Cześć.
Tak wiele się w moim życiu wydarzyło że nie wiem co wam opowiedzieć. Chciałam o ojcu alkoholiku, który przepijał pieniądze a mama miała nas piatkę i nie miała za co nas wykarmić, ale z czasem przestał pić i sie zmienił, a my mu wybaczyliśmy. Oprócz mamy, która nie może zapomnieć.
Chciałam o mojej babci która była moim jedynym oparciem, u której mogłam się zawsze schronić ale i ona mnie zostawiła. Zmarła gdy miałm 13 lat a ja jestem na nią o to zła. Nie mogę jej tego wybaczyć, choć wiem że nie miała na to wpływu.
Myślałam także o szwagierce, która znecała sie psychicznie nademną przez 2 lata. Życie z nią było kolejnym horrorem w moim smutnym życiu.
Potem było wspaniałe przeżycie gdyż pojawiła się na świecie moja córeczka która dała mi nadzieję na cos lepszego. Ale niestety okres 11 lat wspominam niezbyt miło. Nie przespane noce, kłopoty w przedszkolu, szkole. Ona czesto płacze a ja razem z nia. Jestem kłebkiem nerwów. A na pomoc meża nie mam co liczyć bo on pracuje. Zresztą zawsze wszystko było na mojej głowie. Wszystkie obowiązki kury domowej,opieka nad dzieckiem, rąbanie drewna na opał, remonty mieszkania poczawszy od mieszania towaru w betoniarce a skończywszy na malowaniu ścian,załatwiania wszystkich innych spraw i podejmowaniu nie zawsze dobrych decyzji. Nigdy nie mogłam na niego liczyc. Czułam się i czuję do dzisiaj jak śmieć.
Powtarzam sobie, ze napewno czymś sobie na to zasłuzyłam.
Ale zdecydowałam sie na wydarzenie sprzed 4 lat, kiedy zachorował mi bardzo bliski wujek(brat mamy), który był kawalerem i miał wielu przyjaciół i krewnych, dopóki pożyczał im pieniądze. Kiedy jednak zaczął chorować i trzeba mu było pomóc wszyscy gdzies zniknęli. Zostałam tylko ja. Załatwiałam lekarzy, woziłam na badania, myłam, karmiłam i przewijałam ( nie było mi ciężko). Lekarze mówili, że to rwa kulszowa, wiec wezwałam masażyste i jak sie potem okazało to był mój błąd. Wujek miał raka kregosłupa. Żyl jeszcze po masażu 5 dni. Kiedy 3 dni przed śmiercią wezwałam pogotowie, bo wuja wymiotował krwią to jego dwie siostry( w tym mama) mi kazały zdecydowac, czy maja go zabrać do szpitala. A gdy zdecydowałam i tam po 3 dniach zmarł, zarzuciły mi że to moja wina że umarł w szpitalu, a nie w swoim domu. Lecz kiedy usłyszałam od mojej mamy że to ja go zabiłam bo gdyby nie ten masaż to może by żył, to myślałam że serce mi z żalu pęknie.
Do dziś mam wyrzuty sumienia. Minęły 4 lata a on mi się bez przerwy śni.Siedzi w swoim domu i śmieje się szyderczo, że mnie oszukał, że myslałam że śie go pozbyłam.
A ja mu naprawdę chciałam pomóc.
Oddałaby swoje życie aby mógł żyć.