Hej. Potrzebuje wsparcia, zdania od osób które moją podobne doświadczenie...
Mój związek - od 10 lat razem, od 9 lat wspolne mieszkanie. Szybko sie poznalismy i zwiazalismy ze sobą - bardziej zaczelismy od strony kumpleksiej niż tej namiętnej. Nie moge narzekać na mojego faceta - zyje nam sie bardzo dobrze, zero klotni, jestesmy zgodni, zwiazek stabilny, bliskosc, przyjacielstwo, sex - troche za rzadko ale to ja mam niskie libido. Albo jestesmy pod tym wzgledem troche niedopasowani - niestety w łózku mój facet tez jest świetny..wiec nie powinnam narzekać. Brakuje z mojej strony tej namietnosci i pozadania. Kiedys rozmaiwalismy o tym i myslalam, że mam jakaś blokade poneważ wczesniejsze relacje z facetami opierały się głównej mierze na swietnym sexie, za to brak wspolnych celow i pasji powodował rozstanie. Tu jest na odwrot.
Od roku, żeby rozbudzić w sobie libido ogldalam seriale, czytałam ksiazki pobudzajace moją wyobrażnie. I oto w mojej pracy pojawił się "kolega", ktory zaczał na mnie zwracac uwage. Myslalam, że wpadamy na siebie bo pracowalismy przy wspolnym projekcie - on jest managerem który tym zarzadzał - więc nie odbierałam tego jako podrywu. I tak na niego nie patrzyłam - owszem, jest przystojny, nie ma dziewczyny w pracy która na niego by nie zwróciła uwagi - ale nie czułam jakiegoś pożadania. Jednak z czasam mi zaczeło to schlebiać, że on zwraca na mnie uwage i czesto nasze spojrzenia gdzieś na siebie wpadały. Na poczatku jeszcze sobie to tłumaczyłam tym, że mnie obserwuje, bo jest "szefem"..Tak czy siak lubiłam sobie o nim fanatzjować, ale w pracy nie odczuwałam, żadnego pociągu w jego kierunku , raczej go unikałam jako szefa. Ogólnie oprócz tego, że jest przystojny, to jest też bardzo miłym facetem dlatego nie interpretowałam jego zachowania jako podrywu.
Po roku na imprezie w pracy mielismy okazje poznac swoich parnerow - on ma zone od 19 lat sa razem. Cala nasza czwórka złapała nieziemski kontakt ze soba - jakbysmy znali sie od zawsze. Dostalismy zaproszenie do nich - bylam zestresowana, bo to ktos z wyzszej polki, ale gosciu kompletnie nie daje po sobie tego odczuc. wszystkich traktuje równo. Jego żona też jest świetną dziewczyną. Kolejne spotkanie odbyło się u nas. Gdy dochodziła pozna godzina i nas partnerzy stali odwroceni do nas plecami on mnie objał i złapał za reke..odzwajemniłam to. To trwało sekundy, nawet na siebie nie spojrzelismy..Ogolnie po tym spotkaniu nie miałam wrazenia, że to było coś złego - cala nasza czwórka na przywitanie, pozegnanie się ściska..wiec tłumaczyłam to sobie przyjacielksą bliskością. Ale jednak...ten gest był za plecami naszych parnerów i chyba sama siebie oszukuje i probuje usprawiedlic. Oczywiscie nikt z Nas nie komentował tego, normalnie zyjemy jakby nic nie było - no bo czy było?- czuje się jak nastolatka a mam 35 lat. Chciała powiedziec o tym swojemu parnerowi ale boje sie ze bedzie chciał przerwac nasze relacje a naprawde mozmy byc super paczka przyjaciol...a moze dla niego ten gest byl przyjacielski, podkresla caly czas jaka jego zona jest swietna, ze jest szczesciarzem. My rowniez jestesmy dobraną parą. Nie wiem kiedy sie znowu zobaczymy, ale wiem, że przy kolejnym "geście" powinnam zaznaczyc granice..tylko problem jest taki, że to gościu z moich fantazji które teraz w jakis sposob staja się realne. I to jest juz zdrada..nawet w myslach. I jak to mozliwe, że bedac w dobrym zwiazku fascynuje sie innym facetem?
