Jak radzicie sobie jako katolicy w trudnych małżeńskich chwilach ,by je przezwycięzyć .
By nie zatracić wiary w sens małzeństwa i walczyć o swój zwiazek :....i cie nie opuszcze aż do śmierci....:
----------------------
Tamara
1 2010-09-27 11:44:30 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2010-09-27 11:49:30)
Nie liczy się czy jest katolikiem czy ateistom. Kryzysy małżeńskie rozwiązuje się zawsze tak samo. Zależy to od dojrzałości osób będących w związku. Wiara - dla niektórych jest pomocna, ale myślę, że przecież wśród katolików nie ma wcale mniejszej ilości rozwodów niż wśród innych wyznań. Dlatego to bardziej jest związane z dojrzałością ludzi do bycia z kimś w relacji, czy tym bardziej do umiejętności rozmawiania o problemach.
No dobrze ale jak zawieraja zwiazek małzenski i podejmuja decyzje na całe życie aż do śmierci to, to jest dojrzała decyzja .
Wiec gdy nastepuje kryzys i przychodzi zmierzyć sie z problemami czasem nie do ogarniecia ludzkim rozumem to Wiara powinna być fundamentem do pokonania kryzysu (nie wliczam tu znęcania sie psychicznego i fizycznego,bo tego nawet religia nie toleruje).
Czy szukacie modlitwy i modlicie sie do Boga lub Matki Boskiej o nawrócenie danej osoby?
Czasem ktoś nie wierzy, do kościoła chodzi albo i nie, a jeśli tak to tylko na pokaz. I jeszcze znęca się psychicznie i fizycznie. Ile można się wtedy modlić? Rok, dwa, dziesięć? Czy modlitwa naprostuje czyjąś zwichrowaną psychikę, naprawi lata złego wychowania? A kiedy osoba poszkodowana w takim małżeństwie jest jeszcze młoda? Powinna się modlić do śmierci (swojej lub małżnka), czy olać sprawę, wyciągnąć wnioski na przyszłość i starać się o stwierdzenie nieważności zawarcia (o ile skrzywiona psyche była skrzętnie ukrywana przed ślubem)?
Emilko jeśli nie wierzy i chodzi na pokaz to można sie za taka osobę modlić o nawrócenie ale nie tkwić w takim zwiazku który nie rozwija a niszczy
Czy modlitwa naprostuje czyjąś zwichrowaną psychikę, naprawi lata złego wychowania?
.
oczywiscie ze nie naprawi ale może stanie sie cud właśnie przez modlitwę .Czy w to wierzycie ?
Emilko cały czas źle zadaje pytania .
Nie chodzi mi o skrajne przypadki tylko o normalne małżeństwa przechodzące kryzys
Dobrze zadajesz pytania, to tylko moje przemyślenia na ten temat są takie a nie inne. To raczej wynika z moich osobistych doświadczeń. Jasne, że tkwienie w związku, który jest toksyczny, to prawie jak zabójstwo dla naszej duszy.
Na przykładzie moich bliskich: rekolekcje dla małżeństw są świetnym sposobem na wyjście z kryzysu i w dodatku umacniają na przyszłość.
Tylko jak zaprowadzić męza na takie rekolekcje ?skoro uważa ze to fanaberie i nam to nie jest potrzebne .
To raczej wynika z moich osobistych doświadczeń.
Przykro mi że musiałas doswiadczać złych przeżyć ,swoja droga to nie mogę w żaden sposób zrozumieć osoby które oszukuja przed ślubem ukrywaja swoje wady a potem jest jak jest ból i rozczarowanie .
Nie rozumiem dlaczego tak komplikowac sobie życie nawzajem niedomówieniami lub nadgorliwością .
Czym tacy ludzie sie kierują ?
Egoizmem się kierują. Poza tym, po ślubie nie muszą się już starać (przynajmniej tak uważają) i potem pełno na forum wątków w stylu "zmienił się po ślubie na gorsze".
