Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Dokładnie...niestety...tylko czas ukoi Twój ból i smutek...
mój chłopak też we wrześniu stracił tatę, on i jego młodsze rodzeństwo cały czas to przeżywa...
ma koszmary, ciągle śni mu się tata...chce go uratować przed śmiercią...ale nie potrafi...
codziennie ma te sny...ciągle są łzy...bo jeszcze nie pogodziliśmy się z tym wszystkim...
najważniejsze, żebyś nie była teraz sama...nie unikaj ludzi...
Twój chłopak z pewnością chciałby Cię zobaczyć uśmiechniętą...czuwa nad Tobą!
Online
Ciezkie jest zycie bez nigo:( strasznie mi ciezko:( jestem sama:(
Offline
Ewelinko, jak to jesteś sama?
Na pewno masz rodzinkę, która chce Ci pomóc...
może tylko bardziej się otwórz, porozmawiaj szczerze z mamą lub jak wolisz najbliższą koleżanką...
nie zamykaj się w sobie!
Czas leczy rany, najgorsze jest ciągłe rozmyślanie - dlaczego tak się stało?
niestety nigdy nie poznamy do końca na to odpowiedzi...coś musiało sprawić, że Twój chłopak zdecydował się na ten krok, możliwe że to był tylko chwilowy impuls, nigdy się tego nie dowiemy..
mam przyjaciela, który próbował popełnić samobójstwo przez dziewczynę...cudem przeżył, nawet lekarze nie wierzyli, że mu się uda...teraz on opowiada o tym jak o jakieś traumie, sam nie wie dlaczego to zrobił, dla niego to był moment....to wydarzenie sprawiło, że zaczął żyć jakby od nowa...
niestety nie każdy ma takie szczęście jak on...on mógł również tego nie przeżyć, los chciał inaczej ![]()
nigdy się nie dowiemy dlaczego właśnie tak bywa, że jednym się udaje a innym nie....
Online
Smutno mi… bez niego
Offline
Szanujcie to co macie, kochajcie ile sił…
Bo nie wiecie, co będzie jutro…
Wielu z Was nie zaznało jeszcze bólu po stracie bliskiej osoby…
I wierzcie mi, że nastanie taki dzień, że może być za późno…
Nikt czasu nie cofnie, nikt nie naprawi naszych błędów,
Nie będzie możliwości wyjaśnień…
I wtedy zacznie się podwójne cierpienie…
Ból na sercu po stracie bliskiej osoby i ból na sumieniu…
Nie wyobrażam sobie takiego życia…
Bo jeśli już stanęłam przed takim wyzwaniem…
To wolę ból na sercu spowodowany ogromną tęsknotą,
Niż obolałe, zjadające mnie od środka sumienie…
Dlatego widzicie, ja… w tym całym bólu mam odrobinę światła…
Mogę z czystym sumieniem stwierdzić,
że pomimo bólu jakim jest ogromna tęsknota za nim
Nie żałuję niczego…
Jestem szczęśliwa, że miałam takiego kochanego
Szkoda tylko, że tak krótko…
Stąd taka u mnie wielka rozpacz…
Za krótko… Boże… za krótko…
Offline
*** Anioły nie płaczą... zastygają w cmentarne pomniki gdy zamykacie nad ich głowami kule zniewolenia On nawet nie miał twarzy lecz gdy okrywał czarnym kirem smutku Blade muzy, zgasłe wraz ze wschodem słońca wydać się mogło ze ruchem dłoni oddaje cześć Świętej Tragedii Tylko tyle był w stanie im podarować bo przecież Anioły nie płaczą
Offline
Żegnaj
Bo wystarczy, że wyciągnę dłoń i poczuje ciepło twoich rąk
Smutek i ból odchodzi w nieznane.
Bo wystarczy, uczucie, że jesteś, że mam cię blisko;
, a wtedy czas i miejsce nie grają roli.
Nie ważne, czy wiesz o moim istnieniu,
Nie ważne, czy choć coś znaczę dla ciebie
Mi wystarczy tylko ta maleńka iskra nadziei;
", Że może kiedyś..."
Będę cię witać każdym spojrzeniem,
Gdy z dalekiej krainy powrócisz.
Choć w twych objęciach będzie ona,
To ja łzy moje potajemne będę ocierać.
Ale gdy kiedyś czas nadejdzie;
I gdy spojrzysz na mnie swymi oczami,
Które jak dotąd śmiać się nie potrafiły,
To może być za późno,
By odwrócić bieg wydarzeń,
By cofnąć czas...
