Od roku jestem samotną wdową. Po 37 latach wspólnego życia zostałam nagle sama. Mój mąż nie wrócił z pracy do domu- miał wypadek. Nie umiem sobie z tym poradzić i zrozumieć- dlaczego? Mam sobie wiele do zarzucenia, czuję się winna, że za mało o niego dbałam, że nie doceniałam go, że nieraz się kłóciłam, krzyczałam a nawet wyzywałam (był bardzo nerwowy a ja złościłam się za to na niego). Dopiero teraz wiem, jak bardzo go kochałam i co straciłam i jaka byłam z nim szczęśliwa., tak bardzo mi go brakuje, nie radzę sobie ze wszystkimi obowiązkami. Nawet się z nim nie pożegnałam, dzisiaj byłabym już całkiem inna, miałabym mu tyle do powiedzenia . Czy ktoś mi coś poradzi lub zaprzyjaźni się ze mną, abym miała chociaż z kim pogadać?
Marz ( Marzenko) tak po prostu musiało się stać.
Nie masz się o co obwiniać. To zrozumiałe że teraz nie mozesz sobie znalezc miejsca.
Pisz śmiało na pewno forumowicze coś poradzą lub po prostu odpowiedzą w Twoim wątku.
Są tu też netkafejki w dziale nasza społeczność.
Dobrze że dołączyłaś ![]()
Dzięki za odpowiedź. Cieszę się, że ktoś się odezwał. Pozdrawiam.
Dobry wieczór pani. Dlaczego smutna? Kiedyś miałem zdarzenie, że ktoś bardzo bliski odszedł, tak nagle, z dnia na dzień. Ciężko uwierzyć, ciężko dalej żyć. Gdy nie można już nic powiedzieć, a tyle by się chciało. Dziś po czasie łez, rozpaczy wie się jedno. Ta osoba jest szczęśliwa. Ma inne życie i patrzy na nas. Nie bądźmy smutni, bo ona jest szczęśliwa. Nam jej brakuje, ale to nam. Czujemy ból, bo zawsze był, bo teraz nie ma. ale z drugiej strony, On ma już to za sobą, życie teraz, nasze sprawy... Jest tam wysoko. Patrzy i gdy my smutni, a on szczęśliwy to cień smutku przez twarz biegnie. Bo i Ty powinnaś się cieszyć, choć brak Go. Żyj tak by gdy kiedykolwiek spojrzy uśmiechnął się, że i Ty szczęśliwa. To może dziwne, co piszę, ale tak jest. Pozdrawiam i proszę by uczcić kogoś nie smutkiem a radością raczej. Dla tej osoby....
Dzięki Junior za słowa wsparcia i otuchy. Bardzo ciekawe jest to, co piszesz. Chciałabym uwierzyć w to, że jest mu tam lepiej niż ze mną . Często myślę sobie, że to ja zostałam ukarana tym, że go przy mnie już nie ma. Byłam chyba złą żoną. Dlatego dźwigam ten ciężar, pracuję w domu i w ogrodzie za dwoje. A o niego się po prostu modlę. Pozdrawiam Cię.
Witaj!
Strata osoby bliskiej jest zawsze bolesna, jeśli jest nagła, sprawia, że pustka jest większa, tym bardziej buntujemy się, dlaczego los tak pokierował wydarzeniami. Bunt, wyrzuty sumienia, żal, to etapy żałoby i z doświadczenia wiem, ze trzeba się jej poddać. Wiem, też, że trzeba w sercu pozwolić tej osobie odejść, pożegnać się z nią, wypłakać smutek i coś, co odeszło bezpowrotnie ? życie we dwoje. Moją osobistą stratę pomogła mi przejść Pani psycholog, to była nieoceniona pomoc, jak ostatnia deska ratunku. Może warto skierować się z czymś, co nas przerasta do kogoś, kto wie jak nam ulżyć w cierpieniu?! Nie wiem, co dla Ciebie byłoby wsparciem w obecnym czasie, ale dzielę się własny doświadczeniem. Sama oceń czy coś z tego możesz wziąć dla siebie.
