Czy to w ogóle ma sens? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to w ogóle ma sens?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Temat: Czy to w ogóle ma sens?

Dopisałam się wcześniej do innego wątku, bo jestem tu "początkująca" i uświadomiono mi, że powinnam założyć inny wątek.
Więc założyłam... I wklejam wiadomość z piątku.


Witajcie!
Nigdy wczesniej się nie logowałam na żadne fora, czasami czytałam, ale nigdy nie pisałam...
Przeczytałam wszystkie części Sagi o wampirach (Zmierzch, Zaćmienie itd). Drwiłam z miłości - bo przecież taka zdarza się tylko w bajkach, filmach, książkach....
Mam 32 lata. Miałam wspaniałego kolegę w pracy. Super kumpel/przyjaciel. Przecież przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa - wierzyłam w to i nadal w to wierzę...
Na pewnym wyjeździe integracyjnym pod wpływem dużej ilości alkoholu pocałowaliśmy się. Na drugi dzień podwójny kac. Wyrzuty sumienia - jak mogłam do tego dopuścić? Teraz stracę najlepszego kumpla... Czy uda nam się to zapomnieć i udawać, że to nie miało miejsca? Cały dzień przygotowywałam się do tej rozmowy, a wieczorem znowu się pocałowaliśmy, tylko bez pomocy alkoholu.
Wróciliśmy z tej integracji następnego dnia. Ja do siebie (mieszkam sama), on do żony i dzieci.
Cały weekend wmawiałam sobie, że było - minęło, wrociliśmy do rzeczywistości i nie ma co na ten temat rozmyślać. W niedzielę wieczorem napisał SMS. Przez pierwszy tydzień nie wiedziałam co się dzieje... Motyle w brzuchu, "przypadkowe" spotkania w kuchni, cały czas na gg. Nie słyszałam nikogo i nie widziałam niczego... Któregoś dnia wychodząc z pracy zobaczyłam w samochodzie husteczkę na której napisał "Kocham Cię". I wtedy się zaczęło... Ja nie definiowałam tego uczucia. Spadło na nas jak grom z jasnego nieba i to z taką siłą... I trwa od pół roku.
Jego małżeństwo się nie układało, postanowił się rozwieść. Tylko, że są dzieci, małe dzieci... Ja szlachetna poprosiłam go o test, w trakcie którego miał ratować swoje małżeństwo. Nie chciałam żyć ze świadomością, że ja rozbiłam tą rodzinę, nie mogłabym spojrzeć w oczy jego dzieciom, a przede wszystkim sobie. Zgodził się. Starał się naprawdę. Nie wyszło.
Ja od kilku lat spotykam się z innym facetem. W oczach wszystkich jesteśmy parą. Jeździmy razem na wakacje, chodzimy razem na Sylwestra, jesteśmy osobami towarzyszącymi dla siebie na weselach i innego rodzaju imprezach. Nigdy się nawet nie pocałowaliśmy, nigdy się nie kochaliśmy. Trzy miesiące temu oświadczył mi się. Wtedy mój ukochany ratował swoje małżeństwo.
Teraz noszę pierścionek od faceta, którego lubię, podziwiam, szanuję, ale nie kocham. Mój ukochany tkwi w małżeństwie choć mówi, że to kwestia czasu kiedy się rozwiedzie, ale mówi "chciałbym..." a nie "chcę..." lub "zrobię..."
Kocham go i bardzo chcę mu wierzyć, ale wszystko wskazuje na to, że nie będzie happy endu dla naszej miłości. Mieliśmy kilka wyjazdów służbowych. Śpimy ze sobą, ale się nie kochamy. Nie chcę być kochanką...
Dzisiaj wyjeżdżamy na weekend. Pierwszy raz sami, prywatnie... Pierwszy i pewnie jedyny. Mój narzeczony o tym nie wie. Jego żona wyjechała z dziećmi. Za tydzień on jedzie do nich, ja z narzeczonym wyjeżdżam na urlop (o czym on jeszcze nie wie). W niedzielę wieczorem po powrocie powiem mu o urlopie i innych postanowieniach... Postanowiłam zmienić pracę. Mam propozycję i on o niej wie. Próbuje mnie zatrzymać, przekonać abym została tutaj, bo nie chce mnie stracić... Wiem, wiem... uciekam, ale robię to świadomie.  Tak będzie lepiej i dla niego i dla mnie. Pojadę na urlop z narzeczonym i postaram się do niego zbliżyć.
Dlaczego więc jadę z nim na ten weekend? Wyda Wam się to pewnie głupie/dziwne i banalne... Ale ja chcę mieć co wspominać. Chcę mieć wspomnienia... inne niż krótkie muśnięcia ustami w trakcie robienia kawy, inne niż godzinne rozmowy telefoniczne odbywane w aucie w drodze do pracy, inne niż ukradkowe spojrzenia (jego biuro jest na przeciwko mojego, a oboje nie siedzimy sami).
Przez te trzy dni będę mogła nacieszyć się nim i nami. Nie będziemy się kochać. Ale zobaczę jak mogłoby być cudownie... Gdybyśmy spotkali się kilka lat temu. Studiowaliśmy na tej samej uczelni, mamy wspólnych znajomych, ale się mijaliśmy... Życie jest takie jakie jest... Spotkaliśmy sie za późno...
Przez te trzy dni będę żyła ze świadomością, że to ten pierwszy i ostatni raz i będę czerpała ten czas na maxa aby mieć wspomnienia... Bo przecież będę płakać... Wiem, będzie bolało. Ale i tak by bolało, a skoro to nieuniknione, to chociaż wspomnienia zostaną.

Nie mam co się oszukiwać... Starciłam wiarę i nadzieję na to, że będziemy razem, że on się rozwiedzie. Została mi miłość. A podobno to nadzieja umiera ostatnia?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

chwała ci za to, że nie chcesz rozbijać związku. Jednak nie powinnaś wiązać się na całe życie z człowiekiem, do którego nic nie czujesz poza szacunkiem. Unieszczęśliwisz i jego, i siebie...

powiem jeszcze jedno: nie da się zbudować swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu...

sama niedawno zostałam porzucona z dnia na dzień, po ponad rocznym związku, dla dziewczyny, którą poznał kilka dni temu... 

wiem, że ich"miłość" skończy się najpóźniej wraz z ostatnimi dniami września. może będzie chciał wrócić.. a ja nie wiem, czy będę miała na tyle siły, żeby mu zaufać na nowo...
przepraszam, że zeszłam z tematu...

co do weekendu... może lepiej nie kusić losu? i tak oboje zdradziliście już swoich partnerów, po co ma dojść do tego jeszcze zdrada fizyczna... To jest podwójne upokorzenie, podwójny ból... wiem coś o tym.

nie potępiam cię, nie osądzam, ale zastanów się, ilu ludzi już skrzywdziliście swoim zachowaniem. wiem, że miłości nie da się zaplanować ani kontrolować, a przynajmniej bardzo ciężko. skoro podjęłaś już decyzję o zmianie pracy, o odcięciu się od "ukochanego", zrób to jak najszybciej...

a co do twojego ślubu, przemyśl to jeszcze... czy warto oszukiwać się przez całe życie?

3

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Mogę się tylko domyślać co czujesz Nitka... Rozstania zawsze są bolesne, a zwłaszcza takie jak spotkało właśnie Ciebie... Przykro mi.

Wczorajszej rozmowy, gdy nadszedł na nią czas, bardzo chciałam uniknąć... Chciałam to odwlec w czasie, przedłużyć sobie ten wspólny czas sielanki... Ale rozmowa się odbyła.
Sam weekend - cudowny. Fakt, że pogoda dopisała i większość czasu spędziliśmy na plaży... Ale tak poprostu leniuchowaliśmy czytając książki na plaży, opalając się, jedząc wspólnie śniadanie, obiad. Byliśmy w kinie, oglądaliśmy Mundial... Nie było żadnych smutnych tematów, żadnych smętów i mówienia o przyszłości. Bylismy poprostu parą zakochanych w sobie ludzi, którzy cieszyli się każdą chwilą spędzoną razem.
Nie kochaliśmy się. Było to trudne... ale daliśmy radę. Choć było to igranie z ogniem.

Rozmowa... Powiedziałam o wyjeździe na urlop z narzeczonym. Powiedziałam o probie postarania się i zaangażowania w ten związek. Leżeliśmy zwróceni do siebie twarzami i tak poprostu rozmawialiśmy w ciemnościach. Widziałam strach w jego oczach, widziałam ból. Chyba w głębi siebie chciałam usłyszeć "nie rób tego", ale nie usłyszałam... Przytulił mnie mocno i powiedział, że wie, że mi ciężko w tej sytuacji i chce abym była szczęśliwa, że to on chciałby mi dać to szczęście i że nie wierzy, że zrodzi się coś na tym urlopie, co spowoduje, że zmieni się moje uczucie względem narzeczonego.

Mimo wszystko spotkamy się jeszcze jutro i w środę.
Potem on jedzie do nich, ja na urlop i zobaczymy się w sierpniu o ile nie zmienię w tym czasie pracy.
Miłość to wspaniałe uczucie, ale gdy tylko damy do głosu dojść rozsądkowi - wszystko się komplikuje i traci swe barwy. Motyle w brzuchu przeradzają się w żmije, ktore duszą nas od środka i tłumią radość tej miłości zamieniając euforię w wyrzuty sumienia.

4

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

a wierzysz w to, że przez te kilka dni urlopu zakochasz się w swoim narzeczonym, skoro nie udało się wzniecić tego uczucia przez kilka lat? Naprawdę chcesz, żeby został twoim mężem? może lepiej się rozstać i pozwolić sobie i jemu na miłość...

ale zrobisz, jak zechcesz.

ja nie jestem w stanie się już zakochać...

5

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

A ja nie rozumiem - czemu nie mozesz z nim byc? NIE CHCE odejsc od zony czy jak?

6

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Nitka jesteś w stanie się zakochać. Uwierz mi... Ja po "toksycznym" związku też wmawiałam sobie, że się już nigdy nie zakocham. I wychodziło mi to przez kilka lat. Zaczęłam się spotykać z moim narzeczonym ale uczuć nie było. Stałam się oziębła, nieczuła, samodzielna. Zakładałam, że chcę być kochana, a sama nie musze kochać i nie będę więcej ładować się w miłość. I co? Nagle spadło na mnie uczucie jak grom z jasnego nieba! I to z jaką siłą! I odwzajemnione... Nie była to "miłość od pierwszego wejrzenia", znaliśmy się już dość długo...
Tak więc wszystko przed Tobą. Kwestia czasu... Nie szukaj, miłość sama Cię znajdzie.


