Mieliśmy się dziś spotkać.Niestety.Nie przyjechał.Ale zadzwonił.Znów jesteśmy razem.Na jak długo?Pewnie na chwilę.Szarpiemy się oboje,bo oboje chcemy być razem.Niestety.Na dzieńdzisiejszy to niemożliwe.Przeze mnie.On jest gotów rzucić kobietę,z którą jest.Ale ja nie mogę zostawić męza.Mozecie mi dołożyć.Chciałabym,ale się boję.Jak jakaś małolata.Jezu!Czy ja kiedyś zmądrzeję?
Na miłość nie ma mądrych....
Niechaj ten co jest bez winy rzuci kamień:) ... Muszelko, jesteśmy kobietami i to, że szarpią nami uczucia ... to, taka nasza karma...
Z jednym nie zgodzę się ... z definicją miłości ona jest mądra, piękna, a gdy jest pełna wypełnia szczęściem i daje dobro...
La Que Sabe, zawsze napiszesz cos madrego. W wielu Twoich postach znalazlam jakies dziwne ukojenie dlamnie samej, mimo, ze nie byly do mnie skierowane.
Muszelko, strasznie zagwatmana jest Twoja historia. Jestem niepoprawna marzycilka i zawsze licze na dobre zakonczenie. Ale czy w realnym zyciu one sie zdarzaja? Chyba tak. Przeciez zyje wokol nas wielu szczesliwych ludzi. Wierze, ze i Ty odnajdziesz swoje szczescie i sile, zeby po nie siegnac, kiedy juz bedziesz gotowa. Pozdrawiam
muszelka_
Niestety musisz coś postanowić.Układ nie jest ciekawy i przyjdzie czas,ze się skomplikuje jeszcze bardziej.Rozważ sama co chcesz zrobić,zastanów się dobrze,przemyśl za i przeciw.Na pewno kogoś skrzywdzisz.Nikt nie zna twojej sytuacji jak Ty sama i tylko od Ciebie zależy co zrobisz i Ty będziesz odpowiedzialna za te decyzje.Uczucia nie idą w parze z rozumem.
Dziękuję wszystkim! Wiem,że to wszystko zagmatwane,ale nikt nie obiecywał,że będzie łatwo.Pewnie,że tak bym chciała i jak sądze nie tylko ja.Dziękuję szczególnie La Que Sabe.Co za mądre i ciepłe słowa.Szacun! I to u tak młodej osoby.Gratuluje dojrzałości. A ze swojej strony wiem,że nie podejmę zadnych radykalnych kroków.Będę tak trwać i czekać,ąz się całkiem zestarzeję.Aż do reszty zgorzknieję. I do końca zycia żałować będę,że nie pojęłam próby zmiany swojego zycia.Ale nie potrafię budować na krzywdzie innych.Mysłę o męzu.A moj pan od esemesów tez ma swoje zycie i swoją kobietę na codzien w nim. I tak trwamy w swoich światach czekając na cud.Naiwne?Pewnie tak,ale nie mam odwagi na więcej.....
a mieli "żyć długo i szczęśliwie";/. Muszelko, skoro nie jesteś szczęśliwa z mężem, to on też w końcu przestanie być szczęśliwy z Tobą. W końcu dostrzeże, że coś jest nie tak, będzie obwiniał siebie, Ciebie.... i żadne z Was nie będzie szczęśliwe... Czasami warto zrobić ten jeden krok... pomimo tego, że nie leży nikomu. Nie jest łatwo odejść od bliskiej osoby, ale dasz mu szansę ułożenia sobie życia... takie jest moje zdanie... w myśl, że każdy ma prawo do szczęścia.
7 2010-03-26 00:36:30 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-03 21:42:53)
Muszelko, nie sięgaj po coś czego nie potrzebujesz, sięnij po siebie, dziś siedzisz na karuzeli zapięta pasami przeszłości i oczarowana marzeniami, a tutaj przydałby się dystans, tak abyś przetała się bujać:))) i zadbała o własne szczęście - cholera:) należy ci się!
