Witam przeżywam własnie rozstanie narzeczonej. Byliśmy 2,5 roku a od 6 miesiecy bylismy zaręczeni. W Polsce mieszkalismy ze sobą około roku, spędzaliśmy wiele czasu razem. Wcześniej mieszkaliśmy w tym samym bloku, także nikt na odległość nie narzekał i wszystkie chwile należały do nas. Zdarzały sie kłotnie, mniejsze i większe, ale zawsze szybko sie godziliśmy. W czerwcu rok temu pocałowała sie z przyjacielem pod wpływem alkoholu i namów koleżanek. ja się o tym dowiedziałem, a ona przepraszała i po paru dni jej wybaczyłem. Tak myślałem ponieważ czesto jej to wypomiałem. Po pewnym czasie zapomniałem i związek był dalej jak najepszy. Poznała moją całą rodzinę i ja tak samo jej. Ma dwie siostry z którymi mam dobry kontakt i jeszcze lepszy z jej męzami. Często wszyscy spędzaliśmy wiele czasu. Wspólne pizze itp. W czerwcu tego roku, wyjechałem do Angli, ona po 3 miesiącach miała do mnie dojechać. Jestem teraz u rodziców i pracuje. W planach było zeby po pewnym czasie wrócić do Polski. Tęskniliśmy przez ten czas i wiele gadaliśmy przez telefon i skype. Okazało się ze w Angli bedzie juz po dwóch miesiąch na stażu w dużym mieście. Staż w restauracji, jest to okolo 100 km ode mnie także zdecydowala że przyjedzie i bedziemy mogli sie wczesniej spotkac, a pozniej jak dostanie tam pracxe to zostanie albo przyjedzie do mnie. Ja już planowałem kupić samochód, chodziłem na nadgodziny. Chciałem kupić, żeby na ten czas jak ona tam a ja tu, żebym często ją odwiedzał, zanim ja bym pracował tam w jej mieście, albo ona u mnie. Wyjechała tydzien temu i od tego czasu mało gadalismy przez telefon itp. Myślałem ze jest zmeczona bo najpierw podróz potem nowe otoczenie i inny kraj. Zegnajac sięz nia przez telefon, powiedziałem ze ja kocham a ona nic nie odpowiedziała. Zapytałęm co sie stało i cisza. Nastepnego dnia powiedziałem jej ze mi przykro, a ona ze musimy pogadac. Wiedziałem juz o co chodzi. No i dwa dni temu sie spotkalismy pierwszy raz. Płakała cały czas, ja tak samo. Powiedziała ze chce żebym był jej przyjacielem, ze uczucie wygasło, że ona nie umie kochać. I te kłotnie ktore byly też ucichly jej uczucia. Byłem bardzo zaskoczony, ponieważ przed samym wyjazdem mówiła, ze kocha a jej siostry powiedzialay ze pakowała sie do mnie i była podekscytowana wyjazdem. Dwa tygodnie temu mowila ze ona by chciała nie dlugo starać sie o dziecko! Cieszyłem się że wszystko jest fajnie. A tu nagle te zerwanie i proszenie o przyjazn. Wrociłem do domu i co chwila dzwonilem, mowilem ze kocham ją i chce z nia być. I tak dlugi czas. Cała noc spac nie mogłem i również płakałem. W pracy jest masakra cały czas o niej myśle. Co mam robic? Nie moge tego zrozumieć ze ona tak płakała, przeciez jak sie z kims zrywa z tego powodu to powinno sie mieć ulge po zakonczeniu czegoś w czym sie dusi bo tak powiedziała. Dzisiaj jej powiedzialem ze ja przyjacielem nie umiem być i nie bede sie odzywał bo za bardzo mnie to boli i niech sobie przemysli, żeby wrociła do mnie bo ją kocham. Caly czas udaje mi sie do niej nie pisać, mimo ze prosiła abym miał z nią kontakgt bo ona tego chce i chce abym jej pisal czy daje rade i ogolnie z nia pisal bo sie martwi. Ale wciąz podtrzymuje ze chce przyjazn. 