9 2010-09-28 11:25:42 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2010-09-28 11:35:37)
Z lęku przed utratą wolności, z niemożności dokonania wyboru spośród wielu różnych możliwości albo z niemożności dokonania wyboru najlepszego, wiele kobiet i mężczyzn cofa się dzisiaj przed pełnym zaangażowaniem się w bliski związek. Łączą się więc bez przekonania, mając w zapasie jakieś wyjścia awaryjne, jakieś ukryte tylne furtki, na wypadek, gdyby znaleźli dla siebie lepszą opcję. Taka postawa jest więcej niż przeszkodą na drodze ku życiu i miłości spełnionej. Ludzi, którzy ciągle poszukują czegoś bardziej interesującego, bardziej frapującego, lepszego i którzy całą swą energię inwestują w to poszukiwanie, amerykański profesor psychologii, Barry Schwartz, nazywa maksymalistami. Uważa on, że przyczyną istnienia we współczesnym społeczeństwie tylu osób z wyboru samotnych albo osób niezadowolonych ze związków, w których żyją, jest współczesna cywilizacja, która proponuje człowiekowi tak wiele wersji życia do wyboru, że człowiek czuj e się w nich zagubiony i zdezorientowany. W istocie, możemy dziś wybierać pośród wielu możliwości (multiple choice). Wystarczy pomyśleć o zwykłym supermarkecie. Istnieje tam wybór - mówiąc z pewną przesadą- tysiąca żeli pod prysznic, a ty potrzebujesz przecież tylko jednego. Podobnie ma się sytuacja z nawiązywaniem znajomości. Inaczej niż dawniej, dziś rozstania i rozwody sana porządku dziennym......
Więcej w książce: Kochać szczęśliwie - Sylvia Schneider
Myślisz Emilko że to ma sens...?
Ja napiszę tak:
mam,miałam i za pewne jeszcze nie raz będę miała jakieś tam problemy w małżeństwie raz mniejsze innym razem większe.
Jako osoba wierząca zawsze polecam się i swoje małżeństwo Bogu.
Uważam że mężczyzna i kobieta zawierając małżeństwo mówią swoje 'tak' nie tylko sobie wzajemnie, lecz również Bogu, przyjmując Jego wolę i ustalony przez Niego porządek. Dlatego jak coś się dzieje nie tak to uważam że jest to również sprawa Boga i dlatego do niego i innych Świętych się właśnie modlę.
11 2010-10-02 13:48:04 Ostatnio edytowany przez Emilia (2010-10-02 13:49:27)
spam
Z lęku przed utratą wolności, z niemożności dokonania wyboru spośród wielu różnych możliwości albo z niemożności dokonania wyboru najlepszego, wiele kobiet i mężczyzn cofa się dzisiaj przed pełnym zaangażowaniem się w bliski związek. Łączą się więc bez przekonania, mając w zapasie jakieś wyjścia awaryjne, jakieś ukryte tylne furtki, na wypadek, gdyby znaleźli dla siebie lepszą opcję. Taka postawa jest więcej niż przeszkodą na drodze ku życiu i miłości spełnionej. Ludzi, którzy ciągle poszukują czegoś bardziej interesującego, bardziej frapującego, lepszego i którzy całą swą energię inwestują w to poszukiwanie, amerykański profesor psychologii, Barry Schwartz, nazywa maksymalistami. Uważa on, że przyczyną istnienia we współczesnym społeczeństwie tylu osób z wyboru samotnych albo osób niezadowolonych ze związków, w których żyją, jest współczesna cywilizacja, która proponuje człowiekowi tak wiele wersji życia do wyboru, że człowiek czuj e się w nich zagubiony i zdezorientowany. W istocie, możemy dziś wybierać pośród wielu możliwości (multiple choice). Wystarczy pomyśleć o zwykłym supermarkecie. Istnieje tam wybór - mówiąc z pewną przesadą- tysiąca żeli pod prysznic, a ty potrzebujesz przecież tylko jednego. Podobnie ma się sytuacja z nawiązywaniem znajomości. Inaczej niż dawniej, dziś rozstania i rozwody sa na porządku dziennym......