Pozdrawiam, Anka
Dzięki Aniu za odpowiedź. Robię, co mogę. Byłam już 2 razy sanatorium., brałam też leki).Najlepiej było w Mosznej. Korzystałam już 2 razy z kontaktu z psychologiem. Chyba źle trafiłam - źle się tam czułam, odniosłam wrażenie, że mnie nie rozumie, że się wygłupiam płacząc tam ok.godz. Dzisiaj po roku uczę się żyć od nowa, staję powoli na własnych nogach. Bardzo pomogli mi anonimowi przyjaciele internauci - bez nich i bez tych wieeeelu rozmów- chyba bym zwariowała. Nadal jestem smutna- ale zaczęłam dbać o dom, psa , ogród - no i o siebie (fryzjer, nowe ciuchy, jeżdżę na wycieczki, spotykam się z ludźmi. Jakoś leci.
Każdy z nas nosi w tym życiu krzyż, pytanie czy go uniesiesz. Polecam książkę przebudzenie de mello. Zrozumiesz swój żal, wybaczysz sobie, będziesz szczęśliwa. Nie obwiniaj się, to do niczego dobrego nie prowadzi.
Teraz mam książkę "Jak przestać się martwic i żyć - też mi trochę pomaga. A tę poleconą przez Ciebie też przeczytam.Dzięki.
Witaj
Strata bliskiej osoby jest bardzo bolesna i napewno kazdy zadaje sobie pytanie DLACZEGO? ale niestety nikt nam nie odpowiada ja uwazam ze czas nie goi bolu on tylko pozwala sie z nim oswoic.Jeśli pozwolisz podziele sie krotko swoja historia.W listopadzie 2008r zmarł po chorobie nowotworowej moj 31 letni brat a w tym roku dokladnie dzis mija 4 miesiace zmarla moja mama tez na raka i nie umiem tego ogarnac to czuje czlowiek po stracie bliskiej osoby jest nie do opisania zycze ci duzo siły bo napewno minie duzo czasu az czlowiek dojdzie do siebie po takiej tragedii. Pozdrawiam .
Witam Panią.Ja też niedawno straciłam męża.Też obwiniam się o to co się stało.Rozumiem co Pani czuje.Chciałabym cofnąć czas,ale to niemożliwe.Mam male dziecko, nie mam pracy i nie wiem co dalej,żyję z dnia na dzień.
Witam Cię Magdo serdecznie. Też bardzo Ci współczuję, bo wiem ,jak to bardzo boli.
Z moim mężem spędziłam razem 40 lat -byliśmy parą ze szkolnej ławy- zawsze razem. Dzisiaj czuję się jak ryba wyrzucona z wody, której brakuje już tchu, aby przeżyć. Wielu rzeczy (tzw. męskich) nie umiem zrobić czy załatwić. Wszystkiego muszę uczyć się od nowa. W naszej sytuacji wsparciem dla nas są nasze dzieci- moje są już dorosłe i mają swoje życie. A ja jestem już na emeryturze i czuję się strasznie samotna.Na siłę szukam nowych- także samotnych , bo na tych co są w parze - nie mogę patrzeć, najgorzej jest wtedy, gdy widzę starszych dziadków idących parami ze swoimi babciami- też bym tak chciała. Zabrakło mi tego ostatniego, spokojnego etapu życia na emeryturze ze swoim dziadkiem. Jeśli mogę Ci coś poradzić- to uciekaj na siłę do ludzi. Jesteś jeszcze bardzo młoda i przed tobą jeszcze całe życie. Napisz coś więcej o sobie. W jakim mieście mieszkasz?
Marz55, jestem i bardzo chętnie służę swoją osobą - do rozmów, spotkań, wspólnego przeżywania - zależy, na co będziesz miała ochotę. Nie jestem w parze i jestem sama i samotna - tylko powód dla którego tak jest, jest zupełnie odmienny od Twojego, ale nie jest to ze względu na szacunek dla Ciebie właściwy wątek do opowiedzenia Ci o tym. Może przez gg ? Pozdrawiam bardzo ciepło.
Witam Cię Lilusia . Chętnie pogadam z Tobą na GG 6343290. Bardzo brakuje mi przyjaciół, bo ci starzy zawiedli.