Paulina, on niby chce odejść od żony, ale pozostaje kwestia dzieci. Myślę, że jest w stanie się poświęcić dla ich dobra. Sytuacja jest skomplikowana: ma duży kredyt na mieszkanie, małe dzieci, żona ma problemy w pracy, kryzys emocjonalny (o wszystko ma pretensje do niego, ona nie wie o nas).
Mówi, że chce być ze mną, że chciałby się rozwieść... Ale to są tylko słowa... Nie ma za tym żadnych czynów. Rozwiedzie się... ale nic nie robi w tym kierunku, nie potrafi powiedziec kiedy to nastąpi. Minęło kilka miesięcy a my wciąż jesteśmy w tym samym miejscu. Wcześniej był ten entuzjazm, te motyle w brzuchu, a teraz czas leci i nic się nie dzieje. Na początku był bardziej zdecydowany niż teraz. Czuje się odpowiedzialny za dzieci, żonę... I najgorsze jest to, że ja to rozumiem.
Ale mój "status"jest nieokreślony. Kim ja dla niego jestem, jak nawet nie kochanką?

7

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

skoro narzeczonego nie kochasz to po co wogóle przyjęłaś jego oświadczyny? tym czynem zniszczyłaś tego człowieka bo skoro przez tyle lat nie pokochałaś go to nie licz na to że to się zmieni tylko dlatego bo wyjedziecie na urlop! możesz być z siebie dumna bo zniszczyłaś psychikę tego człowieka godząc się na jego oświadczyny. zakończ to czym prędzej póki on się niczego nie domyśla, odejdź powiedz że go nie kochasz i tyle, tylko nie upokarzaj go jeszcze bardziej!

8

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

JoAsiulka, no to rzeczywiscie porblem. Ja bym chyba dala mu jeszcze troche czasu na ogarniecie tego... W kazdym razie wszystko byloby prostsze, gdyby jego zona nie przechodzila kryzysu. A moze przechodzi go wlasnie dlatego, ze maz stal sie nieczuly, oziebly i nie wie, o co z tym chodzi? W takim wypadku na pewno wolalaby znac prawde. Kazdy by wolal.. On powinien zachowac sie jak mezczyzna i odwaznie powiedziecv zonie, ze juz jej nie kocha, kocha inna, ale ze bedzie wspieral ja i dzieci.

I zgadzam sie z marsem, nie niszcz temu czlowiekowi zycia, daj mu szanse na odwzajemniona milosc (swoja droga, jak to mozliwe,ze przez tyle lat nawet sie nie pocalowaliscie? on nie nalegal?).

I pisz jak to wszystko sie potoczy smile

9

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Z jednej strony mówi mi, że jego małżeństwo to życie obok siebie, że ni ich nie łączy, ale jednak dzieci z niczego się nie biorą prawda? A młodsze dziecko ma 3 lata... Ktoś może powiedzieć - obowiązki małżeńskie, ale bez przesadyzmu...
Dzisiaj przyjeżdża do mnie po pracy. Jutro po pracy ja jadę do niego. A potem zobaczymy się dopiero 2 sierpnia. Czy coś się zmieni?
Czy ja zakocham się w tym drugim na romantycznym urlopie?
Dlaczego mój narzeczony nie próbował mnie pocałować? Na początku go zraziłam - stanowczo powiedziałam, że jestem zrażona po moim toksycznym związku i nie mam ochoty na kolejny związek, że nie szukam faceta. Spotykaliśmy się na zasadzie koleżeństwa. Potem z jego strony zrodziło się uczucie, ja dobrze się przy nim czułam. Poznałam jego rodzinę, on moją. Był przy mnie w trudnych chwilach, wspierał. Zawsze na nim mogłam polegać. Zdobył serce moich rodziców, znajomych - idealny facet, wszyscy mi zazdroszczą takiego Anioła. Nie jest ani przystojny, ani uroczy, ale dla mnie wygląd zewnętrzny nigdy się nie liczył.
Ten, w którym się zakochałam też Gwiazdą nie jest, ale dla mnie liczy się wnętrze. Ma to COŚ, co sprawia, że dla mnie jest najpiękniejszy i najcudowniejszy. Na tym to chyba polega, prawda?

Podejmę mimo wszystko próbę z narzeczonym. Jestem mu to winna. To dobry człowiek, zasługuje na szczęście.

Liczę na Wasze wsparcie. Jak miło czytać Wasze komentarze. Dają takie świeże spojrzenie z dystansu - to zupełnie coś innego niż słowa najlepszej przyjaciólki.
Dziękuję Wam.

i... Paulina - będę pisać wink

10

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

mam 21 lat a moj partner 31.tyle iz on jest po rozwodzie z jedna pania...i z tamtego zwiazku jest dziecko(teraz ma 11 lat)byli malzenstwem 1rok.nastepnie poznal inna partnerke...byl z nia niecale dwa lata,zostawila go bedac w ciazy,mowiac na odejscie ze go nie kochala nigdy a dziecko nie jest jego...zaakceptowalam go mimo wszystko.jestesmy razem ponad 4 lata.pytajac go o dziecko i nasza przyszlosc odpowiada ze nie jest gotowy na dziecko,zostal wczesniej zraniony i dlatego boi sie okazac w pelni swoich uczuc.martwie sie.po dwoch latach naszego zwiazku oswiadczyl mi sie:)wtedy tez jego byla dziewczyna zaczela sie z nim kontaktowac.wypisywala smsy ze go jednak koch itd ze to wszystko przemyslala...po 2 latach!poprosilam wiec mojego aktualnego narzeczonego o badania dna dziecka(tego drugiego).badania sie odbyly a wyniki byly dla nas obojga szkokujace!okazalo sie ze to jest jego drugie dziecko.mimo tego zostal ze mna.ciagle powtarza ze mnie kocha.a ja mam nadal obawy.obecnie zamieszkalismy za granica.nie utrzymujemy zadnych kontaktow z tamtymi dwiema kobietami.nie to za ja nie chce czy ze mam cos przeciw ale on nie chce!w chwili obecnej zastanawiam sie czy dobrze zrobilam bedac z nim.jest czas gdzie sie dogadujemy a sa chwile gdzie ciagle sie sprzeczamy.nie mam nikogo z kim moglabym o tym wszystkim porozmawiac,na dzien dzisiejszy ciagle slysze od mojego partnera ze trzymam go na smyczy ze nigdzie nie moge wyjsc ze mam sie wziasc za siebie,ze jestem zadzrosna o nic itd...ze ciagle marudze.nie czuje tego ciepla co kiedys,zadko mi mowi cos czuje zadko przytula.ostatnio wychodzac do pracy na godzine 11 rano wrocil o 3 nad ranem twierdzac ze zasnal u kolegi.co mam robic?co myslec?uslyszalam nawet ze lepiej by bylo jakbysmy od siebie odpoczeli,zebym wyjechala do polski na jakis czas.z zapytaniem:dlaczego ostatnio tak zadko mi mowisz ze mnie kochasz dostalam odp:mi wystarczy jak powiem ci to raz w tygodniu,po co mam ci to mowic skoro ja wiem i ty wiesz ze tak jest.niechce go opuszczac bo wiem ze nie mial w zyciu latwo,,,pomoglam jak moglam dlaczego on teraz jest taki zimny?

11

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Ninunka,
Życie tak szybko płynie i nie zauważamy pierwszych sygnałów, reakcji... Nie dostrzegamy, że coś zaczyna się psuć, a nim się obejrzymy jest już kryzys. Na pewno nie stał się oziębły z dnia na dzień. To był cały proces...
Spróbuj z nim porozmawiać o swoich oczekiwaniach, o tym, że Ci brakuje tego co kiedyś Ci dawał... Podstawą do naprawy tego wszystkiego jest rozmowa. Jesli dwoje ludzi nie potrafi rozmawiać, to ma już poważne tarapaty.
Trzymam kciuki!

12

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

jasiulka dziekuje za porade,pomoglo:)przynajmniej tak mi sie wydaje:)dzis z nim rozmawialam tak na powaznie..powiedzial ze to mnie kocha najbardziej na swiecie i nie wyobraza sobie zycia beze mnie.ale...wlasnie to ale...powiedzial:musisz mi tez dac troche luzu,musze tez miec czas dla siebie.powiedzial wychodze na 40 minut do rynku.powiedzialam ok.i wiecie co wrocil...za 1.5 godziny!z bukietem roz:Dtak bardzo go kocham.z dnia na dzien pokazuje od nowa tak jak na pocztaku ze naprawde mu zalezy.a z zapytaniem co z nasza przyszloscia odpowiedzial:to ja chhce wybrac wozek dla naszego pierwszego dziecka:D zamorowalo mnie:)czyzby to wszystko przemyslal,?

13

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Niunka,
To super wiadomość smile Dialog pomaga. O ile jest chcęć rozmowy z obu stron. Wydaje mi się, że zrozumiał, że jesteś dla niego najważniejsza i przestarszył się, że może Cię stracić.

Ja za to mam problemy z komunikacją... Chociaż jest progres... Zamiast "chciałbym" od dwóch dni słyszę "chcę". To duży postęp, ale kiedy usłyszę, że tak będzie? Rozmawiamy ze sobą o wszystkim, ale temat przyszłości jest tematem, który nam się nie spina. On chciałby/chce się rozwieść, a ja chcę tylko wiedzieć na czym stoję i czy są szanse na wspólną przyszłość?

Skończył się nasz czas. Dziś on jest ostatni dzień przed urlopem. I zobaczymy się teraz dopiero w sierpniu. Nie wiem jak ja to zniosę. Będę tęsknić. Już tęsknię.

Wczorajszy wieczór był kiepski. Chyba już ten nastrój przed rozstaniem nam się udzielił. Byliśmy w kinie. Film był dziwny...
Spaliśmy bardzo mało, próbowałam z nim rozmawiać w nocy, ale wnioski z tej rozmowy mam mizerne. On nie jest pewien czy starczy mu sił aby odejść od żony. Jak już teraz wątpi, to czy się zdecyduje?

