Penelopa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 315 ]

196

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Jesli jednak bylalby uparta tak jak ja i wplatala sie w taki uklad to zapewne nic by,m nie zrobila...

Terefere.
Nic a nic Ci nie wierzę. Serce by Ci pękło na pół widząc jak się dziewczyna męczy.
Rozerwałabyś drania za jej łzy własnymi rękami. Jak każda matka.

Zobacz podobne tematy :

197

Odp: Penelopa

Kasandro, wierz mi, że życzę Ci wielkiej miłości, to nie jest tak zwana ściema. Ale wiem też, że ukrywanie się i kłamstwa, oszukiwanie i tworzenie świata sztucznego- przykładem "tworzenie sobie innej żony" wobec znajomych Twojego faceta, jest na dłuższą metę okropnie męczące. Ja akurat potrafię się wczuć w ewentualne ( powtarzam ewentualne, mam nadzieję, że mnie ta sytuacja ominie, bo swoje wycierpiałam) odczucia osoby zdradzanej, jestem żoną. To ani zaleta moja, ani wada. Gdyby mój facet mnie okłamywał i kochał naprawdę inną kobietę ( niczego nie możemy być pewni, oprócz tego, że mimo że sobie nie zaufamy do końca, mamy swoje wartości- JA miałam tyle możliwości zdrady i wytłumaczenia sobie tego kryzysem, alkoholem, brakiem czułości....itd, itp i zostałam sobie i jemu wierna), mimo cierpienia chciałabym to wiedzieć. Miałabym szansę WTEDY na związanie się z innym mężczyzną, dla którego byłabym jedyna, wytęskniona, wymarzona i nie okłamywana. ( chociaż pewnie byłabym już singielką).
Przykro mi to pisać, ale twój partner to tchórz, a Ty mu na to dajesz przyzwolenie. Nawet jeśli się z nim zwiążesz, on nie będzie miał potrzeby się zmienić. Bo z jakiej racji? Kłamałaś z nim razem, dlaczego w Waszym związku miałoby się coś zmienić?
Ja już bym nie chciała takiego MĘŻCZYZNY, bo to gnojek, ale wiem jak potrafimy kochać pseudofacetów, niestety.
Ale nigdy, powtarzam nigdy nie będę popierała życia w jakimkolwiek kłamstwie, może dlaczego, że nie nauczyłam się być nieszczera.

198 Ostatnio edytowany przez sayonara (2011-02-06 14:55:09)

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

KRIS dobrze wiesz że nie poparlbym takiej milości,bo to jest zbyt trudne,bardzo obciązające psychike zarowno dla osoby zdradzającej jak i kochanki.Wiadomo że udane ,szcześliwe malżeństwo jest darem losu,azylem do ktorego chetnie się wraca.Takiego zwiazku zyczylabym swojej córce.
Jesli jednak bylalby uparta tak jak ja i wplatala sie w taki uklad to zapewne nic by,m nie zrobila...

To teraz ja się uśmiałam. Przynajmniej próbowałabyś jej powiedzieć, że ma szansę się nad tym zastanowić, bo ...nie jest to , przepraszam za niedobre słowo, moralne?
Twój cyt.
"szcześliwe malżeństwo jest darem losu,azylem do ktorego chetnie się wraca."
zastanowiłaś się dlaczego Twój facet nie chce związku z Tobą i tkwi w swoim małżeństwie? Blebleble- dzieci, żona, podatki, tak trudno z tego zrezygnować....ale poza tym okropnie Cię kocha.OKROPNIE to dobre słowo.
cyt. Bycie kochanką nie jest moralne,nigdy tego nie powiedzialam!Moje dzieci tez to wiedzą.Nawet gdyby wiedzialy że jestem kochanką to zawsze im powiem,ze to jest niemoralne."
To jak to się ma do twojej innej wypowiedzi? cyt Twój :
"Nie można życ szcześliwie nie żyjac godnie,moralnie i uczciwie?
Teraz ty zaczynasz rozdawac prawo do szczęścia i sugerowa co kogo ma uszczęśliwiac!
Moglaś napisac że życie wg tych zasad powinno dac nam poczucie szcześcia   a nie że nie można bez nich życ.Bzdura totalna!
Zapewniam cie ze zlodziej będzie szczęsliwy jak cos ukradnie...a to przeciez jest nieuczciwe i niemoralne...ale on jest szcześliwy i co odbierzesz mu te radośc!
Każdego uszcześliwia cos innego..."
Rozmywa Ci się poczucia moralności i szczęścia, więc jak powiesz córce co jest niemoralne a co może ją uszczęśliwić, to na jedno wyjdzie. Będzie chciała nie być żoną ale kochanką, logiczne:)
Nie odbieram radości złodziejowi, Tobie też.
P.S przepraszam moderatorki za posta pod postem

199

Odp: Penelopa

SAYONARA to nie mój cytat...co do corki to oczywiscie ze probowałabym jej wyperswadowac ze taki zwiazek nie przyniesie jej szcześcia...mam na mysli relacje zajęty-kochanka.
mam na mysli pierwszy wers tamtego posta...zacytowalam go ale juz nie pamietam od kogo..."nie mozna zyc szczęśliwie,nie żyjac,godnie uczciwie i moralnie"

200 Ostatnio edytowany przez sayonara (2011-02-06 15:07:54)

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

SAYONARA to nie mój cytat...co do corki to oczywiscie ze probowałabym jej wyperswadowac ze taki zwiazek nie przyniesie jej szcześcia...mam na mysli relacje zajęty-kochanka.
mam na mysli pierwszy wers tamtego posta...zacytowalam go ale juz nie pamietam od kogo..."nie mozna zyc szczęśliwie,nie żyjac,godnie uczciwie i moralnie"

Jesteś konsekwentna? jeśli kogoś cytujesz wyciągasz wnioski, cytujesz, aby zgodzić się lub nie, poza tym samo zdanie dla mnie, przepraszam, zaznaczam - dla mnie, jest ciekawe- oczywiście można być szczęśliwym nie żyjąc godnie ( wielkie słowo), uczciwie ( to moje) i moralnie (różnie rozumiane). Chyba "spór " nasz dotyczy istoty  tzw. szczęścia. Każdemu, co komu potrzeba. Ty je dodatkowo zaznaczyłaś znakiem zapytania.

201

Odp: Penelopa

Moja dulszczyzna przejawia sie w fakcie bycia kochanką-to przyznaje i to nie podlega dyskusji.


Złodziej też jest złodziejem w momencie kradzieży, morderca - mordercą w momencie zbrodni.

Bardzo ciekawe tłumaczenie.

202

Odp: Penelopa

SAYONARA nie zrozumialysmy sie...
Pierwszy wers cytatu nie należy do mojej wypowiedzi tzn
"Nie można zyc szczęśliwie nie zyjac godnie ,moralnie i uczciwie?" to zdaje sie napisala Kris a ja go nie poparlam i mimo wsztsko nie popieram bo uwazam naprawde że  czlowiek nie żyjacy moralnie tez moze byc szczęsliwy...wazne jest to co kogo uszczesliwia...
Mam nadzieje ze wyjasnilam.

203 Ostatnio edytowany przez sayonara (2011-02-06 15:52:46)

Odp: Penelopa

Tak, Kasandro, wyjaśniłaś. Rozumiem. Tylko gdybyś jeszcze mogła mi wyjaśnić, jak godzisz wychowanie dzieci w twoim pojęciu moralności, pod którą ja rozumiem uczciwość, nie krzywdzenie innych, ...z tym, że ma córka może być tak samo "szczęśliwa" jak ty?. Dlaczego????Dlaczego się wstydzisz, że jesteś kochanką?, jeśli uważasz, to jeden ze sposobów na szczęście. Może nie warto jej szczęścia pozbawiać?
I masz w tym rację KTO KOGO uszczęśliwia. I jeszcze- dobieramy się według ....?????????
My rzeczywiście się nie rozumiemy. Jak takie przedszkolaki w piaskownicy ; Ja piszę Ci o moich wartościach, którym jestem wierna- nie zdradzam, staram się nie krzywdzić innych ( nawet tych, których nie znam, bo nie mam ich gdzieś, to moja głupia wrażliwość), zwracam uwagę na otoczenie, nie tylko wymagam, wychowuję mojego syna tak,aby miał również wzgląd na innych ( może fatalna ze mnie matka, bo dostanie od życia po tyłku). Nie okłamuję go, że , jeśli ( bo niedługo bierze ślub) jestem idealna, aby potem "ucząc go moralności" dowiedział się nagle jaką jestem "kochanką" , ale podając mądrości życiowe, sama jestem do d*py. Może i jestem do d*py, ale staram się nie krzywdzić innych, może mi coś nie wychodzi, ale nie ściemniam, że jest tak a nie inaczej, może  daję głupie rady, ale według swojej MORALNOŚCI żyję. Jedno wiem- Syn też wie, że nie kłamię i nie uczę czegoś, w co nie wierzę. Nie mam przed nim tajemnic. Nawet jak jest źle- a takie chwile bywały.
Jeszcze raz- Kasandro, nie rozumiemy się, ja moralność, nie dulszczyznę, nie kłamstwo, nie oszukiwanie....mam za SWOJĄ podstawę szczęścia, a przynajmniej za swój sposób na życie

204

Odp: Penelopa
Zazdrosc napisał/a:

Nie można żyć szczęśliwie, nie żyjąc godnie, moralnie i uczciwie.