Jednak w moim sercu na zawsze pozostanie twoje istnienie,
Boś ty był pierwszy,
Boś ty był ostatni...
A więc żegnaj mój miły...
Pamiętam dokładnie - ile wierszy napisałem.
Chociaż po co to robiłem - nie wiedziałem.
Teraz już wiem...
W życiu nigdy nie potrzebowałem pomocy.
Jedyne czego w życiu naprawdę chciałem...
To to, byś o mnie myślała czasem...
I pokochała mnie z czasem...
Sercem moim żądzisz w dzień i w nocy.
Czasem by uwolnić się potrzebuję pomocy.
Przypomnieć sobie jak wyglądasz często pragnę.
Lecz czym bardziej staram się - tym słabiej Cię widzę .
Co ja poradzę, że przy Tobie odbiera mi mowę.
Z resztą - słowa - choć tak piękne -
nie wszystko wyrazić mogą...
Dziś rozumiem...
Wiem już, że nie każdy ma to co chce.
Wiem też, że ja nigdy Ciebie miał nie będę.
Ja jestem nikim - Cieniem Twoim...
Dlatego łudzić się już nie mogę...
Z Twej pamięci już odchodzę...
Chociaż ja zapomnieć Cię nie chcę...
I jeśli tylko zechcesz -
W moim sercu zawsze znajdziesz miejsce.
Offline
![]()
Piękne, a jednocześnie smutne i przepełnione cierpieniem...
ehhh...tak bardzo Ci współczuje ![]()
Online
JAK JA MAM DALEJ ZYC
Offline
Musisz znaleźć sens życia...
nie masz czegoś czym mogłabyś się zająć, co jest Twoją pasją?
co sprawi Ci radość i spokój ducha?
Może joga - pomaga w wyciszeniu, pomaga nam poznać samych siebie...
Może taniec, malowanie ?
Online
Ja też proponowałam zajęcie się swoimi pasjami.Na pewno nie izolacja od ludzi.Przeżyłam śmierć bliskiej osoby-zatem wiem,jak trudno nie myśleć,jak bardzo boli serce po stracie.Ewelinko-pisz tutaj na forum,to także forma ukojenia.Może uda Ci się nawet znaleźć nowych,życzliwych przyjaciół.Z serca CI tego życzę.Bądź z nami...
Droga Ewelino,
straszne jest to co dotknęło Ciebie. Bardzo mi przykro z powodu tak wielkiej straty ..
Minie sporo czasu zanim przyzwyczaisz się do tego, że Twojego Ukochanego już nie ma. Cały ten proces uczenia się życia na nowo (bez niego) będzie bardzo trudny i początkowo bardzo bolesny.
Poniekąd rozumiem to co czujesz i wiem, że ten ból jest ogromny. Człowiek się dusi, płacze i czuje się jakby wyrwano mu serce z piersi ..
Opowiem Ci coś:
Kiedyś poznałam pewnego chłopaka - to było jak miłość od pierwszego wejrzenia. I nie tylko ja to poczułam - on też. Po jakimś czasie byliśmy parą i było cudownie. Z mojej winy popsuło się między nami czego skutkiem było zerwanie. Zresztą - byłam takim małym podlotkiem, który sam nie wiedział czego chce i dlatego się rozstaliśmy.
Po dwóch latach, oboje dojrzalsi i mądrzejsi, zaczęliśmy z sobą ponownie rozmawiać. Chcieliśmy do siebie wrócić - zarówno On jak i ja wiedzieliśmy, że to co nas łączy jest bardzo silne. Pewnego słonecznego dnia - w wakacje - zadzwoniła moja kuzynka:
"Ilona, R. popełnił samobójstwo " ..
Nie wierzyłam w to co mówi. Myślałam, że to żart. Było mi duszno, nie mogłam oddychać. Miałam do niego pojechać i zrobić mu miłą niespodziankę. Tymczasem on zrobił mi niespodziankę .. Utonął. Skoczył z mostu prosto do wody i w wyniku tego połamał sobie żebra, które nie pozwoliły mu oddychać. Jak wpadł do tej wody to raz się wynurzył a potem zanurzył się po raz ostatni ...
Wcześniej z tego samego mostu On wraz z moim kuzynem skakali do jeziora. I żadnemu się nic nie stało. Ale do czasu ..
Lekarz mówił, że gdyby woda była chłodniejsza - miałby szanse na przeżycie.
