Wiesz co, pennylane, co do tego homoseksualizmu to tak naprawdę wystarczy, by wykładowca nie przekazał wiedzy z zaangażowaniem, a już student puszcza mimo uszu to, co mu zostało powiedziane i dalej "wie swoje", zwłaszcza, kiedy temat obejmuje to, co zwykle uważamy za naszą prywatną opinię i osąd. Znam wielu ludzi, którzy tak silnie obstają przy homoseksualizmie jako chorobie, że nie ma faktów, które by ich przekonały. Wiedzą lepiej.
Być może zostanę teraz zlinczowana przez grono studiujących prywatnie, ale jestem zdania, że psychologia powinna być nauczana tylko i wyłącznie na uniwersytecie. Tak, jak medycyny nie robi się w Wyższych Szkołach Turystycznych/Zarządzania itd, tak samo powinno być z psychologią. Nawet SWPS, choć ma wielu "państwowych wykładowców", w mojej opinii jest poronioną ideą. Dlaczego? Ponieważ wprowadza psychologię jako studia zaoczne. I znów porównam do medycyny, bo zastanawiam się, z jakich przedmiotów się rezygnuje, by z kilkudziesięciu godzin tygodniowo zrobić 20 na zjazd co 2 tygodnie? Czy można mówić, że taki psycholog jest w pełni wykształcony? Mogę zgodzić się z takim podejściem w szkołach biznesu czy zarządzania, gdzie późniejsza praca opiera się w dużej mierze na "żyłce do interesów" czy przedsiębiorczością, ale tam, gdzie w grę wchodzi zdrowie?
Druga sprawa jest taka, że obecny system rekrutacji i durnowate polskie "Każdy musi mieć studia" nie zakładają rozmów wstępnych na uczelnie. A to moim zdaniem błąd, bo o tym, kto zostaje psychologiem nie decyduje kultura osobista wykazana w rozmowie czy ogólny poziom kandydata, ale to, jak radził sobie z biologią, czytaniem lektur na maturę z polskiego czy podstawowymi obliczeniami na matematyce. Jakże daleko to stoi od pojęcia etyki czy empatii jako podstawy tego zawodu...!
Jeszcze wracając do tego, co napisałaś pennylane na temat psychologów nie piętnujących takich zachowań, myślę, że ma to miejsce nie tylko w przypadku prof. Gapika. Do dziś wynosi się na piedestał m.in. Philipa Zimbardo, który jest autorem słynnego eksperymentu więziennego (podzielił studentów na więźniów i strażników, pozwolił psychicznie znęcać się nad nimi, aresztowanie przeprowadzała prawdziwa policja na oczach zdezorientowanych więźniów i sąsiadów, Zimbardo sam wciągnął się w eksperyment odgrywając rolę nadzorującego więzienie, więzieni nie wiedzieli, że nie są w prawdziwym areszcie, ale w piwnicach Uniwersytetu Stanforda i długo by wymieniać pozostałe akcje podczas tego eksperymentu). Chociaż to, co zrobił było wysoce nieetyczne i miało realne, poważne konsekwencje dla uczestników, Zimbardo jest autorem książki na temat zła w człowieku i jest swojego rodzaju autorytetem. Więc mamy podejście: OK, skrzywdził badanych, ale jego dane są ważne dla nauki - super!
Przypominam, że tak samo mówił Samson, gdy go oskarżono - też miał poczucie, że odkrywał coś nadzwyczajnie ważnego.
Tak więc nigdy nie stwierdzę, a przecież też jestem psychologiem, że dotykanie kobiety może jej pomóc przełamać lęki związane z życiem seksualnym. Nie wtedy, gdy dotyk pochodzi od terapeuty i nie jest przez kobietę pożądany. Można zasugerować partnerowi pacjentki, co robić, by ją rozluźnić, co mówić, by się otworzyła, jak budować relację i zaufanie - i nie wyrządzać krzywdy. A taka samowolka jak u Gapika niesie więcej cierpienia, niż wyleczonych.