Ale fakt, ja się obiema rękami pod tym podpisuję i Ty też Moja Droga Kasandro.
Bo nie wychowywałabyś dzieci wbrew własnym przekonianiom, co nie? Hihi
Ty chciałaś żeby wyrosły na szczęśliwych ludzi i wychowałaś młodych ludzi tak a nie inaczej. Dlatego się córki "boisz".
Zgadzasz się, zgadzasz. Tylko się przyznać nie chcesz.

205

Odp: Penelopa
Kriss napisał/a:
Zazdrosc napisał/a:

Nie można żyć szczęśliwie, nie żyjąc godnie, moralnie i uczciwie.

Ale fakt, ja się obiema rękami pod tym podpisuję i Ty też Moja Droga Kasandro.
Bo nie wychowywałabyś dzieci wbrew własnym przekonianiom, co nie? Hihi
Ty chciałaś żeby wyrosły na szczęśliwych ludzi i wychowałaś młodych ludzi tak a nie inaczej. Dlatego się córki "boisz".
Zgadzasz się, zgadzasz. Tylko się przyznać nie chcesz.

Kriss, myślę dokładnie tak samo ,pozdrawiam smile

206

Odp: Penelopa

Cześć Sayonara smile
Kasandra moim zdaniem boi się bólu. Widzisz - odeszła, bolalo, piekło, wyła.
Jakimś sposobem kobieta doszła do wniosku, że - co jest kurna, dlaczego ja sobie to robię? A co ja? Matkę, ojca zabiłam?
I dała sobie nadzieję.
Chusteczka, że fałszywą. Nadzieja mniej boli, pozwala marzyć, tworzyć scenariusze o szczęściu i wspólnej starości. Ulżyło.
Więc Kasandra nadzieję sobie dała. Dlatego czasem się wścieka, bo my tę fałszywą nadzieję jej chcemy odebrać. "Zabrać prawo do szczęścia" - pisze. Uczepiła się jej, bo jest przyjemniejsza niż cierpienie. Boli jakoś mniej.

A teraz tym lub innym sposobem, solidaryzując jajniki, musimy ją przekonać, że to kolos na glinianych nogach.
Pierdniesz - runie. Nie ma pydy.
Dlatego tak ciężko - trzeba się z powrotem "przewartościować" - tym razem odbierając fałszywą nadzieję. A w tę stronę zawsze trudniej.

207

Odp: Penelopa
Kriss napisał/a:

Cześć Sayonara smile
Kasandra moim zdaniem boi się bólu. Widzisz - odeszła, bolalo, piekło, wyła.
Jakimś sposobem kobieta doszła do wniosku, że - co jest kurna, dlaczego ja sobie to robię? A co ja? Matkę, ojca zabiłam?
I dała sobie nadzieję.
Chusteczka, że fałszywą. Nadzieja mniej boli, pozwala marzyć, tworzyć scenariusze o szczęściu i wspólnej starości. Ulżyło.
Więc Kasandra nadzieję sobie dała. Dlatego czasem się wścieka, bo my tę fałszywą nadzieję jej chcemy odebrać. "Zabrać prawo do szczęścia" - pisze. Uczepiła się jej, bo jest przyjemniejsza niż cierpienie. Boli jakoś mniej.

A teraz tym lub innym sposobem, solidaryzując jajniki, musimy ją przekonać, że to kolos na glinianych nogach.
Pierdniesz - runie. Nie ma pydy.
Dlatego tak ciężko - trzeba się z powrotem "przewartościować" - tym razem odbierając fałszywą nadzieję. A w tę stronę zawsze trudniej.

Witaj Kriss:)
Tak właśnie, ale być może to już ten jej bumerang....

208

Odp: Penelopa

Nie wiem w ktorym temacie to napisac...MALINKA założyla nowy ,fajny...'pora na porządki"...a może w tym "jak je przekonac żeby nie były kochankami"...a może lepiej w swoim temacie...

Otoż postanowilam obecnie nic nie robic w temacie mojego kochanka.Kochanką juz nie jestem od wielu miesięcy.Przez najgorsze przebrnełam...przez co to moga tylko zrozumiec te ktore są kochankami.Wiedzą jakie to jest trudne,niemalze niemożliwe.Rozumiem tu AMERAH co to znaczy 2godziny szczęścia i 4godziny placzu...rozumiem aż do bólu...w sumie nie żałuje tych 3lat ale jakie spustoszenie ten okres poczynil w moim zyciu to wiem tylko ja...
Napewno na moją decyzje wplynęło to forum-tu możecie kobietki byc z siebie dumne ze pomoglyście mi troche wyprostowac mój kregosłupek.Troche...bo i tak mnie łapki swędzą żeby do niego napisac albo zadzwonic bo ma w tym miesiącu imieninki i urodzinki.Jeśli tego nie zrobie ,wytrzymam do marca to będzie już nieźle...a poźniej do Wielkanocy...a poźniej do Bożego Narodzenia...poźniej...będę sobie podawala coraz odleglejsze terminy...
Postanowilam pozostawic wszystko swojemu wlasnemu biegowi...niech życie plynie a czas pokaże...co jest mi pisane...
Niech ON sobie wszystko pouklada,moze akurat będzie szcześliwy...jesli nie-moze wróci do mnie ale niestety wtedy to juz na innych zasadach.Decyzja należy do niego.Dam mu dużo,dużo czasu...

KRIS piszesz o nadziei,falszywej nadziei ktora mam...
Nie moge tego zrozumiec,nie moge tego wytlumaczyc czemu kuźwa nadal ją mam!Wiem że to jest nieracjonalne,ale nikt i nic nie jest w stanie mi jej odebrac!Przecież nie zakodowalam sobie tego w głowie że On ze mną będzie!Ja poprostu to czuje...i ta nadzieja nigdy nie gasnie...moze...kto wie...Zadne forum mi chyba tego nie odbierze...chocbyscie sobie po mnie "jeździły" jak tylko możecie wg Was najskuteczniej,nic to nie da!!!
Tak więc reasumując-kochanką bylam ale nie jestem.Faceta nie będę prowokowala...niech se żuczek żyje...nadziei nikt mi nie odbierze bo to niemożliwe!
To byloby tyle na ten czas...co dalej życie pokaże.Może dobry Bog cos tam jeszcze dla mnie zaplanował dobrego-zobaczymy...

Narka-udanego dnia życze!

209

Odp: Penelopa

Pisze tutaj bo innego wyjścia nie mam...jesli dostanę bana,to tez uważam że warto...zalożylam nowy temat-żeby wrocila ZAZDROSC,ktory zostal przeniesiony przez Moderatora na "społecznośc".
ZAZDROSC zwracam sie po raz kolejny do Ciebie-wracaj.Ja moge stąd spadac ale Ty wracaj...

210

Odp: Penelopa

Minęły dwa miesiące od ostatniego wpisu...Bosze dzisiaj mam rozdarte serce!Nie wiem jak to zniose.Rana ktora się zabliźnila znowu sie otwiera...Dziś zadzwonil!!! Zapytal co slychac...jak żyję...mial głos jakby zza grobu!

211

Odp: Penelopa

Sory Kasanderko ale menda z niego! Trzym się kobito.

212

Odp: Penelopa

KRIS nie trzymam się ...rozsypalam sie...przez wiele miesięcy pracowalam na "wygraną" i w jednej chwili wszystko poszlo się je...ć.Po co w ogole dzwonił!
Dzis nie nadaje sie do niczego...spadam...