14

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

chwała ci za to, że nie chcesz rozbijać związku. Jednak nie powinnaś wiązać się na całe życie z człowiekiem, do którego nic nie czujesz poza szacunkiem. Unieszczęśliwisz i jego, i siebie...

ja mam tez takie zdanie jhak nitka.choc powiem Ci sczerze ze ,w sumie jakies 2 miesiace temu to bylo.moj przyjaciel mial straszne problemy z zona...a moja przyjaciolka z mezem...wieczne narzekania,problemy o nic itd.ja bylam w srodku tego wsyzstkiego.bylo im i mnie bardzo ciezko.sluchalam obu stron,jeden narzekal na jedno a drugi na drugie...masakra a miedzy soba wogole nie rozmawiali.staralam sie pomoc jak moglam rozmawialam godzilam prosilam...nic z tego.z ich 12 letniego malzenstwa jest dziecko.i wieceie co sie okazuje?faktycznie rozeszli sie,mieszkaja od siebie pare ulic dalej,nie widuja sie na codzien,ale jak mowia maja spokoj i moga odpoczac.nie wiem jak dojsc do ich dziecka...choc przyjaciel prosil mnie wielpokrotnie abym z nia porozmawial na nasze kobiece sprawy bo dziewczynka ma juz ponad 14 lat a wstydzi sie mamie powiedziec ze ma krew na majteczkach!!!a o ginekologu to zapomnijcie,nie bedzie sie tam badac i nie chce zadnej antykoncepcji jak bedzie wspolzyc bo sie wstydzi!masakra.nire ma dobrego kontaktu z wlasna matka.choc nie popieram matki poniewaz ciagle zyje w swiecie tabu!wszystko tabu!no i najlepsze....co ludzie powiedza!!!pomoglam mojemu przyjecielowi slowami otuchy,przez moja byla przyjaciolke,jego byla zone)zostalam obarczona i zrownana z ziemia.z jej ust padlo wiele brzytkich slow.nie czuje sie winna ich rozstania.skoro od 10 lat bylo zle to jak po 12 latach ma byc dobrze??kolego w chwili obecnej wyjechal z corka do londynu,sama mu doradzilam wyjazd we dwoja dobrze im zrobi a mozze nawett poprawi ich stosunki. a do czego zmierzam..joasiulka jest wiele przypadkow gdzie zwiazek sie rozpada i sa dzieci pozostawione prezz jedna strone:(wiem jest to bardzo przykre.ale wydaje mi sie ze skoro kocha to wezmie rozwod i bedziecie razem!trzymam kciuki.nie poddawaj sie a wrecz przeciwnie walcz o te milosc:Da dzieci mozna dalej utzrzymywac spotykac i wychowywac.pozdrawiam serdecznie oi przepraszam ze tak sie troche mi rozpisalo;)

15

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Pierwszy dzień jego urlopu... Tęsknię... ale jak to w pracy, mam zajęcie... Wczoraj po pracy jeszcze sporo rozmawialiśmy przez telefon. To głupie, ale mam nadzieję, że on też się do mnie "przyzwyczaił" przez te ostatnie kilka dni. Nie widywaliśmy się non stop, ale spędzilismy sporo czasu razem w porównaniu do wcześniejszych miesięcy gdzie widywaliśmy się tylko w pracy. No i ten wspaniały miniony weekend... Chciałam mieć wspomnienia, to teraz mam co rozpamiętywać.
Chciałabym aby odczuwał brak mojej osoby, aby tęsknił... Ale jestem naiwna.
Pojawił się właśnie na gg. Napisałam do niego krótko, odpisał, że odezwie sie później. O 2:00 w nocy wyjeżdża do żony i dzieci.
Będzie tam 2 tygodnie, wraca z dziećmi, ona tam zostaje jeszcze na kilka miesięcy (jest tam na kontrakcie). Ogólnie chłopak ma problem... Sam pracuje, ona za granicą, dzieci u dziadków będą trochę u dziadków, trochę z nim. Jej rodzice nie chcą sprawować nad nimi opieki, wcześniej się zgodzili pomóc, teraz się wycofali.
On niby ma tam poświęcić czas na przygotowanie dokumentów rozwodowych i ustalić z nią parę rzeczy. Ale dlaczego ja w to nie wierze? Dlaczego mam mega wątpliwości czy on w ogóle podejmie ten temat? Może dlatego, że już wcześniej obiecywał to zrobić i nie zrobił nic...? Może dlatego, że mówi mi o strachu "czy starczy mu sił"? Czuje się odpowiedzialny i za nią i za dzieci. Obawiam się, że jest w stanie poświęcić swoje szczęście dla ich dobra. Tylko o jakim "dobrze" mówimy. Przecież między nimi nic nie ma... Tak twierdzi... Widziałam jej smsy do niego. Napisała o końcu między nimi, napisała o rozkładzie małżeństwa... A jednak wczoraj powiedział mi "gdyby nie Ty, to pewnie jeszcze przez kilka lat tkwiłbym w tym małżeństwie". Więc odpowiedzialność zrzuca mimo wszystko na mnie? Skoro ona tak pisze od niego, to czemu on nie postawi kropki nad "i"? Może wcale nie chce tego rozwodu? Może to tylko rozpaczliwe wołanie o pomoc? Może ja jestem tylko "przygodą", "miłostką"?

16

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

JoAsiulka,

Tak jak chyba wszyscy tutaj, ja też uważam, że nie powinnaś wychodzić za swojego narzeczonego. Jakoś nie wierzę w szczęśliwe małżeństwo bez miłości. Pisałaś wcześniej, że jesteś mu to winna - nie prawda, nie jesteś. Nie możesz w taki sposób myśleć o małżeństwie. Myślisz, że uszczęśliwisz go w ten sposób? Będziesz się męczyć w tym małżeństwie i on też. Lepiej powiedz mu, że go nie kochasz i nie chcesz ślubu. Pozwól mu ułożyć sobie życie.

A co do Twojego związku z tym mężczyzną, którego kochasz, to może powinnaś poczekać. Może on faktycznie się rozwiedzie? Ogólnie nie jestem za tym, żeby rozbijać małżeństwa, ale Twoja sytuacja jakoś wygląda inaczej. Nie odbieram Cię jako perfidnej kochanki.

Zastanowiłaś się nad tym co będzie jak Ty wyjdziesz za narzeczonego a niedługo później Twój ukochany rozwiedzie się z żoną i będzie chciał być z Tobą? Zniszczysz wtedy życie swoje, narzeczonego i tego drugiego mężczyzny.

Osobiście poczekałabym jeszcze trochę na ten rozwód i zerwałabym zaręczyny z narzeczonym. Pomyśl o nim - czy on naprawdę chce być z kobietą, która go nie kocha? To właśnie jesteś mu winna?

17 Ostatnio edytowany przez JoAsiulka (2010-08-01 17:34:09)

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Jestem już po urlopie. Mój urlop z Narzeczonym minął mi bardzo szybko. Tydzień na Riwierze spędziłam czytając książki, słuchając smętów na Ipodzie i rozmyślając o Ukochanym. Próbowałam się zbliżyć do Narzeczonego. Chyba za mało się starałam... Nie wyszło.
Ukochany będąc u żony i dzieci rónież za granicą ograniczał się w kontaktach ze mną do dawania sygnałów na komórkę (czasami jednego, czasami kilku dziennie), od czasu do czasu pisał też smsy z internetu - pozbawione jakiejś dogłębnej treści - ograniczały się do "tęsknie", "pozdrawiam". Krótko i zwięźle, ale nie na temat.
Nie widzieliśmy się od 15 lipca. Zobaczymy się dopiero 3 sierpnia. Dzisiaj wrócił z dziećmi do kraju. Rozmawiałam z nim dwa razy - za każym razem po minucie.
Popełniłam błąd, nie powinnam była brać urlopu w tym samym okresie co on. Gdybym teraz poszła na urlop, na dwa tygodnie... Buduję w okół siebie mur, nawet mi to wychodzi, ale jeszcze nie jest stabilny... Mam nadzieję, że go nie przebije...
Powinnam odejść. Mam do niego żal... bo już mu nie ufam. Mało się odzywał, a ja tak tęskniłam... Napisał mi, że ma ograniczony dostęp do internetu i dlatego odzywa się tak rzadko. Jednak w pracy się dowiedziałam przypadkiem, że wysyłał maile do swoich pracowników. Zrobiło mi się przykro... Kiedy napisał mi smsa, że ma oddzielny pokój i śpi sam zapytałam go jak temat papierów rozwodowych (który deklarował poruszć z żoną w czasie urlopu). Prosiłam aby dał mi sygnał na jeden telefon jeśli temat zostanie załatwiony do końca urlopu, albo sygnał na drugi telefon jeśli odpuścił ten temat. Nie dostałam żadnego... Jak to interpretować? Wiecie jaka jest interpretacja pesymistki? Stchórzył prawda? Przestał mnie kochać? Dzisiejsze rozmowy telefoniczne - takie sztywne, sztuczne, jakby po drugiej stronie słuchawki nie było mojego Ukochanego tylko jakiś obcy facet. Moja Przyjaciółka tłumaczy mi to tym, że przecież są z nim w samochodzie dzieci, a dzieci dużo widzą i słyszą, więc nie może ze mną rozmawiać inaczej...
Ma zadzwonić do mnie wieczorem. Ale pewnie będzie bardzo zmęczony i jeśli w ogóle zadzwoni, to będzie rozmawiał ze mną krótko.
Co mi powie? Będzie się tłumaczył? Co ja powinnam zrobić?
Wykorzystać ten miniony czas na postawienie bariery między nami? Powinnam odejść/zapomnieć? Dzisiejszy dzień - piękny słoneczny, a ja siedzię z komputerem i wpatruję się kiedy on się pojawi na gg. I wciąż zerkam na telefon...
Słucham moich smętów i układam sobie różne scenariusze tej rozmowy. Choć nie wiem co mi powie i tak wiem, że będę dziś płakać. Tak bym chciała usłyszeć, że wszystko będzie dobrze... Ale czuję podświadomie, że tak nie będzie. Powie mi o obowiązkach, o dzieciach, o tym, że nie może teraz odejść... Znowu będzie jakiś pretekst, albo poprostu przestał o mnie myśleć.
Mnie jakoś w życiu nie może spotkać nic dobrego. Jak pojawia się coś miłego w moim życiu, coś co sprawia, że się uśmiecham sama do siebie i mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa, to zaraz dostaję z buta i boleśnie dostaję do zrozumienia, że to szczęście nie było mi przeznaczone, trafiło się tylko przez pomyłkę.
Może lepiej nim on mnie rzuci (rzuci??? co ja piszę... przecież my nawet kochankami nie byliśmy, to czysty platon) powiedzieć mu, że go już nie kocham, że ta cisza i rozłąka mi to uświadomiły? Tylko, że obiecałam mówienie prawdy, szczerość i odpowiadanie na każde, nawet trudne pytanie... Ale on tą zasadę złamał. Nie odpowiedział na pytanie, nie był szczery...
Co mam zrobić...? Co on mi powie?

Dziś czuję się ja Mrówka gdy
czyjść but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko

18

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Hmm, wydaje mi się że facet gra na dwa fronty. Niepokojący jest ten brak  kontaktu, przecież jednego smsa dziennie to chyba spokojnie można napisać, a nawet zadzwonić.

