Znamy się blisko rok.. Jednak od początku nie był to normalny związek. Poznaliśmy się przez internet, po pewnym czasie spotkaliśmy. Problemem jednak zawsze były kilometry i pieniądze. Dzieli nas od siebie blisko pół tysiąca kilometrów, poza tym oboje studiujemy, żadne z nas nie pracuje - stąd problem, żeby częściej jeździć. Widzieliśmy się zaledwie 4 razy, po 2-3 dni. Ale tak, kochaliśmy się.. Choć to wydaje się idiotyczne, bo cała prawie znajomość.. była przez telefon i gadu-gadu. Byliśmy sobie naprawdę bliscy. Ufał mi..
Od pewnego czasu coś zaczęło się psuć.. miał mniej czasu niż kiedyś, nie pisał tyle.. nie miał jak porozmawiać.. czułam się w pewien sposób zaniedbywana. Dawniej.. chciał coś nie raz dla mnie napisać, zagrać na gitarze... od dłuższego czasu, mimo próśb, żeby coś zrobił.. nie było z jego strony odzewu. Dzwoniłam nie raz.. było zawsze zadzwoń później, jak oddzwaniałam.. to też się czymś wykręcał.. głownie brakiem prywatności i czasu. Jednak nie chciałam tak dłużej.. brakowało mi ciepła, bliskości, rozmów. Zmienił się - co mogą potwierdzić nasi wspólni, internetowi znajomi. Zerwałam z nim. Dzień po tym dowiedziałam się, że "wierny, to on nie był". Chciałam to wyjaśnić.. po dłuższym wypytywaniu przyznał się, że całował się z inną, po kłótni ze mną(do dziś nie wiem, co to była za kłótnia).. niby to nie miało znaczenia, bo już i tak nie byliśmy razem. Jednak.. rozmawialiśmy dalej.. tęskniłam i .. wróciłam do niego.
Niewiele później poszłam na dyskotekę.. Za coś na niego byłam zła.. Podrywał mnie cały czas całkiem przystojny chłopak. Pocałowaliśmy się. Kilka razy prosił o nr telefonu, o ponowne spotkanie. Cieszyłam się, że prosił, zadzwonił, jednak nie poszłam.. Powiedziałam mojemu chłopakowi.. wybaczył.. (alkohol, zemsta...) Byłam głupia.. Jakiś czas.. myślałam, że coś się zmieni... że zacznie mu na mnie zależeć.. może to dziwne, że marzy mi się adoracja, bliskość.. Że chciałam mu się zwierzać z problemów, które bagatelizował i na które nigdy nie miał czasu, natomiast sam do mnie pisał/dzwonił jak miał problemy - zawsze wysłuchiwałam, starałam się pomóc.. Brakowało mi tej wzajemności.. Chociaż powinnam zrozumieć, że nie miał czasu.
W sobotę.. była impreza u nas w akademiku. Wypiłam kilka drinków. Tańczyłam z kolesiem o opinii playboya. Nie, nie jest przystojny. Ale czułam się samotna.. byłam pod wpływem.. Jakoś tak wyszło, że wyszliśmy na balkon, przytuliliśmy się.. Chwilowa bliskość tandetnej jakości. Ostatecznie wylądowaliśmy u niego. Stało się. Dla mnie to było czysto fizyczne. Zaspokojenie "chcicy" - jestem kobietą.. czasem mi brakuje... Tak, wiem.. nie powinnam usprawiedliwiać swojej głupoty.
Następnego dnia.. przyznałam się. Nie potrafiłam go oszukiwać. Nie zasłużył na to.. Na zdradę z resztą też nie.. wynikała z mojej naiwności, bezmyślności.. tak, wiem, jestem całkowicie winna i szczerze tego żałuję. Chcę teraz mu to jakoś wynagrodzić, choć minimalnie to jakoś.. zrekompensować, choć nie wiem czy się da.
Pisaliśmy ze sobą.. niedługo (za jakieś 2 tygodnie) mamy się spotkać, zapewne po raz ostatni,... Chciałabym jednak, żeby do mnie wrócił. Wylaliśmy morze łez.. Tak, płakał przeze mnie. Ja całe dnie teraz tylko ryczę, albo siedzę osowiała. Nic mnie już nie cieszy. Zawiodłam jego zaufanie. Wątpię.. żeby zechciał ze mną dalej być po tym wszystkim.
Proszę o pomoc i opinie, sama się w tym wszystkim gubię.