213

Odp: Penelopa

Sorki Kochana ale weź dupę w troki i spójrz na to z właściwej perspektywy. Perspektywa brzmi "PO CO DZWONIŁ". I Ci odpowiadam. Bo to palant. Jemu się podoba że ma nad Tobą taką władzę. Zaczęlaś mu się wysmykiwać, pospotykałaś się z jakimś bidusiem i się wystrachal że jakby co to mu Emergency zwieje.
Mam nadzieję że się nie wydałaś i odrzekłaś: świetnie, super, zajefajnie. A jak tam u Ciebie? Stara bieda?
Nie widzisz że on się nad Tobą pastwi?
Kochana odpadam na dzisiaj. Skrobnę jutro jak znajdę momencik. Trzymaj się i nie dawaj się bo Cię pajac zniszczy emocjonalnie wyssie. Wampir energetyczny jeden.

214

Odp: Penelopa

Oj Kriss pieprzylam sama nie wiem co i o czym...wiesz ze do tej pory trzesą mi się ręce...ide chyba powyc do księżyca!ale mnie dzisiaj rozje...ł

215

Odp: Penelopa

KASANDRA,

padam na twarz,wiec krotko.....
Wg.mnie ,zaslugujesz na wielki szacunek.

Tak niewiele i az tyle...

Pozdrawiam Cie goraco.
Kobieta z krwi i kosci, i trzewi ,a przy tym madra,znajaca zycie i ludzi.....

Napisze wiecej jutro,bo naprawde - oczy mi sie kleja......

Trzymam za Ciebie kcikuki.......

216

Odp: Penelopa

droga Kasandro! Moja historia ...jest mimo wszystko bardzo podobna choć tak różna....Ja sama...on sam- bez mezów ,zon.... on sam  bo Piotrus Pan,ja sama....bo go kocham. Moja walka z tym uczuciem trwała zbyt długo. I w koncu( moze 2 -3 miesiace temu) zrozumiałam, że to bez sensu....kocham go i ta miłośc będzie ze mną. Ani on ani nikt inny nie jest w stanie mi zabrac tego uczucia. Jezeli chce być szcześliwy i byc z inną - daje mu swoje błogosławieństwo. Po prostu tak go kocham ,ze chce aby był szcześliwy- nawet beze mnie. I to nie boli...już. taką decyzje podjęłam i tak chce...i naprawde jest mi z tym dobrze. Dlatego rozumiem Cię i wiem ,że to możliwe. Pomijam kwestię,czy ktos jest zonaty,czy jest sie mążatką....nie mam zdania po prostu na ten temat. wiem ,że miłośc po prostu jest...i tyle! I chyba nie mozna z nia walczyć! a ja poczekam....bo przeciez nikt nie będzie go tak kochał jak ja!

217

Odp: Penelopa

Dzis juz lepiej,duzo lepiej...Jakos szybko zlapałam pion.Wcoraj przezylam szok.Sprawdzalam dzis telefon czy to na pewno nie byl sen...wiedzialam przeciez kto dzwoni.moglam nie odbierac,ale pomyslałam,że może cos się stało,a może w glębi serca mialam nadzeje,że dzwoni żeby mi zwiastowac jakąs radosna nowine...w stylu...rozwodze się...Nic takiego nie miało miejsca.wiem że nie chce juz z nim byc,rozmawiać,mysleć nie chcę czuc jego obecności w moim życiu.On wybral i tak niech pozostanie.moja milośc odejdzie z nim...Zdalam sobie sprawe jaka zrobil ze mnie "kalekę emocjonalną".Nie potrafię chyba juz pokochac żadnego faceta.Zawsze był obecny w moim życiu,zawsze w jakimś momencie o sobie przypominal...jak zły skrzat wkradal się w moje życie.Nie chce juz tak...chcę naprawde zapomniec...Chce oddychac pelna piersią i miec czyste sumienie...

Dziekuje WAM dziewczyny mocno za dobre slowa...KRISS jakoś zawsze potrafi mnie otrzeźwic...
MALINKA gdybym byla mądra to nie wplątalabym się w taką historie,ale coż "serce nie sługa"...dziękuje Ci za cieplutkie slowa
ANET widac że kochasz prawdziwie,bo milośc godzi się na takie rozwiąznie...liczy się szczescie ukochanej osoby...milośc tak wiele daje a nie oczekuje,wyrzeka sie siebie...Kto wie może masz szanse byc jeszcze z nim szczęśliwa i tego ci zycze smile

218

Odp: Penelopa

Wiesz KASANDRA......

zastanowilo mnie to,co napiasalas:

<gdybym byla mądra to nie wplątalabym się w taką historie,ale coż "serce nie sługa"..>

Co to znaczy- bycie MADRA,kiedy w gre wchodza uczucia?

Tylko,prosze, nie pisz mi,ze mozna kochac za bardzo,bo wg.mie milosci nie da sie stopniowac.

Albo kochasz,albo nie.

Proste.

Jak z ciaza - albo jestes ,albo nie.

Wszystkie,w pewnym momencie poruszamy sprawe madrosci , ale: co  to tak naprawde rozumiemy przez MADROSC ?

Kobieto,
pozdrawiam Cie serdecznie i prosze, nie nazywaj siebie kaleka emocjonalna - bo takowa nie jestes.

Albo inaczej - ja pale - i w swietle tego,co przeczytalam,to ja jestem kaleka emocjonalna,bo palenie pomaga mi przetrwac.....

Kompletna bzdura -pale,bo lubie.
I zawsze lubilam- nawet zanim g.....no trzasnelo w wentylator i rozprysnelo sie po calym domu.

Widzisz,wg mnie,nalezy byc ostrozna z definicjami i przyklejaniem nalepek typu:

kocham za bardzo ( bo taka ksiazke napisala kobieta po przejsciach,ktora miala kogos,kto wiedzial,jak na tym zbic kase i to duza)

To samo w przypadku " kaleki emocjonalnej".

Nie wie,czy wiesz,ale ten "termin" odnosi sie do badan nad uczniami i to tylko ( coz za koleja niespodzianka)
amerykanskich uczelni i oznacza mniej wiecej :

"posiadja unikalne cechy osobowości, upodobań, mocnych i słabych stron.
Różnica jest w jednym stopniu.
Studenci," emocjonalne kaleki "  - maja czeste obawy i sa one poważniejsze niż innych uczniów, a tym samym wplywaja na  proces edukacyjny.Zachowania moga sie wahać się od wycofania się i izolacji, i agresji, są widoczne w ustawieniach, jak i w czasie.

I Ty myslaca,madra,czujaca Kobieto,chcesz mnie przekonac,ze jestes kaleka emocjonalana.......?

Nigdy w to nie uwierze!

A moze jest jeszcze inna definicja kaleki emocjonalnej,ktorej nie znam?

KASANDRA,

fantastyczna z Ciebie babka i o tym powinnas juz wiedziec.

"porobilo "Ci sie w zyciu,tak,jak wielu z nas......

Ale to naprawde nie powod do samobiczowania i oskarzania sie.

Z Ciebie taka kaleka emocjonalna,jak z koziej d..py traba!

Jestes fantastyczna Kobieta!

Masz w sobie tyle empatii,ze mogla bys nia obdzielic polowe tego forum!

KALEKI EMOCJONALNE NIE POSIADAJA EMPATII!

Wiec,czym predzej wyklucz sie z tej grupy,bo to nie Twoja dzialka!

ZYJ I BADZ SZCZESLIWA,TYM,CO DAJE CI SZCZESCIE!

Pozdrawiam Cie goraco.

219

Odp: Penelopa

MALINKa przeczytalam Twoją wypowiedź z łezką w oku...masz rację,serce i rozum rzadko idą w parze.W moim przypadku jednak "glos serca"zastąpil rozsądek i tak niech pozostanie...Pewien rozdzial mojego zycia zamykam. Poczytalam swoj watek od początku i sama się dziwię jak bardzo można "dojrzeć" na tym forum.Może tu jeszcze troche "pomieszkam" smile Chcialabym też żeby niektóre zdradzone Panie zrozumialy że kochanka naprawde nie zawsze jest tą zlą,że zdaża się miłość,ze to nie tylko "włażenie z buciorami" w czyjes zycie ale rowniez uczucia z tej innej strony.Z kolei ich mężowie nie są tylko zwykłymi "sukinsynami" i warto czasami wybaczyc...choc bolesne ale może warto...
Co do "kaleki emocjonalnej" to faktycznie potrafie jeszcze współczuć innym...bardzo mnie martwia ludzkie problemy...nawet nie wiesz jak bardzo lubię szczęśliwych ludzi,jak lubie patrzec na takie szczęście!Może dla tego że tak trudno jest mi takie szczęscie zlapać...
Nie wiem MALINKO  jaką historie Ty przezylas,bo mam wrażenie że szukasz jakiejś drogi,poniekąd odpowiedzi,i życze Ci z calego serca znalezienia wskazówek które  zapewnią Ci spokój i szczęście smile
Pozdrawiam mocno


KRISS jak Twój dzidzius? smile Pozdrawiam cieplutko...pogłaszcz dzidziusia

220

Odp: Penelopa

Hej Kasandra, dzidziuś gites (tfu tfu) kopie, wierci się etc Jeszcze nie wiem czy następny chłopak do kolekcji czy tym razem dziurawiec. Pogłaskałam. Dzięki. smile

Fajnie że już kryzys masz za sobą - pewnie jeden z kilku.
Ja wiem czemu dzwoni - z własnego doświadczenia - gdzieś tam w czyimś wątku pisałam o jednym z moich już na szczęście zakończonych związków - wkleję Ci kawałek:

"Dawno dawno temu kiedy byłam jeszcze młoda i głupia poznałam chłopaka - młodego mężczyznę, w pracy.