19

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Mam wrażenie, że stoję w miejscu...
Wrócił. Powiedział, że cały czas tęsknił, że kocha. Wrócł z dziećmi, ona została tam. Teraz zatrzymał się u rodziców (inne miasto), którzy zajmują się dziećmi kiedy on idzie do pracy. W pracy spotykamy się standardowo. Wczoraj pierwszy raz byliśmy na kawie po pracy - aby chwilę porozmawiać. A tak - zostaje nam gg w pracy, krótkie rozmowy przez telefon czy na korytarzu - ale wiecie jak to jest w pracy, gdy nikt nic nie wie i wszystko utrzymywane jest w tajemnicy.
Jego żona przechodzi samą siebie. Wyjechała na kontrakt zagraniczny, zostawiła i jego i dzieci, ich małżeństwo się waliło już wcześniej, rozmawiali o rozwodzie już dawno, ale dokumenty cały czas nie są przygotowane. Na dodatek ona teraz szantażuje go grożąc samobójstwem. Widziałam jej wypowiedzi na gg, gdzie pisze, że połknęła tabletki nasenne, następnie wyłącza gg i telefon. A on tysiące kilometrów co może zrobić? Nawet nie może sprawdzić czy ona to zrobiła naprawdę czy blefuje... Jak ma nie odchodzić od zmysłów? Zrobiła to już dwukrotnie. Tylko, że za drugim razem on już nie reagował tak jak chciała. Na co ona liczy? Że po takim zachowaniu wszystko wróci do normy? Nawet jeśli z nią zostanie... Ja bym nie chciała aby ktoś został ze mną z litości.
Obiecywał mi, że podczas urlopu przygotuje dokumenty (pozew). Nie zrobił tego. Oczywiście moja wyobraźnia działa... sielskie, rodzinne wakacje... Co prawda widzę jak on się męczy, ale dwukrotnie już temat odpuścił, widzę jak przeżywa to jej zachowanie. Czuje się taki odpowiedzialny za nią, za ta jej "chorobę", bo jak to inaczej nazwać? To sprawia, że co raz więcej mam wątpliwości i co raz mniej nadziei na to, że ten jego rozwód stanie się rzeczywistością.
Kiedyś rozumieliśmy się bez słów. Teraz mam wrażenie, że rozmawiamy w dówch różnych językach.
W tym tygodniu ma do mnie przyjechać po pracy. Może czegoś nowego się dowiem...?
Co o tym myślicie? Czytam wątki innych zakochanych w żonatych facetach. Jestem typowym przykładem? Tak bardzo bym chciała, aby moja historia miała szczęśliwe zakończenie...

20

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

witam
mysle ze przedw wszytskim nie wchodz w to co i twoj ukochany tkwi...w ziwazek bez przyszlosci, bez milosci. zepsujesz sobei zycie jak i on. nie krzywdz i swego narzyczonego i siebie.
a co do niego...mysle ze jest zaklopotakny zyjac z dwoma kobietami tam z obowiazkiem z toba z przyjemnoscia....przede wszystkim puki on sie nie rozwiedzie to nie macie szans na szczescie i bycie razem, masz zazady nie kochacie sie, ale czy milosc, dotyk spedzanie wspolnie czasu to nie zdrada?? niech kazdy interpretuje to wedlug swojego sumienia. dzieci mocno wiaza ludzi (oststnio slyszalam ze kredyt jeszcze mocniej) sama widzisz ze on nie ma sil na odejscie wiec to nie ma przyszlosci, pamietaj ze to zalezy od ciebie co zrobisz, mysle ze jesli naprawde go kochasz to powinnas mu powiedziec ze ma odejsc, mysle ze jasne sytulacje sa najlepsze, wtedy by nie oszukiwalby ani ciebie ani jej bo przeciez musi krecic zeby np si ez toba spotkac. nawet tu na forum sa przyklady ze dzieczyna byla kochanka  aon z czasem odszedl od zony i sa teraz razem szczesliwi, ale sam wiesz bywa roznie...

skoro jestes zakochana to nei licze nawet ze bedziesz zachowywac sie racjonalnie i madrze, uzywajac glowy i tego co napewno beda ci tu dziczyny pisac-zebys odeszla.
ale mimo wsyztsko zycze ci powodzenia, milosc jest ponoc w zyciu najwazniejsza, tylko czy w imie jej mozna niszczyc malzenswto i odbierac tate malym dzieciom?
nie powiem po rozwodzie mozna byc tatem, mozna pomagac zonie-nie ma co udawac nawet po rozwodzi eon wciaz bedzi emial obowiazki wobec nich, ale to on musi byc pewny, a ja stawiajac sie w jego sytulacji to sie nei dziwie ze trzyma dwie sroki za ogon.
zona to pewnosc ze zawsze bedzie, z toba to nie jest jeszcze wpwny, za to ty to uczucie.
mysli obserwuj i niekrzywdz ludzi, bo pamietaj ze moze to do ciebie wrocic ze zdwojona sila. nie tepie cie, chyba anwet cie rozumiem, poprostu sie zakochalas...nie powinno do tego dojsc al ejak juz doszlo to napewno ejst zle w jego malzenstwie tylko ze on jest wciaz nei zdecydowany i dla ciebie to tkwienei w miejscu

aha PODSTAWOWE PYTANIE PO CO CI TEN NARZYCZONY?? WCIAZ SIE NEI CALUJECIE? NIE KOCHACIE??
nei wiem po co ci on i komplikujesz sobei nim zycie jeszcze bardziej

21

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

To też zdrada... Wiem o tym...
Ale czy ja zniszczyłam jego małżeństwo? Ono przchodziło kryzys na długo przed tym, jak się coś zaczęło między nami. Opowiadał mi o tym już ponad rok temu. (Pracujemy w jednej firmie i zdarzały nam się wyjazdy służbowe, gdzie mieliśmy okazję rozmawiać o swoim życiu, już dawno temu powiedział mi, że jego małżeństwo nie ma szans na przetrwanie i rozwód jest tylko kwestią czasu).
Samo uczucie, jakie się pojawiło na pewno ma na to wpływ. Powiedział mi prze urlopem: "gdyby nie TY, pewnie dalej bym tkwił w tym związku ze względu dla dzieci". Nadal w tym tkwi, a ja mam co raz mniej wiary w to, że coś się może zmienić.
Co do mojego narzeczonego... Macie wszyscy rację. Sama też bym Wam tak poradziła... Wiem, że muszę coś z tym zrobić, wiem co, choć to nei będzie łatwe.

22

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

mysle ze powinnas powiedziec mu otwarcie ze go nie kochasz i zrwac to...potrzebujesz kogos zeby byl jesli twoj ukochany nie odejdzie od zony?? takie wyjscie awaryjne?? obawiam sie ze bez uczucia ten zwiazek nei wyjdzie, przeciez skoro jest nazyczonym to kwestia czasu jak bedzie chcial ustalic date slubu i co wtedy??
a przede wszystkim porozmawiaj ze sowim ukochanym...mysle ze powinien to skonczyc, rozumiem ze nie jestes powodem ich klopotow malzenskich ale po co nawiazywal z toba wies skoro wciaz sie nie rozwiod?? taki powiew uczucia bez zobowiazan?? mysle ze njapierw on powinien sie okreslic co kiedy i jak zamierza zebys ty wiedziala czy to wogole realne zebyscie byli razem.

23 Ostatnio edytowany przez JoAsiulka (2010-08-19 15:48:33)

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Wczoraj miałam spotkanie z Ukochanym. Pierwszy raz po urlopie (wrócił do pracy 3 sierpnia) przyjechał do mnie. Rozmawialiśmy długo... Spaliśmy może ze 2h... Efekt rozmów...? Postaram się przedstawić suche fakty i to bardzo obiektywnie: Zamierza się rozwieść - jest pewien, że to nastąpi w 100%, ale nie widaomo kiedy to nastąpi. Jego żona przyjedzie teraz na tydzień do Polski, potem wróci na stałe na koniec listopada. Chce z nią pójść do psychologa, bo uważa, że ona jest chora i potrzebuje pomocy. Z jednej strony ona chce tego rozwodu tak, jak on, z drugiej zaprzecza samej sobie. On się obawia o dzieci, o ich rozwój, zastanawia się nad tym, co będzie dla nich lepsze. Twierdzi, że mnie kocha. Nie potrafi jednak dzisiaj odpowiedzieć na pytnie - czy mam na niego zaczekać, czy mam sobie dać z nim spokój (pytanie zadałam jakąś godzinę temu). Powiedział, że to za trudne pytanie... Odpowiedziałam mu zatem, że to jest dla mnie odpowiedź - zrobił to "w białych rękawiczkach", że w takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego niż odejść. Najsmutniejsze jest to, że cały czas mam nadzieję, że on mi na to nie pozwoli. W filmach, książkach, bajkach - przyszedłby do mnie, wziął w ramiona i powiedział, że mi na to nie pozwoli. Ale to jest moje szare życie, a on nie jest Księciem tylko żonatym, niezdecydowanym "tchórzem"? Teraz milczy, bo nie ma go przy komputerze - jest na zebraniu.
Nie wiem już sama - co mam o tym wszystkim myśleć?
Wczoraj wieczorem poprosił mnie do tańca - na piosence E. Bartosiewicz "Ostatni". Gdy tak mnie tulił powiedziałam "Będzie mi Ciebie brakowało", a on mnie mocniej uścisnął. Taka niema odpowiedź "Mi Ciebie też"? Nic nie powiedział... Nie zaprzeczył, nie wyraził zdziwienia "o czym Ty mówisz" itp, itd.
Co o tym myślicie? Czy według Was jest szansa, na to że będziemy razem? Czy pozwoli mi odejść, czy mnie zatrzyma?
Co mam zrobić - poradźcie proszę...

Powiedział, że nie chce abym odchodziła, że chce abym zaczekała, ale pozostaje tu kwestia czasu, kiedy on się rozwiedzie. On chce już teraz, ale nie wie co jego żona na to, bo najważniejsze są dzieci. Tylko jaki wiek dla dziecka jest najlepszy - aby dowiedzieć się o rozwodzie rodziców. Jego mają 7 i 3. Wiem... ŻADEN. Ale wybierając mniejsze zło?  Lepsze jest oszukiwanie dzieci i trwanie w związku bez przyszłości? Przecież dzieci można kochać i dbać o nie nie mieszkając z ich matką, prawda?
Tylko... jakoś dzisiaj w to wszystko nie wierzę sad Może dlatego, że jestem zmęczona, niewyspana ale dzisiaj wszystko widzę w czarnych barwach.
Walka rozsądku z sercem... Kto ma większe szanse na wygraną?

24

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

No coz. Moze w koncu do niego dojdzie, ''olsni'', jak juz cie utraci, ze jednak jestes dla niego najwazniejsza. A jesli nie.. coz, trzeba pozwolic mu dokonac wyboru. Tak poza tym - jestes pewna, ze wyrazilas jasno, ze ty chcesz z ni mbyc mimo wszystko? (Pomyslalam,ze on moze myslec tak jak ty: ''tak latwo sie ze mna zegna, nie chce walczyc..'').

25

Odp: Czy to w ogóle ma sens?
paulina20 napisał/a:

No coz. Moze w koncu do niego dojdzie, ''olsni'', jak juz cie utraci, ze jednak jestes dla niego najwazniejsza. A jesli nie.. coz, trzeba pozwolic mu dokonac wyboru. Tak poza tym - jestes pewna, ze wyrazilas jasno, ze ty chcesz z ni mbyc mimo wszystko? (Pomyslalam,ze on moze myslec tak jak ty: ''tak latwo sie ze mna zegna, nie chce walczyc..'').

On to doskonale wie Paulina. Zdaje sobie z tego sprawę i jest tego pewien. Najdziwniejsze jest to, że my nawet się nie potrafimy kłócić... Jak jestem na niego zła to i tak się śmiejemy. Pasujemy do siebie wyjątkowo - nadajemy na tych samych falach. Wiem, że gdyby dane mi było z nim być nie zmarnowałabym ani chwili.
Nie jestem już pierwszej młodości i nie raz już byłam zakochana i nie raz kochałam... Ale ON jest największą miłością mojego życia - nigdy czegoś takie nie czułam. Nigdy... Mimo, że z bagażem życiowym, z balastem wręcz, bo przecież żona jest nadal jego żoną, mimo 100% pewnych plotek w pracy (ja panna zawsze będę postzrgana jako ta, która rozbiła małżeństwo), mimo uwag mojej rodziny (jak mogłam się zadawać z żonatym?) i jego (też są tego nieświadomi, nawet nie wiedzą, że mu się nie układa małżeństwo) - mimo to wszystko - wiem - że to TEN. Z nim chciałabym się zestarzeć. Z nim chciałabym mieć dziecko. Z nim zasypiać i się budzić... Tylko z nim...

