Wiem ze pewnie zostane tu zlinczowana.Jesli nie jawnie to w myslach przez niektóre z was. Jak juz wczesniej pisałam zostałam zdradzona po 9 latach zwiazku. 9 latach wiernosci. Myslałam ze to ten jeden jedyny na zawsze. Niestety dostałam kopa i sie obudziłam. Zostałam sama. On gdzies tam...u niej...ja sama...kazdego wieczoru...koszmar...Po 7 miesiacach poznałam kogos. Przez internet..Na poczatku rozmawialismy przez skypa. Długie rozmowy.Komus obcemu łatwiej sie wygadac. Ja mu sie zwierzałam, on mi...on chciał sie spotkac a ja zwlekałam, myslałam, ze to pewnie jakis dupek. Nie wiedziałam jak wyglada. Moze pomyslicie o mnie zle ale chciałam tylko seksu. Brakowało mi bliskosci, ciała, czułosci, meskich dłoni. Zasypiałam sama i czułam ze trace czas. Ze tu obok mnie powinien ktos byc. W koncu przyszedł taki wieczór ze miałam wyjatkowa chandre i zadzwoniłam do niego. Zaaproponowałam spotkanie. Przyjechał. Na poczatku zrobił na mnie srednie wrazenie. Potem zaczelismy rozmawiac. Własciwie to ja mówiłam a on słuchał. Siedział i słuchał. Był w nim taki spokój. Siedział obok a ja patrzyłam na niego i ...choc mówiłam o czyms tam...myslałam o jego twarzy...ciele...dłoniach...tak mi sie podobał! No i stało sie. Pierwszy raz w moim zyciu zrobiłam cos takiego. Tego samego wieczoru wyladowalismy w łózku. Wierzcie mi ze zanim to zrobiłam przez moja głowe przeszły tabuny rozsadnych i przyzwoitych mysli, ze nie, ze nie powinnam, ze ...Nie dałam rady. Zmiotło mnie. Uległam...sama sobie.
Potem było coraz szybciej, jak na szalonej karuzeli. Namietnosc, szalenstwo, nieprzespane noce...Szłam rano do pracy, po 2 godzinach snu, na skórze czułam jego zapach a oczy mi błyszczały. Ostatni raz przezyłam cos takiego...nawet nie pamietam.
Teraz wszystko ostygło. Spotykamy sie nadal. Jestesmy kochankami. Uwielbiam go.
Najgorsze w tym wszystkim jest to ze ja chciałam tylko seksu. Nie chciałam sie angazować.A tu sie okazało, ze on jest moja bratnią dusza. Ze za nim tesknie jak go nie widze. Nieustannie o nim myśle. On twierdzi, ze nie chce sie wiazać. Ze juz w nikim sie nie zakocha. Mówi ze nadal kocha swoja była zone i ze próbował zastapic ja mna ale nie moze, bo ma w sercu pustke. Ze gdyby jej juz nie kochał to zakochał by sie we mnie...Czasem widze jak na mnie patrzy. Sa takie momenty. Kiedys na stacji benzynowej wyszedł zatankowac paliwo, ja siedziałam w samochodzie. W pewnej chwili poczułam ze ktos patrzy na mnie przez szybe. Spojrzałam a to był on. Stał i patrzył na mnie tak jakos dziwnie, tak powaznie, ze az poczułam dreszcze na całym ciele. Wiem ze to brzmi jak z jakiegos taniego romansidła. Ale nie spodziewałam sie. Ja ewidentnie cos do niego czuje. Czasem mi sie wydaje ze on tez, choc to moze złudzenie...Nie to zebym jakos strasznie cierpiała, zyje normalnie, z mostu sie nie rzucam, ale cos mi sie stało...no nie wiem...Zakochałam sie? czy z takiej znajomosci moze wyniknac cos sensownego?
Próbowałam juz zapomniec o nim. Wymyslałam sobie zajecia. Wmawiałam ze nie potrzebuje go widziec. Nie umiem z tym walczyc.
Nie chciałabym tez wpasc z deszczu pod rynne.Co myślicie kobiety?