Więcej w książce: Kochać szczęśliwie - Sylvia Schneider
Myślisz Emilko że to ma sens...?
Myślę, że ma. Dzisiaj mamy taką komercjalizację każdej praktycznie strony życia, choć nie znaczy to że to jedyny powód rozwodów i rozstań. Zresztą wystarczy zobaczyć, jak funkcjonują dzisiaj portale randkowe. Jest wyszukiwarka, która pozwala znaleźć "tę jedyną" dokładnie tak, jak dziś szukamy ubrań na allegro. Po prostu jak w sklepie. Człowiek, związek, miłość to dzisiaj towar, a kiedy w związku się psuje to zamiast starać się go naprawić - wyrzuca się starą zabawkę i kupuje nową.
Natomiast z mojego doświadczenia wynika jedno: dzisiaj ciężko stworzyć związek, w którym dojrzałość, wierność pewnym wartościom i Bóg (jakkolwiek banalnie to nie brzmi) byłyby na pierwszym miescu. Dlatego myślę, że szybciej stworzą zgodny, harmonijny związek dwie osoby różnych, acz chrześcijańskich wyznań, niż katoliczka z niewierzącym.
Im dalej jesteśmy od Boga tym łatwiej złym duchom opanować Nasze życie. Kryzys w małżeństwie jest pewnym wynikiem takiej sytuacji. Kwestia - co z tym robimy.
Kryzys małżeński jest wynikiem opętania? Dobrze zrozumiałam? Czyżbyśmy nie mieli wolnej woli, skoro jakieś duchowe byty są w stanie sprawić, że zachowujemy się w ten czy inny sposób? Ile masz lat i jaki jest Twój stan cywilny, Kaktusku?
Mamy wolną wolę, ale złe duchy podpowiadają Nam jak żyć, a chcą Naszego upadku. Jeśli jesteśmy z daleka od Boga, nie żyjemy naśladując Jezusa - własnymi, ludzkimi siłami nie pokonamy złych duchów. Nie potrafimy się oprzeć złemu. Modlitwa i zjednoczenie z Bogiem jest drogą.
To się nie tyczy tylko kryzysu w małżeństwie, ale ogólnie życia.
Co do moich personaliów - pozostawiam to bez odpowiedzi (nie ma znaczenia w dyskusji).
Mamy wolną wolę, ale złe duchy podpowiadają Nam jak żyć,
wpajają swoje myśli do naszego umysłu
np myśli samobójcze lub ze nie jesteśmy nic nie warci albo zazdrość materialna lub powodzenie
Witam dopiero znalazłam troszkę czasu .
pociągnę temat bo bardzo mnie interesują wasze wypowiedzi na ten temat .
Emilka: " dzisiaj ciężko stworzyć związek, w którym dojrzałość, wierność pewnym wartościom i Bóg (jakkolwiek banalnie to nie brzmi) byłyby na pierwszym miejscu".
Bardzo zainspirowała Mnie wypowiedź :
Im dalej jesteśmy od Boga tym łatwiej złym duchom opanować Nasze życie. Kryzys w małżeństwie jest pewnym wynikiem takiej sytuacji. Kwestia - co z tym robimy.
Interesuje mnie jak wpłynac na nasze myślenie i wartości którymi sie kierujemy by właśnie coś z tym zrobić?
By wyjść z takiego kryzysu mocniejszym i bogatszym o dane doświadczenia -umocnić to małżeństwo.
Wiem kazdy przypadek jest inny i kazdy związek małżeński -czyli rodzina to inny problem i spojrzenie.
W każdym związku musi dochodzić do konfliktów i nie należy się ich bać. Ważne jest, aby partnerzy potrafili ze sobą rozmawiać. Nie wolno lekceważyć sygnałów, które wysyła druga osoba. Lepiej wprost zapytać o przyczynę i samemu również komunikować swoje uczucia, a nie pozostawać w sferze domysłów. Domysły rodzą kolejne domysły, co jeszcze bardziej oddala nas od siebie...
