Moja sytuacje opisalam juz w innym temacie, ale robie to jeszcze raz, sama nie wiem dlaczego. Moze pomaga mi to wyrzucic bol ktory rozrywa mnie od srodka, moze desperacko licze na to, ze ktos mnie pocieszy, ze powie ze bedzie dobrze. Wlasciwie od takiej checi bycia pocieszona sie wszystko zaczelo. Prawie 5 lat wielkiej milosci. Takiej jak moim zdaniem zdarza sie raz w zyciu, a potem szara codziennosc i problemy przez ktore przechodzilismy razem. Zawsze razem. Ale ja zaczelam dusic sie w moim zyciu, w tej ciaglej pogoni za pieniadzem, zeby kiedys zylo nam sie lepiej, on ciagle zmeczony praca na nasza lepsza przyszlosc, a mi wydawalo sie ze nie tak powinno wygladac zycie, ze musimy zaczac zyc tu i teraz. mowilam Mu o tym, ze jest mi ciezko, a On mowil ze jak mi ciezko zebym zostawila prace, ze On da rade sam zarabiac dla Nas. Teraz wiem jak wiele dla mnie robil. Jak kochal, ale wtedy wydawalo mi sie ze ta pogon za lepszym jutrem nie pozwala nam zyc pelnia zycia. Zaczelam wychodzic na imprezy z kolezankami, bo On mowil ze po tylu godzinach pracy nie ma sily. I tam zaczelam wyzalac sie znajomemu z pracy. Mowil ze rozumie moj bol, ze musze rozmawiac ze swoim facetem, a wszystko sie ulozy. zaufalam mu, od czasu do czasu zwierzalam mu sie przez internet z moich problemow, raz nawet umowilam sie z nim na spacer. Wtedy nie wydawalo mi sie zle, teraz sie za to nienawidze. Nie powinnam robic absolutnie nic za plecami mojego ukochanego . Potem byla kolejna klotnia i znowu pojechalam na impreze. A On tam byl, znowu wysluchal, doradzil i pocalowal. Powiedzial ze chce ze mna byc. Podzialam, ze to niedorzeczne, ze kocham tylko mojego faceta, ale mimo tego dalej z nim korespondowalam. pisalam mu, ze nie moge mu nic dac, ze nie chce z nim byc, ze kocham kogo innego. mialam olbrzymie wyrzuty sumienia, caly czas zastanawialam sie czy sie przyznac. Ale wiedzialam, ze moj facet mi tego nie wybaczy. Tak strasznie sie balam. Ale On chyba sam zaczal cos podejrzewac, spytal. Przyznalam sie do korespondencji, dalej sie balam, ale po 2 tygodniach powiedzialam mu o pocalunku. jestem zalamana. Nie wiem jak moglam zrobic cos tak strasznego osobie, ktora tak kocham. Jak moglam sprawic jej taki bol. Minely 2 miesiace, a ja nadal placze dzien w dzien. On tez to strasznie znosil. byly wspolne lzy, zapewnienia o milosci, rozmowy o wielkim bolu. A bolalo strasznie. I dalej boli. Nie wyobrazam sobie dalszego zycia bez niego, nie wyobrazam sobie ze moglabym Go jeszcze kiedykolwiek zranic, oszukac, przez ostatnie pol roku strasznie dojrzalam. Wiem juz co stracilam, wiem juz co jest najwazniejsze w zyciu. Ale On mnie odtraca, mowi zebym nie dzwonila wiecej, nie pisala, mowi ze chce ulozyc sobie zycie na nowo, chyba spotyka sie z innymi. A potem pisze, ze bylam dla niego wszystkim, dzwoni w nocy i mowi ze kochal, ale nie moze byc ze mna, ze nie chce mnie znac. A ja wiem, ze sie nie poddam, ze bede walczyc, bo to jest prawdziwa milosc i wiem, ze mozemy byc jeszcze szczesliwi. Tylko jak mam starac sie o druga szanse. O to zeby chcial sprobowac, zeby walczyl ze mna o Nas, o nasze marzenia i plany. Jak mam to zrobic, kiedy On mnie odtraca, odsyla do tamtego, mowi ze zacznie wszystko od nowa beze mnie, ze chociaz kocha juz mnie nie chce? Moze moglby mi pomoc jakis mezczyzna ktory byl zdradzony. Czego w takiej sytuacji oczekiwaliscie od ukochanej? Zeby byla z Wami, czy dala Wam spokoj? Boje sie, ze jak przestane dzwonic, pisac to On po prostu o mnie zapomni, zakocha sie w kims innym i zapomni. A ja chce byc przy nim, chce dawac mu szczescie. Wiem, ze moje telefony odnosza odwrotny skutek, ale nie moge sie poddac. On jest tym jedynym. Chcialabym cofnac czas, ale sie nie da. Zrobie wiec wszystko zeby w przyszlosci byc jego idealem, ktory zawsze bedzie tylko jego, zeby Nam sie udalo, zeby wiedzial ze jest najwspanialszym, najcudowniejszym mezczyzna na swiecie, ale nie wiem czy jest nadzieja na druga szanse, nie na wybaczenie, ale na danie Nam szansy na odbudowanie naszego zwiazku od podstaw
2 2010-03-17 22:17:11 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-03-17 22:22:36)
Dziewczyno:) (nie może mi przejść twoj nick przez gardło jest okropny)
Nie jesteś zła, jesteś mądra, dobra i wartościowym człowiekiem.
