Witam wszystkich. Nazywam się Hiacynta i mam problem z moim mężem. Wydawać się mogło, że bez problemu poradzę sobie z kłopotem, tak jak to było za pierwszym razem, jednak teraz to mnie przerosło.
Mojego męża poznałam na studiach, jest starszy o 2 lata, więc z ślubem czekaliśmy do momentu gdy ja zdobędę tytuł magistra. Mieliśmy piękne wesele, urządziliśmy tak jak chcieliśmy nasze gniazdko i żyliśmy powoli ciesząc się każdą chwilą razem. Jakiś czas temu nakryłam mojego męża na kłamstwie. Może dla niektórych to drobnostka, bo każdy ma jakieś tajemnice, jednakże my sobie obiecaliśmy mówić najgorszą prawdę. Okazało się, że mój mąż wydał większość oszczędności jakie mieliśmy przeznaczone na czarną godzinę w kasynie. Wstrząsnęła mnie ta informacja, gdyż nigdy nie podejrzewałam męża iż lubi hazard. Była o to straszna kłótnia, gdyż według mnie te pieniądze miały być przydatne na coś ważnego, a on sobie je ot tak wydał. Naturalnie przepraszał, prosił o szanse i mówił, że wierzy iż moje zaufanie do niego nadszarpną. Jakimś dziwnym trafem tak było, nie wiedziałam co mam o jego wybryku myśleć i jak się do niego odnosić, pojawiły się nawet czarne myśli, że to nie będzie tylko jednorazowy wyskok... Czas mijał i spadła na nas przykra wiadomość. Okazało się, że byłam w ciąży, jednak poroniłam. Mój mąż okazał się wielkim wsparciem dla mnie w tych trudnych momentach i to pokazało, że mogę na nim polegać jeszcze bardziej, zaufanie jakimś trafem wróciło. Żyliśmy od tamtej pory spokojnie, bez większych kryzysów, gdy wczoraj dowiedziałam się czegoś przykrego.
Przyjechali do nas w odwiedziny przyjaciel mojego męża wraz z partnerką. Mój mąż, jak to on zwykle zaproponował niewielką imprezę, a więc była zabawa. W pewnym momencie partnerka przyjaciela mojego męża (Iga) poprosiła mnie abym pościeliła jej w pokoju, bo chce się położyć. Poszłam z nią do pokoju i ona ni z gruszki ni z pietruszki opowiada mi o minionym Sylwestrze. To co usłyszałam sprawiło, że krew się zawrzała i ciemno przed oczami mi się zrobiło. Otóż, minionego Sylwestra spędziłam u moich rodziców, gdyż mama czuła się gorzej i prosiła bym przyjechała. Mój mąż nie mógł spędzić go ze mną, gdyż od świąt robił niewielki remont u swoich rodziców, więc spędził ostatni dzień w roku u siebie i ustaliliśmy, że spotkamy się 2 góra 3 stycznia. Jednakże okazało się, że on wyjechał na Sylwestra w góry razem z przyjacielem, Igą i kilkoma innymi osobami. A żeby tego jeszcze było mało cała impreza odbywała się w domku jego byłej kobiety, z którą był 4 lata i to w jej towarzystwie mój mąż przywitał Nowy Rok!!
Nie będę ukrywać, że zrobiłam o to wielką awanturę. Jesteśmy po ślubie prawie 3 lata i nie sądziłam, że mój mąż za moimi plecami będzie coś takiego robił. Nie interesowało mnie to, że mamy gości, wkurzyłam się i zażądałam by wyniósł się z mojego życia. Ten zaczął mi mówić, że wyjazd był planowany od jakiegoś czasu (ciekawe, że o mnie zapomniał i chciał zabawy jedynie w towarzystwie innych), mówił, że ona się dla niego nie liczy, że z racji iż ona ma domek było łatwiej o nocleg itp, że do niczego nie doszło między nimi. Znajomi mieli nie mówić mi, dla dobra naszego małżeństwa.
Szok, po prostu szok. Gdy sobie o tym przypomnę robi mi się niedobrze. Powiedziałam mu, że nie miałabym nic przeciw takiemu wyjazdowi, gdyby mi o nim wcześniej powiedział, ale nie zatrzymywał się u byłej. Mój mąż mówi, że mnie kocha, że wie iż stracił ponownie zaufanie, ale zależy mu i udowodni że tylko ja się liczę. A ja...
Tę noc mój mąż spędził na podłodze, trochę żal mi się go zrobiło, więc okryłam go kocem i w sercu przyznała, że go kocham. Jednak oszukał mnie w takiej sprawie. Sprawdziłam jego telefon, była nie odzywa się,a może usunął wiadomości... Teraz czuje żal w sercu, poczucie zdrady... Nie odzywam się prawie wcale do męża, jedynie uprzejmości (tak, nie, do widzenia, dzień dobry). Żyję z nim w jednym domu, ale patrzeć nie mogę, bo coś kuje mnie w środku. Dziś zrobiłam sobie dzień wolny od pracy. Dzień na przemyślenia co zrobić. Do momentu gdy on wróci z pracy (16.00)
Dlatego proszę o radę, bo sama nie wiem co zrobić. Jestem zagubiona, bo kocham męża, dobrze mi z nim, w jego towarzystwie, do tej pory bez zarzutów ufałam mu, jednakże teraz chyba nie umiem ufać... Co mam zrobić? Wiem, że to on powinien coś robić, znam go i wiem, że będzie. Wczoraj powiedział, że nie pozwoli by los mu odebrał mnie...
Jednak co ja w całej tej sytuacji mam zrobić? Pomóżcie...