I tu zachodzi trudność: mężczyzna z reguły niechętnie wdaje się w analizowanie problemów, ponad słowa stawia czyny, a zbytnie roztrząsanie uczuć uważa za niemęskie i stara się tego unikać. Jak w tej sytuacji nakłonić go do rozmowy?
Nie wszyscy mężczyźni znają tę oczywistą prawdę, że kobieta potrzebuje słów. Czasem wystarczy im o tym spokojnie powiedzieć. Trzeba przy tym unikać tonu rozżalenia, pretensji i oskarżeń, tylko po prostu powiedzieć o swoich odczuciach i konkretnych oczekiwaniach pod jego adresem.
Jak bronić sie przed takimi myślami które , wpadają mimo wszystko do naszego umysłu nie zależnie od naszej woli .Mysle że pozytywne myslenie tu nie wystarczy.
Kaktusku, w tej dyskusji ma znaczenie czy nie jesteś małolatem lub księdzem, lub starym kawalerem. Lepiej, żeby w takich wątkach wypowiadały się osoby, które mają życiowe doświadczenie w materii małżeńskiej a nie takie, które mogą tylko teoretyzować lub pisać o doświadczeniach innych osób.
Tamaro, ja nie byłam w stanie skłonić byłego do rozmowy na temat problemów w związku. On po prostu twierdził że ich nie ma, a na rozprawie bezczelnie powiedział, że ja problemów nie komunikowałam, chociaż Bóg mi świadkiem, ile razy próbowałam z nim porozmawiać. Cóż, było minęło.
Odnośnie tych myśli, ktÓre się pojawiają w naszej głowie - zagłuszyć je czymkolwiek, modlitwą, pracą, książką.
Dokładnie tak jest-najważniejsze to sie potrafić dogadać. Chyba w każdym małżeństwie są kłótnie i sprzeczki. Chodzi o to aby i mąż i żona potrafili ze soba rozmawiać,rozmawiać o problemach o tym co kogo boli,co sie nie podoba w tej drugiej osobie.
Wiem że to jest niestety trudne .........
GORKA najlepiej polecić się bogu ,matce bożej
sa modlitwy
Modlitwa w kryzysie małżeńskim
Ojcze nasz, zwracam się z pokorną i żarliwą prośbą do Ciebie. Tyś nas połączył nierozerwalnie w sakramencie małżeństwa i chcesz, abyśmy temu związkowi zostali wierni aż do śmierci. Boże, pospiesz na pomoc sercu memu, uczyń je przez to cierpienie mniej samolubnym. Poznaję coraz lepiej, jak trudny jest stan małżeński i jak niedoskonały(a) jeszcze jestem. Uczyń mnie wielkodusznym(ą), bym umiał(a) przebaczać. Daj mi cierpliwość podobną do tej, którą Ty mi okazujesz. Spraw, by w codziennych trudnościach i doświadczeniach moja miłość wzmacniała się i dojrzewała, aż minie zły czas. Panie, chcę zostać wiernym(ą) do końca. Amen.
21 2010-10-06 21:13:08 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2010-10-06 21:13:46)
Emilko niestety czasem na naszej drodze stanie taki zakuty łeb i niestety żaden argument nie trafia bo On sam nie chce żeby trafił.Ja takich nazywam macho,nie dadzą sobie nic powiedziec bo to oni wiedza wszystko najlepiej .Uważam że każdy z nas kto pragnie isc do przodu i sie rozwijać w zwiazku a przede wszystkim gdy chce w tym zwiazku wytrwać to wysłucha bolączek drugiej osoby,ale to w.g mnie marzenie niejednej kobiety na tej ziemi.
Emilko nic nie poradzisz na to że taki egzemplarz trafiłaś dlatego wcale sie nie obwiniaj z tego powodu nie musisz za dupka się ani wstydzić ani przejmować a jak Ty podjełaś decyzje o rozstaniu to i tak nie zobaczył swoich błędów tylko Twoje egoizm ,jeszcze raz egoizm z jego strony i tyle .