A teraz o mężczyznach, niektórzy nie potrafią wybaczyć, że mogłaś być z innym, traktują to jak atak na ich honor i męskość ... to okropne... ale tak jest .
Moja rada:
1/ nie nazywaj tego zdradą ale zagubieniem ( zdrada to cos zupenie innego - to fizyczne i psychiczne odejscie) i NIE OBWINIAJ się
2/ daj Twojemu mężczyznie czas, ale niech wie, że go nie zdradziłaś bo należysz tylko do niego
3/ zrob cos co zrobi na nim wrazenie cos dobrego, mądrego, wartościowego
4/ pokaż, że jestes dumną kobietą i to, ty możesz mieć do niego żal, że cie zostawił
nie wiem, może inne kobiety powiedzą coś na ten temat, ale ja nie rozumiem, jak kobieta może walczyć o mężczyznę, bądz cudowna i już - to oni walczą o nas...
i najwazniejsze zmien nie tylko tego Nicka, ale tez myslenie o sobie , mysl tak , jak chcialabys aby on myslal o Tobie i taka bądz,
życie to otwarta księga ... jest piękne bo nie przewidywalne i wszystko ma swój sens i znaczenie, to co wydarzyło sie Tobie też, zobaczysz, że cie to wzmocni i kiedyś będziesz myslala o tym, jako o ważnym momencie swojego życia, sama napisałas ze dojrzewasz, czyli jesteś pełniejsza i jesteś na drodze do szukania swojego szczęscia ...
a ono nie siedzi w partnerze, tylko w Tobie
Dziekuje Ci za Twoje słowa, popłakałam się. Właśnie tego potrzebowałam - żeby ktoś powiedział mi że mimo wszystko jestem dobra, kiedy ja sama przestaje w to wierzyc. I masz racje, moje serce caly czas nalezalo do Niego i ani przez moment nie zwatpilo w swoja milosc i dlatego tak nie moge zrozumiec tego wszystkiego co sie stalo. Czuje sie tak, jakby ta osoba wtedy to nie bylam ja, tak jakby zrobil to ktos inny. A potem przypominam sobie co zrobilam i cale moje postrzeganie wlasnej osoby, wlasnej duszy legnie w gruzach. I wiem,ze jezeli chce Go odzyskac musze sie zmienic. On kochal mnie jako roztrzepana wariatke, usmiechnieta, troche szalona, a dla Niego slodka. Zawsze tylko Jego. A teraz widzi mnie jako zaplakana, wychudzona, blagajaca Go o litosc i milosc oszustke i zdrajczynie, przerazona tym co sie dzieje, przerazona Jego lzami. Musze sie pozbierac tylko, ze do tego potrzebuje nadziei na to, ze kiedys jeszcze bedziemy razem, a powoli ja trace... Pozostala mi juz tylko milosc, ktora czuje w sobie tak mocno, to ona daje mi sily zeby rano otworzyc oczy i dalej walczyc. Tylko, ze On mowi, ze juz tej milosci nie potrzebuje, a to tak okropnie boli...
A i jeszcze jedno, właśnie wydrukowałam sobie deklaracje zapisania sie do Rejestru dawcow szpiku kostnego, zmarnowalam dwa zycia - moje i Jego, moze ratujac zycie komus innemu bede mogla sobie jescze kiedys spojrzec prosto w oczy i powiedziec, ze mimo wszystko nie jestem zla. Wiem, ze to prymitywny sposob na zagluszenie w sobie poczucia winy, ale przynajmniej moze komus uda mi sie pomoc
Nie wiem, czy moja wypowiedź coś zmieni, boje się że Ciebie dobije, ale się postaram;p I serio zmień nick, bo nikt na to nie zasługuje, to takie samobiczowanie...
osobiście ja z moim chłopakiem jesteśmy zdania, że zdrady nie wybaczamy...
prawda jest jednak taka, że Twój mężczyzna trochę się przyczynił do tego, że całowałaś się z innym... nie powinnaś obwiniać siebie za całe zło, które Was dotknęło, każdy ma prawo popełnić błąd! a dalej powinien wyciągnąc z niego wnioski (bo w końcu jesteśmy ludźmi myślącymi).