Odszedł. Już nie wrócił.
To był mój najtrudniejszy rok w życiu. Była przy mnie Mama i to właśnie Ona nie pozwoliła mi na to, żebym oszalała z tego smutku. Nie pozwoliła mi się poddać.
Było bardzo trudno na nowo zacząć żyć i oddychać powietrzem, którym On już się nie zachłyśnie.
Zaczął się wrzesień i poszłam do szkoły, zajęłam się nauką, zajęłam się swoimi sprawami. Ciągle wraz ze mną był R. W moich myślach. Z czasem przestało tak boleć. Z czasem przestałam płakać.
Jednak do tej pory codziennie o nim myślę. Wciąż żyje ze mną mimo że jego ciało już dawno spoczęło w ziemi. Zmarł w 2002 roku. Był moją pierwszą miłością.
Ewelinko,
przypomnij sobie najpiękniejsze chwile jakie z nim spędziłaś. Przypomnij sobie wszystkie momenty kiedy razem się śmialiście, czy razem płakaliście. Wszystkie te wspomnienia pielęgnuj, nie zapominaj o Nim. Ciesz się z tego, że miałaś okazję doświadczyć tych pięknych chwil. Jednocześnie musisz sobie uświadomić, że życie się nie kończy. Przed Tobą jeszcze wiele cudownych chwil.
Masz rodzinę - zatem poświęć im trochę więcej czasu, spędź trochę czasu z przyjaciółmi, zajmij się nauką, jakimś hobby.. Zrób cokolwiek, żeby Twój Chłopak widział, że sobie radzisz, że jesteś silna. On tak naprawdę jest obok Ciebie. Dopóki będziesz żyła i on będzie żył. Dlatego nie pozwól mu umrzeć i żyj dla Niego - On na pewno by tego chciał.
Ostatnio edytowany przez Nola (2009-04-03 21:39:27)
Offline
hej to znowu ja pisze... jak mam pomóc mojemu chlopakowi...? od smierci jego taty minelo poltora roku. moj chlopak zostawil szkole , i siedzi calymi dniami i gra na komputerze, mowi ze dzieki temu ucieka od rzeczywistości, odchodzi od komputera tylko wtedy gdy spotyka sie ze mna. nie mam mozliwosci byc caly czas przy nim... ale jestem przy nim w kazdej chwili w ktorej tylko sie da.. koledzy go zostawili...mimo ze ma mnie czuje sie bardzo samotny... nie potrafi sie przedemna otworzyc... jak mam mu pomoc? nie moge patrzec jak on cierpi... rzadko kiedy udaje mi sie go wyciagnac gdzies na miasto... nawet nie chce sie ze mna spotykac na miescie tylko u mnie lub u niego w domu... staram sie z nim rozmawiac o tym co on czuje i o tej calej sytuacji ale on zawsze mowi ze nie chce o tym gadac... prosze powiedzcie mi co mam robic... ma coraz wieksza depresje i nie chce nawet slyszec o pojsciu do psychologa bo mowi ze to nc nie pomaga tylko pieniadze bez sensu sie na to wydaje
Offline
Wiesz wydaje mi sie ze rozmowa by mu pomogła........... wcale nie dziwie mu sie ze tak to przezywa kochał swojego tate...... a teraz wydaje mu sie ze jest sam pokasz mu ze tak nie jest ze zawsze moze na ciebie liczyc mów mu czesto ze go kochasz ze jest dla ciebie wszystki poczuje sie dużo lepiej
Offline
(
Ostatnio edytowany przez Bianca (2009-11-16 10:03:29)
Offline
Strata bliskiej osoby jest zawsze bolesną.Pamięć o zmarłych na długo pozostaje w sercu.Ale życie toczy się dalej.Trzeba żyć-dla siebie,dzieci.Z pewnością Ci ,co przedwcześnie odeszli-nie chcieli,abyśmy cierpiały,zadręczały się.To jest trudne,ale do pokonania.Każda ma jakiś cel w życiu.To smutne historie,ale po to jest Forum,aby się wzajemnie wspierać w trudnych chwilach,momentach życia.Przytulam wszystkie-zasmucone Panie.
Jest mi bardzo cieko:((
Offline
Dziś rano zmarł mój ojciec miał 56lat i od roku walczył z rakiem nie dawano mu nadziei gdyż ta odmiana raka jest nieuleczalna.
