Cześć wszystkim
Pisze z nadzieją, że może ktoś będzie potrafił pomóc. Moj temat będzie dosyc dziwny i zdaje sobie z tego sprawę a mianowicie mój partner w ogóle nie ma wytrysku. Przez 10 lat związku udało się trzy razy. Jesteśmy dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi, zaczęliśmy być razem jako bardzo młodzi ludzie. Przez wiele lat wypierałam problem z głowy i nie chciałam o nim myśleć bo robiło mi się źle, przykro. Partner w ogóle unikał tematu. Dopiero przed naszym ślubem 3 lata temu zaczęłam poważniej i tym myśleć, że my mamy naprawdę problem, ale ciągle było to samo nie chciałam zaczynać tematu bo widziałam, że on się spina, że nie chce rozmawiać. Przyznał wielokrotnie, że się masturbuje i ogląda pornografię i zapewne dlatego ma problem żeby dojść podczas stosunku. Myślę, że jest poważnie uzależniony i sam sobie nie da rady, ale też gdzieś mam w głowie myśli, że może on nie ma potrzeb seksualnych i kłamie z masturbacja. Nie wiem wymyślam różne rzeczy w głowie. Dopiero przez ostatnie pół roku zaczęliśmy o tym więcej rozmawiać a w zasadzie ja zaczęłam szukać rozwiązania bo czuje, że nie dam tak rady dłużej. Czuje się fatalnie, nieatrakcyjna, kiepska i moje poczucie własnej wartości jest gdzieś na dnie. Na seks nie jest regularny bywa tak, ze kochamy sie 3 dni pod rzad a później tydzień nic a bywa tak, że i dwa, trzy tygodnie do niczego nie dochodzi. Nie wydaje mi się żeby jemu to kiedykolwiek przeszkadzało bo nigdy nic nie mówił. Jeśli ten seks już jest to trwa 40-50 min częste zmiany pozycji, intensywny i takiego seksu nie da się uprawiać codziennie A on i tak nie dochodzi, więc ja się czuje okropnie i nie mam ochoty później na kolejne razy. Podejrzewam, że on masturbuje się codziennie lub nawet kilka razy dziennie bo nie widzę żeby np. po tygodniowej przerwie miał większą ochotę. Nie wiem już robić. Często są awantury, ja sobie nie radzę z tym co mam w głowie. On obiecuje, że nie będzie tego robił, że trzeba czasu. Problem polega na tym, że ja mu nie wierzę i koło się zamyka.
Zdaje sobie sprawę z tego, że sytuacja nie jest normalna i sama nie rozumiem jak moglibyśmy bagatelizować problem przez tyle lat. Na początku po prostu nie wiedziałam, że to zajdzie tak daleko, on zapewniał, że i tak jest mu dobrze. A później po prostu chyba udawałam przed sama sobą, że jakoś to naprawimy, że samo się naprawi. Dziś mam już serdecznie dosyć. Partner jest bardzo zamknięty w sobie, sam w ogóle nie zaczyna tego tematu. Twierdzi, że nic mu w seksie nie brakuje, że jest wszystko ok, ale jak widać tak jest ok, że on nie dochodzi.
Nie wiem co powinniśmy zrobić. Czy terapia tutaj pomoże? Czy powinniśmy pójść razem czy może jednak osobno żeby partner mógł się bardziej otworzyć?