Trudno mi jednak powiedzieć co powinnaś zrobić w tej sytuacji, ja pewnie bym się spotkała z nim, wyjaśniła sytuację, ale kurcze nie płaszczyłabym się przed nim. Nie ma ideału, nie ma. Jak Cie kocha, to kurcze, przecież nie kochałaś się z tym facetem!! więc macie szanse to uratować, tylko ładnie mu wszystko wytłumacz, pokaż że Ci zależy, ale pamiętaj, że jesteś wartościową kobietą!!!
Moze macie racje, moze to ze bede sie ponizac i starac nie pomoze jesli On tez nie zacznie sie starac. Od dwoch mieisecy mowie Mu jak kocham, jak zaluje, od 2 miesiecy blagam Go o szanse. Teraz czas na Niego. wie co czuje, co zrobilam. Jesli jest w stanie kochac mnie mimo wszystko to musi mi dac znac, ze on tez chce walczyc. Prawdziwa milosc zasluguje na druga i ostatnia szanse, ale tej szansy musza chciec obie strony. Sama nie dam rady walczyc
Pamiętaj że kobieta jest silniejsza od mężczyzny wal i sie nie poddawaj..Pisz mu sms co robiłas cały dzień z kim się spotykałaś niech wie..On z czasem wybaczy jak to mówią czas leczy rany..
Tylko, ze On nie chce moich smsow. Nie chce mojej milosci. Nie chce mnie nigdy wiecej widziec. Nie wiem co robic, czy udawac twarda, taka ktora poradzi sobie bez Jego milosci, wylaczyc telefon i czekac, bo moze kiedys zrozumie, ze nie jestem idealna, ale kocham Go i chce byc tylko Jego do konca zycia, czy nie poddawac sie i mowic mu caly czas co czuje, nawet jesli On nie chce tego sluchac. Zrobie wszystko zeby On zrozumial, zeby dotarlo do niego, ze nie jestem tylko "dz...ą" i "k...ą", ale osoba, ktora popelnila cholerny blad, strasznie go zaluje i tez cierpi przez to wszystko,ze mam serce i tez czuje. Wiem, ze musze szanowac Jego decyzje, ze "nic na sile", ale mam chyba prawo walczyc o to w co wierze i mowic to co czuje
Przeczytałam kilka Twoich wypowiedzi i nie mogę uwierzyć w to co czytam... Jak Ty, za jeden niewielki błąd możesz mówić o sobie: kur...? Jak ON może Ciebie tak nazywać???? W głowie mi się to nie mieści! Okej, popełniłaś błąd, każdy jakieś popełnia ale bez przesady! Dziewczyno nadal jesteś wartościową osobą, przestań myśleć, że jest inaczej! Nie rozumiem tego kolesia, kompletnie nie rozumiem. On zachowuje się jakbyś romansowała z innym przez długi czas, może nawet zaszła z nim w ciążę, długo ukrywała ten romans i nagle się wydało. Tak, wtedy jego zachowanie byłoby dla mnie zrozumiałe. Ale pocałunek??? W dodatku tyle razy już go przepraszałaś, tłumaczyłaś jak żałujesz, jak do tego doszło, dlaczego... A on przezywa to gorzej niż baba, roztrząsa, analizuje - i przede wszystkim, co dla mnie jest już kompletnie niezrozumiałe - rezygnuje ze związku po tylu szczęśliwych latach! To jakaś paranoja... W pełni zgadzam się z tym co napisała La Que Sabe - przestań się przed nim płaszczyć na litość, on pewnie ma satysfakcję, że tak się przed nim poniżasz, a Twoje dalsze losy i samopoczucie są w jego rękach. Ja bym go kopnęła w d... , nie potrafi mi wybaczyć to trudno! W związku ważna jest tez umiejętność wybaczania bo w ciągu całego waszego życia razem pewnie byłoby jeszcze wiele sytuacji, które on musiałby Tobie, albo Ty jemu wybaczyć (niekoniecznie zdrada). Żaden związek nie jest idealny, oczywiście nie popieram szukania pocieszenia w obcych ramionach, ale jeśli już się stało to czasu nie cofniesz! Myśl o sobie z szacunkiem i przestań się zadręczać ta jedną sytuacją. Jeśli on będzie widział, że Ty myslisz o sobie jako o kur... to również nie będzie miał do Ciebie szacunku! Wiesz co ja myślę? Na bazie swoich doświadczeń i obserwacji - jeśli jest PRAWDZIWA miłość to wybaczy wszystko, abo przynajmniej BARDZO WIELE. Rzecz jasna jesli są to pojedyńcze ,,przewinienia,, , których z całego serca się żałuje. Uważam, że gdyby naprawdę kochał wybaczyłby Ci widząc jak cierpisz. To on jest bez serca jak dla mnie. Trzymaj się i miej swoją godność.