W ostatnim stadium nie spał nie jadł i przestał reagować na nas całkowicie strasznie cierpiał ale nie z bólu bo go nie czuł a ze zmęczenia i to był powód śmierci wycieńczenie organizmu. Do tej pory na samą myśl o tym wszystkim wpadałam w histerie a teraz czuje ulgę nie wiem możne to nieludzkie, ale ciesze się że już nie cierpi że mama nie musi patrzeć na jego cierpienie i że to już koniec.
W końcu czuje spokój bo wiem że się nie udusi że nie amputują mu drugiej nogi i że zmarł we śnie tak upragnionym przez ostatni miesiąc.
Offline
Przeczytalam powyzsze historie..i zadalam sobie pytanie-czy i jak pogodzic sie ze smiercia bliskiej osoby?jak calkiem pogodze sie z tym,ze pewnych bliskich osob nie ma obok mnie powiem pogodzilam sie..lecz z drugiej strony nie wiem ,czy to kiedykolwiek nastapi..
Offline
Ja straciłam Ojca 13 lat temu.. byłam małą dziewczynką, nie rozumiałam wielu rzeczy.. Teraz, kiedy wkraczam w dorosłość brakuje mi go coraz bardziej.. płaczę wieczorami w poduszkę. Nie pogodzę się z tym do końca życia.. to nie jest możliwe:(![]()
![]()
![]()
![]()
Offline
hej to znowu ja czytając wasze posty uważam że chyba jestem zimna i okrutna minęło 6mc od śmierci mojego męża a ja sobie dobrze radze wyjechałam za granice jest ciężko ale daje rady nie poddaje się nie wiem dlaczego się nie smucę nie rozpaczam może dlatego że po śmierci męża wszystko toczy się dalej świat się kręci ja dalej robię to co zawsze czyli jestem zdana na siebie sama nie wiem a może się oszukuje ..........są chwile że bierze mnie rozpacz ale od razu coś sobie organizuje w sumie żyje jak robot czas mam tak zorganizowany żeby nie myśleć ale wiem że dam rady planuje i dążę do realizacji planu.......moje motto cel plan działanie efekt (to mi pomaga )..........
Offline
u mnie w tym roku mija 7 lat od smierci mamy. byłyśmy bardzo do siebie przywiązane. miała mnie na "starość" jak sie to mówi, urodziła mnie bardzo późno. zmarła na raka.
jak sobie poradzić ze smiercia bliskiej osoby? trudne pytanie i bardzo indywidualne. ja, mając świadomośc że umiera oswoiłam sie z myslą śmierci na długo przed pogrzebem mamy. gdy telefon ze szpital zadzwonił i lekarz poinformował nas o tej naszej tragedii , nie płakałam. na zimno zajęłam sie sprawami zwiazanymi z pogrzebem. na pogrzebie uroniłam tylko raz łzę, gdy przyszedł czas pożegniania. wiem że dla wielu może sie zdawać że jestem zimna.. ale śmierć była dla mnie kolejnym jej etapem. wiedziałam że już ją nic nie boli, a wręcz byłam wdzięczna że nie cierpi.
do tej pory nie smucę sie i nie rozpaczam. żal noszę w sercu. wspominam każdą chwilę z nią spędzoną. czasem przysni mi się. tylko żałuję że nie będzie na moim weselu, nie zobaczyła wnuków.. itd.
