Witam
Mam 23 lata, potrzebuję obiektywnego spojrzenia na swój ostatni związek oraz wasze opinie. Z chłopakiem (29lat) byliśmy ze sobą 8 miesięcy.Pochodziliśmy z jednej miejscowości, świetnie zanałam jego rodziców. Chociaż poznaliśmy się niespodziewanie w wiekszym mieście. Po pierwszym spotkaniu-ideał. Przystojny, inteligentny, wykształcony, własny samochód i mieszkanie, dobra praca. Był na każde moje zawołanie. Pamietam jak po jakimś czasie zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że chyba znalazłam miłość swojego zycia ( do tej pory tak czuje, niestety). Strasznie mi na nim zależało. Zamieszkalismy razem po 4 miesiącach. Ja zrezygnowałam ze stancji i umówiliśmy się, że 500zl bede dawała mu na oplaty. Wszystko było super. Po pewnym czasie on poprosił mnie o hasło na fb, swojego nie miał. Tłumaczył, że od czasu do czasu chce sprawdzić co słychać u swoich znajomych. Okazało się, że sprawdzal każda przychodzaca wiadomość. Na moje urodziny koledzy wyslali mi życzenia. Obrazil kazdego z nich pisząc bez mojej wiedzy obrazliwe wiadomości. Zakazal mi kontaktow z kuzynem, który dość często pytam jak leci i co u mnie. Później kontrolowal kazdy moj sms, historie przegladarki internetowej. Gdy nie opisywałam mu dlugo na sms ciągle wydzwanial, czepial sie, ze pewnie juz z kims innym pisze. Bralam udzial w dniach otwartych uczelni, nie moglam wtedy pisac ale on tego nie rozumiał. Pomagałam fotografowi ktory mial 50 lat a on oskarżył mnie o to ze pewnie z nim flirtuje. Twierdził, że moja mama wtraca sie do naszego zwiazku bo często słyszała przez telefon jak gadal cos pod nosem. Mowilam jej tez o niektórych jego zachowaniach a ona nie mogla zniesc mysli ze on mnie krzywdzi. Ja nie przyjmowałam tego do wiadomości. Zabronił mi kontaktow z mama i wyjazdow do domu, o co zawsze byla awantura bo twierdzil ze czas powinnam spedzac z nim. Jak juz udalo mi sie pojechać do domu to dostawalam milion smsow jaka jestem beznadzieja, ze go samego tam zostawilam, ze mogę juz do niego nie wracac. Byly również i obrazliwe, wulgarne smsy. W awanturach tez nie szczędził słów. Wyzywal mnie od szmat itp. Ciagle mówił ze na moje miejsce znajdzie sobie takich 10 dziewczyn jak ja. Poprzednio mial 5 stalych związków, jedna dziewczyna wykupiła mu sesje u psychologa. Powiedzial mi to po alkoholu. Bardzo sie dla niego staralam. Robilam obiady, sprzatalam. Zakupy tez byly na moj koszt-kazde. Do jego mieszkania kupiłam zestaw naczyn, piekarnik, łóżko, meble na balkon, mikser, toster itp. Nie mogłam nigdzie wyjsc bez niegk bo uważał, ze bede cos zlego robiła. Kiedys zadzwonili moi znajomi ze szkoły, zeby wyjsc i opic egzamin. Jak sie o tym dowiedzial to zrobil mi awanture. Wiec siedziałam cicho jak baranek. Mieliśmy isc wspolnie na wesele mojej kuzynki. Powiedzial mi ze nie lubi wesel, wiec powiedziałam ze pojde sama. Wpadł w szal, a ja nie wyobrazalam sobie ze ma mnie na tym weselu nie byc. Powodem rozstania byl fakt ze wybralam sie na 2 dniowa piesza pielgrzymke z mama i siostra. Odchodzac powiedzialam mu, zeby niczego nie odwalil. Wszystko bylo dobrze do momentu gdy nie opisywałam mu przez 2 godziny bo tyle trwal jeden z etapow pielgrzymki. Napisal ze nie chce miec takiej zony jak ja co bedzie w sekcie, ze mam do niego nie wracac, nie chce mnie znac. Probowalam mu to wytłumaczyć ale nic z tego. Gdy dowiedzial sie o tym wszystkim moj tata, tak jak stalismy pojechalismy do niego po moje rzeczy. Byl w szoku, tlumaczyl ze to tylko slowa, ze wiele razy tak robil, ze moglismy porozmawiac. Gdzy to nie podziałało powiedział ze jesli stad wyjde to bedzie koniec, ze bede gnila z matka w domu, zobaczę jak bedzie mi ciezko wrocic do tego miasta i mieszkac z brudasami( wedlug niego nowymi wspolokatorami). Ze mnie nienawidzi, ze ulozy sobie zycie a ja nie. Po tym wszytskim ani razu nie zawalczyl, powiedzial tylko ze moge wrocic ale na warunkach- zero kontaktu z rodzina. Strasznie za nim tęsknię, boje sie ze nikgo juz nie pokocham ani nikt nie pokocha mnie. Moja mam i znajomi ktorzy mimo jego obrazy nie odwrócili sie ode mnie mowia ze wypral mi mozg. Z jego mieszkania zabralam tylko swoje ubrania. Rodzice powiedzieli ze nic nie chca tyllo zeby dal mi spokoj. Nie mialam wsparcia jego rodziny. Kiedys Z braku sil poskarzylam sie jego mamie. Powiedziala ze z nim porozmawia. Okazalo sie ze zadzwoniła i Powiedziala ze powinnismy sie rozstac skoro sie klocimy. Oczywiscie zupe robie nie taka jak mama, kazal jej dac przepis na głupie nalesniki bo ja tak