Cześć nazywam się Dominika i mam 14 lat. Chodziłam z nim 18 miesięcy niedawno rozstałam się z chłopakiem, przez moja głupotę , myślałam ze go nie kocham ale się myliłam. Wczoraj byliśmy na meczu. On siedział z kolegami a ja z koleżankami. Chciałam z nim pogadać aby do mnie wrócił a on powiedział ze nie potrafi mi zaufać. Przypuszczam ze jego kolega mu coś o mnie nagadał, Cały czas z nim teraz przebywa. Rozmawiam z nim na gadu gadu ponieważ jestem chora i nie mogę do niego wyjść. Co mogę zrobić by odzyskać jego zaufanie?
Anastasis, ja wiem, ze masz racje.Wiem, ze nie mozna prosic o czyjas milosc, blagac o litosc, o wybaczenie, ze trzeba mniec poczucie wlasnej wartosci ja to wszystko wiem, tylko ze to jest to co wie rozum, a moje serce dalej czuje inaczej. Wiem, ze jestem wartosciowa osoba, wiem ze jestem dobra, ale jednak zrobilam to co zrobilam i nie moge sobie wmawiac, ze jestem ideałem. i nie czuje sie "kurwa" dlatego, ze on mnie tak nazwal w zlosci czy emocjach, bo wiem, ze podczas tak silnych przezyc czesto mowimy rzeczy, ktorych nie chcemy powiedziec. Czuje sie nia, bo nie moge sobie sama wybaczyc tego, ze tak bardzo Go zranilam. Codziennie widze w głowie obraz Jego oczu i to co widzialam w nich przez ostatnie miesiace: ta okropna bezsilnosc. Moze nie zdradzilam Go do konca, tzn. nie poszlam z innym do łóżka, nigdy nie przestalam Go kochac i nigdy nie poczulam nic do innego faceta, ale zdradzilam Jego zaufanie, jego milosc do mnie i pewnosc, ze nigdy Go nie skrzywdze, cala nadzieje na Nasza wspolna szczesliwa przyszlosc.
beznadziejna84 Witam cię serdecznie,powiem ci tylko tyle że jeżeli moja kobieta szukała by pocieszenia/rozmowy u innego faceta,to w pierwszej kolejności zastanowił bym się nad sobą,co ma on czego ja nie mam,co ona chce usłyszeć,czego ja jej nie mówię itd.
Na pewno nie zamknął bym przed nią drzwi,bo to by znaczyło że nasz związek niema fundamentu...Już nawet nie tylko jako mężczyzna naprawdę nie rozumiem twojego faceta...Jeżeli by cię kochał naprawdę,to przepędził by konkurencję gdzie raki zimują! A w stosunku do ciebie zrobił by wszystko żebyś nie musiała szukać "psychologów" poza domem...
Jeżeli niema pikantnych szczegółów o których nam nie mówisz, to NAPRAWDĘ nie masz się o co obwiniać ![]()
A może właśnie dlatego że tak usilnie go przepraszasz i się usprawiedliwiasz , to on podejrzewa cię o coś więcej??? Jak mówią "Winny się tylko tłumaczy".....
Klusia Przy następnym spotkaniu (bez światków,faceci bardzo nie lubią "pomagierek") powiedz mu że jesteś bardzo wrażliwa,i twoja decyzja była nie przemyślana i czy możecie zacząć od początku...Jak mu wpadłaś w oko,na pewno zaakceptuje i zrozumie
![]()
dokładnie tak jak pisze Paweł, w pełni się zgadzam. Zostaw to już za sobą, naprawdę nie zrobiłaś nic aż tak złego żeby tak Cię traktować. On nie zasługuje na Twoją miłość kochana.
A ja rzuce takim trochę mniej optymistycznym akcentem i powiem, że osobiście bym nie wybaczyła. Bo potem nie miała bym zaufania, a to za dużo problemów, po prostu wiem, że to by się źle skonczyło. Ale ty nie powinnaś mu teraz ' w tyłek ' wchodzić bo chyba im bardziej napierasz tym bardziej pokazujesz taką swoją winę... A nie zrobiłaś aż tak bardzo czegoś złego...Mieć kontakt, owszem, zeby wiedział, ze się starasz, ze nie odpuściłaś. Ale już ostrozniezniej, bez błagania itp.
