Witam wszystkich!
Trzy lata temu wyszłam za mąż i nic nie wskazywało na to,że kilka miesięcy po ślubie, człowiek którego kochałam (i jak mi się wydawało, on mnie również) przeprowadzi na mnie test pt. "ile upokorzenia może znieść kobieta?".Mieszkaliśmy w domku jednorodzinnym, w odludnej okolicy.Zaraz po ślubie byłam w ciąży i wtedy zaczęły się problemy.Mąż zaczął nazywać mnie grubą świnią,powtarzał,że nie chce mnie ani dziecka,że mam się wynosić z jego domu.Mąż razem ze swoją siostrą i jej mężem, urządzali sobie u nas libacje alkoholowe, nie zważając na mój stan,miałam ich tylko obsługiwać.Wbrew pozorom, nie była to rodzina, którą można było by posądzić o takie zachowania, ale ludzie w marę zamożni, prowadzący własną działalność, mąż też miał własną firmę i nie bez przyczyny o tym nadmieniam, bo jak się potem okazało, to miało bardzo istotne znaczenie.
Starałam się dać im do zrozumienia,że nie chcę takiego trybu życia dla siebie i dla dziecka.To był mój błąd! Mąż zaczął wygadywać mi jedzenie,że musi mnie utrzymywać,odmawiał kupowania podstawowych rzeczy i kiedy chciałam gdzieś pojechać, kazał mi chodzić pieszo, cytuję: "ja tobie du..y woził nie będę".Kiedy się czasem popłakałam to śmiał się,że ryczę jak dzieciak.Nie miałam pojęcia,że po urodzeniu się dziecka będzie jeszcze gorzej.Kiedy syn przyszedł na świat, okazało się,że mąż nie ma zamiaru kupowania mleka i pampersów.Byłam na wychowawczym, bez możliwości zostawienia dziecka pod opieką rodziny, nie było sklepu w pobliżu, żeby kupić mleko musiałabym przejść z synkiem ok. 10 km.pieszo.Mąż wracał do domu pijany i nic go nie obchodziło.Wieczorami wychodził z domu na całe noce, zamykał drzwi na klucz i zabierał ten klucz ze sobą, byłam z dzieckiem dosłownie uwięziona, czasami nie było go dwa dni.Potrafił zabrać mi telefon komórkowy i odciąć kabel linii telefonicznej, abym nie mogła skontaktować się z rodziną, a kiedy wracał następnego dnia, naprawiał wszystko tak, aby nie było śladu po tym co zrobił.Często kiedy wracał pijany wieczorami awanturował się i kazał oddawać wszystkie pieniądze jakie na mnie stracił, szarpał, rzucał i popychał mnie.Miałam sińce na rękach i przedramieniu.
Po 1,5 roku "małżeństwa" ktoś doradził mi,abym zgłosiła wszystko na policję i założyła "niebieską kartę", zrobiłam to, ale i tak nie byłam pewna, czy to cokolwiek zmieni.Kilka razy spakowałam się i rodzice zabierali mnie do siebie razem z moim synkiem, było ciasno, ale przynajmniej bezpiecznie.
Przyjechał ,przepraszał, obiecywał,że się zmieni, ja wierzyłam i wracałam do niego! I po kilku dniach wszystko się powtarzało tyle,że ze zdwojoną siłą.Panie z opieki społecznej odwiedziły mnie kiedyś w domu i na wychodne usłyszałam: Przecież macie taki ładny dom, ślicznie urządzony, trzeba się spróbować jakoś dogadywać z mężem".Odpowiedziałam jej, żeby nie sądziła po pozorach, bo nie taka pomoc była mi wtedy potrzebna.Nikt mi nie wierzył, czułam się osamotniona i przybita, całkowicie bezradna! Czy luksus zamyka ludziom oczy i uszy na problem?.
Mąż był coraz bardzie brutalny, któregoś wieczoru zaczął awanturę szukając swego portfela i rzucił mną z całej siły, na płytki podłogowe, poczułam silny ból, przez chwilę nie mogła się podnieść.Kiedy wstałam, siedział wygodnie w fotelu, nawet się nie zainteresował tym czy ja żyję.Zadzwoniłam po raz pierwszy na policje, po 45 minutach doczekałam się radiowozu.Zanim przyjechali mąż powiedział do mnie spokojnym i zdecydowanym tonem: "I pamiętaj, poślizgnęłaś się i upadłaś.Ja ci nic nie zrobiłem",zmroziły mnie te słowa.Wiedziałam,że nigdy nie wybaczę mu tego wszystkiego i to koniec.Potem przyjechała karetka i po spisaniu i badaniach wszyscy się rozjechali, zostawiając mnie z mężem.Bałam się ,że teraz to mi dopiero pokaże na co go stać, ale na szczęście obyło się bez rękoczynów, był po prostu wulgarny.
Od 2 miesięcy mieszkam z synkiem u rodziców, sprawa karna w toku, sprawa rozwodowa za miesiąc.
Nie wiem jak wytrzymałam to wszystko, ale teraz wiem,że najtrudniej jest zrobić ten pierwszy krok i przyznać się do faktu,że własny mąż jest sadystą! Pozdrawiam wszystkie kobiety, które były lub są w podobnej sytuacji.A tym które tkwią w takim związku radzę, nie bójcie się, że nikt wam nie uwierzy, brońcie swojej godności i bezpieczeństwa waszych dzieci, które przecież muszą na to patrzeć.