Offline
Do tej pory ten problem nie dotyczył mnie i mojej rodziny.Byłam szczęśliwa,że moja rodzina nadal jest w komplecie czyli rodzice,rodzeństwo i dziadkowie,ale teraz.....jest mi bardzo ciężko jak zmarł mój ukochany dziadziuś z którym byłam bardzo zżyta.Może dla niektórych wyda się to dziwne,że można tak bardzo cierpieć po śmierci dziadka ale tak jest właśnie w moim przypadku,przez wiele lat wychowywał mnie razem z babcią i traktowałam go raczej jak ojca,zawsze miał dla mnie czas,dobre słowo,mogłam zawsze liczyć na jego pomoc i odwrotnie,byłam jego ukochaną wnuczką i gdyby mógł to dałby mi gwiazdkę z nieba.Bardzo tęsknił za mną gdy wyjechałam za granicę,a gdy przyjeżdżałam z córką i mężem to cieszył się jak małe dziecko i spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę.Lecz niestety rozchorował się ponad miesiąc temu,diagnozy lekarskie ciągle wydłużały listę chorób w końcu najgorsza diagnoza którą postawiono zwaliła mnie z nóg udar mózgu z głębokim paraliżem i rak płuc z przerzutami do mózgu.Wiedziałam,że muszę przyjechać do Polski aby się z nim zobaczyć ale niestety to też były koszty finansowe dla mnie,dodatkowo mnóstwo spraw których nie mogłam przełożyć na inne terminy,aż w końcu kupiłam bilet i pełna szczęścia,że jadę z córką choć trochę pomóc w opiece nad dziadkiem zadzwoniłam do dziadków i powiedziałam babci aby przekazała dziadziusiowi,że wyjeżdżam w piątek w nocy,bardzo się ucieszył,aż płakał ze szczęścia chciał ze mną porozmawiać ale już nie mógł mówić,bo choroba sprawiła,że miał problemy z mową więc tylko słuchał mnie.Ale niestety nie zdążyłam....nagle stan się pogorszył i zmarł o tej samej godzinie o której ja wyjechałam.Przez całą drogę myślałam tylko o nim,ale po przyjeździe gdy moi rodzice odbierali mnie i córkę dowiedziałam się prawdy i to był szok.Stanęłam jak wryta,nie mogąc zrobić kroku,łzy zaczęły płynąć po moich polikach i wyrzuty do samej siebie dlaczego nie przyjechałam wcześniej,mogłam wszystko rzucić i jechać,a wszystkie sprawy przez które nie mogłam być wcześniej jakoś bym pozałatwiała jakoś bym się wytłumaczyła.
Minął tydzień.....a moje serce pęka ze smutku,mam wyrzuty sumienia,że nie zobaczyłam się z nim,że nie zdążyłam,a on tak czekał na mnie,ostatni raz widzieliśmy się 6 miesięcy temu i takiego go pamiętam.W dniu pogrzebu rodzice nafaszerowali mnie lekami na uspokojenie ale nawet to nie pomogło,bardzo płakałam,moja mama z bratem na siłę zabrali mnie z cmentarza po całej ceremonii pogrzebowej.
Bardzo tęsknię za nim,nie chodzę do mojej babci rozmawiam z nią tylko przez płot bo mieszkamy koło siebie....bo wszędzie widzę mojego dziadziusia,bardzo mi go brakuje,żal ściska moje serce....codziennie chodzę na cmentarz i rozmawiam z nim,wiem ,że z czasem ból powinien złagodnieć ale najgorsze są wyrzuty sumienia,że nie zdążyłam się z nim zobaczyć pozostaną ze mną do końca życia i z tym będzie mi trudno sobie poradzić.
Offline
Przeniesiony post Erykuś2005@wp.pl przez Sueno6
erykuś2005@wp.pl napisał:
Mam 35 lat 21.czerwca jechałam z mężem do miasta.W pewnym momencie uderzył w drzewo.na szczęście ktoś zadzwonił na pogotowie.dopiero w szpitalu okazało się że nie uratowali życia mężowi i tylko ja żyje.szwagierka pociesza cały czas a to nic nie daje.20.maja była 10 rocznica ślubu.ludzie mówili całą impreze sto lat sto lat niech Ola i Kuba żyją nam sto lat a on miał tylko 37 lat;(((pomóżcie m i otrząsnąć się z tego bólu
Online
Noi znowu tu jestem Jest mi zle Jestem w Wielkiej Brytani pracuje zarabiam mieszkam a tam w polsce czekają dzieciaki Jestem zła na męża że przez niego jestem tak daleko o rany wyjechałam zarobić na jego pomnik ku.... tak bardzo chciałabym go znienawidzić ale kogo ja oszukuje ile można ukrywać przed sobą prawdę Kurcze kochałam gnojka a on mnie krzywdził za życia i teraz gdy go niema sądziłam że będzie mi łatwiej lepiej że dam sobie rady tak jak zawsze to robiłam a teraz jestem tu 2 mc i są chwile gdy zostaje sama wszystko wraca jak bumerang w spół lokatorzy mówią że mam koszmary a może to wyrzuty sumienia ...hyy nie pomogłam mu za życia jego a teraz jedyne co mogę zrobić to wybrać mu pomnik ...Wiecie co co ja bym zrobiła bez tego forum często tu jestem zaglądam ale rzadko pisze .........Jakby to było gdyby mnie nie było(znowu te słowa do mnie wracają) a przeważnie jest (w pracy śpiewam pod nosem 12h ) Jedyne co mam to złudzenia że mogę mieć własne pragnienia...........
Offline