Wydaje mi sie droga Livio, ze On tez tego sie boi - ze nie bedzie umial mi juz nigdy zaufac. Wiem, ze po tym co zrobilam to normalne, niewazne jak "wielka" byla moja zdrada, to byla to zdrada i zburzenie calego tego zaufania ktore przez lata budowalismy. Teraz musielibysmy zaczac budowac je od nowa, zaczynac od zupelnego zera a nawet gorzej, bo na razie jego zaufanie do mnie ma wartosc ujemna. Ale wiem, ze jestesmy w stanie przez to przejsc. Nie oczekuje od Niego, zeby mi wybaczyl i od razu zaufal, bo wiem, ze sama tez na jego miejscu bym nie potrafila. Ale chcialabym zeby dal nam szanse sprobowac, wiem ze jezeli bedziemy sie oboje starac i przede wszystkim rozmawiac o swoich uczuciach i sluchac sie nawzajem to mamy jeszcze szanse.
Czytam sobie te Wasze posty a szczególnie Twoje Droga net Kobietko ( beznadziejna
) źle zrobilas, że całowałas sie z innym mężczyzną, ale to Tylko pocałunek. Nie zdradzilas go fizycznie, nie kochalas sie z nim a co najgorsze nie zdradzilas go emocjonalnie. Nie twierdze, ze pocalunek nie jest zdradą,ale każdy może popełniac błędy i każdemu należy sie druga szansa. Skoro sie do tego przyznalas i naprawde tego żałujesz to mysle, że Twoj facet powinien usiaśc z Tobą i porozmawiac o Waszym związku. Powinien i on sie zastanowic co robil źle skoro szukałas pocieszenia u kogos innego. Wydaje mi sie , że on szukal tylko momentu zeby zawinąc nogi za pas i zwiac. Nie jestes beznadziejna! A jesli dane jest Wam byc razem to i tak będziecie! glowa do góry, moze spotkaj sie znim i na spotkojnie wszystko mu wytłumacz, sprobuj pogadac. pozdrawiam i powodzenia!
Wydaje mi sie , że on szukal tylko momentu zeby zawinąc nogi za pas i zwiac. Nie jestes beznadziejna!
Też mi się takie coś nasuwa. On się zachowuje jakbyś co najmniej miała romans z tym kolegą. Jak ktoś kocha naprawdę, to chce wybaczyć, tym bardziej jak Ty tak bardzo o to zabiegasz. Okej zrobiłaś źle. Ale.. na litość.. są gorsze rzeczy, a Ty tego ani nie planowałaś, ani przez chwile nie myślałaś o kimś innym.. Może on teraz wykorzystuje okazję do tego by skorzystać z wolności? Mnie się wydaje że gdyby chciał przebaczyć to już dawno by to zrobił. Mogłby się gniewać tydzień, dwa ale nie dwa miesiące...
Nie płaszcz się przed nim. Jesteś w gruncie rzeczy dobrą i wspaniałą dziewczyną i nie zasługujesz na takie traktowanie z jego strony!! Kara jest nieadekwatna do występku ;-) Ja bym mu powiedziała, że skoro nie chce wybaczyć to mi przykro ale trudno bo już nic więcej nie mogę zrobić w końcu każdy popełnia błąd i tak jak napisała Anastasis umiejętność wybaczania w związku też jest bardzo ważna. Miej swoją dumę, naprawdę ludzie robią sobie dużo obrzydliwsze rzeczy i wybaczają bo kochają...
Mnie się wydaje, że on nie chce Ci wybaczyć, bo Twojej prawdziwej skruchy podważyć nie można.
Trzymaj się mocno i powodzenia:)
Paweł spotkałam się z nim dzisiaj, byliśmy sami i rozmawialiśmy i on mi powiedział ze jak go kocham to poczekam na niego. Poczekam aż mi wybaczy.. Ale ja się boje ze on zrobi mi nadzieje a później mnie kopnie w dupę.! On jest bardzo wrażliwy i może go to zraniło ale najbardziej denerwuje mnie ten jego kolega. Który namawia jego kolegów by z nim pogadali by mi nie wybaczał! i to jest najgorsze, wydaje mi sie ze on woli tego kolegę niż mnie.. Chociaż nikt z naszej okolicy nie lubi jego kolegi. Będę próbowała jeszcze z nim porozmawiać, mam nadzieje ze mi się uda:) Bardzo mi na nim zależny i nie chce go stracić.