26

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

No to co z niego taka ciapa?! ;/ Skoro bierze rozwod, jakie sa jeszcze ''ale''?

27

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Jest zdecydowany na rozwód, ale nie wiadomo jak ona zareaguje. Starszyła już myślami samobójczymi, nie wiem/on nie wie, co jeszcze może jej przyjść do głowy? Mówi, że ją zniszczył, że zmarnował jej życie, że ona się starała, że nie ma po co żyć. Całą winę za rozpad małżeństwa zrzuca na niego. A jeśli on zacznie temat o rozwodzie, a ona zagrozi samobójstwem? Jeśli będzie go szantażować? Sama nie wiem, czego można się po niej spodziewać...

28

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Nie wiem czy to nie jest wymysł z tym rozwodem aby zagłuszyć swoje sumienie i grać na zwłokę, według mnie kręci i nigdy od zony nie odejdzie, takie jest moje zdanie ale Ty mozesz inaczej na to patrzeć, pamietaj że facet zawsze mówi to co kobieta oczekuje aby mówił, oni juz to wiedzą. Miałam bardzo podobnie dlatego rozumiem Ciebie i bardzo współczuję, z tym że u mnie zaczęło sie romansem w pracy na integracjach i trwało 3 lata, oczywiście on miał żonę a potem jak sie rozwiódł i myslałam że bedziemy razem poszukał sobie innej, taki lajf i same dupki

29 Ostatnio edytowany przez JoAsiulka (2010-09-06 22:04:40)

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

W zeszłym tygodniu przyjechała jego żona na tydzień do Polski. Cały tydzień prosił mnie o cierpliwość, że wszystko mi opowie, że z nią rozmawia, że ustalaja wszystko (nie mam pewności co ustalają, wydaje mi się, że temat dotyczy rozwodu). Próbowałam coś od niego wyciągnąć, znaleźć jakiś punkt zaczepienia, ale wciąż mi powtarzał - wszystko Ci powiem w poniedziałek.
Dziś jest ten PONIEDZIAŁEK. Nie ma go w pracy. Ale przecież są telefony. Co mi powie? Jakie ma dla mnie wiadomości? Że się rozwodzi? Że dla dobra dzieci będą tkwić w tym małżeństwie? Że będziemy razem? Że nie będziemy razem?

Dwa tygodnie temu - powtarzał, że zamierza się rozwieść, że tak dłużej nie wytrzyma.
Przyjechała do Polski. Spał z nią w jednym łóżku. Mógł iść spać do któregoś z dzieci, albo ona, ale nie... spali w jednym łóżku. Niby nic między nimi nie ma - para obcych sobie ludzi, ale śpią w tym samym łóżku - czy to normalne?
W zeszłym tygodniu nie zdawał mi tradycyjnych relacji, wciąż ucinał temat obiecując, że wszystko mi powie dzisiaj. Był wyjątkowo miły, nie oszczędzał się w czułych słówkach, codziennie zapewniał o swoim uczuciu itd. W piątek powiedział "i znowu tyle dni nie będę Cię widział"... Dzisiaj napisałam do niego SMS czy pamięta, że dziś jest ten PONIEDZIAŁEK, kiedy ma mi wszystko powiedzieć. Nie odpisał. Po kilku godzinach zadzwoniłam (wiem, wiem co powiecie..., że się narzucam, wiem... i nie jestem z tego dumna, ale zadzwoniłam). Rozmawialiśmy z 5 minut, powiedział, że wszystko aktualne i że odkręci do mnie. Pewnie zadzwoni gdy będę jechała do domu. Ale co mi powie? Czy rzeczywiście będą to jakieś konkrety???

Chociaż jestem urodzoną pesymistką i żyję w przekonaniu, że mnie to już nic dobrego w życiu nie spotka, jakoś zaczęłam się zastanawiać nad tą jego skrytością i doszukiwać się w tym wszystkim nutki nadziei. Pomyślałam sobie, że może dzisiaj do mnie przyjedzie? Że przytuli, powie, że kocha i że będziemy razem... Albo, że poprosi mnie żebym za niego wyszła jak tylko się rozwiedzie. Takie tam, różne bzdury mi do głowy przychodziły...

A tak naprawdę... Jestem przerażona... Czekałam... a teraz boję się strasznie tego, co ma mi do powiedzenia. Miałam sny... Najpierw śniła mi się trumna - a to zapowiedź nieszczęścia w małżeństwie albo innym związku (moim związku, bo to mój sen), zmarły, który ożył - a to oznacza kłopoty albo straty, a przedwczoraj śniła mi się peruka - ostrzeżenie przed złudzeniami.
Nie jestem przesądna... Rzadko zaglądam do senników (właściwie teraz dopiero zajrzałam).

Jak myślicie co on mi powie?
Czy w ogóle mi coś powie?


Godzina 21:53
Padła mu bateria. Nie ma ładowarki w samochodzie. Albo specjalnie wyłączył telefon. Kto go tam wie? W każdym razie nie dotrzymał obietnicy. Zawiódł mnie na całej linii. Około 18tej rozmawiałam z nim przez chwilę i powiedziałam, że obawiam się, że padnie mu bateria. Sugerowałam nawet, że ma zakupić na stacji paliw ładowarkę samochodową. Miał zadzwonić o 20:30. Skończyłam swoje zajęcia po 19tej więc o 19:50 zadzwoniłam i... brak zasięgu.

30

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

A co dzisiaj? Pogadaliscie? Napisz,kiedy w koncu to zrobi.

Pozdrawiam i trzymaj sie smile

31

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Pogadaliśmy wczoraj... Pojechał do mnie. Pojechaliśmy jednym samochodem. Byliśmy na kolacji/obiedzie. Potem pojechaliśmy do mnie. Prowadził moje auto w moim mieście. Siedząc jako pasażer mówiłam mu jak ma jechać, a on powiedział "znam drogę do domu". Na miesjcu zrobił bardzo fajny i ciepły wstęp... jakie to go wielkie szczęście spotkało, że mnie spotkał na swojej drodze, wspominaliśmy tamten wyjazd zimowy, smialiśmy się...
A potem powiedział to, czego się tak bardzo obawiałam, co mi się wyśniło... Że rozmawiali, że wszystko szło gładko, ale potem nastąpiły komplikacje i postanowili, że na teraz się nie rozwiodą. Że będą się męczyć ze sobą dla dobra dzieci. Że rozwiodą się jak dzieci będą starsze, jak mlodsze skończy 10 lat, czyli za 7 lat. Oczywiście mnie kocha, nie chce mnie stracić, jestem dla niego bardzo ważna itd. Powiedział, że nie ma prawa ode mnie niczego oczekiwać... Ale jak go zapytałam czego by oczekiwał gdyby je miał, to odpowiedział, że chce abym na niego poczekała. Nasze uczucie trwa 7 miesięcy... A mam czekać 7 lat...
Cały czas mnie tulił, całował, zapewniał o uczuciu...
Rozsądek aż krzyczy..., wiem że nie powinnam czekać. Serce natomiast mnie całkowicie nie słucha.
Wątek ma tytuł "Czy to w ogóle ma sens?"
Wszystkie znaki na ziemi i niebie odpowiadają: NIE MA

32 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-09-09 10:37:08)

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

I wszystkie znaki dobrze Ci radza, to ma być zwiazek bez zobowiazań, bez nadziei na przyszłosć.
On się nie ma zamiaru rozwodzić i nigdy nie miał,dlaczego niby za 7 lat? Tak głupiego tłumaczenia dawno nie słyszałam. Z pewnoscia wcale nie rozmawiał z zoną o rozwodzie bo po co Ciebie tak ukrywa? Odpusć, zmarnujesz najlepsze lata pozostanie Ci gorycz porażki i samotnosc.
On sie nigdy nie rozwiedzie niech to wreszcie do Ciebie dotrze.
To miekki i bardzo tchórzliwy facet, nie ma Ci odwagi powiedzieć w oczy NIGDY, Tobie pozostawia ruch i mozliwosć skończenia bełkocząc coś o 7 latach. Odczytaj właściwie jego intencje bo z czasem bedzie miał Cie dosc.

33

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Wątek ma tytuł "Czy to w ogóle ma sens?"
Wszystkie znaki na ziemi i niebie odpowiadają: NIE MA
tylko co z tego jak za pewne serce mowi MA SENS-CZEKAJ. mam racje?? tak ci serce mowi?
nie wiem juz co ci lepsze, jak to jest ty sie rozstalas z tym swoim kolegonazyczonym?? mysle ze puki nie poczujesz nic do nikogo innego to chyba mozesz czekac

34

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

JoAsiulka Czytając Twoją opowieść, to tak, jakbym czytała o sobie. Takie same dylematy, historia prawie identyczna - żonaty z dziećmi (w moim przypadku dużo starszy 16lat) i teraz ktoś w moim życiu nie widzący poza mną świata a ja dalej kocham tego "starego". Nam jednak udało się zamieszkać razem, oboje chcieliśmy być ze sobą mimo wszystko. Trwało to 5 lat. Rozstaliśmy się a ja nadal kocham i tak jak Ty - wiem że to była jedyna i prawdziwa miłość mojego życia pomimo tylu przeciwności. Prawdą jest, że kocha się to od czego się cierpi. Ja wypłakałam morze łez i pomimo tego dalej kocham tą bezsensowną miłością, płaczę do poduszki i tęsknię jak nigdy za nikim. Mam 29 lat, jestem samodzielna, mogłabym (według innych) zdobywać świat, mieć każdego i w końcu wyjść za mąż. Ale ja nie chcę. Życie bez tej osoby jest nic nie warte...

35

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Tylko nie wiadomo czy za 7 lat nie powie znowu - kochanie ustalilismy z żoną że bedziemy dla dobra dzieci razem aż najstarsze bedzie pełnoletnie - i na takim czekaniu spędzisz młode i nieco starsze lata swojego zycia, wydaje mi się ze z jego strony to tylko wymówka, jemu jest tak dobrze i wygodnie mieć dwie kobiety, zapewne każdy chłop by tak chciał, jedna do gotowania, prania, sprzątania, prasowania i opieki nad dziećmi, a druga do uciech cielesnych, oczywiście i ta pierwsza też ale rzadziej, napisz na jednej stronie kartki korzysci dla Ciebie z tego czekania a na drugiej co tracisz i zastanów się proszę.

