Cześć, jestem Aga. Mam problem, jestem tego w pełni świadoma. Wiem, że ten problem tkwi na tle emocjonlanym. Powoli wpadam w depresje. Ale może kilka słów o sobie. Jestem tutaj nowa, postanowiłam wejść i zalogować się na ten portal ponieważ potrzebuję wsparcia oraz miłego słowa a także porządnego kopa. Jestem osobą zazwyczaj bardzo wesołą, uwielbiam się śmiać, nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów. Potrafię dogadać się z każdym, mam głowę pełną pomysłów, mam sporo znajomych, ale spędzam wieczory sama ponieważ, nie mam chęci z nikim wychodzić.. w społeczeństwie przyjęłam rolę 'ks. Robaka' ( mam nadzieję, że nie skończę tak jak on), to ludzie zwierzają się mi, wiedzą, że moje drzwi są dla nich zawsze otwarte gdy mają problem i potrzebują wsparcia. Umiem rozmawiać, pocieszać i znaleźć wspólne rozwiązanie. Ale jeśli chodzi o mnie to ja niestety nie mogę oczekiwać tego samego od nich, ponieważ sądzą, że jak jestem non stop uśmiechnięta, pomagam to i poradzę sobie sama. Po prostu nie traktują mnie poważnie... Dlatego tutaj jestem, mam nadzieję, że mi pomożecie, ponieważ jestem już na skraju załamania...
Aktualnie jestem sama na stancji, powrót do domu do pustego mieszkania przytłacza mnie jeszcze bardziej.
Problem jest związany oczywiście z mężczyzną. A jak miałoby być inaczej, na co mi ten ból głowy. Myślałam, że jestem silną kobietą i nie pozwolę się wprowadzić w taki stan w jakim aktualnie jestem...
On mieszka ode mnie daleko, ponieważ w innym kraju, poznaliśmy się gdy ja pracowałam za granicą. Na początku nie dopuszczałam do siebie tego uczucia, ponieważ wiedziałam, że jest on w związku małżeńskim, więc byliśmy na relacjach koleżeńskich. Mieszkaliśmy niedaleko siebie, pracowaliśmy na nocną zmianę więc zaoferował mi wspólne powroty. Tak się zaczęło, dużo rozmawialiśmy. Zaskoczyło go to, że znam się mniej więcej na samochodach i wiem co to jest zawieszenie itp... Dużo mi o sobie opowiadał, nie zdziwiłam się, ponieważ wzbudzam u ludzi zaufanie i mogą mi ufać. Słucham go uważnie rozmawiałam, miał probelmy ze swją żoną. Jest z nią ze względu na dziecko, nic go z nią nie łączy... Tak mówił. I tak mówi do tej pory, mija już prawie 3 rok.. Rozstaliśmy się na pół roku, ale on nie wytrzymał. Mówił, że bardzo mnie kocha i nie może żyć beze mnie.
Widzimy się co kilka miesięcy, albo ja jadę w odwiedziny do siostry, która tam przebywa albo on przyjeżdża tutaj na wakacje. Ale, właśnie to ale... Jestem młoda mam 23 lata, nie mogę się wyszaleć, z wielu rzeczy rezygnuję tylko dlatego, żeby nie mieć wyrzutów sumienia co do niego. On aktualnie przebywa w Polsce, zostanie tutaj jeszcze tydzień, nie wiem czy się spotkamy. On nie wie czy będzie mógł, robi wszystko tak, żeby żona się nie dowiedziała... Podobno, ona też już zaczęła z kimś kręcić... Wiem, że kombinuje ile tylko może. Wiem, że cholernie mu na mnie zależy. Ale czy to na dłuższą metę ma jakiś sens ? Ja powoli wymiękam...
Pamiętam, że zawsze oczerniałam ludzi, którzy związują sie z kimś kto jest w stałym związku, ale jesteśmy tylko ludźmi. Ja nie jestem cyborgiem i nie mam stalowych nerwów ani uczuć.. Pokochałam, pokochałam tak mocno, że żyć bez niego nie mogę.... ;(
Pomocy...
Jesteś młodą dziewczyna i szukaj,szalej,szukaj kogo????wolnego faceta,taki,ktory gdzieś tam na Ciebie czeka,jeszcze wszystko przed toba,nie daj mu sie omotac,poco ci to.?Ja tez jak już wspominałam w ktorymś poscie,poznałam za granica chłopaka,był zonaty coś między nami zaiskrzyło,dopiero pózniej dowiedziałam się,że jest zonaty.Wpierał mi,że ona była w ciąży,ale poroniła on jest w trakcie rowodu itd.itd.ja natomiast postanowiłam poco mi to jetsem jeszcze młoda,wszystko przede mna?żonaty facet niewiadomo ile jest prawdy w tym co mowi,ile mogę mieć przez to kłopotów,jak moge być niescześliwa,wyjechałam zerwałam kontakt,i wiesz co ci powiem?to była najlepsza decyzja w moim zyciu.Póniej słyszałam,jak to bierze rozwód,tak,że wrucił do zony,która na niego czekała i teskniła,i co najwazniejsze poroniła,ale zapomniał mi dodać,że znów jest w ciąży.
Dziękuję, ale tak go mocno pokochałam, nie wiem czy umiałabym zerwać z nim kontakt...
Witam, nie chce Cie potepiac ale uwarzasz ze to ma wogle sens?Jezeli tak bardzo Cie kocha dlaczego nie rozwiedzie sie , i orzeni z Toba?Uwarzam ze sie swietie ustawil ma żone a Ciebie od czasu do czasu( na dochodne).To nie jest zwiazek tylko romans , milosc miloscia ale chyba nie tak powinno to wszystko wygladać.Spi z Toba i z Zona -o to Ci chodzi w zyciu? .Jestes taka mlodziutka , po co ladujesz sie w cos co i tak nie ma przyszlosci?
Masz racje, ale problem tkwi tez w tym, ze jesli chodzi o niego jestem ciagle naiwna. W zyciu sobie radze, jestem asertywna, nie mam problemu z wypowiedzeniem wlasnego zdania, ostatnim czasem pokazuje mu, ze mi sie to nie podoba ale on mi zapewnia, ze bedzie ze mna... a ja naiwna czekam. Zaraz oszaleje. :s
Kademu w takiej sytuacji jest ciężko.Ale jeszcze gorzzej będzie gdy będzies to ciagneła dalej.Teraz jesteś mloda z czasem zapomnisz chociaż napewno nie będzie łatwo,a co bedzie póżniej?jesli będiesz na niego czekac,będą mijały lata on będzie miał nadal rodzinę,przy okazji i Ciebie,będzie cię bajerował,a ty będziesz tak na niego czekać,i czekać........i cierpieć,sama jak palec,astanów się czy warto...??????????casem trzeba posłuchać nie tylko serca ale i rozumu,............
Dziekujej enni, doskonale o tym wiem, ale serce jest glupie... Nie mysli racjonalnie. Postaram sie to jak najszybciej zakonczyc, zajme sie czyms aby swoj wolny czas poswiecic na myslenie o czyms innym.. Dziekuje
Aguś jestem ciekawa co u Ciebie? Jak się układa z owym mężczyzną?