Ja myślę że kaktusek zrozumiał to jeszcze inaczej że jesteś zainteresowana.:lol:.bo to troszkę tak zabrzmiało.A tu klops.:lol:.Dlatego zobaczcie jak mozna minąć sie w rozumieniu tej samej kwestii.
Dlatego równiez rozmowa i modlitwa też uważam że to droga do celu.
merkaba piekna modlitwa ja również wierze ze modlitwa pomaga.
I zgadzam sie z GÓRKĄ tylko jak trafi nam sie taki buc co do niego nic nie dociera?
------------------
Tamara
Tamara więcej wiary w moc Jezusa
Kryzysy w malzenstwach byly i beda zawsze,Wynika to z uksztaltowania naszego charakteru,jego cech oraz emocji ktore zawsze towarzysza nam w takich sytuacjach .Gdy powstaje kryzys w malzensytwie to jest sygnal , ze trzeba zdecydowanie interweniowac, bo zle sie dzieje.Jesli stan kryzysu utrzymuje sie zbyt dlugo to trudniej bedzie sie porozumiec i go zazegnac.Co wtedy? Rozmawiac ,rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac.Szczerze , dlugo i bardzo CIERPLIWIE poskramiajac gniew i zlosc. Nie wolno dopuscic do glosu EMOCJI bo napewno sie nie porozumiemy. Tylko w atmosferze spokoju i checi zazegnania istniejacego kryzysu mozemy osiagnac porozumienie i pokoj , pod warunkiem , ze obie strony chca tego. Niezaleznie jakie wyznanie prezentujemy to sposob postepowania w ratowaniu malzenstwa i usuwania naroslych kryzysow JEST TAKI SAM.. Dzialajmy i postepujmy z wiara i miloscia w powodzenie a efekt naszych dzialan przyniesie obopolne zadowolenie. J oto wlasnie chodzi. Prawda?
100% prawda, tylko nie ma to nic wspolnego z wiara badz jej brakiem.
Merkaba, też się modliłam tą modlitwą, ale mimo gorącej wiary nic to nie dało. Eks miał problem ze swoją psychiką i w sumie wiem, że straciłam wiele lat na niego. To człowiek o osobowości psychotycznej, mający problemy z agresją, nieopanowaniem, itp. itd. To tak jakbym się dwa lata modliła żeby pedofil przestał być pedofilem albo złodziej złodziejem.
Kika, piszesz o tym, żeby rozmawiać bez emocji. Wyobraź sobie, że mówisz mężowi, że dostrzegasz problem w związku, chcesz żebyście się zastanowili nad tym czy tamtym, albo nawet prosisz go. A on nagle wyjeżdża na Ciebie z dzikim wrzaskiem, furią, ryczy, wyzywa... Słowem - reaguje odwrotnie proporcjonalnie do Twego spokoju i opanowania. Oczywiście w tym co piszesz masz rację, ale są też przypadki, kiedy po prostu rozmawiać się nie da. Choć mój przykład to oczywiście patologia.