36

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Syla
Mam mętlik w głowie... Serce mówi, że on nie jest taki, jak inni, że nasz przypadek nie jest taki, jak inne. Serce mi mówi, że nasze uczucie jest wyjątkowe. Serce mi mówi to, co On - poczekaj, zaczekaj, będziemy razem.
On nie chce mnie stracić - tak mówi.
Dzisiaj nie potrafię powiedzieć, czy mu jeszcze wierzę. Chcę mu wierzyć, ale nie wiem czy będę umiała tak z tym żyć.

Maja,
Wczoraj chciałam odejść. Zakończyć wszystko. Odrzucałam go, jego ramiona, nie chciałam dłużej słuchać tych tlumaczeń, uzasadnień... Nie pozwolił mi odejść, wręcz prosił bym została.
Trudno jest myśleć o odejściu gdy 5 razy w tygodniu widzi się kogoś 8h. Gdy w pracy ma się wspólne tematy, wspólne projekty, delegacje.

37

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Maxi
Do uciech cielesnych? My się jedynie przytulamy, całujemy, bardzo rzadko są jakieś inne pieszczoty. Nigdy się nie kochaliśmy.
A co do jego żony... To raczej on sprząta, prasuje itd...
Ale zrobię jak radzisz - wypiszę te rzeczy na kartce... I boję się bilansu sad

38

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Sorki nie wiedziałam, napisałam raczej ogólnie:-)

39

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Mirella, byliście razem i Wam nie wyszło? Rozstaliście się? Ja gdybym mogła z nim być - nie zmarnowałabym tego... Zrobiłabym wszystko, aby tego nigdy nie żałował, że wybrał właśnie mnie. Ja jednak nie mam tej szansy sad Nie będę jej miała sad Jestem księżniczką z innej bajki, nie z jego bajki. Nasza historia mogłaby być bajkową, gdzie miłość zwycięża... a stała się dramatem dla mnie sad
Prawdziwa miłość nie mija prawda? Nie przechodzi? Nie ma na nią lekarstwa?
Wiesz co mam na myśli? Ja jeszcze nie płaczę. Przyjechaliśmy do pracy razem, tutaj muszę się trzymać. Za 5 minut wychodzę, spotykam się z Mamą, ktora o niczym nie wie... A tak bardzo chciałabym się wypłakać Mamie..., jak małe dziecko, ale nie mogę. Potem spotkanie z koleżanką, która jest ode mnie młodsza, ma kilkumiesięczną córeczkę i raka. Na łzy będę mogła sobie pozwolić dopiero późnym wieczorem będąc w łóżku - sama.
Ja mam 32 lata. I straciłam sens życia. Już nigdy nikogo nie pokocham, nigdy nikomu nie zaufam... Patrzę na niego, uśmiecha się do kolegi siedzącego na przeciwko. A mi się chce płakać, krzyczeć, szlochać.
Nasza miłość miała być wyjątkowa, oszukać statystyki - a stała się tendencyjna sad sad sad

40

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Tu po prostu nic sie nie zmieni, bedziesz gdy zony nie bedzie a gdy będzie zona Ty znikasz i nie przeszkadzasz, a jemu zawsze  wyładuje się telefon. Nie będzie miał dla Ciebie czasu. Tego chcesz?
Dziecko 10 letnie ma lepiej przezyć rozwód rodziców niż trzyletnie? Przecież im starsze tym będzie bardziej swiadome.
Wciska Ci kit i tyle, tu nie słowa się liczą ale czyny, przecież On ci się cały czas usprawiedliwia dlaczego nie odchodzi od zony, żona nic nie wie to pewne.
Poczytaj to forum jeżeli facet chce rozwodu i innego zycia to o niego występuje bez wzgledu na staż związku,  i dzieci.
Masz wybór: albo pozostaniesz zawsze tą drugą i mniej ważną albo żyjesz bez niego, kocha Cie ale nie na tyle by z Tobą układać sobie zycie, takiej milosci chcesz?

41

Odp: Czy to w ogóle ma sens?
JoAsiulka napisał/a:

Mirella, byliście razem i Wam nie wyszło? Rozstaliście się? Ja gdybym mogła z nim być - nie zmarnowałabym tego... Zrobiłabym wszystko, aby tego nigdy nie żałował, że wybrał właśnie mnie.

Tak naprawdę nie wiesz co by było gdyby.... My rozstaliśmy się po 5 latach mieszkania razem i też chciałam żeby było jak najlepiej. Starałam się, kochałam jak głupia chociaż nie zawsze to okazywałam (tutaj wychodzi moja duma która w związku powinna być schowana głęboko w kieszeń) ale tak było. Skończyło się, bo ja chciałam ślubu, dziecka a On wiecznie miał czas. Do tego doszły jego romanse na boku i nie wytrzymałam. Boli Cholernie chociaż minęło 15 miesięcy i pomimo tego że z kimś jestem. A wiesz co jest najgorsze? To, że gdy go poznałam wiedziałam że ten związek będzie powodem moich największych łez i dylematów a pomimo tego poszłam na to - zakochana jak głupia. Napisałam dzisiaj na forum że pomimo tego że cierpię cieszę się że przytrafiło mi się taka miłość na maxa bo mam cudowne wspomnienia - tylko tyle mi zostało.
Nie wiem co mam ci doradzić. Nie rozumiem go i wydaje mi się że szufladkuje Cię gdzieś po kątach zwalając odroczenie szczęścia na dzieci. Mój ojciec odszedł od matki jak miałam 4 lata i nie wiem czy to źle czy dobrze. Tak się stało i już. Nie jest dobrze żyć ze świadomością że ktoś zostawia dla ciebie rodzinę a ktoś cię za to wini - znam to uczucie, ale tutaj trzeba dwojga do udźwignięcia tego ciężaru. Do niczego go  nie zmusisz, to musi być decyzja tylko i wyłącznie Jego.

42 Ostatnio edytowany przez sonieczka123 (2010-09-10 12:49:21)

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Odpuść sobie tego faceta, jest tylu innych wolnych a miłość z czasem wyblaknie i przejdzie. Teraz będzie Ci bardzo ciężko ale postaraj się na niego po prostu wściec!! Oszukał cię, omamił, bezczelny żałosny typ i tak musisz o nim myśleć. I szukać wolnego, konkretnego faceta. A teraz dbaj o siebie na maksa, nawet jeśli nie masz kasy bierz drobną pożyczkę kupuj ciuchy i szukaj wolnego faceta który Cię doceni. A poza tym seks też jest ważny. Nie sypiał z Tobą bo sypiał z żoną i taka jest prawda. Ja proponuję jeszcze rozmowę z żoną. Być może ona nie ma o Tobie pojęcia. A jak nie dajesz rady idź do lekarza po antydepresanty, rozmawiaj z przyjaciółkami, pij alkohol walcz o siebie jak możesz. A nowego faceta znajdziesz prędzej czy później. I tego Ci życzę!!

43

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Mirella, Ja mam to samo, choć nie mam wiele wspomnień, cieszę się z tych, co mam...
Ja mu wierzę, że on mnie kocha. Wierzę, że chce być ze mną. Tylko to jego poczucie obowiązku... Chce być dobrym ojcem, kocha dzieci. Jej nie kocha. Nie sypia z nią. Dziwi mnie to, bo skoro nie ze mną i nie z nią, to coś mi tu nie pasuje do typowego faceta. Ale mimo wszytsko mu wierzę. Teraz przez najbliższe dwa miesiące chce wybadać syna, pogadać z nim, ugruntować jego zaufanie i nastawić go na rozwód. Wie, że na początku będzie to szok dla niego, ale ma zamiar wracać do tematu. Tak mi powiedział. Że chce przyspieszyć ten temat, bo wie, że dla mnie jest to zbyt trudne i obawia się, że mnie straci. Tylko, że ja w tej kwestii jestem przekonana, jak zareaguje dziecko, a on znowu się wzruszy,  zmięknie itd.

Wczoaraj mieliśmy imprezę w pracy. Siedzieliśmy obok siebie ale jakoś tak mało rozmawialiśmy. Uwielbiam z nim tańczyć, tym razem mało tańczyliśmy, bo bawił się też z innymi koleżankami z pracy. Na tego typu imprezach jest wyjątkowo trudno nie budzić podejrzeń innych obserwatorów. Całowaliśmy się, ale ja w jego objęciach czuję się taka samotna.
Od poniedziałku mam urlop. Jadę z przyjaciółką w góry. Trochę śniegu spadło, warunki niebezpieczne na wyższe partie gór. Martwi się o mnie, a ja bez skrupułów mówię o tym, że będę podejmować ryzyko. Nie chcę się celowo rzucić w przepaść, ale... wtedy wszystko by mnie już nie obchodziło, byłoby wszystko jedno, nic by mnie nie bolało, nie czułabym się taka bezsensowana i bezwartościowa.

Maja - pewnie, że nie takiej miłości chcę. Ale kogo to obchodzi czego ja chcę? Ja gdy tylko coś dostanę od losu i uwierzę, że mogę być szczęśliwa, to zaraz to tracę. Wiem, ta miłość od początku miała małe szanse na happy end, ale była największą miłością jaka mnie w życiu spotkała. Nadal nią jest i pozostanie.

Sonieczka, co byś powiedziała jego żonie? Na pewno nie wie o mnie. Dużo o mnie mówił zanim się między nami zrodziło uczucie, była na mnie nieco uczulona, teraz o mnie w ogóle w domu nie mówi. To małżeństwo jest papierowe dużo dłużej niż nasze uczucie.

Wiecie co? Ja go wciąż bronię i tłumaczę... Staram się pisać obiektywnie. Czytam Wasze posty, które dodają mi sił i wiary, że to przetrwam... a jednak wciąż go bronię sad Dlaczego?

44

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Bo on Cię od siebie uzależnił.  Gdy "uzależnienie" od drugiego człowieka zostaje przerwane, powstaje straszliwy niepokój. Bronisz go i wierzysz w to co on mówi (nie spi z zoną i nie spi z Tobą) bo chcesz w to wierzyć choc to wydaje się irracjonalne i naiwne ale Ty nie przyjmujesz do wiadomości nic innego. Pomimo tego że on rozczarowuje cię swoimi planami na dalsze zycie, ty coraz bardziej się od niego uzależniasz uczuciowo, jesteś coraz bardziej skupiona na nim, na jego problemach, na jego zyciu, na jego stosunku do zony, a gdzie jest Twoje zycie? On stał się twoim barometrem, radarem, probierzem twoich uczuć, bo wszystkie twoje uczucia zależą od jego zachowania, Ty wciąż czekasz na jego ruch, gdzie pogubiłaś siebie? Gdzie jesteś TY?

45

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

rozumiem ze chce dzieci oszczedzic, a moze jednak powinien cie w swoje zycie zaangazowac??
moze jednak powinnas poznac dzieci i zyc choc troszke bardziej z nim...ja bym chyba jednak powiedzial ze ci latka plyna i tez chcesz swtorzyc rodzine, jesli jestes w stanie pokochac jego dzieci to powiedz ze mu pomozesz, ze chetnie sie zaangazujesz...mysle ze zdecydowane ciecie bedzie lepsze niz czekanie na cud swiata, ty sie kochana meczysz.
malzenstwo jesli nie istnieje to mysle ze powinien juz skladac papieru na rozowd a mi sie zdaje ze on wciaz jest nei pewny, co sie zmieni?? i tak przeciez matki nie ma to tak samo bedzie i po rozowdzie.

