Witam, nie wiem czy byl taki temat, jesli tak, to prosze przeniesc ![]()
mam taki problem. jestem z narzeczonym od ponad dwoch lat. odkad zaczelismy uprawiac ze soba seks, wiedzialam, ze cos jest nie tak. jego penis nie wygladal jak penis normalnego faceta... po jakims czasie dowiedzialam sie, ze ma stulejke.
przez kilka miesiecy prosilam go, aby udal sie na zabieg korekcji tej stulejki. w koncu w kwietniu tego roku udalo mi sie. zrobil ten zabieg.
ale...
wlasnie tutaj zaczely sie klopoty. odczekalismy te przepisowe 4 tyg i kochalismy sie... niestety nie dal rady, poniewaz zaczelo go bolec.
minely kolejne miesiace, kochalismy sie juz "normalnie", choc poza wygladem jego siusiaka nic sie nie roznil nasz seks od innych- tzn zeby byla jasnosc, moj narzeczony nie potrafi sam "dojsc" musi sobie dopomoc reka... mnie bardzo ta sytuacja dobija, nie czuje sie przez to kobieta. bardzo go kocham, on mnie rowniez. kazdy aspekt naszego zycia jest naprawde super udany. jedyny nieudany, to wlasnie seks..
z reszta- dla mnie ta sfera jest udana, poniewaz zawsze mam w trakcie 1, 2 orgazmy. doluje mnie tylko fakt, ze ja wlasnymi silami, nie potrafie go doprowadzic do spelnienia...
nie wiem co sie dzieje, myslalam ze po tym zabiegu wszystko sie zmieni, ze sie zblizymy bardziej. od zabiegu minelo juz prawie pol roku, zastanawiam sie czy on kiedykolwiek bedzie dal rade sie ze mna kochac normalnie...
co o tym myslicie?
czy ktos mial/ma moze podobne przezycia?
bardzo prosze o odpowiedzi