Dziękuje za pomoc:)
Wczoraj rozmawiałam z nim przez telefon i wydaje mi sie, ze Pawel moze miec troche racji. On dalej podejrzewa mnie o cos wiecej, dalej pyta co jeszcze zrobilam. Mowi, ze kocha, a jednoczesnie nienawidzi tak, ze nie moze na mnie spojrzec. Nie wiem juz co mam Mu mowic, nie mam sily sie juz tlumaczyc. Jestem zmeczona psychicznie i fizycznie. Czasami mam nawet takie momenty, ze juz nie placze, On mowi mi co o mnie mysli, a ja juz nie placze. Tak jakbym wylaczala swoje uczucia. chcialbym powiedziec Mu co przezywam, jak to wszystko boli tez mnie, jak bardzo nie moge pogodzic sie z tym co zrobilam, jak zawiodlam Jego zaufanie, jak boje sie o Niego (wiem, ze duzo teraz pije, a ja tak strasznie boje sie o niego kiedy jest pijany). Chcialabym zeby istnial jakis magiczny sposob na to, zeby On poczul to Wszystko co dzieje sie teraz we mnie i zeby otworzyl sie przede mna. Bo na razie czuje, ze miedzy nami powstaje coraz wiekszy mur, ze On strasznie nie chce zebym sie dowiedziala co dzieje sie w tej chwili w Jego sercu. Nie wiem, moze sam nie moze pogodzic sie z tym ze mnie dalej kocha. Ze nie powinien o mnie juz myslec, ale nie moze przestac. Ale to tylko moje odczucie. Mon_cheri ma chyba racje, gdyby chcial wybaczyc to staralby sie to zrobic. Wiem, ze mnie kochał i kocha i ze nasz zwiazek byl dla Niego wszystkim (tak samo jak dla mnie), ale moze On rzeczywiscie nie potrafi wybaczac. Moze wazniejsze jest dla Niego zycie wg zasad, ktore wyznaje niz zycie ze mna? Kurcze, kiedys to ze nie nagina swoich zasad, ze zyje w zgodzie ze soba, ze kieruje sie rozumem bylo tym za co Go najbardziej szanowałam i podziwiałam. Teraz chcialabym zeby pokierowal sie miloscia. Chyba zaczynam rozumiec, ze wymagam od Niego zbyt wiele-prosze Go zeby zrezygnowal z tego w co wierzyl przez ponad 20 lat dla tego co mial przez 5 i przez co teraz cierpi.
Mon_cheri ma chyba racje, gdyby chcial wybaczyc to staralby sie to zrobic. Wiem, ze mnie kochał i kocha i ze nasz zwiazek byl dla Niego wszystkim (tak samo jak dla mnie), ale moze On rzeczywiscie nie potrafi wybaczac. Moze wazniejsze jest dla Niego zycie wg zasad, ktore wyznaje niz zycie ze mna? Kurcze, kiedys to ze nie nagina swoich zasad, ze zyje w zgodzie ze soba, ze kieruje sie rozumem bylo tym za co Go najbardziej szanowałam i podziwiałam. Teraz chcialabym zeby pokierowal sie miloscia. Chyba zaczynam rozumiec, ze wymagam od Niego zbyt wiele-prosze Go zeby zrezygnowal z tego w co wierzyl przez ponad 20 lat dla tego co mial przez 5 i przez co teraz cierpi.
Dosłownie u mnie jest tak samo. On ma swoje zasady, z których tę jedną, najważniejszą złamałam. Zawsze On kierował się rozumiem, a ja sercem, emocjami. Teraz bym chciała, by popatrzył na wszystko sercem, by zrozumiał, iż ludzi się tak po prostu nie skreśla za jeden czyn, zwłaszcza jeśli sami poczuwamy się do winy i potrafimy ponieść konsekwencje. Ja nie przestaję wierzyć w ludzi.
Dziś poprosiłam go, by mi pomógł w jakiś drobnych reperacjach (które zresztą sam robił, jak byliśmy razem) i wiecie co... zgodził się. Także w następnym tygodniu go zobaczę. Na samą myśl czuje się, jakbym była odurzona. Pewnie podczas wizyty będę miała mętlik w głowie i się trzęsła. Najbardziej boli, że nie będę mogła porozmawiać o nas, zaproponować spaceru. Przyjdzie, uprzedzi że ma tylko godzinkę i pojedzie. ![]()