46 Ostatnio edytowany przez JoAsiulka (2010-09-30 09:55:54)

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Dawno nie pisałam...
A dużo się zmieniło...
Mój Ukochany nagle zaczął wątpić, czy da radę odejść od żony. Ma wyrzuty sumienia, że ją skrzywdził. Nagle stwierdził, że nie wie, czy starczy mu sił aby przyspieszyć tematy związane z rozwodem. Powiem Wam, że nie wierzę w to, co słyszę. To jest straszne. Wierzyłam w każde jego słowo, ufałam bez granic, a tu taki strzał.
Przecież nasza miłość była taka wielka, prawdziwa i wyjątkowa!
Nadal twierdzi, że mnie kocha, ale nie wie już czy chce być ze mną? Mówi, że z jednej strony chce być ze mną bo wie, że byłby ze mną szczęśliwy, a z drugiej myśli o dzieciach. Tylko, że dzieci to ja rozumiem i nie kwestionuję. Ale on dzisiaj powiedział mi, że zastanawia się, czy nie powinen jednak ratować swojego małżeństwa...
Porażka.

Po moim urlopie miał do mnie przyjechać. Przyjechał, na dwie godziny i pojechał do siebie.
Wytlumczenie jest takie, że boi się zostać u mnie na noc, bo co raz bardziej trudno mu nad sobą zapanować, powstrzymać się przed kochaniem się ze mną. Co raz bardziej mnie pragnie itd.
Dzisiaj też przyjedzie, ale pojedzie do domu.
Czy to nie jest paranoja? Tak mi mówi, ale z drugiej strony zwątpił w nas, zwątpił w to, czego chce?

47

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

JoAsiulka - poczytaj trochę więcej historii kobiet które były lub są kochankami żonatych facetów - przewijasię tam zawsze: żona straszy samobójstwem, dzieci małe, wspólny kredyt na dom, kocham tylko Ciebie tzn. kochankę, bądź cierpliwa, żona ze mną nieśpi itd. i wiesz co fakt jest taki że te kochanki które wreszcie zakończyły (one lub on) taki związek wychodzą z niego z jednym tylko wnioskiem straciły czasem wiele lat na związek który nigdy nie miał przyszłości. Oprócz tego ranią one wszystkich , a nie przynoszą nic dobrego.

48

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

JoAsiulka znasz taką książkę " NIE ZALEZY MU NA TOBIE. KONIEC ZŁUDZEŃ..."     -   jest tam parę zdań na temat związków z zonatymi facetami, oto parę z nich :

" Po pierwsze, jest nieuczciwy. Po drugie, nie ma problemów ze zdradzaniem żony. Nie szanuje swojego małżenstwa.  Po czwarte i dla ciebie najważniejsze - nie szanuje ciebie, bo serwuje ci same ochłapy:kradziony czas, aż cieżki od poczucia winy.  Może i ma beznadziejne małżenstwo i okropna żonę, ale najwyrazniej nie aż tak bardzo, by odejść. Dobry zwiazek to taki, z którym nie trzeba sie kryć. Lepiej znajdz sobie kogos, o kim bedziesz mogła głosno krzyczeć."

Wprawdzie nie mam doświadczenia jesli chodzi o takie związki, ale moje dwie koleżanki przezyły cos takiego i dla żadnej nie skończyło sie to szczęsliwie.

49

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Monia przeczytałam tą książkę.
Jednak gdy problem dotyczy nas samych patrzymy na to z innej perspektywy... Chcemy wierzyć, że nasz przypadek jest inny, wyjątkowy, że nam się uda i będzie szczęśliwe zakończenie... Przeciż jakiś % szczęśliwych jest, prawda? A kto pisze na takich forach? Głównie Ci nieszczęśliwi, szukający wsparcia, pomocy, zrozumienia. Ci szczęśliwi nie mają wtedy czasu aby opowiadać o swoim szczęściu, bo każdą wolną chwilę dzielą z tą ukochaną osobą... Tak już jest...
Spotkałam się tu z wypowiedziami szczęśliwych dziewczyn, szczęśliwych facetów, którzy chcą dodać siły takim zagubionym jaką ja obencie jestem.
Cieszę się, że trafiłam na to forum. Można się tutaj wygadać zupełnie anonimowo. Można opowiadać bez zahamowań o sobie i swoich problemach. Jest mi ciężko... Jest mi źle... Nawet nie mogę uciec stąd. Patrzę w mój komputer od czasu do czasu zerkając po przekątnej i widzę jego.
Czemu nie zmieniłam wtedy pracy, kiedy mogłam? Bo usłyszałam: ZOSTAŃ

50

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

JoAsiulka, mam nadzieję, że dla Ciebie skończy się szczęsliwie. Tylko na ile starczy Ci wytrwałości? Wiem jak cięzko jest zrezygnowac ze związku, gdy sie kogos bardzo kocha, ale naprawde czy warto się poswięcać dla tych dwóch godzin, które On moze Ci zaoferować? Przecież tyle radości sprawia wspólne zasypianie, budzenie się przy ukochanej osobie. Nie brakuje Ci tego?
A to, że usłyszałaś "zostań" gdy mogłas zmienic pracę potwierdza tylko fakt, że faceci są egoistami.

51

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Wczoraj pojechaliśmy do mnie po pracy. Posiedział dwie godziny i pojechał do siebie. Posiedział... przytulił... pocałował i pojechał do syna i swojej mamy. Jego żona i córka do końca listopada za granicą. Ale co z tego... Jak on nadal nie wie, czego chce. Myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy podejmie decyzję, że w ogóle się nie rozwiedzie. Chyba już dojrzewam do tego, ale boli, boli nadal i to strasznie mocno.
Dzisiaj mi powiedział (rano rozmawiamy w drodze do pracy przez telefon), że w październiku chyba pojedzie do nich z synem na urodziny córki, na weekend. Musi zacząć je zwozić, tzn bagaże, bo na koniec listopada przywiezie je na stałe. Oczywiście zaprzecza jakoby się stęsknił za nią, ale ja wiem swoje... I aż mnie kłuje na samą myśl, że spędzą trochę czasu razem.
On jest inny pod jednym względem. Nie mówi mi co chcę usłyszeć. Mówi to co myśli. Wie co chciałabym usłyszeć, wie, co chciałby mi powiedzieć, ale mówi to co może, to, czego jest pewien. Dawno temu zaimponował mi wprowadzeniem zasady bezwględnej szczerości i odpowiadania na każde pytania. Trzymamy się tej zasady - choć to takie bolesne bywa. Zobaczymy, jak będzie się odzywał od mnie w weekend. Nienawidzę weekendów, bo go nie widzę...

Sama siebie oszukuję. Przecież on mi obiecywał, że się rozwiedzie, że po jej powrocie wyprowadzi się do drugiego pokoju, że nie będzie z nią spał w jednym łóżku, że już nigdy nie będzie się z nią kochał, że przyspieszy sprawy rozwodowe itd. Przecież we wtorek zwątpił, czy da radę to wszystko przyspieszyć, zwątpił czy będziemy razem. A to ja zawsze wątpiłam a on mnie wspierał, pocieszał, zapewniał, że to ma sens... Przecież moja i tak niewielka nadzieja, jaką miałam, rozwiała się w miniony wtorek. I ta chwila zwątpienia jego nie minęła.
Powinnam go sobie obrzydzić, odpuścić, zerwać kontakt... Powinnam przestać go kochać.
Tylko to wszystko takie trudne... Znowu go widzę, słyszę jego głos w oddali... i tak bardzo go kocham sad((

52 Ostatnio edytowany przez kama3 (2010-10-01 10:27:54)

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

czy Twoja miłośc jest z Tobą szczera odnośnie rozwodu, dalszych planów itp.??

53

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

JoAsiulka, sama sobie odpowiadasz na zadane pytanie " czy to w ogóle ma sens". Napisałas w poscie "sama siebie oszukuję", i dokładnie tak jest. Już ktos wcześniej pisał, że dzieci nigdy nie osiagaja odpowiedniego wieku, by zrozumiec dlaczego rodzice się rozwodzą. No chyba, że są całkiem dorosłe, ale myslisz, że Wasza miłośc przetrwa tyle lat? Uwierz, że gdy facet chce naprawdę odejść od żony to zwyczajnie to czyni. Poczytaj inne posty. Albo może i nie czytaj, bo jest w nich dramat kobiet, których mężowie wybrali życie u boku kochanki. I każda z tych żon była przekonana o miłości, wierności i oddaniu męża.
Wiem jak Ci cięzko, ja tez przezywam w tej chwili swój nieudany związek, wolni faceci tez są toksyczni, ale moim skromnym zdaniem odpwiedz na Twoje pytanie jest tylko jedna - to nie ma sensu.

54

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Agonia trwa...
Jego zwątpienie nie przeszło. Jeszcze w piątek mówił, że mnie kocha, że chce być ze mną, że chce rozwiać swoje wszystkie wątpliwości, ale też, że obawia się tego wyjazdu... Obiecywał, że będzie się odzywał, dawał sygnałki, pisał smski z internetu. Obiecywał częśtszy kontakt niż latem podczas urlopu, gdyż jak sam stwierdził "wtedy się nie popisał". Wyjchał w sobotę. Dał sygnał jak dojechał na miejsce. Wczoraj cały dzień milczenia. Dzisiaj rano po moim sygnale, dał również sygnał. Napisałam smsa - cisza. Po kilku godzinach naspiałam kolejnego, że rozumiem, że nie siedzi tam przy komputerze, ale przecież sygnał może raz po raz puścić. Nadal cisza.
Wmawiam sobie, że nie może tam znaleźć czasu mając dwójkę dzieci i teściów na głowie. Ona do 16tej w pracy. Ale to sobie wmawiam, a tak naprawdę wiem... że to jest moja mono naciągana teoria...
Skoro miał wątpliwości... pewnie zamiast ich rozwiania, upewnił się, że wcale nie chce rozwodu, może nadal ją kocha, może to kilkumiesięczne rozstanie sprawiło, że za sobą zatęsknili, może on już nie chce nic zmieniać? Mówiłam mu, że boje się tego jego wyjazdu, ale on nie powiedział "nie masz się czego bać".
Chciałabym myśleć inaczej, widzieć jeszcze sens tego wszystkiego, ale już nie wierzę.
Cały czas milczy. Pewnie uważa, że jak nie będzie się odzywał to ja zrozumiem i nie będzie musiał nic mówić, tłumaczyć się itd.
A przecież miało być tak różowo... Miał być rozwód, mieliśmy być razem... Przecież plan był/jest wciąż taki sam... Przecież niedługo mieliśmy być szczęśliwi...
Przydałaby mi się jakaś dobra wróżka... Nie macie kogoś godnego polecnia? Może któraś z Was przepowie mi przyszłość?
Przecież mój przypadek jest taki tendencyjny sad
A ta miłość miała być taka WYJĄTKOWA...
i była/jest... WYJĄTKOWO NIESZCZĘŚLIWA sad

55

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Hej JoAsiulka dasz sobie radę, heh rozumiem Cię doskonale. Mi mówił jak to strasznie kocha, jak tęskni za mną a za kilka dni był koniec nagły i nieoczekiwany, i tylko zostańmy przyjaciółmi. Niestety ja kocham cały czas, i choć minęło półtora miesiąca ani trochę mniej, ale na pewno w jakiś sposób już przyzwyczaiłam się do bólu.
Wydaje mi się że jeśli ty nie podejmiesz żadnej decyzji on nic nie zrobi, tylko cały czas się będzie zastanawiał. Kochać nie przestaniesz, czy znajdziesz szczęście nie wiem. Ale czy teraz jesteś szczęśliwa ?? I moja miłość też miała być wyjątkowa, byłam cudowna, kochana, ale co z tego kiedy to nie było w sumie nic warte, to były tylko słowa, nie potwierdzone czynami. Ogólnie było takie piękne, okazało się banalne.
Chciałabym, aby twoja historia okazała się inna, a miłość między wami silna i prawdziwa. Ale gdyby kochał naprawdę to chyba wiedziałby z kim tak naprawdę chce być.

