Witam.
spotykam się z partnerem od 6 miesięcy, na początku wiadomo cudowne początki. Przyszła codzienność. Zmieniło sie.
Ja zakochałam się, on nie wiem? Nie mówi o uczuciach, czasem widze to w gestach.. ale teraz- coraz mniej. nawet trudno odpisać jest na smsa na 'dobranoc'.
Po tygodniu płaczu postanowiłam się wziąć w garść, przestać płakać, odpisywać po sekundzie na jego wiadomości, czekać aż zaproponuje więcej niż 1 spotkanie w tyg (ja swoje już się naprosiłam)
Chciałabym mu dac do zrozumienia, że MOZE MNIE STRACIC ale nie przez sms albo mówiąc mu: Zostaw mnie itd.
Uczuciowo...jakimiś gestami, nie wiem. Nie mam doświadczenia. Jeżeli mnie zostawi oczywiściebędzie cieżko, i nie ukrywam, ze boje się tego- ale lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo...A ile może się starać kobieta? Płakać? Martwić się? Być na każde zawołanie?
koniec tego....
może macie jakieś sposoby? By partner zobaczyl, że wszystko może tak łatwo się rozpaść i że trzeba się starać.
+Rozmowy nic nie pomagają, to jest typ zamkniety w sobie. a kiedy ja mówie, że COŚ się zmieniło- on, że jak zwykle wymyślam.
BARDZO PROSZE O RADY