Witam!
Przeczytałam cały wątek, jak również wiele innych wypowiedzi na ten temat w internecie. Wszędzie jawi się pewna prawidłowość, dwie strony barykady: rodzic, który po rozpadzie związku został z dzieckiem i nowy partner/partnerka drugiego z rodziców. I jawi się pewna tendencja: generalizowanie.
Odniosę się tylko do sytuacji Xandry2605, gdyż jestem w podobnej. Mój mąż po 9 latach związku zostawił dwa miesiące temu mnie i naszą adoptowaną córeczkę dla swojej kochanki i jej córeczki. Dziewczynki są w podobnym wieku 4,5 i chyba 6 lat. Mąż oczywiście twierdzi, że dziecko bardzo kocha i chce uczestniczyć w życiu córki. Przepraszam za sarkazm, ale ogarnia mnie pusty śmiech i zaraz wyjaśnię dlaczego.
Fakty: Wrzesień 2008 - sprawa adopcyjna, nasze zgodne zeznania przed sądem, że się kochamy, że nasze małżeństwo nie jest zagrożone rozwodem, że chcemy stworzyć wspaniałą rodzinę naszemu przyszłemu dziecku. Wrzesień 2009 - mąż sypia z kochanką. Wrzesień 2010 - mąż już nie mieszka ze mną i z dzieckiem bo mnie od dawna nie kocha i dla dziecka tak będzie lepiej.
Przed jego wyprowadzeniem się z domu byliśmy u psychologa (nie jednego), żeby zaplanować jak się rozstać z jak najmniejszą szkodą dla naszej córeczki. Najważniejsze informacje: dla dziecka rozstanie rodziców to zawsze wielka strata, to zburzenie bezpiecznego świata jaki zna (poza jakimiś patologicznymi sytuacjami), to trauma, która swój ślad pozostawia na całe życie. Nawet kilkumiesięczne dziecko czuje, że coś w życiu zostało mu zabrane. Dziecko jeszcze długie lata będzie miało nadzieję, że rodzice się zejdą. W tym ogromnym bólu dziecko musi mieć czas, musi przejść pewne etapy, żeby odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Trwa to czasem nawet dwa lata. Pani psycholog poradziła mojemu mężowi, z którym nasza córeczka jest bardzo związana, żeby przez przynajmniej rok mieszkał sam, zabierał dziecko na noc czy kładł ją spać w naszym domu i czytał bajki jak zawsze. Dziecko musi poczuć, że mama i tata już nie mieszkają razem, ale poza tym nic się nie zmieniło, nadal są jego rodzicami i nadal bardzo je kochają. Nam poradziła, że mamy o tym córeczkę nieustannie zapewniać.
A teraz następna sytuacja: mój mąż wytrzymał dwa miesiące i poza moimi plecami zorganizował niedzielę w towarzystwie jego nowej wybranki serca i jej dziecka. Oczywiście wydało się, jak również to, że gdy mała jest u niego to "tatuś rozmawia z taką panią przez telefon, a ja się bawię na balkonie".
Pytam się zatem: co dobrego wynika z tego dla dziecka??? Jakie jego potrzeby są w tym czasie zaspakajane? Czas spotkań jest czasem dla dziecka i dla rodzica, czasem na utrzymanie, pogłębianie intymnych więzi, bliskości. Jaka ma być w tym rola nowej kobiety ojca albo jej dziecka? Czy dziecko w razie potrzeby, w razie problemów otworzy się przy osobach trzecich? Prawda jest taka, że te osoby nigdy nie będą dla tego dziecka rodziną. Gorzej - nasza córeczka będzie wiedziała, że jej tatuś codziennie zajmuje się innym dzieckiem, inne dziecko siada mu na kolanach, inne dziecko wygłupia się z nim rano czy wieczorem, inne dziecko jeździ z nim na wycieczki, a ona, jego córeczka, której mówi, że bardzo ją kocha - jest w domu z mamusią. Czemu to ma służyć???
Zastanawiam się też nad motywami tych nowych partnerek: co je tak pcha do natychmiastowego uczestniczenia w kontaktach między ojcem a dzieckiem? Jakie plusy dla dziecka one w tym widzą? Mam niestety wrażenie, że tylko plusy dla siebie - mają szansę zabłysnąć dobrocią, opiekuńczością przed swoim nowym partnerem. A "kochający tatuś" jakie w tym widzi plusy dla dziecka? No mój mąż mi nie potrafił na to pytanie odpowiedzieć poza wykrzyczeniem, że chyba nie myslę, że będzie to w nieskończoność ukrywał. Więc o kim on myśli - o sobie czy o dziecku?
Wszystko w swoim czasie, w odpowiedniej formie i na zasadach ustalonych pomiędzy ojcem i matką dziecka, nie pomiędzy ojcem i nową partnerką. To oni biorą odpowiedzialność za wychowanie, psychikę i za kręgosłup moralny dziecka, o którym była wcześniej mowa.
Ja ze swoim mężem załatwiłam to krótko: albo będziesz przestrzegał tego co jest dla dziecka dobre (czyli tego co zalecił psycholog), albo wniosę sprawę do sądu o ustanowienie widzeń z dzieckiem bez obecności osób trzecich aż do momentu, kiedy dziecko nie będzie na to gotowe. Do czasu rozstrzygnięcia sprawy będziesz mógl się widywać z córką w mojej obecności.
Wściekły zapewnił mnie, że póki co nasza córeczka nie będzie miała kontaktu z jego nowa partnerką i jej dzieckiem.
Być może jest to jakaś podpowiedź dla wszystkich zainteresowanych.