Jestem ponad dwa miesiące po ślubie. Mieszkam z mężem u moich rodziców na wsi, w domku jednorodzinnym. Jestem jedynaczką, pamiętam jak od zawsze mówili, że napewno będę mieszkać z nimi, że budowali ten dom dla mnie. Poza tym mama ma cukrzycę i wpoili mi takie poczucie, że trzeba będzie się nią w przyszłości opiekować, że najlepiej żeby zawsze ktoś był w domu gdyby spadł jej poziom cukru i trzeba było szybko reagować i jej pomóc. Dlatego też nigdy nie brałam pod uwagę innej opcji jak mieszkanie z nimi po ślubie. Mój mąż jeszcze przed ślubem mówił, że jemu jest obojętne, gdzie będzie mieszkał, byle ze mną.
Tak więc teraz mieszkamy wszyscy razem i mamy problem w relacjach z rodzicami.
Ja i mąż pracujemy, ja w przedszkolu, on jako nauczyciel w-f w szkole zawodowej i technikum. Wraca późno, bo ma okienka w pracy, a dojeźdza do pracy ponad 30 km, tak więc wyjeżdza rano i jest w domu zazwyczaj koło 18:00, czasami ma też wieczorem treningi, w weekendy mecze. Jak jesteśmy wieczorem razem, to chcemy ten czas spędzić razem, troche odpocząć. Ja jak wracam w pracy robię wszystko co mogę w domu: sprzątam, piorę, prasuję, rodzicom pomagam w sprzedaży internetowej ich krzewów i szczeniaków, wystawiam aukcje, sprawdzam poczte, odpisuje na maile. Jak mam możliwość to robię też obiady.
Całe mieszkanie jest w spólne. Na górze aktualnie remontujemy sobie swój pokój.
Rodzice są niezadowoleni z paru rzeczy.
1. Pracują "u siebie". Uważają, że powinniśmy im więcej pomagać, "bo to wszystko jest też nasze" tzn dom, szkółka itd. Więc wg nich w każdej wolnej chwili (a mamy ich mało) powinniśmy im pomagać w szkółce krzewów ozdonych itd.
2. Wieczorami podobno "uciekamy do góry" żyjemy niby razem ale osobno, bo powinniśmy siedzieć razem z nimi na dole przed tv ![]()
Rodzice:
1. Uważają, że zawsze mają racje, wszystko musi być tak jak oni chcą.
2. Nie doceniają i nie widzą tego co robimy w domu (Mąż pomaga mi w zmywaniu, w soboty w sprzątaniu całego domu, mama wogóle nie sprząta. Rodzice uważają że powinnam przejmować coraz więcej obowiązków bo nie jestem już dzieckiem ale żoną. Także wg nich mamy chodzić do pracy, robić wszystko w domu i pomagać im w ich pracy, bo te pieniądze są też dla nas bo oni ich do grobu nie wezmą. My nie wykładamy pieniędzy na rachunki i zakupy spożywcze.
3. Wydają rozkazy: zrób to..., zrób to teraz, nie potrafią zapytać "czy moglimyśmy im teraz w tym pomóc"
Mąż i ja już nie możemy znieść ciągłych pretensji że nie mamy czasu żeby pomagać, że czegoś nie zrobiliśmy, że w sobote wyjeżdzamy razem na jego mecz albo idziemy na spacer kiedy powinniśmy im pomagać w szkółce, bo wg nich tylko niedziela jest od odpoczywania a od poniedziałku do soboty trzeba pracować i zarabiać. Wg. nich my wychodzimy z takiego założenia żeby pracować ale sie nie napracować. Wspomniałam im kiedyś że my chcemy mieć coś z życia, że jesteśmy młodzi chcemy się sobą cieszyć a nie tylko pracować od rana do późnego wieczora, że mamy swoją prace i a szkółka to jest ich praca i że zarabiamy na siebie wystarczająco, nie potrzebujemy więcej, możemy pomagać w domu, ale w ich pracy nie mamy czasu. Byli zdziwieni jak możemy nie chcieć więcej pieniędzy. Oni mają inne potrzeby niż my, nigdzie nie wyjeżdzają na wakacje, w odwiedziny tylko w niedziele do dziadków jadą, na spacery nie chodzą, tylko pracują a w czasie wolnym oglądają tv i to im wystarcza. Uważają, że mają coś z życia bo mają pieniądze.
Mąż uważa, że rodzice mnie nie szanują, że źle sie do mnie odnoszą, nie biorą mojego zdania pod uwagę, z góry wiedzą że ja nie mam racji tylko oni, krzyczą, mają pretensje, uważają że to i to mam zrobić bo to mój obowiązek, a już nie mogą mną rządzić, bo jestem dorosła i powinni zrozumieć że chcemy być niezależni finansowo, mieć swoje zdanie, podejmować własne decyzje, ułożyć sobie życie po swojemu. Ciężko mi w tej sytuacji, chcemy z nimi porozmawiać, ale wiem że to nie będzie łatwa rozmowa. Bo oni dawno temu już sobie wymyślili, że będziemy mieszkać razem, będziemy pracować razem z nimi, pomagać im i się podporządkowywać . Myślimy o tym żeby zrobić sobie własną kuchnię, łazienkę i pokój na górze,i dzielić się rachunkami. Mieć swoje gniazdko, ale rodzice pewnie sobie tego nie będą mogli wyobrazić. W ostateczności sieli mamy na siebie "krzywo patrzeć i mieć pretensje i żale" to może lepiej wynająć mieszkanie, ale to też nie będzie łatwe do zrozumienia i zaakceptowania przez rodziców.