Byłam w totalnie obcym mejscu, sama, okazał mi pomoc w pracy, pomógł załatwić parę spraw organizacyjno - prywatnych. Miły, dobrze wychowany, prawił komplementy, zawsze pomocny i uśmiechnięty. Zaczeliśmy się do siebie zbliżać siłą rzeczy (byliśmy praktycznie równolatkami, identyczne wykształcenie, w pracy same zgredy).
Jakoś tak wyszło że na wesele kolegi z pracy też pojechaliśmy razem - on wiedział gdzie to, lepiej jechać jednym samochodem etc jak to wtedy gdy szuka się pretekstu.

Od tamtej pory byliśmy praktycznie nierozłączni, ale jako koledzy, choć w pracy już wszyscy nas ze sobą przespali.
Byłam więcej niż bardzo ostrożna z nowym związkiem. Chodził, chodził i wychodził. Okazywał mi taką atencję że aż to było męczące, rozpływał się dosłownie nad każdym moim pierdnięciem. Pomyślałam - OK, może faktycznie, dam szansę, fajny facet, zależy mu.
Cała szopka trwała prawie rok. Mówię o jego zalotach.

No i stało się. Następnego dnia wstałam wcześnie (jestem z gatunku wcześnie wstających), robię śniadanko - myślę - zrobię i jemu, zjemy razem, będzie miło. Ten wstaje, głupia mina, on jadł nie będzie, musi lecieć bo się umówił z ojcem. Oschle, ozięble.
Mało sobie bieduś nóg nie połamał na schodach.
Szlag mnie trafił, mówię i git - sama jesteś sobie winna, trzeba było słuchać intuicji. Gwizdnęłam drzwiami, było minęło.

Wieczorem zaczął smsować, a że strasznie przeprasza, zaspał i się wystraszył bo był umówiony z ojcem w firmie i takie tam wykrętasy. Mówię OK, rozumiem ale spadaj kolego. Będziemy kumplami, nie bylo sprawy. Tak mnie błagał i przekonywał że znowu się zgodziłam.

Zostaliśmy oficjalą parą. I pomalutku zaczęło wychodzić co to za palant. W pracy - nagle zero kontaktu, idę korytarzem, ten spierdziela w przeciwnym kierunku, jemy osobno, wszystko osobno, nic mi nie pomaga, jak ja jemu chcę pomóc - absolutnie nie, unika jak może. Gadam z nim na ten temat często - tłumaczy że głupio tak w pracy - pytam co głupio, przecież możemy zachowywać się tak jak przed - normalnie jak zgrana ekipa w pracy, teraz to i tak wszyscy wiedzą. On na to że teraz to co innego. Wściekam się, zrywam, przeprasza, wracamy do punktu wyjścia. Czysty pierdolec.

I tu popełniam kardynalny błąd - zaczynam go analizować, że przecież fajny, że jedyny normalny, że super było "zanim",
to może ze mną coś nie tak. Myślę i myślę i od tego myślenia i rozdzielania włosa na czworo zapominam kim jestem.
Ciągle we łbie to samo, zaglądam w oczy, mówię sobie: każdy jest inny, ma prawo mieć inne zachowania niżbyś sobie życzyła. Jest tak obcesowy, że mam wrażenie że ze mną jest coś nie tak. Myślę i myślę. Rozmawiam - on problemu nie widzi, coś tam sobie ubździłam, wszystko jest super.
Zaczynam mu dogadzać jak mogę - piorę, sprzątam, prezenciki, poj.bało mnie zupełnie. Myślę -może sobie nie zasłużyłam. Wszystkie mi zazdroszczą takiego fajnego faceta. Do innych jest taki milusi jak do mnie kiedyś.
W końcu ostatkiem sił z hukiem zakańczam znajomość - a ten - super jak sobie życzysz. Przetrzymałam jeden dzień. Nie dzwoni, co robić? Zawsze dzwonił. Dzwonię ja (debilka skończona - ale przypominam - moda i głupia), pytam, ten mnie spuszcza po linie. Obrażam się. Dzwoni on, ja go spuszczam po linie. I tak dwa pierdzielone tygodnie z życia zombie.

Oczywiście wracamy do siebie. Jest dużo lepiej - na początku, wręcz zajebiście. Wszystko na swoim miejscu jak być powinno, żadnych podchodów i manipulacji. Znowu mnie uzależnia. A już byłam czysta.
Zaczynamy mieszkać razem, pracujemy. Wraca z powrotem Mr. Hyde. Jest coraz gorzej, męczę się straszliwie.
Jestem wrakiem uzależninym emocjonalnie od pojeba.

Wreszcie następuje koniec. Rozpaczam przez nie wiem jak długo. Idę spać z płaczem, w nocy sikam z płaczem, jadę do roboty rycząc w głos. Rozpaczam jak popieprzona. Nie jem. Oczyszczam się hardcorowo.

I co? I pewnego dnia wstałam zdrowa. Uśmiechnięta i pewna siebie. Nie wiem jak to się stało, bo większość z tamtego okresu wymazal mój mózg. Zakochałam się z wzajemnością bardzo szybko i pokochałam miłością o której nie miałam pojęcia że może istnieć. Totalna wolność, żadnych gierek, obaw. Jesteśmy ze sobą tak blisko jak tylko można bez żadnych lęków i emocjonalnego popieprzenia. Małżeństwo z długim (subiektywnie) stażem, dzieci, dom. Pokochałam siebie też w międzyczasie."

Nie dopisalam wtedy że: mój ex wydzwaniał do mnie jeszcze przez pół roku na komórkę, pamiętał o wszystkich rocznicach, urodzinach, imieninach i pierdnięciach (w trakcie związku przychodzilo mu to z wielkim trudem). Wiedzial o moim nowym związku i dostawał małpiego rozumu, potrafił dzwonić po kilka razy dziennie (mieszkaniec jednej z greckojęzycznych wysp - przykumaj Kasanderko koszty) pytać jak się czuję, a co slychać, co robiłam, co jadłam etc. Palant zwykły i tyle.
Na początku było mi ciężkawo - potem coraz lżej, a potem tylkko śmiać mi się z niego chciało - on słysząc coraz większe lekceważenie i lajcik w moim glosie - przestał dzwonić i z wrażenia się ożenił. Rok po moim szczęśliwym ślubie.

Teraz z perspektywy czasu wiem że z jednej strony chciał mnie mieć ciągle na smyczy, a z drugiej w jakiś chory sposób koił swoje wyrzuty sumienia. Że niby się przyjaźni, że mu zależy jako na czlowieku bo taką super kobietą jestem.
Pacan pacan i jeszcze raz pacan. Całe szczęście że Bozia mnie uchroniła bo dzisiaj byłabym w kaftanie w pokoju bez klamek.

Pozdrawiam i sily Ci życzę.