56

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Wczoraj się nie odezwał, dziś rano dał sygnał. Ja walczę ze sobą, ale nie piszę smsów, nie daję sygnałów. Jutro wraca do Polski, w czwartek będziemy się widzieć w pracy. Do tej pory przepraszał, tłumaczył się, dlaczego tak rzadko się odzywał itd. Teraz obawiam się braku nawet tego. No bo jak uwierzyć, że cały dzień nie znajdzie czasy na głupi sygnał, na włączenie komputera i wysłanie smsa. A tak obiecywał częstszy kontakt... Obiecanki cacanki...
Wybijam go sobie z głowy, ale marnie mi to idzie.
Chociaż... siedzę w domu (choroba mnie zmusiła) i mimo wszystko skupiam się na czymś (czytam książkę, siedzę w necie) i nie myślę o nim tak często. Staram się nie myśleć co on tam robi, jak spędza z nią czas...

Takie_życie wciąż mi powtarzał, że jestem wyjątkowa, że nasza miłość jest wyjątkowa. Mówił do mnie mile, czule, pieszczotliwie, a teraz tak poprostu milczy? Czy zadzwoni do mnie w czwartek tradycyjnie rano? Czy się będzie tłumaczył? Przecież w naszym przypadku nie da się tak poprostu odejść i zapomnieć. Pracujemy razem.

Czemu oni są tacy? Czemu brak im odwago na podjęcie decyzji?

57

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Bo im tak wygodnie niestety. Dopóki sytuacja ich nie zmusi starają się żadnej nie podejmować, bo przecież mają czas...
Do mnie również mówił czule, ale co z tego, to były tylko słowa, a one są ważne tylko i wyłącznie gdy poparte czynami. Najgorsze jest to że ja niby słaba kobieta jestem w stanie dużo poświęcić i cenię sobie słowo które wypowiadam, a on ... po prostu szkoda słów.
Jestem ciekawa JoAsiulka jak skończy się twoja historia.

58

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

No i wytrwałam... Nie odezwałam się we wtorek mimo, że napisał sms o treści tak wąznych 4 literek. W środę dał sygnał rano i jak dojechal do domu. Dzisiaj rano zanim zadzwonił przysłał sms o treści "Przepraszam".
Na chwilę serce zabiło mocniej...
Potem rozmowa... Wątpliwości nie przeszły, wręcz odwrotnie - są co jeszcze większe. Powiedział, że ucieszył się na ich widok (żony i córki). Przyznał w końcu, że to jednak tęsknota. Jeszcze trochę czsu i przyzna, że to jednak miłość.
Dalsza część rozmowy była już zupełnie bez sensu. Nie przeanalizował jeszcze swoich planów (skoro potrzebna jest analiza, to znaczy, że plany się zmienią), na dzień dzisiejszy nadal uważa, że się przeniesie do drugiego pokoju po jej powrocie (ciekawe ja będzie na dzień jutrzejszy, albo za miesiąc), na dzień dzisiejszy nadal chce się rozwieść (chociaż przeszło mu przez myśl czy aby na pewno tego chce - choć niby pozbył się już tej wątpliwości). Jedna wielka bzdura. Oczywiście... Nadal bardzo mocno mnie kocha... Jasne...

Ale w pracy... Spotkaliśmy się w kuchni, pocałował, przytulił... Tylko jest jakoś inaczej. Zupełnie dziwnie się z tym czuję. Niby kocham go i świata poza nim nie widzę, a jednak tak mi jakoś zobojętniał? Czytak się człowiek czuje, gdy stracił już całkiem nadzieję i wiarę we wspólną przyszłość?

Bo to już nie ma przyszłości, prawda???

59

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Kochana tak się czuje człowiek który traci pewność, że dla drugiej osoby jest to tak samo ważne, zaczynają pojawiać się coraz większe wątpliwości czy on naprawdę kocha itp.
Że w sumie tęskni itp. też przerabiałam, coś ci kochankowie jakoś mało oryginalni są.

60

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Nie chcę dobijać Twojej nadzieji ale tak jak sama napisałaś,to nie ma przyszłości.On się nie rozwiedzie.Tak nie zachowuje się facet,który ma taki zamiar.Ułuż sobie życie bez niego bo czekanie,myslenie nic nie da.Przezyłam kiedyś coś podobnego.Wszystko było super,ja najcudowniejszą kobietą,jego księżniczką,którą rozpieszczał.Były wspólne plany i marzenia.Z żoną juz od dawna nie żył (przynajmniej tak mówił).Pierwszy problem pojawił się gdy myslałam,że jestem w ciąży.Usłyszałam w tedy,że jego nie interesuje co z "tym" zrobię ale on nie ma zamiaru się rozwieść.Ciąży nie było.Dwa tyg.potem jego żona rozchorowała się a on pognał do niej. W sumie to dobry mąż,zajął się chorą ale jak wyzdrowiała to już miał inną.Ja byłam w tedy młoda,głupia,naiwna i zauroczona.W 10 min mi przeszło.Od tej pory nie wierzę facetom.

61

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

To takie cliche, przepraszam, ale mamy tylko jedno zycie, jedna mlodosc...  Czy naprawde chcesz je przezyc czekajac na tego czlowieka, ktory jak choragiewka, zmienia zdanie i karmi Cie pustymi obietnicami, nie dajac w zamian nic?

62

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Nie chcę czekać... Ale wiem, że gdybym wiedziała, że warto poczekać... gdybym wiedziała, że na 100% będziemy razem i znała horyzont czasowy, to bym zaczekała. Wiem jednak, że nie mam określonego czasu (bo rzeczywiście wszystko się zmienia jak wiatr zawieje) ani żadnej pewności (raczej pewność, że nic z tego nie będzie).
Wiem, że byłam/jestem naiwna... Ale chyba w końcu otwierają mi się oczy...
Lepiej późno niż wcale...
Ale ja go wciąż kocham.

63

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Heh ja też kocham mojego S., ale czy to ma jakieś znaczenie. Albo chce być z tobą albo nie, a jeśli są wymówki to tego nie wie i nie wiesz czy będzie wiedział i kiedy będzie wiedział. Hasło z tego forum: Jeśli kochasz puść wolno, jeśli wróci będzie tylko twój, jeśli nie wróci, nigdy twój nie był.

64 Ostatnio edytowany przez JoAsiulka (2010-10-30 20:37:34)

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Hasło mądre... A jakie ryzyko za sobą niesie... Bo muszę prawdzie spojrzeć w oczy - jeśli "puszczę" go wolno, to nie wróci i udwodni tym samym, że nigdy nie był mój sad Nie chę żyć złudzeniami, ale jeszcze go nie chcę puścić. Jeszcze chwilę go zatrzymam dla siebie. Wyleczę się trochę z niego, a potem go wypuszczę i nie będę czekać na powrót, bo wiem, że on nie nastąpi...

65

Odp: Czy to w ogóle ma sens?

Witajcie...
Mam wrażenie, że minęło z 10 lat odkąd zajrzałam tu ostatni raz i 100 lat od tamtego uczucia, które na zawsze zmieniło moje życie. Przeczytałam sobie cały ten wątek i... czuję się tak, jakbym przeczytała czyjąś historię, nie moją własną...
Kiedyś trzeba zakończyć tą historię... Może właśnie dzisiaj?

Z miłości do mojego Ukochanego wyleczyłam się w ciągu kilku sekund (kuracje szokowe są najskuteczniejsze). Jego żona przeczytała naszą rozmowę na GG (znalazła w archiwum) i napisała do mnie - że życzy mi szczęścia z nim. W tamtej rozmowie na GG zapewniał mnie o wielkim uczuciu do mnie, o swoim rozwodzie - a potem stał się ofiarą i pokutnikiem. Żona obarczyła go całą winą za wszystko - wniosła o separację. Mój Ukochany okazał się zwykłym Tchórzem, któremu brak odwagi i konsekwencji w działaniu. Z tego co wiem, nadal mieszkają razem, skupiają się na dzieciach. Nadal pracujemy razem, widujemy się w kuchni - ale przypadkiem, rozmawiamy o sprawach służbowych, czasami też o prywatnych. Z jego strony czasami są przebłyski - patrzy na mnie tak, jak kiedyś, dwa razy rozmawialiśmy o tym co było, o sile tego uczucia - które nadal w nim trwa... Wierzę mu, ale już go nie chcę. Jestem z kimś innym, z kimś, kto mnie kocha i chce ze mną być... (też niełatwy związek, ale mam nadzieję, że ten związek będzie z happy endem - i będę mogła Wam od tym napisać).

Z moim narzeczonym rozstałam się 16 marca. Nie tęsknie za nim w ogóle. To była słuszna decyzja. Szkoda, że tak późno dojrzałam do jej realizacji. Życzę mu szczęścia, bo naprawdę na nie zasługuje.

Dzisiaj, gdy nabrałam do tego wszystkiego dystansu mogę śmiało powiedzieć, że nie żałuję... To jednak miało sens... bo dzięki temu uczuciu do Ukochanego przekonałam się:
...co takiego motyle w brzuchu
...że potrafię kochać (że nie jestem jednak pozbawiona uczuć)
...że nie można być z kimś, kogo się nie kocha
...że gdy jedna miłość się kończy przyjdzie następna - trzeba być tylko otwartym i cierpliwym
...że chcę kochać i być kochaną
...że o szczęście trzeba walczyć i zabiegać. Samo nic nie przychodzi...
...że ja też zasługuję na szczęście i na to, aby być dla kogoś najważniejszą kobietą w życiu
...że miłość czasami działa wbrew rozsądkowi i bywa ślepa

Dziękuję wszystkim trzymającym kciuki za tamtą miłość, za wsparcie, za krytykę - za wymianę poglądów - z Wami łatwiej było przez to wszystko przejść smile
Pozdrawiam!

Posty [ 1 do 65 z 66 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to w ogóle ma sens?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024