Tamarko, na szczęście już się nie obwiniam
. Kiedyś owszem, cały czas myślałam, że może za mało się modliłam, że jakby więcej, goręcej, to Bóg by go zmienił... Ale przecież Bóg nie ma czarodziejskiej różdżki i każdy z nas zmienia się wtedy, kiedy chce. Zresztą modlitwa to był mój problem od początu tego związku. Najpierw, po pewnym czasie, jak sobie zdałam sprawę, że eks ma problemy z agresją, to się modliłam, żeby Bóg go zmienił. Nic się nie działo, a ja nauczyłam się uciszać go, uspokajać - byłam jak matka
. Potem nie chciał zgodzić się na ślub, no więc modliłam się, żeby się zgodził... Tak ze dwa lata się modliłam i nic, w aż w końcu zadziałał szantażyk mały... Potem nie chciał zgodzić się na dziecko, już po ślubie, mimo mojej choroby i realnego zagrożenia że za jakiś czas nie będzie się dało mieć dzidziusia. No to też się modliłam - tym razem "tylko" pół roku, bo po tym czasie po prostu wzięłam tyłek w troki i się wyprowadziłam. Oczywiście później nastąpiły miesiące obwiniania się, czy aby wszystko dobrze robiłam, bo może powinnam nie patrzeć tak jak mu się nie podoba, nie odzywać się, robić to co on chce, zerwać z przyjaciółką, której on nie lubił, nie malować się, inaczej się ubierać, mniej wierzyć w Boga (tu też był problem), nie spotykać się z własną matką, zmienić swoje hobby na jego, a przede wszystkim o wiele więcej się modlić
. Cóż, głupota totalna z mojej strony. Czasem myślę, że może podświadomie uwikłałam się w ten związek w sumie z góry skazany na niepowodzenie... Na bierzmowaniu wybrałam sobie imię Monika, wzruszna postawą świętej
. Kobita przez kilkadziesiąt lat żarliwie modliła się o nawrócenie swego małżonka poganina, a ten uczynił to dopiero na łożu śmierci. Tak mi się jej upór i niezłomność podobały, że chyba wtłoczyłam sobie do głowy że też chcę być taka super jak ona. A przecież miałam milion sygnałów przed ślubem, że nie powinnam wychodzić za mąż, że ten człowiek nie jest mi pisany. Aż do samego ślubu, a nawet przed ołtarzem miałam wątpliwości, intuicję, przeczucia... Ale cóż, Emi perfekcjonistka stworzyła sobie mały idealny świat, by potem z uśmiechem na twarzy udawać że wszystko jest ok i nic się dzieje. Myślałam, że sobie poradzę, no bo w końcu Bóg jest po mojej stronie, na pewno mi pomoże i będzie jak w bajce
.
A Kaktusek to chyba za bardzo sobie pochlebia
, zupełnie niechcący połechtałam jego męską próżność ![]()
26 2010-10-07 07:23:50 Ostatnio edytowany przez GORKA (2010-10-07 07:25:03)
GORKA najlepiej polecić się bogu ,matce bożej
sa modlitwy
Modlitwa w kryzysie małżeńskimOjcze nasz, zwracam się z pokorną i żarliwą prośbą do Ciebie. Tyś nas połączył nierozerwalnie w sakramencie małżeństwa i chcesz, abyśmy temu związkowi zostali wierni aż do śmierci. Boże, pospiesz na pomoc sercu memu, uczyń je przez to cierpienie mniej samolubnym. Poznaję coraz lepiej, jak trudny jest stan małżeński i jak niedoskonały(a) jeszcze jestem. Uczyń mnie wielkodusznym(ą), bym umiał(a) przebaczać. Daj mi cierpliwość podobną do tej, którą Ty mi okazujesz. Spraw, by w codziennych trudnościach i doświadczeniach moja miłość wzmacniała się i dojrzewała, aż minie zły czas. Panie, chcę zostać wiernym(ą) do końca. Amen.
Tak merkabo pisałam wcześniej że zawsze ofiaruję swój związek Bogu. Szczególnie w ciężkich chwilach warto sie modlić.Modlitwa uspokaja.
Uważam że mężczyzna i kobieta zawierając małżeństwo mówią swoje 'tak' nie tylko sobie wzajemnie, lecz również Bogu, przyjmując Jego wolę i ustalony przez Niego porządek. Dlatego jak coś się dzieje nie tak to uważam że jest to również sprawa Boga i dlatego do niego i innych Świętych się właśnie modlę.
Dziewczyny i tak trzymać !!!!!!!!!!!!!
Myślę, że tak wartościowy temat warto odświeżyć.
Czy kiedykolwiek zdarzyło wam się powierzyć, mniej lub bardziej poważny kryzys w małżeństwie bądź związku, Bogu?
Nie żyję w związku małżeńskim, w Boga nie wierzę a wszystkie kryzysy udaje nam się pokonać. Przynajmniej dotychczasowe. Myślę, że problem pojawia się gdy zaczyna brakować komunikacji między partnerami.