Witam.Jestem z Płocka.Mam czteroletnie dziecko.Ja z moim mężem byłam prawie 8 lat, w tym 5 lat byliśmy małżeństwem.Każdy mi mówi,że jestem młoda i jeszcze ułożę sobie życie.Tylko ja nie chcę nikogo innego,nawet nie potrafię sobie wyobrazić bycia z kimś innym.Przeżyję to życie sama z dzieckiem,pomimo,że boję się samotności.Chociaż może lepiej nie myśleć na razie o tym co będzie w przyszłości,bo niby po co.Jestem tym wszystkim przerażona.Zostałam sama z dzieckiem,mogę liczyć tylko na siebie...Muszę znależć pracę,żebyśmy mieli za co żyć.
Jestem od pol roku sama moj maz wyszedl na pol godziny do sklepu tak powiedzial synkowi.Ja bylam w pracy zadzwonil do mnie ze kupil sobienowe buty(chyba na tamten swiat)Mam 36 lat i po 18stu latach zostalam sama.Bylam w dole ale teraz okazalo sie ile mam prayjaciol i czasem warto zawierzyc ludziom z bliskiego otoczenia.Mnie akurat pomogla wiele bratowa(i nadal mnie wspiera)i brat ktory tez ze smiercia mojego meza wiele stracil(byli przyjaciolmi)a takze ludzie po ktorych bym sie tego nie spodziewala.Tak mnie wyciagneli i nadal pilnuja ze teraz wiem ze trzeba isc do przodu.Nie mozna sie cofac do tylu to nie wroci.Bardzo kochalam swego meza ale dla dziecka nie mozna zamykac drzwi przed dalszym zyciem bo mozna dziecko zamknac w swoich zalach a wtedy jest jeszcze gorzej.Juz teraz zaczynam sie powoli usmiechac
Witam.Jestem z Płocka.Mam czteroletnie dziecko.Ja z moim mężem byłam prawie 8 lat, w tym 5 lat byliśmy małżeństwem.Każdy mi mówi,że jestem młoda i jeszcze ułożę sobie życie.Tylko ja nie chcę nikogo innego,nawet nie potrafię sobie wyobrazić bycia z kimś innym.Przeżyję to życie sama z dzieckiem,pomimo,że boję się samotności.Chociaż może lepiej nie myśleć na razie o tym co będzie w przyszłości,bo niby po co.Jestem tym wszystkim przerażona.Zostałam sama z dzieckiem,mogę liczyć tylko na siebie...Muszę znależć pracę,żebyśmy mieli za co żyć.
Bedzie dobrze musisz uwierzyc w siebie dasz rade
magda 25 lat napisał/a:Witam.Jestem z Płocka.Mam czteroletnie dziecko.Ja z moim mężem byłam prawie 8 lat, w tym 5 lat byliśmy małżeństwem.Każdy mi mówi,że jestem młoda i jeszcze ułożę sobie życie.Tylko ja nie chcę nikogo innego,nawet nie potrafię sobie wyobrazić bycia z kimś innym.Przeżyję to życie sama z dzieckiem,pomimo,że boję się samotności.Chociaż może lepiej nie myśleć na razie o tym co będzie w przyszłości,bo niby po co.Jestem tym wszystkim przerażona.Zostałam sama z dzieckiem,mogę liczyć tylko na siebie...Muszę znależć pracę,żebyśmy mieli za co żyć.
Bedzie dobrze musisz uwierzyc w siebie dasz rade
ja tez tak myslalam.moze jestem troche starsza ale tez zostalam z piecioletnim dzieckiem.A co do zycia z kims innym badz madra teraz facet niech sie o Ciebie stara ale rob to na dystans,Jestes teraz dla siebie i dla dziecka
Witam ! Marz55 ja tak jak Ty wszystko co napisałaś to tak samo czuje mój mąż zmarł 10 sierpnia tego roku i nie moge sobie z tym poradzić byliśy małużńtwem 38 lat a teraz zostałam sama bardzo boie sie samotności
Witam.Jestem z Płocka.Mam czteroletnie dziecko.Ja z moim mężem byłam prawie 8 lat, w tym 5 lat byliśmy małżeństwem.Każdy mi mówi,że jestem młoda i jeszcze ułożę sobie życie.Tylko ja nie chcę nikogo innego,nawet nie potrafię sobie wyobrazić bycia z kimś innym.Przeżyję to życie sama z dzieckiem,pomimo,że boję się samotności.Chociaż może lepiej nie myśleć na razie o tym co będzie w przyszłości,bo niby po co.Jestem tym wszystkim przerażona.Zostałam sama z dzieckiem,mogę liczyć tylko na siebie...Muszę znależć pracę,żebyśmy mieli za co żyć.