Pragnij tego, a zobaczysz znajdziesz rozwiązanie.
Nie odmawiaj sobie prawa do bycia szczęśliwą.
I ja tez tak mysle,jestesmy mlode, piekne i inteligentne i musimy wierzyc.ze najlepsze przed nami. Ja tez mam partnera i tez bylam w zwiazku z zonatym....do wczoraj.Wieczora. I teraz stwierdzam,ze musze zmienic swoje zycie.Ze to,ze szukalam na tzw. boku bylo potwierdzeniem,ze nie mialam czegos w swoim zwiazku. Kto jest najedzony itd.... I nalezy sie nam szczescie i na nie zaslugujemy.I trzeba na nie czekac....My sie tak szarpalismy pare miesiecy.Srednio co dwa tygodnie dochodzilo do powaznych rozmow, po czym pekal on,albo pekalam ja. Ale tym razem musimy byc silni i wierze,ze nam sie uda.Dla naszego dobra.On ma byc dla rodziny, a ja musze isc do przodu.Wziac sie w garsc...nie wiem jak to zrobie,ale jakos musze....Pozdrawiam Was goraco....
Wiecie co?Zaczęłam czytać książki.O podświadomości.podobno to my sami poprzez nasze myśli układamy swoje życie.To my przez własne mysli kierujemy własną podświadomością,ktora realizuje nasze wcześnijsze przemyślenia.To wsztstko barzdo ciekawe.Zaczęłam się pozytywnie afirmować.Robię,co mogę,żeby nie zwariować,żeby nie chciec napisać esemesa.Tak sobie kiedyś pomyślałam,że ta miłość jest rodzajem jakiegoś uzależnienia.Jest tak niewiarygodnie silna,że nie mogę jej porzucic.Ale juz chyba tydzię trwam w "trzeźwości":).Każdego dnia,od świtu,poprzez dzień inoc zmagam się ze sobą.Walczę.Sama.Odwyk to straszna rzecz.Miałam kiedyś tylko jeden nałóg.Papierosy.Rzuciłam.Juz 14 lat nie palę,ale wiecie co?Rzucic fajki po kilkunastu latach palenia,to pikuś,w porównaniu z obecnym odwykiem.Narazie "jestem czysta"Nie wiem,jak długo.Boli,jak zbój.i nie mam nic na usmierzenie.Miotam się.Wszędzie mi zle.Jestem w domu-chcę do przacy.Jestem w pracy-chcę do domu.Jest dzię,ja chcę,żeby była noć.Jest noc itd.....Masakra!!!!
10 2010-04-13 19:25:49 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-13 19:26:17)
znam to:))) ktoś kiedyś powiedział, że albo właśnie jesteśmy szczesliwie zakochane, albo cierpimy po nieszczesliwej miłosci, albo pragniemy miłości ... coś w tym jest ![]()
Ksiązki to extra pomysł, mi uratowały życie. Poczytaj "Kochaj siebie a nieważne z kim się zwiążesz", też fajna i ksiązki o optymizmie. Polecam też prozę Shalev, np książka "Po rozstaniu" ![]()
Masz racje z tą podświadomością, same się programujemy ... ale jeśli chodzi o emocje, musimy je zrozumiec i pozwalać im przepłynąć... Dobrze aby ból tęsknoty miał swój koniec, i abyś wiedziała o tym, że się kończy... szkoda, że nie można wziąć tabletki jak na ból zęba
)
ale... wiesz co mi sie niesamowicie podoba, zmienia się coś w tobie ... wchodzisz w siebie... to właśnie zasługa miłości ona budzi nas do życia.
Pozdrawiam...
'po rozstaniu' jest rewelacyjna
zgadzam sie!!Muszelko powodzenia.... pozdrawiam Was wszystkie...