15 wrzesnia konczy staz i nie wiem czy zostanie czy wróci do Polski. Zeby tutaj zostac musi miec jakies pieniadze na start, które pytała sie czy pożycze po mimo tego rozstania. Myslalem zeby do niej pojechac za jakies dwa tygodnie. I porozmawiać co dalej, jesli nie zmieni zdania to odejde chodz tego nie chce. I zaelzy mi na tym związku bo to dobra dziewczyna, jak chcialem to moglem wyjsc z kolega na piwo, obejrzec mecz wieczorem, nie miała problemów jak nie ktore kobiety. Lubila tez mi czasem cos pysznego ugotować wieć czułem sie fantastycznie i to doceniałem. Cala jej rodzine polubiłem nawet teściowa jest wyluzowana i bardzo wesoła kobieta. Czułem sie z nia dobrze i być w jej rodzinie. Myslalem ze moze kogos tam poznala a ona przysiegala ze nie i po prostu nie umie mnie pokochac. Nie chce odpuszczac bo na prawde zylo mi sie nia bardzo dobrze i nie chce tego stracić. Co myślicie na ten temat, jest szansa? Nie odzywam sie do niej teraz bo mam nadzieje ze zateskni za mna i bedzie chciala wrocić..
Niech mi ktoś doradzi, prosze..
Sytuacja, dla mnie, jest jasna. Dziewczyna zerwała z Tobą. Nieprawdą jest to, że zakończeniu związku nie mogą towarzyszyć łzy. Nie chcesz być jej przyjacielem? Nie bądź. Nie kontaktuj się z nią, ale też nie oczekuj, że zmieni zdanie i będzie chciała reaktywować wasz związek.
Ale ja chce z niąbyć i tego oczekuje..
Ale ja chce z niąbyć i tego oczekuje..
Wbrew jej chęci?
Oprzytomnij.
Mam nadzieje, że po prostu będzie chciała wrocić..
Opisałeś sytuację bardzo, ale to bardzo podobną do mojej wręcz mogę stwierdzić, że opisałeś moją historię, tylko moja kobieta była moją żoną, powiem Ci tylko tyle? Minęło od tej pory 2 lata i nie wróciła, nie czekaj i nie proś tak jak ja bo Tylko stracisz swoją godność.
Opisałeś sytuację bardzo, ale to bardzo podobną do mojej wręcz mogę stwierdzić, że opisałeś moją historię, tylko moja kobieta była moją żoną, powiem Ci tylko tyle? Minęło od tej pory 2 lata i nie wróciła, nie czekaj i nie proś tak jak ja bo Tylko stracisz swoją godność.
Wiele ludzi mi mowi ze ona nir jest dojrzala i nie wie czego chce, ze moze wroci. Mam nadzieje ale czy warto..
niestety u niej sie nic nie zmieniło. Zaproponowalem wynajem wspólny ale ona nie chce.. Myślałem ze może coś sie zmieniło. Co zrobić aby wróciła? Dobrym sposobem jest brak kontaktu i gdy skończy sie jej staż po prostu sie spotkać jak znajomi i może coś z tego będzie?
Najlepszym sposobem jest przyjęcie do wiadomości, że ona nie chce do Ciebie wrócić.
ale czemu taka nagła zmiana planów.. Chwile przed wyjazdem wszystko planowane, mówienie ze kocha, naszykowana torba z ciuchami, żebym już jąodebrał i jej rzeczy trzymał u siebie, aż tu nagle takie coś. Rozumiem przyjąć do wiadomości, no ale postarać sie nie można i liczyć, że może sie uda. Od razu musi to być już skreślone? Nie wyobrażam sobie życia bez niej i cały czas na nia czekam