droga Anneczko, czytając tego posta zaczęłam zastanawia się czy przypadkiem nie byłyśmy w związku z tym samym mężczyzną;-) Nasze historie są tak podobne. Wiem, że Nasi faceci nas na prawdę kochają i nie wierzę w głosy niektórych ludzi na tym forum, którzy próbują zasugerowac, że może oni wcale nas nie kochali, a my tylko dałyśmy im pretekst żeby mogli się w końcu od nas uwolnic. Nigdy w to nie uwierzę. Gdyby tak było może byłoby mi łatwiej. Gdybym wiedziała, że nic dla Niego nie znaczyłam może moje wyrzuty sumienia byłyby mniejsze. Ale wiem i zawsze wiedziałam, że byłam dla Niego wszystkim. I nie jestem w stanie sobie wyobrazic tego co On przeszedl przez te ostatnie miesiace. Osoba, ktora kochal nad zycie i z ktora chcial byc na zawsze oszukala go w najgorszy z mozliwych sposobow. Wiem, ze nie tylko ja cierpie w tej sytuacji. On zawsze byl twardy, byl silny, zawsze ukrywal swoje prawdziwe emocje, swoje cudowne dobre i wrazliwe serce pod maska twardziela. Niewiele osob wie jaki jest naprawde, a teraz kiedy czasami do mnie dzwoni slysze w jego glosie ogromna rozpacz i rozczarowanie. mowi, ze mnie nienawidzi, ze tak strasznie mnie kochal a ja mu to zrobilam,ze pogodzil sie juz z tym ze nigdy nie bedziemy razem, ze juz o mnie zapominal. I to mnie boli. A po kilku godzinach dzwoni i mowi, ze tak strasznie teskni i ze chcialby sie do mnie przytulic, ze chcialby aby bylo jak kiedys, ale wie ze juz nigdy nie bedzie, ze juz nie jest w stanie ze mna byc chociaz mnie kocha. i slysze ze zaraz bedzie plakac. On, ktory zawsze byl taki twardy, ktorego przez 5 lat nie widzialam placzacego, ma w oczach lzy. To jest jak cios prosto w serce, cos po czym nie chce mi sie zyc.Nie wiem jak jest u Ciebie, ale mnie przerastaja konsekwencje tego co zrobilam. I wierze w to, ze Twoj facet spotyka sie z Toba nie po to zeby cos tam zreperowac, ale zeby zobaczyc sie z Toba. tylko, ze obie dobrze wiemy, ze sie do tego nie przyzna. Ale skoro to robi, to moze jest dla Was jeszcze nadzieja. I wierze Ci, ze stresujesz sie tym spotkaniem. Ja po kazdej rozmowie telefonicznej trzese sie tak, ze musze lykac tabletki na uspokojenie.A co dopiero gdyby miał do mnie przyjechac. Ale za Ciebie trzymam kciuki. Bedzie dobrze
e. Ale wiem i zawsze wiedziałam, że byłam dla Niego wszystkim. I nie jestem w stanie sobie wyobrazic tego co On przeszedl przez te ostatnie miesiace. Osoba, ktora kochal nad zycie i z ktora chcial byc na zawsze oszukala go w najgorszy z mozliwych sposobow. Wiem, ze nie tylko ja cierpie w tej sytuacji.
Dokładnie tak. Również kochał mnie bardzo mocno ( i mam nadzieję, że nadal), byłam jego najlepszym i jedynym przyjacielem. Nie miał ich wcale. Jakiś tam kumpli, ale to nie byli przyjaciele. A ja zniszczyłam wszystko tak po prostu z głupoty. I choćbym teraz potrafiła dla niego wszystko to on nic nie chce.
A po kilku godzinach dzwoni i mowi, ze tak strasznie teskni i ze chcialby sie do mnie przytulic, ze chcialby aby bylo jak kiedys, ale wie ze juz nigdy nie bedzie, ze juz nie jest w stanie ze mna byc chociaz mnie kocha. i slysze ze zaraz bedzie plakac
Widzisz Twój jeszcze zadzwoni i mimo wszystko powie, że tęskni. Mój się do mnie nie odezwie za żadne skarby sam z siebie. Gdyby zadzwonił i powiedział, że tęskni natychmiast pojechałabym do Niego, by go przytulić.
Nie wiem jak jest u Ciebie, ale mnie przerastaja konsekwencje tego co zrobilam.
Też czuję ogromną rozpacz, z którą ciężko mi sobie poradzić. Staram się przed innymi udawać. Nakładam na siebie coraz więcej obowiązków, ale gdy przychodzi dzień, w którym myślę o wszystkim zapominam o tych obowiązkach, o swoich pragnieniach, o innych. Myślę niekiedy, że gdybym to ukryła to bylibyśmy razem. za uczciwość płaci się najwyższą cenę. Nie chcę już dłużej tak cierpieć, ale nie wiem co mogłabym zrobić. Żadne rady na dłuższą metę nie pomagają. Zajęłam się pasją, weszłam w wir pracy, nawet zaczęłam biegać późnym wieczorem, by ta rozpacz ze mnie zeszła. Ale wracasz do pustego domu, myślisz o jego uśmiechu, o tym że teraz by stał za tobą i ciebie objął prosząc byś już się kładła spać.... i zaczynasz płakać, jak dziecko.