Witajcie Kochane moje przyjaciółki.Dziękuję za wszystkie pocieszki,a szczególnie La Que Sabe i Agydeyn.Kochane jesteście.Dziękuję za podpowiedź nt.książek.La Que Sabe napisałaś mi,że wchodzę w siebie i że to zasługa miłości.Czy miałas na myśli miłość własną?Miłość do siebie?Chyba tak,bo za tym idzie szacunek do samej siebie,gdzieś zagubiony.Dla niego.Odzyskanie twarzy i poczucia własnej wartości,bo bardzo mocno przecież nadszarpniete jest.Podnieseinie bardzo niskiej samooceny,która sięga dna...Tak.Sadzę,że to miałaś na myśłi.Dużo myślę nad swoim.chorym zwiazkiem.Bywam potrzebna,kiedy mu źle.Zreszta całkiem niedawno sam coś powiedział w tym stylu.Zrobił mi zarzut,że ja chciałabym,by był przy mnie zawsze(co za fanaberia!),żeby pisał i dzwonił,a on biedny chłopczyk czuje inaczej.On poprostu wie,że ma przyjaciela.Oddanego,ze może do niego(czyli do mnie)zawsze zadzwonić,napisać,wyżalić się,zapłakać nawet,kiedy źle.No.A ja to chciałabym go mieć ciągle.Egoista pieprzony(ups!).Nawet nie wiecie ile razy,kiedy byłam w nieludzkim dołku,błagałam go o dobre słowo.O chwilę bycia razem(on line).Błagałam o to,by był.Na chwilę.Na moment.Na dziś.Na teraz.ale niestety.Nie docierało.Był jak głaz.Jak sopel lodu.Jak skała.Odzywał się,kiedy ON miał na to ochotę.I jeszcze miał czelność wzbudzać we mnie poczucie winy,że on tak strasznie cierpiał,kiedy ja tak do niego pisałam prosząc o pomoc.Jezuuuuu!!!Co ja widziałam(i widzę) w tym dupku?Egoiście?Egocentryku?
Tak sie zastanawiam.Czy to może sentyment jakis jest,że to miłość sprzed lat.?Ze wciąz ma moje listy,że mnie szukał itd.Co to jest,że nie mogę sie otrząsnąć?że umiem innym radzić,a sama tkwię w matni.Psychicznie zdemolowana.Wiecie?Ja nie chodzę.Ja się czołgam.Ja nie mam rano siły wstać.Ja mam depresję.Najchętniej wogóle bym się nie myła.Nie ubierała,nie rozbierała.nie wstawała z łóżka itd.Deprechę mam od 1,5 roku.Od 2 m-cy nie biore leków.Tak postanowiłam.Chcę sie uwolnić od niego.więc postanowiłam zmienić w swoim życiu ile mogę.Odstawiłam leki(meka straszna)Weszłam w dietę.Schudłam 8kg.Zmieniłam fryzurę.Wróciłam na siłownię.Ale wiecie co?Nic mnie nie cieszy.Nie mam radości.Z niczego.
Mam w sobie tylko mrok.
I smutek.
13 2010-04-14 19:57:10 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-14 19:58:11)
Muszelko, uwolnisz sie gdy postanowisz go pożegnać w myślach i rzeczywistości, potem pare miesięcy nostalgicznego smutku i minie...
To normalne co teraz czujesz, podobno pod wplywem zakochania programuje nam sie mózg na daną osobę, i gdy rozłączamy się z nią, to uaktywnia się część mózgu odpowiedzialna za ... no właśnie roztrząsanie związku. Mogłabym napisac doktorat na ten temat:))) szukalam wszedzie pomocy by wyleczyc sie i udało mi się. Decyzja o pożegnaniu go w myślach była najtrudniejsza, bo przecież tak słodko o nim sie myśli ... ale i do niej dojrzałam - nic na siłę sama przyszła, ale wiedziałam, że jej pragnę:))
Dziś zdejmuje różowe okulary i widzę, że to co było świetnym dopasowaniem - było iluzją ... zaślepieniem...
jak cudnie znowu odzyskać władzę na umyśle:))))
A apropo miłości tak ona jest w Tobie i n i k t Ci jej nie zabierze, gdy pokochasz siebie całkowicie, będziesz dla siebie dobra i czuła... zobaczysz jak będzie cudnie.
Agydeyn witaj w klubie ![]()