221

Odp: Penelopa

Dziękuje KRISS.Zrozumialam! Popierdzielone uzależnienie emocjonalne...i on to wie i wykorzystuje!Jednak nie rozumiem co chce przez to osiągnąć?
Kuźwa przecież on ciągle wraca!Postanowilam że nie będe już odbierala żadnych telefonow od niego.Nie chce pisac "nigdy',bo tego slowa sie poprostu boje...zaraz o ironio,cos sie dzieje takiego że to "nigdy" obraca się przeciwko mnie...
wiesz sama bylam zaskoczona swoja reakcją na ten telefon...totalna rozsypka w jednej chwili, na kawalki!Lecz o dziwo naprawde szybko sie zebralam w sobie.Jednak moja kilku miesięczna praca nad sobą nie poszla na marne smile

Wspołczuje Ci KRISS kilku facetow w domu! big_smile  chowaj się zdrowiutko ze swoimi dzidziusiami.
Pozdrawiam

222

Odp: Penelopa

Czuje sie zaniepokojona i w jakis sposób "zagrożona".Przedwczoraj widzialam jego samochód przejeżdzający obok mojego domu.Jestem na 99,9% pewna że to był ON(charakterystyczny szmochód)...albo popadam w jakąs paranoje albo...ale moja córka tez widziala...Pomyślalam jednak...no cóż droga jest państwowa ,każdemu można jeżdzić... smile
kurde nie daje mi to spokoju.A co będzie jesli ktoregos dnia stanie przed moimi drzwiami...tak jak to on potrafi jak gdyby nigdy nic.nie widzialam go prawie rok...

223 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-04-10 12:22:43)

Odp: Penelopa

Tjaa najlepiej weź się zacznij ukrywać może, załóż fachowe moro, twarzowy berecik a buźkę malnij pastą do obuwia.

Kotku to wszystko tkwi w Twojej głowie. To na co mu pozwolisz. Jak pozwolisz żeby przejazd samochodu pod blokiem wprowadzał Cię w drżenie - to tak właśnie będzie. Jak to co zrobisz jak zapuka. To samo jakby zapukał obwoźny sprzedawca czopków doodbytniczych na każdą okazję. Dzień dobry, nie potrzebuję, wszyscy zdrowi, nie używam. Kwiatki da. Dziękuję, nie trzeba było, jakie ładne, do widzenia. Mogę wejść? Niestety jestem zajęta, zaraz wychodzę. Kiedy wrócisz, może poczekam? Niestety nie wiem, nie mam czasu, zdzwonimy się, pa.

224

Odp: Penelopa

KRISS normalnie znowu mnie rozwalilaś! big_smile a wiesz ze myślałam o tym żeby przefarbowac wlosy i cos tam coś tam smile Masz racje to wszystko w sumie zalezy ode mnie ! Ja tu jestem swoja PANIą !Jednak nie wiem czy bylabym w stanie potraktowac go jak zwyczajnego dostwce czopkow smile Raty ,ale Ty to masz pomysła...nie ma co !

225

Odp: Penelopa

Kasandro, jeśli można i tu się wcisnę.
Mój psychofag też tak bawił się z blondi (i jestem pewna, że nadal to robi). Niby kończymy tę zabawę, bo to nie ma przyszłości, bo żona, dzieci, śmieci ale nadal trzymał ją na krótkim sznurku emocjonalnym - na tyle długim, żeby zawsze się z tego wykręcić ale również na tyle krótkim (czasowo), żeby nie utracić kontroli nad jej życiem i uczuciami.
To się nazywa dręczenie. A gdybyś posłuchała jego żony - miodzio, wszystko się układa, kwiaty, zapewnienia o miłości, był drobny kryzysik ale już zażegnany, ona jest miłością jego życia i jego przeznaczeniem i ten magiczny seks jest możliwy tylko z nią. Ale w tym samym czasie drobny kontrolny telefonik do Ciebie, żeby mu broń Boże nie wykręciła jakiegoś brzydkiego numerka i nie związała się z kimś innym, bo to by zagrażało jego terytorium, które jak kocór obszczał i nadal obszczywa i innym od tej miejscówki (czyt. od Ciebie) wara. Wiem o czym mówię.

226

Odp: Penelopa

Wciskaj się Tarantelko smile
Wiesz Tarantella przyznam że jestem duuuzo silniejsza i naprawde może sie do mnie odzywac lub nie...Nie interesuje mnie to.wzmocnilam sie na tyle żeby ignorowac nawet jego proby kontaktu.Raz mnie zaskoczyl,że nie moglam sie pozbierac ,bo faktycznie liczylam na to że przynajmniej nieprędko się odezwie.Teraz jednak odpedzam każda mysl z nim związana.odpedzam ją skutecznie swoim wypracowanym sposobem.Zaraz znika i juz czuje sie spokojna...Naprawde uważam że to juz skończone.Znowu nie napisze że juz Nigdy...ale uznaje ze to niemożliwe...Zycze mu z calego serca szczęścia a rodziną,bo ja mu tego szczęścia nie zapewnię...

227

Odp: Penelopa

Dziwne to życie i pelne niespodzianek...Pisze,bo znowu dzwonil.Tak normalnie,co slychac i krotka rozmowa o życiu.Choc kontakt z nim wywoluje ogromne emocje to jednak zachowalam zimną krew.Wczoraj mieliśmy okazje spojrzec sobie w twarz...niesamowite...On znowu przejeżdzał obok mojego domu.widzieliśmy się...ale nie zatrzymal sie.Przypadek?Czujemy chyba oboje to samo.Wiemy że nie ma takiej opcji żeby wrocilo to co bylo,ale coś w nas pozostalo....mija rok!

228

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Dziwne to życie i pelne niespodzianek...Pisze,bo znowu dzwonil.Tak normalnie,co slychac i krotka rozmowa o życiu.Choc kontakt z nim wywoluje ogromne emocje to jednak zachowalam zimną krew.Wczoraj mieliśmy okazje spojrzec sobie w twarz...niesamowite...On znowu przejeżdzał obok mojego domu.widzieliśmy się...ale nie zatrzymal sie.Przypadek?Czujemy chyba oboje to samo.Wiemy że nie ma takiej opcji żeby wrocilo to co bylo,ale coś w nas pozostalo....mija rok!

To nie przypadek. Czujecie oboje to samo. Gdyby tylko to było możliwe przylgnęlibyście do siebie całkiem i na zawsze.
Uznaliście jednak, że to możliwe nie jest i tego się trzymacie. Niełatwy wybór i niełatwa droga. Uczucie jednak głębokie i szczere.
Rok, pięć czy dziesięć pewnie nic nie zmieni i wiesz co Kasandro ? - Myślę, że możesz mieć rację w tym co napisałaś zakładając
ten wątek. Chyba kiedyś jeszcze możecie być razem... Jeśli żyje jeszcze w Tobie i w nim taka nadzieja, jeśli nie niszczy was
tylko podbudowuje, to nic tylko życzyć spełnienia. Więc tego właśnie życzę i pozdrawiam.

229

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Dziwne to życie i pelne niespodzianek...Pisze,bo znowu dzwonil.Tak normalnie,co slychac i krotka rozmowa o życiu.Choc kontakt z nim wywoluje ogromne emocje to jednak zachowalam zimną krew.Wczoraj mieliśmy okazje spojrzec sobie w twarz...niesamowite...On znowu przejeżdzał obok mojego domu.widzieliśmy się...ale nie zatrzymal sie.Przypadek?Czujemy chyba oboje to samo.Wiemy że nie ma takiej opcji żeby wrocilo to co bylo,ale coś w nas pozostalo....mija rok!

Chciałabyś aby to na Twojego męża czychała jakaś kobieta? zabrać dzieciom ojca? żone męża który rpzed Bobiem przysięgał miłośc i wiernośc? chciałabysaby Twój mąz przyrzekający Ci miłośc do grobowej deski romansował przez lata z inna? jakbys się wtedy czuła? pewnie nie za dobrze, ale mimo to starzas sie rozwalic RODZINĘ ... jestescie siebie warci, buduj szczęscie na czyimś nieszczęsciu ale nie licz że los i Bóg w takiej sytuacji będzie dla Ciebie łaskawy ...

