Hej mamuski
zwracam sie do was z takim zapytaniem,czy po urodzeniu dziecka wasi przyjaciele się od was odwrócili??ja od kad urodziłam dziecko nie mam przyjaciół...poza jedną ale to tez chyba tylko dlatego że mamy dzieci w podobnym wieku i razem się bawią.dla pozostałych,tych którzy sami(jak i równiez ja)nazywali się moimi przyjaciółmi,po moim porodzie zarzestali kontaktów ze mną.czy któraś z was jest w podobnej sytuacji???
byc moze ci "przyjaciele" boja sie ze nie bedziesz miala dla nich czasu odkad masz dziecko. warto byloby probowac sie z nimi kontaktowac zaprosic do siebie dopiero wtedy dowiesz sie jak jest
Ja zawsze miałam mnóstwo ludzi wokół siebie. Po porodzie to ja miałam mniej czasu dla nich, a jak się później okazało, oni nie chcieli nam przeszkadzać, wpadać całymi tabunami jak niegdyś z obawy, że przywleką jakieś choróbsko i będę na nich zła, że dziecko/dzieci się czymś zarażą. Pogadaliśmy, wyjaśniliśmy i nasza przyjaźń ma teraz nieco inne formy. Czasem jakaś psiapsióła zapyta, czy znajdę godz albo dwie tylko dla nas. Ja szperam, szperam, znajduję i się okazuje, że ona kupiła nam wejściówkę do spa
babskie pogaduchy w saunie.... hmmm.... uwielbiam ![]()
może i masz raccję.sama dla siebie nie mam czasu a co dopiero dla przyjaciół:(
Tak się tylko wydaje przy pierwszym dziecku, że nie ma się czasu nawet dla siebie. teraz przy trójce maluchów (jeszce maluchów) zawsze, choć 5 minut muszę wygospodarować. Wyjście z domu też już zaczynam wcześniej. Najpierw planuję ila na co trzeba i udaje się. Nawet swój makijaż czy mycie zębów planuję, bo inaczej nie wyrabiam się. Przed wyjściem do kościoła czy na zakupy zaczynam szykować wszystko 1,5-2h wcześniej i ledwo się wyrabiam ![]()
tak tylko mój kochany syn jest strasznie wymagającym dzieckiem.nie zje od nikogo innego niz ja,nie chce sie z nikim bawic tylko ze mną.jest to moja wina,wiem bo to ja go tak do siebie przyzwyczaiłam.bł długo oczekiwanym dzieckiem,urodził sie jako wcześniak i starałam sie robić wszystko żeby miał jak najlepiej,żeby czuł że go bardzo kocham.musze zastępować mu ojca bo ten pracuje w delegacji od kąd mały sie urodził.wiec kiedy przyjeżdza w weekendy nie mam dlamałego już tyle czasu jak w tug.i wtedy sie zaczna...wymuszanie,krzyki,płacz,nie mogę posprzątać,ugotować bo mały wpada w chisterię ze nie bawię sie z nim.nie mogłam liczyć na pomoc dziadków bo mieszkają daleko(moi rodzice)teść nie żyje a teściowa jest alkocholiczką.zawsze musiałam dawać sobię radę sama.mamą zostałam gdy miałam 20 lat.wiem że wyrządzam krzywdę małemu tym że jestem zbyt uległa,po prostu owiną sobie mnie w okół palca a ja nie potrafię się mu przeciwstawić:)
przyzwyczaiłam się do samotności, wcale nie korzystam z pomocy ludzi, e tam...
chodzę sama z wózkiem i sama sobie radzę.
u mnie nie ma problemów z przyjaciółmi,Ci co byli to są,a sa także nowi
wiadomo że sie nie ma dla siebie czasu tyle ile kiedyś, jak dzieci nie było,ale zawsze znajdziemy go aby sie spotkać ![]()
ja nie mam czasu, może i mam ale nie chce poswiecac go na ludzi niewartych:(