I wierze w to, ze Twoj facet spotyka sie z Toba nie po to zeby cos tam zreperowac, ale zeby zobaczyc sie z Toba. tylko, ze obie dobrze wiemy, ze sie do tego nie przyzna. Ale skoro to robi, to moze jest dla Was jeszcze nadzieja. I wierze Ci, ze stresujesz sie tym spotkaniem. Ja po kazdej rozmowie telefonicznej trzese sie tak, ze musze lykac tabletki na uspokojenie.A co dopiero gdyby miał do mnie przyjechac. Ale za Ciebie trzymam kciuki. Bedzie dobrze
Oj wątpie, by tak po takim czasie rozłąki i nieodzywania się nagle chciał pogadać ze mną tak po prostu. Myślę czy mu czegoś nie zaproponować, ale boje się, że pomyśli: "O nie znowu próbuje jakiś gierek, bo chce ze mną być nie dam się będę twardy.". A rok temu jego dalsza rodzina (którą mocno polubiłam) zaprosiła mnie ponownie na święta.
I je spędzę sama płacząc, tak jak Wigilię.
Widzisz Twój jeszcze zadzwoni i mimo wszystko powie, że tęskni. Mój się do mnie nie odezwie za żadne skarby sam z siebie. Gdyby zadzwonił i powiedział, że tęskni natychmiast pojechałabym do Niego, by go przytulić.
Tak Anneczka, czasami dzwoni, ale zwykle tylko wtedy kiedy jest trochę podpity. Trochę ich za to podziwiam, że mimo że kochają są w stanie się powstrzymac od dzwonienia, ja tak nie potrafię- codziennie kilkakrotnie musze walczyc sama ze soba, zeby nie zadzwonic, albo nie napisac chociazby jednego smsa. A co do pojechania do Niego? nie raz o tym myslalam, mimo ze teraz mieszka ponad 100km ode mnie, ze nie mam prawa jazdy, ze musialabym jechac 5 h (pociagi i pksy znam juz na pamiec) pojechalabym, gdybym tylko wiedziala ze jest sens, ze pozwolilby mi sie przytulic. Ale wiem, ze by tak nie bylo. Spytalby sie tylko co ja tu robie, powiedzial ze nie ma dla mnie czasu i bylby na mnie bardziej zly niz teraz:(((
Myślę niekiedy, że gdybym to ukryła to bylibyśmy razem.
Tez tak chwilami myslalam, nawet mu o tym mowilam, ze zaluje, ze moglabym do niczego sie nie przyznac i byloby jak dawniej, a nawet lepiej bo ja bym sie bardziej starala. A On spytal sie mnie czy nie uwazam ze byloby to udawane szczescie, czy uwazam ze na taka nieuczciwosc zasluzyl i musze Mu przyznac racje, musial znac prawde. Ale nie sadzilam, ze konsekwencje tego co robilam beda tak ciezke do zniesienia.
Ale wracasz do pustego domu, myślisz o jego uśmiechu, o tym że teraz by stał za tobą i ciebie objął prosząc byś już się kładła spać.... i zaczynasz płakać, jak dziecko.
Czuje dokladnie to samo, gdzie nie spojrze widze rzeczy, ktore mi sie z nim kojarza, sytuacje ktore przezywalismy razem i caly czas placze. Najgorzej jest wieczorami, chcialabym tak jak dawniej polozyc sie obok Niego, poczuc sie bezpieczna i zasnac. Zamiast tego sa lzy, straszny lek i poczucie ogromnej pustki. Czasem nie spie cala noc modlac sie, zeby kiedys bylo tak jak dawniej, zebysmy znowu mogli byc tak szczesliwi jak kiedys. Zeby to wszystko okazalo sie tylko zlym snem, koszmarem z ktorego obudzimy sie razem...
"O nie znowu próbuje jakiś gierek, bo chce ze mną być nie dam się będę twardy.".
Tez mam takie odczucie, mysle ze Oni juz nie wierza w nasza szczerosc, w prawdziwosc Naszych uczuc. A kiedy dochodzi do Nich, ze dalej nas kochaja to jak najszybciej przypominaja sobie o tym, ze zdrady sie nie wybacza, ze nie moga popuscic i musza byc twardzi. Nie wiem skad Oni biora w sobie tyle sily, jak twardy charakter maja, ze wygrywa on nawet z wielka miloscia.
Jeśli tak było naprawdę, i Twój facet nie podejrzewa Cię o coś innego to... dla mnie to dziecinne, że zamiast na spokojnie porozmawiać, wytłumaczyć dlaczego nie jemu a obcemu facetowi się zwierzałaś, to on po prostu zniknął, jak tylko pojawiły się problemy. Przykre to.. Może zamiast płakać za nim, zastanów się jakim on w tym momencie okazał się człowiekiem. Utwierdza Cię w przekonaniu że nie chce Cię znać, a jednak kontaktuje się z Tobą. Dla mnie to on jest tchórzem. Jasne, nie powinnaś dopuścić do tego, by ktoś inny Cię pocałował, powinnaś pogadać ze swoim facetem a nie rozmawiać o problemach z kimś innym, tyle że Twój facet powinien zapytać, dlaczego tego nie zrobiłaś.
Powodzenia życzę