230

Odp: Penelopa

Zz tez uwazam ze to nie byl przypadek.Jednak to bolesne uczucie widzieć sie i nie móc zbliżyc  do siebie,To tak jak patrzec przez szybe na cenna rzecz,pragnąc ja i nie móc jej nawet dotknąć.No coż sami sobie zgotowaliśmy taki los...Tak,myslę ze czujemy podobnie.Nadzieja nie gasnie...Na co czekam w takim razie?nie potrafie odpowiedziec!Jestem dorosla a tu taka infantylna!Przeciez nie czekam na smierc jego zony.Na coz więc?
Przyznam,że czasami czuje go wszystkimi zmysłami i zastanawiam się czy on czuje tak samo...bo jesli tak jest to nie ma innej opcji jak ta,że kiedys będziemy razem...może w innym zyciu,moze w innym wcieleniu...sfiksowac można!Puki co to pozostaje w sferze marzen,tak sobie obiecałam.Jestem sama i tak już chyba pozostanie.Dla mnie to najlepszy wybor na ten czas,bo innej drogi nie widzę!
Dziękuje Ci Zz za wpis i dużą dawke zrozumienia.
Mam nadzieje że Ty w jakiś sensowny sposób poukładałes swoje sprawy.
pozdrawiam smile

231

Odp: Penelopa

Kasian jeśli zauwazylaś to trzymam się do niego z daleka.nie spotykamy się juz od roku.Cos przeoczylaś!Nie mam zamiaru odbierać ani ojca dzieciom,ani tez kobiecie męża!I nie będę budowac swojego szczęścia na nieszczęściu innych osób...to że chcialabym z nim spedzic resztę życia nie znaczy że będę szla po trupach do celu :)nie mam takiego zamiaru!
Jak bym się czula gdyby mąż mnie zdradzał?nie musisz mnie pytac,bo sama dobrze wiesz....i nie czynie zadnych starań zeby rozwalić jego rodzine.
Pozdrawiam

232

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Zz tez uwazam ze to nie byl przypadek.Jednak to bolesne uczucie widzieć sie i nie móc zbliżyc  do siebie,To tak jak patrzec przez szybe na cenna rzecz,pragnąc ja i nie móc jej nawet dotknąć.No coż sami sobie zgotowaliśmy taki los...Tak,myslę ze czujemy podobnie.Nadzieja nie gasnie...Na co czekam w takim razie?nie potrafie odpowiedziec!Jestem dorosla a tu taka infantylna!Przeciez nie czekam na smierc jego zony.Na coz więc?
Przyznam,że czasami czuje go wszystkimi zmysłami i zastanawiam się czy on czuje tak samo...bo jesli tak jest to nie ma innej opcji jak ta,że kiedys będziemy razem...może w innym zyciu,moze w innym wcieleniu...sfiksowac można!Puki co to pozostaje w sferze marzen,tak sobie obiecałam.Jestem sama i tak już chyba pozostanie.Dla mnie to najlepszy wybor na ten czas,bo innej drogi nie widzę!
Dziękuje Ci Zz za wpis i dużą dawke zrozumienia.
Mam nadzieje że Ty w jakiś sensowny sposób poukładałes swoje sprawy.
pozdrawiam smile

Duża dawka zrozumienia z mojej strony to żaden cud. - Jestem w podobnym położeniu co twój facet i moje myśli biegają
podobnymi torami jak u Ciebie, a nic się u mnie nie zmieniło. O poukładaniu spraw na razie mówić nie mogę, ani o jakichś
specjalnych sukcesach. Tyle tylko, że się staram. Zaś życie jest dla mnie tak samo "łaskawe" jak dla Ciebie.
- Wczoraj robiłem zakupy w sąsiedztwie mojej B (w prostej linii miałem jakieś 100m do jej domu). Wiem, że tam była, czułem to.
Wszystko we mnie wyrywało się w jej kierunku. Uciekłem. Bolało.

233

Odp: Penelopa

Zastanawiam sie Zz czy w ogole jest możliwośc znalezienia zapomnienia.Czy Ty ,czy ja jestesmy w stanie zapomnieć i żyć dalej...bo jesli nie ,to jaki sens ma takie życie...?Czasami mysle że moje nie ma...Gdyby nie to ze mam rodzine,to chetnie polożylabym się do trumny i czekala ąz nadejdzie czas...
Tak,zycie okazalo się "łaskawe',bo moglam go zobaczyc a wcześniej usłyszeć.A przyznam uczciwie że na to nie liczylam.Sadzilam,że pogrzebal mnie wraz z tym co nas lączyło,byc może nadal łączy Sila ktorej trudno się oprzec...Jak dlugo da się jeszcze uciekac przed sobą?
W sumie stwierdzam że ja mam latwiej od Ciebie Zz,bo jestem sama.ty masz zone,ktorej musisz spojrzeć w oczy,polożyc się do łóżka....ja nie mam przynajmniej takiego dylematu,bo przyznam że nie dalabym rady.W ciszy i z dala od wszystkich moge lizac swoja zranioną łape...tylko jak dlugo jeszcze?

234

Odp: Penelopa

Zazdrosc napisał:
"Nie można żyć szczęśliwie, nie żyjąc godnie, moralnie i uczciwie"


I znowu sie czepne...staram się życ wedlug powyzszego.Jednak takie zycie nie daje mi poczucia szcześcia.Ciągle cos sie we mnie kłóci...Wiem jak powinno sie zyć.Znam zasady moralne.Jednak takie życie mnie nie uszczęśliwia....Ta reguła w moim przypadku zwyczajne się nie sprawdza.

Marcel Proust powiedzial...

"Człowiek staje się moralny z chwilą, gdy staje się nieszczęśliwy... "

I co mi z tej mojej moralności!?

Z tego wynika że nie ma czlowieka w stu procentach uczciwego,moralnego ,bo inaczej wszyscy byli byśmy nieszczęśliwi....Wedlug mnie moralnośc jest zewnętrznym odzwierciedleniem naszego życia.Chyba bardziej tak czy owak zachowujemy się dla ludzi niz dla samych siebie,a co dzieje się w sercach niejednej osoby to juz inna bajka.Tak...między innymi mam na mysli siebie...
Jak widac każdy zyje według swojej wlasnej filozofii zycia.Epikur swojej,Proust swojej a my zawsze mamy wybor....jak widac i moralność mozna nagiąć do wlasnych potrzeb :) niezle herezje ,prawda ? :D

235

Odp: Penelopa

Tkwiąc w tym samym miejscu od lat - sama odbierasz sobie prawo do odnalezienia szczęścia.
Bądźmy szczere - Ty nie zakończyłaś tego związku. Nadal w nim tkwisz - tylko bez seksu.
Może już pora otworzyć się na nowe? Tylko aby zrobić miejsce na nowe - trzeba wywalić stare.

236

Odp: Penelopa

Kasandra1234  przeczytalam, niesamowita Twa historia, cos tego typu co i moja... Rozumie Cie i teraz ja Ci powiem WALCZ!!! Mowisz jak ja poczekam... dla mnie nawet niech uplynie nie wiadomo ile lat i tak poczekam,nie jestem w stanie nikogo innego pokochac... i rozumie Cie doskonale. poczekamy, zabaczymy!!! Mysle podobnie jak Ty, lecz czasami mam chwile zalamania- napewno jak kazdy,ale zyc trzeba dalej- tylko jak zyc dalej???? Dziekuje, ze jestes ze mam z kim porozmawiac,czuje sie lepiej!!! Trzymam kciuki pozdrawiam.

237

Odp: Penelopa

NIEKOCHANA to co napisałas jest prawdą!Nie wypieram sie tego,bo oklamalabym siebie i Was!Zawsze chcialam zalożyc wątek"Wygrałam" ale to byloby nieuczciwe...Stoje w miejscu,świdomie i nie potrafie sie z tego wyrwac.Chcialabym otworzyc sie na nowy związek ale jest we mnie taka blokada że nie daje rady.A przyznam że mialam taka szanse jeszcze nie tak dawno.I na co czekam?Nie pytaj bo nie wiem.Tu i psycholog nie pomoże,więc nie radz mi żebym sie leczyla,bo nic nie wskóram i taką drogą.może z czasem...chyba że będzie jeszcze gorzej,nie sposób przewidziec.

Dzięki że się odezwałac Niekochana smile

Smieszka teraz rozumiesz!.nie chce żebyś się unieszczęśliwiała juz teraz,bo poźniej będzie trudniej.Z biegiem lat nie jest latwo zamienić stara miłość na nową....A co bęzie gdy juz będzie za poźno... sad  Czekaj ale nie za dlugo  smile
Pozdrawiam Was kobietki

238

Odp: Penelopa

Smieszka ale nie walczę o te milośc...walcze ze sobą! to tak jak walka z wiatrakami!

239

Odp: Penelopa

kasandra1234 czemu zycie jest takie brutalne?!!! Ja bede czekala, bo nic wiecej nie pozostalo mi! Zadreczylam sie jednym spotkaniem, jedna chwila, ktora mi nie daje spokoju i nie da. A to moze trwac nawet latami...dopoki -dopoty on sie znowu nie odezwie...(jesli wogole sie odezwie) Kasandra a Ty na co czekasz,czego nic nie robisz,by jakos rozwiklac swoja cala sytuacje?Latka leca,musisz cos zrobic ze swym zyciem,poukladac je. Mysli mam rozbiegane Tobie radze ,a  sama ze swoja sytuacja uporac sie nie moge, nie potrafie i sie doluje,drecze i dobijam...   sad i sad

240

Odp: Penelopa

Jak zapytalam co z nami będzie...odpowiedzial,że sam już nie wie...

http://www.youtube.com/watch?annotation_id=annotation_591419&v=-9CBg4kfawc&feature=iv

nie mogę zrobic nic Smieszka,bo On ma rodzinę!Nie moge byc z nim...nie moge byc bez niego...
Bylam obecna w jego życiu przez trzy lata! i sama nie wiem czy mam tego żalowac ,czy nie...

