamtej pory zaczęło coś sie psuć. Rzadziej odpisywała na smsy i nie odbierała telefonów. No i reszta tak jak powyżej. Dodam jeszcze że nigdy Jej nie zdradziłem i ze wierzę też w Jej wierność. No i to że zapytana o dokładniejsze powody zerwania napisała :
-nie chce się angażować
-nie potrafimy się dogadać
-ma dość problemów na głowie i nie ma ochoty słuchać moich wyrzutów (wyrzuty dotyczyły Jej rzadkiego odpisywania mi, bywałem dość natrętny)
Myslę że chodzi o jakieś problemy w domu. Jej matka straciła pracę, no i ogólnie moja ukochana nie chciała tam mieszkac. Znów wykorzystują Ją do pilnowania dzieci Jej siostry i może coś gorszego. Nie wiem nie mówi mi, nie zwierza się. Może to problemy i dlatego chce zerwac bo ma dość życia. Na to też wskazują jej opisy na gg, np: "Sen jest dobrym lekarstwem na problem, jednak ma zbyt krótkotrwałe dzialanie. Budzimy się i modlimy by znów zasnąć - czasem na wieczność."
Strasznie mnie to martwi i nie chcę żeby zrobiła sobie krzywdę. Jednak najbardziej dziwi mnie fakt że zerwała przez sms i nie chce się spotkać by zroić to w cztery oczy. Pisałem Jej że nie zaliczam tego do zerwania. Że niech wyjasni mi o co chodzi to dam Jej spokój, którego tak bardzo chce. Gdy wspominam o tym że jesteśmy wciąż razem szybko odpisujee że nie. Ale gdy jednak upieram się przy swoim nie odzywa się. Nie wyjaśnia dokładniej o co chodzi więc może nie do końca chce mieć ode mnie spokój. Może sprawdza mnie. Ostatnio jeszcze przed zerwaniem posądziła mnie o obsesję i że to jedynie obsesja że Jej nie kocham a to nieprawda. Dzisiaj napisałem Jej że jadę na miasto i że będę czekać w miejscu gdzie zatrzymują się busy. Odpisała nie tak jak zwykle "nie spotkamy się", tylko "Pilnuje dzieci". Usiadłem wteddy i zapłakałem. Ostatnio robie to często, tracę siły i czasem chce się poddać. Dodam jeszcze że zawsze gdy napisze "Przyjadę dzisiaj, spotkajmy się, ok?" Ona zawsze od razu odpisuje coś w tym stylu "Nie spotkamy się. Tyle". Co to oznacza, dlaczego reaguje tylko na dwa typy smsów? Co oznacza Jej milczenie w innych sprawach? Prosze o pomoc. Czy ktoś wie w czym tkwi problem i co robić? Co robię źle i czy jest sens walki o Nia? Znaczy ja wiem że jest, ale co Wy o tym sądzicie. Prosze o odpowiedź i czekam z niecierpliwością jednocześnie przepraszam za tak długiego posta. Pewnie przekreślam sobie tym szansę na pomoc... Oszaleję. Męczy mnie to co robi, bo zawsze bardzo o Nią dbałem Nigdy do niczego nie zmuszałem, nie ponizałem, kwaity, kolacje, niespodzianki, byłem na każde Jej zawołanie. Ale jednocześnie nie dawałem soba pomiatać i Ona też o mnie dbala. Nie powiem, że nigdy nie czułem od Niej miłości do mnie. Bo czułem. Tym bardziej tego nie rozumiem. Jeśli mnie kochała i traktowała poważnie to jak może teraz zrywac przez sms i tak mnie ignorowac?
Walczę bo mam nadzieję. Wiem, że mnie kiedyś kochała i kocha dalej, bo prawdziwa miłość nie przemija nigdy.