dobrych nie robie. Mowil ze to tylko szczerosc. Bylo jeszcze tak ze uczyłam sie do pozna bo na drugi dzien mialam egzamin. Wszystko bylo super, on robil mi kawe. O polnocy nagle powiedział ze ja o niego nie dbam i on idzie na miasto. Jak mialam to skoro mialam egzamin. Nie spalam 3 rano czekając na niego. Kiedy sie zbuntowalam i powiedzialam ze nie bede palcila ciagle za zakupy powiedział ze nie dbam o niego bo do pracy daje mu tylko kanapki. Wczesniej byly tez slodycze. Gdy zajezdzalimsy do rodziny na obiad to jadl na potege bo bylo za darmo co sam mi powiedzial. Za lody, do kina palcilam za siebie lub za nas. On spłacał 1300zl kredytu za mieszkanie ale mial dobra prace. Ja utrzymywalam sie ze stypendium naukowego i pieniędzy rodzicow. Jak mu kiedys podpowiedziałam ze moze jakos sami sobie poradzimy to wpadl w szal ze nie taka byla umowa jak sie wprowadzilam. Wszyscy mi mowia ze byl wampirem emocjonalnym jednak ja jeszcze tego nie przyjmuje do wiadomości, wciaz go kocham chociaz nie wiem czy to nie uzaleznienie od niego? Zawsze mial racje i robil wszystko żebym to ja byla winna i go przepraszała. Gdy plakalam mowil zebym jechala do matki i tam sobie plakala. Byl strasznym leniem, moj tata ulozyl mu płytki w lazience za darmo a on w tym czasie zeby niby nie przeszkadzac pojechal sie przejechac samochodem. Balam sie idac pod prysznic bo moze akurat znajdzie cos w moim telefonie co mu sie nie spodoba i zrobi awanture, chociaż nie robilam nic złego. Bylam dla niego taka dobra i wierna. Ze gdy mial problem ja martwilam sie razem z nim. Ciagle mowil ze on wie jaki jest zajebisty i kazdy mu zwisa bo on da sobie rade i nie musi nikt go lubić.Czasami mowil ze sie zmieni ale bylo dobrze na tydzień. Nie wiem czy podjelam sluszna decyzje o rozstaniu, czy nie bede tego w zyciu żałować bo oprocz tego wszytskiego byly rowniez dobre chwile. Czasami obarczam sie wina, ze moze to ja cos zle robilam...
1 2017-07-12 09:28:02 Ostatnio edytowany przez paula2602 (2017-07-12 10:40:56)
Ile razy czytam tego typu posty, to zastanawiam się, skad biorą się takie dziewczyny jak Ty. Normalnie ciśnienie mi podnosi.
Zero szacunku do siebie, zero instynktu samozachowawczego, nie ważne, co facet zrobi, jak źle was traktuje to wy wszystkie to samo: ale ja go tak koooocham! Albo: nikogo sobie nie znajdę. Tak jakby ten psychol był najlepszym, na co was stać. Jeśli tak jest, to już lepiej żadnego nie znaleźć i być samej, ale żyć normalnie.
A wróć sobie do niego, jak nie jesteś pewne, jak jeszcze Ci mało. Co musiałoby się wydarzyć, żebyś nabrała tej pewności, że to nie jest dobry facet? Siniak pod okiem? Złamane żebro? Całkowita izolacja od rodziny i przyjaciół? Ważne, żeby mieć faceta...
3 2017-07-12 12:14:45 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2017-07-12 12:16:53)
O Jezu nie doczytałam nawet do połowy.
Dziewczyno, jak Ty z nim wytrzymałaś tyle czasu???
Najlepsze co mogłeś zrobić to właśnie odejść. Przecież on traktował Cię sory zato jak śmiecia. Nieźle sobie podporządkował Ciebie że na samą myśl co robił Ty jeszcze chcesz z nim być. Oszalałaś!!!! Powinnaś go znienawidzić a nie Kocham go kocham go . Przeczytaj sobie twój wpis kilkadziesiąt razy i odpowiedz sobie na pytanie czy warto było z nim być . Szkoda twojego zdrowia jesteś młodą dziewczyną i świat za tobą i z pewnością znajdziesz lepszy egzemplarz a nie takie nic...
paula2602, trafiłaś na psychopatę w ciężkim wydaniu.
Całe szczęście, że masz wsparcie w rodzinie. Pomyśl nad terapią, może psycholog pomoże Ci uporać się z tym chorym uczuciem do niego.
Polecam Ci blog "Moje dwie głowy", poczytaj, to o Tobie. Za nic na świecie nie kontaktuj sie z nim, bo powrotu do niego, mam nadzieję, nie bierzesz już pod uwagę.
Ile razy czytam tego typu posty, to zastanawiam się, skad biorą się takie dziewczyny jak Ty. Normalnie ciśnienie mi podnosi.
Zero szacunku do siebie, zero instynktu samozachowawczego, nie ważne, co facet zrobi, jak źle was traktuje to wy wszystkie to samo: ale ja go tak koooocham! Albo: nikogo sobie nie znajdę. Tak jakby ten psychol był najlepszym, na co was stać. Jeśli tak jest, to już lepiej żadnego nie znaleźć i być samej, ale żyć normalnie.
A wróć sobie do niego, jak nie jesteś pewne, jak jeszcze Ci mało. Co musiałoby się wydarzyć, żebyś nabrała tej pewności, że to nie jest dobry facet? Siniak pod okiem? Złamane żebro? Całkowita izolacja od rodziny i przyjaciół? Ważne, żeby mieć faceta...
Też nie to zadziwia...
Moim zdaniem to bardzo ale to bardzo niskie IQ.