241 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-07-03 20:07:52)

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

NIEKOCHANA to co napisałas jest prawdą!Nie wypieram sie tego,bo oklamalabym siebie i Was!Zawsze chcialam zalożyc wątek"Wygrałam" ale to byloby nieuczciwe...Stoje w miejscu,świdomie i nie potrafie sie z tego wyrwac.Chcialabym otworzyc sie na nowy związek ale jest we mnie taka blokada że nie daje rady.A przyznam że mialam taka szanse jeszcze nie tak dawno.I na co czekam?Nie pytaj bo nie wiem.Tu i psycholog nie pomoże,więc nie radz mi żebym sie leczyla,bo nic nie wskóram i taką drogą.może z czasem...chyba że będzie jeszcze gorzej,nie sposób przewidziec.

Cieszę się, że zgodnie z moją intencją odebrałaś moje słowa big_smile
Szkoda tracić życia na tkwienie w wyimaginowanym świecie. Wiem o czym piszę, bo choć moja sytuacją była zupełnie inna - też tkwiłam w moim wyobrażeniu o moim życiu. Krzywdzisz samą siebie - a to najgorsza zbrodnia.
Z własnego doświadczenia powiem - najgorsze są początki, trezba się zmusić do ruszenia dupki. To nie musi być od razu związek, może być po prostu koleżeńska znajomość, ale najważniejsze - zająć myśli kimś innym.
Ogłaszam koniec żałoby tongue

kasandra1234 napisał/a:

Jak zapytalam co z nami będzie...odpowiedzial,że sam już nie wie...

No a to już schemat męskiego postępowania w takiej sytuacji: "Błagam, nich ktoś podejmie decyzję za mnie".
Słabiutkie, tchórzliwe uciekanie od odpowiedzialności z podkulonym ogonkiem tongue

242

Odp: Penelopa

Niekochana nie moge zacząć zycia od nowa ,bo to będzie przyznaniem sie do tego że moje dotychczasowe życie bylo do d...py big_smile minął rok a ja nadal drepczę.Wpadlam w rondo i nie mogę znaleźć wyjscia.Jestem jak alkoholik na odwyku,który w każdym momencie swojego życia może wrocić do nalogu...i jestem tego świadoma.To już nawet nie jest zabawne....
Ostatnio facet chcial sie ze mną umowic ,bo powiedzil,ze slyszal ,że jestem wolna.A ja mu wciskalam że to nieprawda.On swoje a ja swoje.I w końcu dal se spokój big_smile
koniec zaloby powiadasz!...hm...wiesz co mam ochote czasami zrobić?...zdradze swoja tajemnice.Otoż póścic się jak zwykla dziwka!a tak...z byle kim,gdziekolwiek...a co mi tam! Moze mi się spodobą!

Co do facetow to owszem zgadzam sie,niestety ale sa tchorzliwi,wygodniccy,lubia pozostawac na swojej grzędzie(sorka jesli obrazilam jakiegoś pana)w sumie może to i dobrze...  tongue

Staram się jakoś zabić to uczucie,zorganizowac czas żeby nie myślec...nie dawno kupilam sobie hula hop big_smile Fajna sprawa-polecam.Naprawdę działa.Koi psychicznie i sprawia że po wysilku fizycznym poprawia się ogólne samopoczucie.Powymiataj Niekochana,zobaczysz,na swoja sprawe rozwodową pojdziesz jak gwiazda big_smile

243

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Niekochana nie moge zacząć zycia od nowa ,bo to będzie przyznaniem sie do tego że moje dotychczasowe życie bylo do d...py big_smile minął rok a ja nadal drepczę.

Często się nie zgadzamy, ale chyba się nie mylę - NIE jesteś tchórzem, prawda? No więc pokaż, że masz "jaja" i szczerze przyznaj, że chcesz LEPSZEGO życia.

kasandra1234 napisał/a:

koniec zaloby powiadasz!...hm...wiesz co mam ochote czasami zrobić?...zdradze swoja tajemnice.Otoż póścic się jak zwykla dziwka!a tak...z byle kim,gdziekolwiek...a co mi tam! Moze mi się spodobą!

Ale że chcesz wziąć za seks pieniądze? tongue Bo tak robią dziwki tongue
A poważnie - masz moją zgodę i bogosławieństwo tongue Może nie z byle kim, ale bez zobowiązań - proszę bardzo.
Rozczarowana co do mojej reakcji? tongue

kasandra1234 napisał/a:

.Powymiataj Niekochana,zobaczysz,na swoja sprawe rozwodową pojdziesz jak gwiazda big_smile

Kochana, ja codziennie o 5.25 biegam + 100 brzuszków rano i wieczorem - to daje kopa. big_smile A poprawa wyglądu - bonusik.

244

Odp: Penelopa

Niekochana lepszego życia oczywiscie że chce,tchorzem nie jestem!ale jaja...no jużem sprawdzila...chiba nie mom tongue
Seksik za kase tez nie ,ale tak wiesz przygodnie,bez zobowiążań,no trochę zaszaleć.Tak żeby zapomniec!Twoje przyzwolenie mnie zaskoczylo!Tak sobie mysle że jesli coś leczy dusze człowieka to czemu nie sprobować! tongue

co do biegania to podziwiam,bo ja nie daję rady...papierochy rozwalily mi pluca i pewnie dla tego...ale wymiatam na hoopie i tez fajnie i tez dziala!a brzuszki to najlepiej mi sie robi jak na nim leżę tongue

245

Odp: Penelopa

Seks jest dla wszystkich - byle nikogo nie ranić!

246

Odp: Penelopa

kasandra1234 kurcze troszke  rozbawily mnie te posty, ktore piszesz z niekochana72 smile i smile chyba fajnie co? dostrzegam w Tobie bardzo fajna kobitke, ktora naprawde zasluguje od zycia na odrobine choc szczescia. Chyba zaczne brac z Was kobitki przyklad!

247

Odp: Penelopa

Przyznam że troche się odstresowałam tongue My to jesteśmy normalnie takie fajne laski,tylko sie nikt na nas nie poznał big_smile

Pozdrawiam i zycze dobrej nocki

248

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Zastanawiam sie Zz czy w ogole jest możliwośc znalezienia zapomnienia.Czy Ty ,czy ja jestesmy w stanie zapomnieć i żyć dalej...bo jesli nie ,to jaki sens ma takie życie...?Czasami mysle że moje nie ma...Gdyby nie to ze mam rodzine,to chetnie polożylabym się do trumny i czekala ąz nadejdzie czas...
Tak,zycie okazalo się "łaskawe',bo moglam go zobaczyc a wcześniej usłyszeć.A przyznam uczciwie że na to nie liczylam.Sadzilam,że pogrzebal mnie wraz z tym co nas lączyło,byc może nadal łączy Sila ktorej trudno się oprzec...Jak dlugo da się jeszcze uciekac przed sobą?
W sumie stwierdzam że ja mam latwiej od Ciebie Zz,bo jestem sama.ty masz zone,ktorej musisz spojrzeć w oczy,polożyc się do łóżka....ja nie mam przynajmniej takiego dylematu,bo przyznam że nie dalabym rady.W ciszy i z dala od wszystkich moge lizac swoja zranioną łape...tylko jak dlugo jeszcze?

Też się tego obawiam - że nie będzie zapomnienia. Czy jednak tego właśnie chcę ? Czy chcę zapomnieć ? Chyba jednak nie.
Nie w tej chwili. To czego chcę najbardziej, to nie tylko pamiętać lecz także nadal przeżywać. Wszystko to co już było w mojej
relacji z B i wszystko to co jeszcze mogłoby być. Chciałbym żeby to trwało i żeby się rozwijało. Wiem, że to niemożliwe teraz
i właśnie tego niemożliwego pragnę z całych sił. Krążę po tym "rondzie" dokładnie tak jak Ty. I boję się, że tak już zostanie.
Boję się też, że kiedy pamięć przestanie podsuwać przyjemne wspomnienia, tęsknota i ból wygasną, to wtedy wszysko we mnie
wygaśnie razem z tym i zostanie tylko ciało "emocjonalnego zombie" nieuchronnie zmierzające do ostatecznej śmierci.