witaj Magdo
Ja też straciłam ukochanego męża trzy miesiące temu.mam 4 dzieci .mam 34 lata i też wkurza mnie to jak mówią że jeszcze ułożę sobie życic ,ja byłam bardzo młoda jak wyszłam za mąż miałam 18 lat ale nigdy tego nie żałowałam byliśmy bardzo szczęśliwi razem i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym.Ja jestem w trochę lepszej sytuacji jak ty bo mam pracę i siostrę która bardzo mi pomaga.Po śmierci męża wiele osób mnie wspierało mieszkam w małym miasteczku i wszyscy się znają a tym bardziej że mąż był bardzo lubiany .
A ty kochana trzymaj się i życzę powodzenia
Wiem, ze coś takiego bardzo drażni, ludzie chętnie udzielają rad, jak to sobie można jeszcze życie ulożyć itd. A tak naprawdę nie zastanawiają się nad tym, co moze czuć wdowa, czy ktos, kto utracil bliską osobę.
Ja od kilku lat sama wychowuję syna i też złości mnie, kiedy słyszę pytania w stylu: czemu sobie kogoś nie znajdziesz? Albo rady w stylu; chyba już pora sobie ułożyć życie.
A przecież ja sobie je juz ulożylam. Sama. Na dzień dzisiejszy chcę tak. Co będzie jutro? Nie wiem.
Co do głównego tematu to powiem, że mnie bardzo pomaga moja wiara i droga rozwoju, którą wybrałam, i którą podążam.
Dzięki temu łatwiej akceptuję smierć. Nie jest ona dla mnie już bolesną stratą, ale świadomością przejścia w nowy etap. I choć wiem, że na dłuższy czas rozdziela nas z bliską osobą, to rozłąka jest latwiejsza do zaakceptowania. i nie wzbudza strachu.
Tylko samodzielne przezycie czegoś daje ludziom prawdziwe zrozumienie.
Ja nauczyłam się że powinnam liczyć na siebie. Nie jest łatwo ale zaglądam na forum i zaczęłam właśnie więcej czytać wiara też mi pomaga. I starm się przeżyć każdy kolejny dzień.
Mój mąż zawsze powtarzał że trzeba liczyć tylko na siebie ,ja też uczę się tego.
Bardzo często zaglądam na forum i to dodaje mi siły.
Ja równiez straciłam bardzo bliską osobę,cieżko bylo się pogodzić,ale mam nadzieje ,że kiedyś sie z nia spotkam w niebie i mam siłe, żyjąc z ta nadzieja i z wiara:) Jast taka piękna kolęda
,,Kolęda dla nieobecnych" na youtube.wlaczcie sobie.
Też słuchałam piękna kolęda . A teraz słucham Ani Wyszkoni :Wiem że jesteś tam ;
Witam!
Rozumiem, co czuje człowiek po stracie bliskiej osoby, ja straciłam chłopaka 6 miesięcy temu, stało się to tak nagle, ze do tej pory nie mogę zrozumieći pogodzić się z tym i mieszanka uczuć jest wybuchowa, niestety nie bardzo mam z kim o tym porozmawiać.....Sama się hamuje przed wyrażaniem uczuć innym osobom zeby ich nie zasmucać....unikam kontaktu z rodziną bo oni udzielają rad które mnie drażnią. Byłam u psychologa ale moze to za wcześnie było i nic mi nie dał....wcale sie lepiej nie poczułam...Czuję bezradność , w wierze próbowałam odnajdywać sens..ale przestałam bo żal do Boga jest zbyt silny....zastanawiam się w jaki sposób można osiagnąć jakąkolwiek równowagę po tak duzej stracie? Byłabym wdzięczna za wyrażenie swoich opinii i doświadczeń...
odświeżam, jakoś naszły mnie refleksje.
31 lipca doszło do wypadku samochodowego, zginęli ludzie z mojej okolicy.
5 osób, 16-21 lat, dwóch braci i dwoje braci+siostra. dziewczyna, którą mijałam zapewne codziennie, a niekoniecznie wiedziałam kim jest.
to, co czuja rodzice w tej chwili, to zgroza.
rodzice chowają własne dzieci, nikt im nie zostaje, tylko puste łóżka, znane buty, pachnące ubrania, ich ulubiony fotel.
w takich chwilach zastanawiam się, jak bardzo balansujemy
codziennie uważamy, że nas to nie dotyczy
jakby każdy dzień następny był nam obiecany, myślimy pewnikowo, jutro to, a nawet pojutrze tamto..
zdjęcia które zobaczyłam, totalnie rozbity samochód, jakby części ze złomu, coś strasznego.
dziewczyna po maturze, pewnie miała iść na studia, pewnie planowała wiele.
czasem zastanówmy się, jak złapie nas przeczucie, poczujemy coś-zwolnijmy.
pogódźmy się z kimś, doceńmy kogoś, życie jest takie kruche, jest, nie ma..
28 2011-08-04 13:52:09 Ostatnio edytowany przez elizabeth9 (2011-08-04 13:55:53)
I Ja podzielę się swoimi przeżyciami. Straciłam tatę 21 sierpnia będzie 12 rocznica śmierci. jakie to straszne przeżycie, w sercu zawsze będzie taka pustka, myślałam już nic gorszego mnie nie spotka a tu jak grom z jasnego nieba mój 46l. brat dowiaduje się o raku, 3 miesiące od wykrycia choroby umiera 8 marca 2008r w szpitalu wojskowym. wspomnienia się w głowie przesuwają jak film.
w Święta Bożego Narodzenia tak się cieszył z awansu na chorążego.
Świat się wali dla nas rodziny mamy żony syna sióstr. Wspaniały mąż dobry człowiek. Do puki ktoś sam nie przeżyje czegoś podobnego nie rozumie, udziela porad, dziwi się że ktoś tak przeżywa.
chcę dać wam nadzieje drogie żony i do was słonko jeszcze zajrzy, wiele z was woli być same,wiele zostaje na lata. podziwiam was za siłę jaką żyjecie. moja bratowa też chciała być sama, teraz ma kogoś,jest szczęśliwa, uśmiechnięta. Dobrze że ułożyła sobie życie na nowo. trudno jest nam się z tym pogodzić do końca, ale wspieramy ją.
Czy kiedykolwiek pogodzę się ze stratą najbliższych trudno bardzo, miałam nawet pretensje do Boga,dlaczego tak się stało, wytworzyła się we mnie tak zwana znieczulica, jak ktoś umierał to wcale go nie szkodowałam . wiem to podłe już tak nie myślę.Staram się pomagać innym którzy stracili bliskich bo znam ten ból .a powiedzenie czas leczy rany... na mnie zadziałał odrobinę po 10latach.
29 2011-08-08 01:24:08 Ostatnio edytowany przez xpathx (2011-08-08 01:28:53)
Dzisiaj za parę godzin mija miesiąc od śmierci mamy. Płaczę mniej, ale myślę że nigdy nie pogodze się z tą niesprawiedliwą smiercią. Zmarła mając 51 lat, niespodziewanie zachorowała i wciągu miesiąca jej już nie było. W ostatnich dniach ból i duże wyniszczenie, tak ją zapamietałam bo była wówczas u mnie. Raczysko zabijało ją na moich oczach. Ostatnie 2 dni była w szpitalu, zmarła także przy mnie, choć nie mialam okazji juz z nia porozmawiac, bo wpadła w śpiączkę. Ostatni raz rozmawiałam z nią w nocy dzien przed - o szamponie i pascie do zebów
Była najmodszym, najukochanszym dzieckiem mojej babci. Była potrzebna jej i nam, czego nie mogę powiedzieć o moim ojcu alkoholiku. Nie doczekała spokoju w domu, nie doczekała spełnienia swoich marzeń... Znowu nie mogę spać. Nie pojmuję tej niesprawiedliwości. W ostatnich dniach powtarzała "smutno mi" i mnie też od pewnego czasu jest niewyobrażalnie smutno ![]()