Też sobie pomyślałem, że Ty masz lepiej - bez odpowiedzialności wobec współmałżonka i dzieci, ale wiem że to wcale nie zmniejsza
intensywności twoich przeżyć, nie zmniejsza bólu i nie oddala tęsknot. Owszem, daje więcej dróg ucieczki i większe możliwości udawania.
Tylko tyle.

Wydaje mi się, że wiem dlaczego tak z nami jest - To taka cecha osobnicza, specyficzna równowaga między ciałem i duchem
albo sercem i rozumem, dająca możliwość (i jak się okazuje przekleństwo) takiego odczuwania. Ci, u których przeważa jedno
lub drugie mają łatwiej od nas - są bardziej racjonalni i bardziej panują nad wszystkim w sobie bez tęsknot i żalu lub są bardziej
spontaniczni i poddają się uczuciom bez wyrzutów sumienia. My zaś jedną nogą tu, drugą tam, a ogólnie w sytuacji beznadziejnej.

Może jakoś przeżylibyśmy to nasze życie spokojnie, ale mieliśmy pecha - ktoś uchylił nam na moment drzwi, zza których dotarło
do nas światło i ciepło, o którym zawsze marzyliśmy i którego zapomnieć nie sposób. Teraz stoimy pod nimi z nadzieją, że znów
się otworzą, a naszym największym pragnieniem jest przekroczyć próg...

http://youtu.be/pOiVEUi-eiE

249

Odp: Penelopa

"Teraz stoimy pod nimi z nadzieją, że znów
się otworzą, a naszym największym pragnieniem jest przekroczyć próg..."

Tak naprawde przecież możemy to zrobić...i Ty i ja... gdybysmy byli egoistami to owszem tak.Czasami mam ochote chwycic za telefon i zadzwonić do niego!Na nowo zacząć to co było!Coż jednak to da...znowu znajde sie na rondzie tylko troche innego rodzaju.Obciązona dodatkowo wyrzutami sumienia..gdybym tylko mogla się go(sumienia) pozbyć!
Mam podobnie jak Ty.I chce zapomiec... i nie chce sobie odbierac tych chwil ktore mineły,mam ochote sie nimi karmic a nie zapomieć!Ciągle jestem nienasycona,więc jak mam pragnać zapomnienia.Sytuacja faktycznie beznadziejna...Tylko lobotomia by pomogla.

Zastanawiam sie Zz nad Twoja sytuacja.Czy Twoja żona niczego nie zauważa w Twoim zachowaniu?.Czy nie widzi Twojej "nieobecności" na co dzień?Jesli tak,jest czy nie ma ochoty zwrocic ci wolności?Przyznam że ja nie zniosłabym takiej sytuacji na jej miejscu.Kazałabym ci odejść!może wlasnie ja na to licze,na to czekam...że żona każe mu odejść...

250

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

.Kazałabym ci odejść!może wlasnie ja na to licze,na to czekam...że żona każe mu odejść...

Na to liczy każda kochanka. I przeważnie się przeliczy hmm

251

Odp: Penelopa

Jestem "bialą" kochanką Niekochana.Czuje sie nią nadal,pomimo braku kontaktu...Napisałam "może",bo tak naprawde nie wiem czy tego bym pragnęła.Ja nie dam szczęścia takiego jak jego rodzina.Nie uszczęśliwię go w ten sposób!może nawet wręcz przeciwnie...Czegóż więc oczekuje...nie pytaj ,bo nie wiem...

252

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Jestem "bialą" kochanką Niekochana.Czuje sie nią nadal,pomimo braku kontaktu...Napisałam "może",bo tak naprawde nie wiem czy tego bym pragnęła.Ja nie dam szczęścia takiego jak jego rodzina.Nie uszczęśliwię go w ten sposób!może nawet wręcz przeciwnie...Czegóż więc oczekuje...nie pytaj ,bo nie wiem...

Wiesz, kochana, wiesz. I żyjesz tą nadzieją. To właśnie ta nadzieja nie daje Ci zacząć nowego życia.

253

Odp: Penelopa

Nie wiem Niekochana,to jest naprawde beznadzieja!
Może kiedyś jesienia,gdy ptaki odleca ze swych gniazd...

254

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Nie wiem Niekochana,to jest naprawde beznadzieja!
Może kiedyś jesienia,gdy ptaki odleca ze swych gniazd...

Cóż za pokrętna logika...
Kochana - chciałabyś, żeby on odszedł od rodziny, bo wtedy mogłabyś "udawać", że to nie Twoja wina. Że to On chciał pomimo tego, ze Ty odeszłaś. Chyba się nie mylę?
Nie piszę tego złośliwie. Po prostu tak mi się wydaje...

255

Odp: Penelopa

W sumie masz racje...może ja chce żeby ona (żona)go zostawila z jakis tam nie ważne powodow....Pokretna logika faktycznie...

256

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

W sumie masz racje...może ja chce żeby ona (żona)go zostawila z jakis tam nie ważne powodow....Pokretna logika faktycznie...

To maiłby być taki "kochankowy" happy end hmm Bo niby wszyscy szczęśliwi, ale "smrodku" nie ukryjemy - co było przyczyną rozpadu tego związku. Tzn można udawać, że się nie pamięta. Ale samej siebie nie oszukasz...

257

Odp: Penelopa

Niekochana jesli uda Ci sie dokonac psychoanalizy tej calej sytuacji,to masz u mnie Oskara! big_smile

Powiedz mi Niekochana,kochana jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?Lobotomia odpada! tongue

258

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Niekochana jesli uda Ci sie dokonac psychoanalizy tej calej sytuacji,to masz u mnie Oskara! big_smile

Powiedz mi Niekochana,kochana jakie widzisz wyjście z tej sytuacji?Lobotomia odpada! tongue

Moje sytuacja wymagała odcięcia się. Psychicznego przede wszystkim, bo fizycznie to mam go za ścianą sad
Da się, zapewniam.
Trzeba przestać idealizować to, co Was łączyło. To bolesne, ale proponuję racjonalnie rozłożyć na czynniki pierwsze.
Gdyby kochał - odszedłby od żony i NIC by go nie zatrzymało. Ale nie odszedł, więc....
I bez wymówek - odpowiedzialność, ble, ble, ble... Gdyby był odpowiedzialny, to by nie zaczynał romansu.

Kochana, nie jestem żadną mądralą, po prostu mam sporo empatii, myślę logicznie i nie dają się wpuszczać w maliny big_smile

259

Odp: Penelopa

Niekochana jak wiesz odcięłam się od niego jakis rok temu...zero kontaktow z mojej strony.Mam czyste sumienie.Naprawde zrobilam i robie wiele żeby zapomiec...
Wszystko przeanalizowalam,rozkladalam na czynniki pierwsze,sporządzilam bilans(minus dla mnie).Czy idealizuje?.Cholercia,chyba nie...
czy jest odpowiedzialny?Myśle że tak!
Piszesz że gdyby kochal to by odszedl...a czemu nie odszedl Zz pomimo że nie kocha swojej żony?Może On tez jest podobnego pokroju...

A w maliny i tak nas wpuścili big_smile

260

Odp: Penelopa
kasandra1234 napisał/a:

Niekochana jak wiesz odcięłam się od niego jakis rok temu...zero kontaktow z mojej strony.Mam czyste sumienie.Naprawde zrobilam i robie wiele żeby zapomiec...
Wszystko przeanalizowalam,rozkladalam na czynniki pierwsze,sporządzilam bilans(minus dla mnie).Czy idealizuje?.Cholercia,chyba nie...
czy jest odpowiedzialny?Myśle że tak!
Piszesz że gdyby kochal to by odszedl...a czemu nie odszedl Zz pomimo że nie kocha swojej żony?Może On tez jest podobnego pokroju...

A w maliny i tak nas wpuścili big_smile

Primo - o malinach - to o wpuszczeniu przez Ciebie mej osoby myślałam tongue No np to "mam czyste sumienie" tongue To się jakoś da wyczyścić?
Secundo - psychiczne odcięcie. Zresetować mózg.
Tertio - kurcze, no chyba jaśniej nie można - jak kocha, NIC nie zatrzyma. Zz i większość pozostałych nie odchodzą, bo nie potrafią wziąć na siebie odpowiedzialności. Chłopcy w krótkich gatkach.

Posty [ 196 do 260 z 315 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024